To co opisała Geomantka na początku z tą siostrą to klasyczny wzorzec który widze u ludzi z mocno napiętą muladharą i jednocześnie słabą manipurą. mniej więcej, chodzi o to że muladhara mówi "coś jest nie tak, zagrożenie" a manipura nie ma siły żeby zareagować na prawdziwe źródło tego zagrożenia więc cały ten ładunek ląduje na kontrolowaniu otoczenia. Pytanie do Geomantki - czy ta siostra generalnie ma problem z podejmowaniem decyzji w życiu? Bo to by potwierdzało słabą manipurę.
Ojej Bulawka, właśnie to pytanie mnie zatrzymało. w każdym razie, bo tak, zdecydowanie tak. Ona potrafi godzinami rozważać czy kupić tę kurtkę czy inną, albo strasznie przeżywa drobne wybory. Myślałam że to osobna sprawa ale teraz jak to zestawiasz...
Czytam was i zastanawiam się czy ktoś brał pod uwagę ajnę. może się mylę, wiem, wyżej niż zwykle patrzymy, ale obsesja na punkcie porządku to też bardzo konkretny sposób widzenia świata - wszystko musi być przewidywalne, skategoryzowane, na swoim miejscu. To brzmi jak nadaktywna ajna która próbuje ogarnąć rzeczywistość przez nadmierną strukturę.
Odezwę się choć długo tylko czytałam, ale mam pytanie może trochę z boku - czy ta obsesja na punkcie porządku to zawsze jest coś niepokojącego energetycznie? Bo mam wrażenie że tu wszyscy zakładają że to jest problem do rozwiązania. u mnie tak jest, a co jeśli ktoś po prostu... lubi porządek i tak mu dobrze?
No właśnie ten lęk mnie zastanawia... bo ja na przykład denerwuję się jak jest bałagan, ale nie wiem czy to jest lęk czy po prostu irytacja. tak myślę, skąd w ogóle wiadomo gdzie jest granica między normalnym "nie lubię bałaganu" a tym energetycznym problemem o którym mówicie?
Mimoza, to pytanie jest dobre i dotyczy czegoś ważnego. Kryterium nie jest intensywność uczucia, bo i silna irytacja i ledwo zauważalne napięcie mogą być sygnałem. Kryterium jest to co się dzieje kiedy porządku nie można przywrócić. Czy człowiek może usiąść i odpuścić, czy musi działać żeby się uspokoić? To drugie to jest już wzorzec który warto obserwować. Muladhara przy blokowaniu często daje właśnie to przymusowe działanie jako jedyną dostępną ścieżkę do poczucia bezpieczeństwa.
Zapisuję sobie to kryterium od Ludki, bo to jest chyba najpraktyczniejsza rzecz w tej dyskusji jak dotąd. "Czy mogę odpuścić" to bardzo konkretne pytanie do siebie.
Hm, tylko że to kryterium które podała Ludka to de facto opis lęku uogólnionego z podręcznika psychiatrycznego. Nie mówię że to zły opis, ale wydaje mi się że przypisywanie tego muladharze zamiast po prostu powiedzeniu że ktoś ma nerwicę to jest... owijanie w bawełnę. Dla mnie to jedno i to samo, tylko inne słowa.
Jest coś co chcę dodać do wątku o muladharze i nie wiem czy to było wspomniane wcześniej - muladhara to też pamięć ciała, trauma zapisana nie w umyśle ale w tkankach. obsesja porządku może być stara, odziedziczona wręcz, sięgająca dzieciństwa albo wcześniej. Kiedy ciało nie czuło się bezpiecznie, szuka teraz czegoś namacalnego żeby to bezpieczeństwo odbudować. Porządek w pokoju jest widzialny, policzalny, kontrolowalny. to ma swoją logikę 😀
Spoko i tu włanie wchodzi moje pytanie praktyczne, bo za każdym razem jak dochodzimy do "trzeba pracować z ciałem i muladharą" to rozmowa się urywa. swoją drogą, co to konkretnie znaczy? Jakie ćwiczenia, jaka praktyka? Bo inaczej to jest tylko ładny opis problemu bez żadnego wyjścia.
a te kamienie to muszą byc drogie czy mogą byc zwykłe kupione gdzieś w sklepie? bo czarny turmalin widziałam raz i byl drogi strasznie i nie wiem czy to ma znaczenie skąd pochodzi i czy ma jakas moc.. 🙂
o rany, kometka, kamień nie musi być drogi. Czarny turmalin działa niezależnie od ceny, to jest minerał o określonym składzie chemicznym, a nie biżuteria. Kupiony na allegro za kilkanaście złotych zadziała tak samo jak ten ze specjalistycznego sklepu za sto pięćdziesiąt. Jedyne co warto sprawdzić to czy nie jest barwiony albo czy to nie jest żywica. Ale to akurat temat na inny wątek, bo tutaj rozmawiamy o czymś innym 🙂
Wracając do kamieni przy pracy z muladharą - czarny turmalin to rzeczywiście dobry wybór, ale jest też obsydian, który ma podobne właściwości uziemiające. trudno powiedzieć, przy czym obsydian bywa mocniejszy i niekoniecznie polecałabym go komuś kto dopiero zaczyna pracę z tą energią, bo może dość gwałtownie wyciągać rzeczy z cienia. A przy obsesji porządku i lęku jaki opisała Geomantka - gwałtowne wyciąganie może nie być tym czego potrzeba na początku. Lepiej zacząć łagodniej.
