właśnie tego samego nie wiedziałam kiedy zaczęłam. czytałam, że karneol "aktywuje" Svadhisthanę ale nikt nie napisał HOW. teraz wiem że medytacja z kamieniem to minimum, ale czy to naprawdę robi różnicę czy to taki placebo-efekt skupienia? serio pytam bo niewiem
hej wracam do tego co Fiolkowa58 pisała o tym "przeprocesowaniu" - przepraszam że drążę ale nadal nie rozumiem. mówisz że mam dać sobie chwilę po sesji, ale ta chwila to ma być aktywna (np. pisanie w dzienniku, oddychanie) czy po prostu siedzenie i nic niero...? bo ja po tamtej medytacji poszłam zmywać naczynia i moze to był błąd 🙂
Wracam tu z innym pytaniem bo ta rozmowa mi dała do myślenia. Nikodema_50 wspomniała wcześniej że uczy się czegoś nowego intensywnie. I teraz mam takie skojarzenie, nie wiem czy trafne: Svadhisthana to tez czakra tworczosci, nie tylko seksualności. Więc może pytanie nie brzmi "gdzie się gubi ta energia seksualna" tylko "w co ona się przemienia". To nie to samo zagubienie, to transformacja. Czy ta nauka którą teraz robisz daje ci satysfakcję? Tę konkretną, głębszą?
tak, i to jest w sumie bardzo ciekawe że pytasz. daje mi satysfakcję, nawet duże. co wieczór jak czegoś nowego się nauczę czuje takie... spełnienie? nie wiem jak inaczej to opisać. nigdy by mi nie przyszło do głowy że to moze być ta sama energia tylko przeniesiona. to sprawia że patrzę na to inaczej. ale nadal mam pytanie praktyczne, co robić jeśli chcę żeby ta energia była bardziej... równomiernie rozłożona? 🙁
kurde, ta kwestia równomiernego rozłożenia energii jest trochę bardziej skomplikowana niż sie wydaje. w praktyce to nie jest tak że siedzisz i "rozkładasz". to raczej kwestia regularności kontaktu z ciałem. taniec, ruch, nawet świadomy spacer. Svadhisthana lubi płynność w dosłownym sensie, ruch przez ciało, nie przez głowę. jak długo ta nauka zabiera ci wieczory każdego dnia?
no właśnie. 3 miesiące siedzenia bez ruchu i pytasz czemu ciało się wyłączyło. to nie jest zarzut, serio, ale warto to zobaczyć jako informację. ciało mówi: hej, zatrzymałaś się. Svadhisthana to żywioł wody i woda musi płynąć. jakiś ruch, taniec, pływanie, cokolwiek co jest przyjemnością a nie kolejnym obowiązkiem. to jest moim zdaniem pierwszy krok, zanim zaczniesz pracować z czakrami per se
to troche nie jest odkrycie w dziedzinie ezoteryki że siedzący tryb życia przez 3 miesiące wpływa na libido. na to mamy badania, fizjologia, kortyzol, dopamina. nie trzeba Svadhisthany żeby to wyjaśnić. ale ok, cieszę sie że przy najmniej wniosek praktyczny jest ten sam co w medycynie: ruch pomaga. to przynajmniej się zgadza
wracam do pytania Nikodemy, bo wydaje mi się że rozłożenie energii zaczyna się od bardzo małych rzeczy. nie od wielkich rytuałów. coś tak prostego jak 5 minut wieczorem kiedy kładziesz ręce na podbrzuszu, oddychasz i poprostu sprawdzasz czy jest tam jakiś sygnał. ciepło, chłód, napięcie, luz. to jest kontakt. z czakrą czy z ciałem, jak kto woli. bez tego żaden kamień ani medytacja nie da dużo
a jak ten sygnał ma wyglądać? bo jak kładę ręce to czuję tylko... rękę? 😀 tzn. nie wiem czego szukać. to jest dla mnie najtrudniejsza część, ta sensoryczna
wlasnie na ten temat dużo ćwiczę, i mogę powiedzieć że ta sensoryczność to kwestia treningu. na początku to jest jak słuchanie ciszy, nic nie słyszysz, bo szukasz za głośno. ale po kilku tygodniach regularnej pracy zaczynam łapać takie subtelne rzeczy, ciepło, pulsowanie. nie powiem że to zawze jest intensywne ale jest
ta zmienność o której piszesz Godzimir to może być tez po prostu zmienność skupienia podczas medytacji. nie każde przesunięcie ciepła musi mieć głębsze znaczenie. czasem ciało po prostu reaguje na oddech, napięcie mięśni, pozycję. zanim zacznie się interpretować jako energię to warto wykluczyć prozaiczne powody. to nie neguje samej pracy, ale rzetelność jest ważna
hej, nawiązując do tego co było wcześniej o karneolu, bo czytam tę dyskusję o kamieniach z ciekawością. ja pracowałam z karneolm przez ładnych kilka miesięcy i mogę powiedzieć że dla mnie był pomocny, ale dokładnie tak jak Leokadia mówi, jako punkt skupienia a nie jako "bateria". natomiast jest jesze jeden kamień który się przypisuje Svadhisthanie i mało kto o nim mówi, to jest księżycowy. ktoś próbował?
