a to ci dopiero, zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, o czym rzadko się tu rozmawia - mianowicie o związku między pracą wolontariacką a stanem czakr. moim zdaniem, bo zaangażowanie w służbę innym to nie jest zwykła aktywność, to bardzo konkretny przepływ energii przez kilka ośrodków naraz. Według tradycji jogi mamy tu do czynienia głównie z anahata (czwarta, sercowa) ale też z manipurą i ajna - i te trzy razem tworzą coś w rodzaju szlaku energetycznego, który się aktywuje właśnie wtedy, kiedy działamy dla innych bez oczekiwania zapłaty. Ktoś z was miał doświadczenia z wolontariatem i zauważył jakieś zmiany w ciele, energii, samopoczuciu? Nie mówię o błogim uczuciu po dobrym uczynku, bo to za proste wyjaśnienie - mam na myśli coś głębszego.
O, ciekawy temat! Ja sam trochę pomagałem kiedyś w jadłodajni dla bezdomnych i faktycznie było coś dziwnego w tej energii tam. co prawda, czułem się po tym jakoś... inaczej niż po normalnym dniu. Ale szczerze to nie wiedziałem wtedy nic o czakrach, więc nie mogę powiedzieć co konkretnie się działo. Jaką czakrę to otwiera najbardziej? Tą sercową? 😉
Hmm, nie jestem pewna czy to tak działa. To znaczy - rozumiem teorię, ale mam wątpliwości czy możemy tak precyzyjnie mówić która czakra i kiedy. trudno powiedzieć, u mnie np. po intensywnym wolontariacie (pracowałam przez kilka tygodni przy zbiórce żywności) byłam po prostu zmęczona fizycznie. Żadnego uniesienia, żadnej przepływającej energii. bardziej jak wypalenie. To co wtedy?
Wchodzę tu bez zaproszenia, .. zmęczona? Bo mi się miesza jedno z drugim i nie wiem jak to odróżnić.
no nie, ooo no to mnie to interesuje bo właśnie zapisałam się do wolontariatu i chcę żeby to mi POMOGŁO energetycznie a nie zabrało! Jak chronić te czakry podczas pomagania innym? Czy jest jakaś technika przed wyjściem na taki dyżur? 🙁
no właśnie - plecy bolały, byłam drażliwa, zero cierpliwości do ludzi w domu. Ale myślałam że to po prostu zwykłe fizyczne zmęczenie i stres. Czyli mówisz że manipura a nie sercowa? Bo wszędzie piszą że wolontariat to ta sercowa czakra...
Chcę tu trochę uporządkować, bo widzę że zaczyna się mieszać kilka rzeczy. tak myślę, w literaturze na temat czakr - i mówię tu zarówno o klasycznych tekstach jak Anodea Judith czy David Frawley, jak i o starszych źródłach z tradycji tantrycznej - nie ma jednej odpowiedzi na to która czakra "odpowiada za wolontariat". To jest zachodnie uproszczenie. Sercowa jest łączona z bezwarunkową miłością, tak. Ale służba innym aktywuje też vishuddha (wyrażanie tej służby), svadhisthana (relacje), a nawet muladhara bo chodzi też o poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia żeby w ogóle mieć siłę dawać. Traktujcie to jako system naczyń połączonych, nie osobne przełączniki.
Marlenka ma rację, chociaż nie powiem tego zbyt głośno bo ona i tak już wie 🙂 Ale serio - to skojarzenie wolontariat = anahata jest trochę na siłę. żeby było jasne, ja pracuję z systemem czakr od lat i widzę że u każdego człowieka ta energia wędruje inaczej, zależnie od jego historii, blokad, aktualnego stanu. Jeden w pracy z bezdomnymi otwiera serce, drugi zamraża je jako mechanizm obronny i aktywuje intelekt żeby "nie czuć za dużo". Jak można mówić że wolontariat to konkretny szlak jeśli nie wiemy nic o człowieku?
