hej, jestem tu i czytam 🙂 i tak, nie mam żadnego nawyku, właśnie dlatego szukam jakiegoś konkretnego protokołu na sam początek. Boguslawa wspomniała o skupieniu i intencji, Olesia o kamieniach - to ma byc razem czy osobno? Przepraszam że dopytuje ale za kilka dni i wolę być choć trochę przygotowana
Dobrze że Boguslawa to tak postawiła, bo to jest uczciwe. że tak powiem, kotwica psychologiczna działa, to jest potwierdzone mechanicznie, i nie potrzebuje wyjaśnienia przez energię. Lubczyk.2 serio, jeden oddech i uświadomiona intencja to jest dobre narzę... dobry punkt startowy. Reszta przyjdzie z doświadczeniem.
Chce wrócić do tego co Oracula mówiła o "utrwalonych szlakach" u długoletnich wolontariuszy, bo to mnie nie daje spokoju. W tradycjach runicznych jest podobna koncepcja - powtarzalny rytuał wyzlabia coś w przestrzeni intencyjnej, tworzy wzorzec który jest łatwiejszy do aktywowania z każdym razem. ale klucz jest w tym że ten wzorzec musi być DOBRY od początku. jak ktoś utrwali zły wzorzec - na przykład dawanie z leku - to ten szlak też się utrwala. Stad to co Zielarkaa i Heliodor mówili o korzeniowej.
okej to teraz się trochę boję bo mam wrażenie że żeby dobrze pomagać innym trzeba mieć wszystkie czakry ogarnięte a to brzmi jak coś co zajmuje lata. tak przy okazji, heliodor czy naprawdę uważasz że bez solidnej korzeniowej lepiej w ogóle nie zaczynać
ojejciu kochana, odezwę się choć długo tylko czytałam, mówicie dużo o tym co się dzieje z osobą która pomaga. w każdym razie, a co z osobami którym się pomaga? czy one jakoś wpływają na nasze czakry? bo słyszałam że jak ktoś jest bardzo w dół energetycznie to może ciągnąć od innych... to prawda czy mit? 🙂
to co Olesia mówi o granicach - to jest dla mnie centralny wątek tej całej dyskusji i trochę żałuję że dopiero teraz to jasno wybrzmiewa. Bo wolontariat to jest taka przestrzeń gdzie granice są testowane bardzo konkretnie. Ktoś płacze, ktoś prosi o więcej niż możesz dać, ktoś się złości. I to nie jest tylko kwestia czakr, to jest kwestia czy w ogóle wiesz co jest twoje a co nie. Energetycznie i emocjonalnie to jest to samo pytanie.
czytam ten wątek od samego początku i jest tu tyle dobrego materiału że nie wiedziałam od czego zacząć żeby zapytać. ale jedno mnie zatrzymało - ta wizja Oraculi o "utrwalonych szlakach". czy to znaczy że da się to jakoś zobaczyć albo poczuć z zewnątrz? bo mam znajoma która jest wolontariuszką od chyba ośmiu lat i jak jest obok niej to jest... nie wiem jak to powiedzieć, jakby spokojniej. czy to jest właśnie to?
i tu wychodzi coś co mnie zastanawia od dłuższego czasu w tej dyskusji. no, czy to "poczucie spokoju" które emanuje z kogoś to efekt energetyczny, psychologiczny, czy może po prostu mowa ciała i doświadczenie? Bo ktoś kto robi coś od ośmiu lat jest po prostu spokojny bo wie co robi. To niekoniecznie musi mieć nic wspólnego z czakrami. Nie mówię że tak jest, po prostu pytam czy ktoś próbował to rozróżnić 😛
ojej rety, no i właśnie to pytanie mnie tu zatrzymuje od jakiegoś czasu. bo okej, Marlenka mówi że to "jakby spokojniej" i ja to kupuję jako obserwację, ale co to naprawdę znaczy jako przyczyna? doświadczenie robi spokój, empatia robi spokój, po prostu wiek i przepracowanie własnych kłopotów robi spokój. i teraz pytanie do wszystkich którzy tu siedzą: czy da się w ogóle rozdzielić te dwie rzeczy? że ktoś jest spokojny BO pracował z czakrami, a nie dlatego że po prostu dojrzał?