Geomantka, sam fakt że kamień leży na półce to nie jest aktywna praca z nim. że tak powiem, żeby działał w sposób ukierunkowany, potrzebna jest intencja. Nie bój się swojego obsydianu. Natomiast jeśli zauważasz intensywniejsze sny albo silniejsze emocje ostatnio, to może warto go po prostu przenieść do innego pomieszczenia na czas tej pracy 😀
Hej przepraszam że wchodzę w ten wątek z kamieniami, ale mam pytanie bardziej podstawowe - jak w ogóle wiadomo że kamień "pracuje"? Bo ja miałam kiedyś kamień przy łóżku i nic nie czułam. co prawda, czy to znaczy że był nieaktywny albo fałszywy, czy może po prostu moja czakra była za bardzo zamknięta żeby cokolwiek poczuć?
Eliksiryna ma rację że trochę odpłynęliśmy. tak na marginesie, wracam do tematu: ja miałam w rodzinie kogoś takiego i rozmawiałam z tą osobą dużo. ona mówiła że kiedy coś jest "nie tak" to czuje jakby ziemia się usuwała spod nóg. dosłownie takim językiem. I to dla mnie jest czyste potwierdzenie że muladhara - bo to jest właśnie metafora tej czakry, stabilność, grunt pod nogami.
Ta metafora z ziemią jest przekonująca, zgadzam się. z tego co pamiętam, ale dopytam jeszcze - ta osoba z twojej rodziny, czy ona też miała tendencję do kontrolowania nie tylko przestrzeni fizycznej, ale też innych ludzi, planów, rozmów? Bo jeśli tak, to znowu wchodzi manipura jako współsprawca 🙁
To co Olesia opisuje to jest pattern który widze bardzo często. w sumie, muladhara generuje strach, manipura odpowiada mechanizmem obronnym w postaci kontroli. Tylko że ten mechanizm z czasem sam staje się problemem bo manipura zaczyna "pożerać" energię która powinna iść gdzie indziej. I wtedy człowiek jest jednocześnie przestraszony I napięty, co jest naprawdę nieznośną kombinacją.
Hm, Bulawka to teraz się zastanawiam - czy ta sekwencja muladhara-manipura to jest coś co można zobaczyć w sobie samemu, czy trzeba kogoś kto z zewnątrz oceni? Bo mam wrażenie że jak się jest w środku tego mechanizmu to się go nie widzi, prawda? 😛
To co Westalka napisała o dzieciach chodzących na palcach... to jest dosyć smutny obraz. Ale też realistyczny. Czyli to nie jest tylko problem osoby, to wpływa na otoczenie. A czy energetycznie ta "zaraźliwość" lęku też ma jakieś znaczenie? Czy czakry domowników mogą reagować na czyjś blok?
Chciałabym się tu zatrzymać przy tym co Pustelkaa pisze o pokoleniowości, bo to jest coś z czym pracuję od dawna i mam pewne zastrzeżenie. To prawda że wzorce się powtarzają, ale bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia że "mam to po kimś" i to zwalnia z osobistej pracy. Widziałam to wielokrotnie - ktoś dowiaduje się że jego muladhara jest osłabiona "przez dziedzictwo" i to staje się dla niego wytłumaczeniem a nie punktem startowym. A powinno być odwrotnie.
No właśnie i tu mam pytanie do wszystkich którzy tu mówią o pracy z muladharą i jej uzdrawianiu - ile osób tutaj widziało realną, trwałą zmianę w zachowaniu takiej osoby tylko przez pracę energetyczną? Bez psychoterapii, bez zmiany stylu życia, tylko rytuały, kamienie, medytacje? Pytam poważnie bo przez tyle lat nie znam ani jednego takiego przypadku 😉
No to pytam konkretnie - ile osób tutaj widziało realną zmianę TYLKO przez pracę energetyczną? Bo ja przez lata obserwuję takie przypadki i mogę powiedzieć jedno: sama praca z czakrami bez niczego innego to jest jak przyklejanie plastra na złamanie. coś zakryje, ale nie naprawi. i to mnie irytuje w tej dyskusji, bo wszyscy mówimy o muladharze, manipurze, a nikt nie powie wprost że do takiej głębokiej zmiany w zachowaniu człowieka potrzeba czegoś więcej niż rytuały i kamienie.
Pyromantka, zgadzam się ale z zastrzeżeniem. tak przy okazji, nie twierdzę że sama praca energetyczna wystarczy, ale myślę że pytasz trochę źle. To nie jest albo-albo. Praca z muladharą może stworzyć przestrzeń do zmiany, którą potem psychoterapia może zakorzenić. Pytanie czy jedno bez drugiego działa to jak pytać czy samo oddychanie wystarczy do życia. Potrzeba więcej elementów.
Przepraszam ze tu wejde ale to pytanie Eliksiryny mnie naprawde interesuje bo sama nie wiem. Jak ktos robi np meditacje i chodzi na terpaie i zmienia diete i uzywa kamieni to skad wiadomo co zadziałalo? Czy to jest poprostu niemozliwe do odróznienia?
hmm, mimoza, to jest właśnie ten problem z holystycznym podejściem. przynajmniej tak to widzę, nie da się tego odseparować i to nie jest wada, to jest po prostu inny model myślenia o zdrowiu. W systemach wschodnich nie szuka się jednej przyczyny i jednego lekarstwa, wszystko wpływa na wszystko. Zachodni umysł chce wiedzieć co dokładnie zadziałało i to jest zrozumiałe, ale może być pytaniem z złego słownika.
Galaktyka, sorki ale to brzmi jak eleganckie unikanie odpowiedzi. jak by nie patrzeć, "Inny model myślenia" to nie odpowiedź na pytanie czy coś działa. Mogę mieć inny model myślenia i twierdzić że mrówki w ogrodzie lecza muladhare, i też tego nie da się obalić tym samym argumentem.