Nie za bardzo rozumiem to co piszą Marlenka i Heliodor - bo wydawało mi się że właśnie ta mapa czakr jest dość konkretna że każda ma swój obszar... a teraz czytam że to się zmienia zależnie od osoby? To w takim razie jak w ogóle się orientować co u mnie gdzie płynie? 😛
To świetna analogia z mapą miasta! Ale wracam do swojego pytania bo nikt mi jeszcze nie odpowiedział - czy jest jakiś konkretny sposób na ochronę własnych czakr przed wyjściem na wolontariat? Jakaś wizualizacja, oddech, cokolwiek? Nie chcę skończyć jak ta Dola po kilku tygodniach 😉
No nie do końca. przy pracy z ludźmi w potrzebie stosuję od lat prostą praktykę - kilka minut zanim zacznę cokolwiek robić, wyobrażam sobie że mam wokół siebie złoty płaszcz z kapturem. Brzmi naiwnie, wiem. ale to na prawdę działa na zasadzie intencji - ustawiasz granicę między swoją energią a energią środowiska. Nie chodzi o odcinanie się od ludzi, chodzi o to żebyś po powrocie do domu była nadal sobą. Bez intencji granica zaciera się i człowiek przynosi do domu co pozbierał.
Eh, nigdy nie myślałam o wolontariacie przez pryzmat czakr ale teraz jak czytam ten wątek to mi się układa tyle rzeczy! Pracuję w domu opieki jako wolontariuszka i zawsze po kilku godzinach mam takie uczucie jakby coś mi z piersi odpływało. Dosłownie. Jakby tam robiło się pusto. Czy to właśnie ta sercowa czakra się opróżnia czy coś zupełnie innego?
auć, czytam ten wątek od początku i jestem pod wrażeniem jak dużo tu wiedzy 🙂 mam jedno pytanie może głupie - czy w takim razie ktoś kto ma naturalnie zablokowaną czakrę serca w ogóle nie powinien iść do wolontariatu bo i tak nic z siebie nie da, czy może właśnie powinien bo to może tę czakrę otworzyć? bo widzę tu dwie sprzeczne logiki i nie wiem która jest bliżej prawdy
A wracajac do tego co Marlenka pisała - to znaczy że ktoś kto idzie do wolontariatu żeby wypelnic jakąś swoją pustkę to jakby robi to z złych powodów? Bo znam kilka osób które zaczęły pomagać właśnie po jakimś trudnym czasie w życiu i wydawało mi się że to calkiem no dobrze, że sami z tego coś brali. Trochę nie rozumiem tej granicy o której Marlenka pisała.
rety ale jak to w praktyce rozróżnić? Serio pytam, bo sama przez chwilę zastanawiałam się dlaczego poszłam do wolontariatu i nie byłam pewna czy idę bo chcę pomagać czy może trochę uciec od problemów w domu. I co, miałam nie iść?
Wczytuję się w to i mam takie wrażenie że gdzieś zgubiliście jeden ważny wątek - mianowicie co z ludźmi którzy wolontariują nie jednorazowo, nie sezonowo, ale od lat. o ile dobrze rozumiem, bo inaczej wygląda energetycznie jedna akcja, a inaczej długoletnie regularne zaangażowanie. Ktoś kto od pięciu lat chodzi do hospicjum co tydzień to zupełnie inny przypadek niż ktoś kto raz był przy zbiórce żywności. Jak te długoterminowe szlaki energetyczne w ogóle wyglądają? 😀
wow, to co Oracula pisze o tych utrwalonych szlakach - to znaczy że można to jakoś wytrenować? Czyli że im dłużej regularnie służysz innym, tym te szlaki stają się jakby trwalsze? I czy to jest zawsze dobre, czy może też prowadzić do tego że za bardzo jesteś "na służbie" i nie potrafisz się wyłączyć?
To drugie zjawisko, o które pyta Bniec, jest bardzo realne. Znam osoby - przede wszystkim kobiety, choć to chyba kwestia kulturowa a nie energetyczna - które przez lata służby innym dosłownie nie potrafią już funkcjonować dla siebie. Siadają wieczorem i nie wiedzą czego chca bo całe życie układały się pod potrzeby innych. To już nie jest piękna otwarta czakra serca, to jest czakra serca bez możliwości zamknięcia. A to jest problem 🙂
Nie, to tak nie działa. no i tu dochodzimy do sedna. u mnie tak jest, w systemach które znam, czakry nie funkcjonują w izolacji, to jest jeden układ. Jeśli ktoś ma korzeniową rozchwianą (brak poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości) to ta energia leci góra, napycha manipurę albo anahatę w sposób niezrównoważony i człowiek kompensuje działaniem - pomaganiem, dawaniem - bo to daje chwilowe poczucie że jest jasne, że jest potrzebny. Volontariat w takim układzie może być absolutnie piękny i szczery, ale też może być mechanizmem kompensacyjnym. I energetycznie to widać w inny sposób niż zdrowe dawanie.