hmm śledzę ten wątek o spokoju i trochę mi wychodzi takie pytanie z tyłu głowy, morze naiwne ale powiem, czy to nie jest tak że wolontariat sam w sobie jest taką czakrową gimnastyką? znaczy, nie trzeba nic świadomie robić, wystarczy że pomagasz i serce się otwiera że jesteś mocno zakorzeniony w działaniu i ta korzeniowa idzie w górę sama z siebie? trochę jakby samo życie robiło robotę zamiast nas
ależ, to jest dokładnie ten wątek który chciałam żeby wybrzmiał wyraźniej i dziękuję że Honorek to powiedział wprost. tak, wolontariat organicznie angażuje kilka czakr jednocześnie, o tym jest ten temat. korzeniowa - jesteś fizycznie obecny w działaniu, sakralna - emocjonalna bliskość z drugim człowiekiem, sercowa - oczywiste, gardłowa - komunikacja, słuchanie. problem pojawia się gdy coś z tej naturalnej gimnastyki się zatka, i wtedy nieświadoma praca może przejść w drenowanie zamiast w przepływ. właśnie o tym mówiłam przy szlakach 🙂
z tym zatykaniem to jest ciekawe. w kontekście runicznych wzorcow powiedziałbym że naturalnie wyzlobiony szlak i świadomie wyżłobiony szlak prowadza do tego samego miejsca, ale drugi jest bardziej odporny na zakłócenia. tak jak droga wydeptana przez przypadek kontra droga utwardzona intencjonalnie. obie prowadzą, ale jedna się rozmywa w błocie gdy przychodzi trudny czas 🙁
dobra ale czy to nie jest po prostu regularna medytacja w ogóle, niekoniecznie powiązana z czakrami ani wolontariatem? bo chyba każdy kto medytuje regularnie jest spokojniejszy po trudnych sytuacjach, niezależnie od tego co robi zawodowo czy społecznie
a niech to, przepraszam że znowu wchodzę z tym samym, ale chcę to zrozumieć przez moją praktyczną sytuację. no ale, za kilka dni jadę po raz pierwszy na wolontariat i przeczytałam już całość i teraz mam w głowie: okej, świadomość intencji ważna, otwarcie sercowej, ochrona przed przejmowaniem energii, kotwica. to jest dużo rzeczy naraz. czy naprawdę mam to wszystko robić przed wyjazdem czy to jest coś co wychodzi samo?
o jejku Lubczyk.2 powodzenia z tym wyjazdem, to jest odważne 🙂 a do Boguslawki to chcę dodać że jak Bogusia mówi jedno zdanie to ja to czuję że to naprawdę działa. ja zanim idę pomagać babci z zakupami haha to też sobie tak mówię i jest zupełnie inaczej niż jak idę bez tego. może to głupie porównanie ale weryfikacja na małą skalę też coś daje
Wracając do tego co zadałam wcześniej a nikt nie odpowiedział wprost, przynajmniej mi się tak wydaje. jak dla mnie, olesia powiedziała o granicach i przejmowaniu stanu emocjonalnego ale mnie chodziło o coś trochę innego. czy jest jakaś różnica energetycznie między osobą która jest po prostu smutna a osobą która "ciągnie" świadomie albo nieświadomie? bo w wolontariacie pewnie obie są i chyba różnie powinno się do nich podchodzić? 😀
to co Olesia napisała jest w puntku. ja bym to nazwała inaczej bo słowo "wampir" mi nie leży, ale zasadniczo tak. jest różnica między towarzyszeniem komuś w trudności a wchodzeniem w jego energię bez zaproszenia ze swojej strony. i w wolontariacie naprawdę trzeba to rozpoznawać bo inaczej wypalasz się nie dlatego że dajesz za dużo, ale dlatego że nie wiesz gdzie jesteś ty a gdzie zaczyna się ktoś inny
i tutaj mam pytanie do Zielarki i Olesi bo to jest wątek który mnie naprawdę interesuje. z mojego doświadczenia, czy według was to rozpoznanie - tej różnicy między towarzyszeniem a "wchodzeniem" - to jest coś co się trenuje przez czakry konkretnie, czy poprostu przez doświadczenie? bo ja przez lata robiłam to intuicyjnie, bez żadnej pracy z czakrami, i też to widziałam. dopiero później nadałam temu ramy.