kamień księżycowy jest przypisany raczej do kobiecych cykli i emocjonalności, więc powiązanie ze Svadhisthaną jest logiczne, ale to nie jest tak bezpośrednie jak karneol. zależy też od źródła, różne tradycje różnie to mapują. dobrochna_88 jak konkretnie go używałaś, bo to jest ciekawe
a mnie ciekawi jedno bo wróciłam do początku wątku i Nikodema pisała że problem zaczął sie jakiś czas temu. czy przez ten czas zmieniło się też coś w relacji z partnerem jeśli masz? albo zmieniłaś coś w codziennym życiu poza tą nauką? pytam bo chcę zrozumieć co tu jest przyczyną a co skutkiem
to jest dobre pytanie. w relacji hyba nie. partner jest cierpliwy, nie robi z tego problemu. ale faktycznie ta nauka to dość nagła zmiana, wziełam to na siebie dość spontanicznie i może po prostu wszystko poszło naraz. stres, siedzenie, mało snu czasem. może to wcale nie jest czakra tylko po prostu za dużo naraz :))
właśnie to. i wiesz co, to zdanie "może to wcale nie jest czakra" jest bardzo dojrzałe. Praca z czakrami ma sens, ale ma sens jako jeden z elementów, a nie jako wyjaśnienie na wszystko. jeśli masz za mało snu, za dużo stresu i zero ruchu to najpierw to. a potem jeśli nadal coś nie gra, wróć do pracy energetycznej z innej pozycji
dobra ale to ile czasu to wogóle trwa zanim coś sie zmieni? bo czytam ten wątek i rozumiem że trzeba pracować, dbać o ciało, medytować itd ale kiedy to jest widoczne? tydzień, miesiąc, rok? nie pytam złośliwie, po prostu chcę wiedzieć czego się spodziewać
bo tak jest naprawde. ktokolwiek daje ci termin gwarantowany przy pracy z czakrami sprzedaje ci coś, nie mówię że kryształy 🙂 mówię o fałszywej obietnicy. te procesy nie mają harmonogramu. Nikodema, wróćmy do ciebie, bo to twój temat. czy po tej rozmowie masz jakiś konkretny kierunek z którym chcesz spróbować?
szczerze to tak. ruch przede wszystkim, bo to najprostsza rzecz i zaniedbałam ją totalnie. i ta prosta medytacja o której mówiła Jolusia, kładzenie rąk i oddychanie, bez wielkich oczekiwań. mam wrażenie że szukałam skomplikowanego rozwiązania a moze po prostu zaczynam od podstaw. dziękuję wszystkim, serio, ten wątek dał mi dużo do myślenia
to jest dobry plan. i bez presji. jak za miesiąc nic się nie zmieni, wróć tu i napisz, bo moze wtedy warto spojrzeć głębiej. ale najpierw to co proste
no, czytam ten wątek od początku i mam pytanie do Nikodemy bo to ciekawe co napisałaś o tej spontanicznej decyzji z nauką. czy to znaczy że zaczęłaś coś konkretnego, jakiś kurs albo może dużo czytasz? zastanawiam się czy samo intensywne wczytywanie się w tematy energetyczne nie może jakoś wpływać na czakrę podstawy, bo słyszałam że zbyt dużo teorii bez uziemienia to tez blokada
tak, kurs online głównie. dość intensywny, dużo materiałów, codziennie coś nowego. i chyba masz rację że to bez uziemienia. siedziałam i chłonęłam teorię zamiast ćwiczyć czy chodzić na spacer. teraz jak na to patrzę to trochę absurdalne, uczyłam się o energii ciała siedząc bez ruchu przez kilka godzin dziennie
ej ale Eliksirnik, to porównanie troszke za ostre moim zdaniem. teoria ma wartość, bez zrozumienia co robisz to mozesz ćwiczyć w ciemno i nie wiedzieć co i dlaczego. ja zaczynałem od teorii i nie żałuję, bo dzięki temu umiałem potem intencjonalnie pracować z konkretną czakrą, a nie na oślep
eee, to jest dobry spór. ja sam przez długo byłem wlasnie w tej pułapce, za dużo czytania, za mało siedzenia w ciszy i słuchania., ale z drugiej strony jak ktoś nie ma żadnego kontekstu to te doznania podczas medytacji są dla niego losowym szumem, nie umie ich zaadresować. czy na prawdę jedno wyklucza drugie?
nie wyklucza, ale proporcje mają znaczenie. przy temacie ktury tu omawiamy, czyli energia Svadhisthany i libido, zbyt dużo intelektualnego analizowania własnej seksualności może wręcz ją zamrozić. to jest czakra która nie lubi być za bardzo "myślana". ona lubi ruch, zmysły, obecność w ciele. 🙁 więc tak, w tym konkretnym przypadku teoria może szkodzić bardziej niż pomagać
o, to ciekawe. czyli za dużo myślenia o tym czemu nie mam ochoty = jeszcze mniej ochoty? to brzmi znajomo szczerze mówiąc 🙂 chyba każdy to zna trochę, to takie zaklęte koło