jejku, zaraz zaraz, to jest skomplikowane bardziej niż myślałam. Czyli żeby w ogóle sensownie pomagać innym to trzeba najpierw ogarnąć swoje korzeniowe i właściwie całą resztę? To trochę brzmi jak wymówka żeby nigdy nie zacząć bo zawsze można powiedzieć "jeszcze nie jestem gotowy energetycznie"...
no ba, okej ale ja mam bardzo konkretną i praktyczną sytuację - za kilka dni pierwszy dyżur i ciągle nikt mi nie powiedział nic konkretnego poza tą wizualizacją Boguslawą. Czy są jakieś kamienie które pomagają przy pracy z ludźmi? Słyszałam że różowy kwarc na sercową...
hej, hm, a skąd pewność że kamień "odpycha" cokolwiek? Pytam poważnie, bo sama interesuję się litoterapią ale staram się być z tym ostrożna co do przypisywania konkretnych efektów. Turmalin ma ciekawe właściwości elektryczne (pyroelektryczność, to jest udokumentowane), ale to długa droga od właściwości fizycznych do "ochrony przed negatywną energią przy wolontariacie".
Cała ta dyskusja o kamieniach to trochę odejscie od tematu szlaków energetycznych ale rozumiem skad się bierze. jeśli o mnie chodzi, wrócę na chwile do tego co Perzyna pytała wcześniej o wieloletnich wolontariuszach - mam podobne obserwacje co Oracula ale z innego kąta. Widzę że u tych ludzi nie ma tak duzej zmienności energetycznej jak u osób które dopiero zaczynaja. Takiej gorączki entuzjazmu, potem dołka, potem znowu góry. Oni mają jakby spokojniejszy, bardziej wyrównany przepływ. Nie wiem czy to "utrwalone szlaki" jak Oracula to nazwała, ale coś tam jest.
o rany, A czy ktoś próbował kiedyś medytować albo coś robić specjalnie PRZED wolontariatem, żeby się przestroić? Nie mówię o kamieniach, bardziej o jakimś nastawieniu. bo mnie się wydaje że to jak wchodzisz w taką sytuację - czy z głową pełną własnych spraw czy skupiony - robi dużą różnicę i nie wiem czy to w ogóle jest "czakrowe" czy po prostu zdroworozsądkowe
To co Boguslawa napisała o tym skupieniu przed działaniem - to mi się bardzo spina z tym co sam czuję jak idę na takie spotkania wolontariackie. Jak wchodzę spięty i z głową pełną własnych spraw, to potem wracam dosłownie wyciśnięty jak cytryna. A jak chwilę wcześniej po prostu posiedzę spokojnie, choćby w samochodzie, to jest inaczej. Ale nigdy nie myślałem o tym w kontekście czakr, raczej zwykłe "zbieranie myśli". Więc to jest to samo tylko inaczej nazwane?
ha, dokładnie o to chodzi. Ta chwila w samochodzie to nie jest nic mistycznego, ale energetycznie robisz wtedy coś konkretnego - wyrównujesz pole, gasiszoz własne szumy zanim wejdziesz w przestrzeń cudzych potrzeb. Czy to nazwiemy regulacją układu nerwowego czy centralizacją energii przed służbą - efekt jest ten sam. Tyle że język energetyczny daje też pewien model tego co się potem dzieje, czyli dlaczego wychodzisz wyciśnięty albo nie.
Okej ale mam pytanie bo siedzę tu i czytam od początku i trochę mi się kręci w głowie. mniej więcej, ta cała rozmowa o szlakach energetycznych, utrwalaniu ich przez wolontariat i tak dalej... czy to nie jest trochę zbyt skomplikowane żeby miało praktyczne zastosowanie? Znaczy, czy ktokolwiek z was naprawdę przed każdym dyżurem siada i myśli "teraz wyrównuję swoje pole energetyczne"? Czy raczej po prostu idzie i działa? 😛