chlopie, nie. zaglądam tu regularnie o rozpoznawaniu i mam takie wrażenie że gdzieś w tej dyskusji jest założenie że każdy ma tę intuicję w jakimś stopniu, tylko jedni ją bardziej rozwinęli. tak czy siak, ale co z ludźmi którzy nie czują nic? którzy idą pomagać, wychodzą zmęczeni i nie potrafią powiedzieć skąd to zmęczenie, czy to ich czy nie ich? czy praca z czakrami im pomoże czy najpierw potrzeba czegoś innego
to co Marlenka mówi o samoświadomości to chba jest klucz do całej tej dyskusji i trochę żałuję że to nie padło wcześniej. bo ja na początku chciałam od razu wiedzieć które kamienie na które czakry i co kiedy robić, i trochę mi umknęło że to wszystko jest wtórne wobec tego że ja w ogóle siebie czuję. dopiero jak zaczęłam serio słuchać co się dzieje w ciele to te narzę... te ćwiczenia zaczęły cokolwiek znaczyć
no ładnie, bniec to ładnie powiedziałaś i mi się to zgadza z moim doświadczeniem. miałam taki moment że siedziałam na medytacji i próbowałam poczuć czakrę sercową i nic, dosłownie nic. i dopiero jak przestałam szukać tej czakry a zaczęłam po prostu słuchać co czuję to coś drgnęło. może to było to samo, może nie, ale przestałam gonitwy za konceptem a zaczęłam być przy sobie.
Przykro mi, ale się mylisz. i to było dla mnie takie odkrycie że nie trzeba szukać czakry jako punktu, tylko słuchać co ciało mówi. a jak to się ma do wolontariatu to myślę że jest podobnie, nie idziesz tam żeby aktywować sercową, idziesz pomagać i sercowa sama zaczyna pracować. czy ktoś ma inne doświadczenie
dokładnie to miałam na myśli pisząc o mapie szlaków. szlak nie jest celem, jest drogą. i w wolontariacie to widać bardzo wyraźnie bo nikt tam nie idzie żeby sobie zrobić sesję czakrową, a mimo to coś energetycznie się uruchamia i często ludzie wychodzą z tego inni niż weszli. pytanie tylko czy wychodzą z otwartymi szlakami czy zatkanymi bo to nie jest oczywiste
ja chcę tu coś powiedzieć bo siedzę i czytam i mi się nie zgadza jedno. cały czas mówimy że wolontariat otwiera sercową, ładuje energię, buduje szlaki, ale czy ktoś w ogóle uwzględnia że dla różnych ludzi to może robić RÓŻNE czakry wiodącymi? u mnie na przykład bardzo mocno pracuje gardzielowa gdy pomagam, bo dużo śledzę to od początku mówię, a sercowej prawie nie czuję w ogóle. i co z tym zrobić?
ojej no, ale Marlenka, tu się z tobą nie do końca zgodzę. jakoś tak, bo jeśli ktoś ma na przykład chroniczne trudności z granicami i dlatego sercowa jest dominująca, a gardzielowa słaba, to "szanowanie naturalnej konfiguracji" może utrwalać problem, nie harmonizować. nie zawsze dominacja jednej czakry jest zdrowym stanem, prawda?
oj, to co Heliodor i Marlenka opisują to jest klasyczna różnica między naturalnym skrzywleniem a naturalnym profilem. runicznie odpowiadałoby to Laguz w funkcji przepływu kontra Hagalaz w funkcji kryzysu. oba znaki mogą wygladac podobnie z zewnatrz a sa bardzo rozne. i podobnie z czakrami, to wymaga obserwacji w czasie a nie jednorazowej oceny
ojejku, ojej Inkantator, to jest naprawdę piękna metafora ale kompletnie nie wiem co mi z nią zrobić w praktyce. z tego co pamiętam, jak mam obserwować "w czasie" swoją gardzielową albo cokolwiek innego? prowadzić dziennik emocji po każdym wolontariacie? bo serio pytam, nie ironicznie
