ojejejej, hej, mam pytanie które może być trochę nieoczywiste dla tej kategorii, ale zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. niewiem, otóż moja koleżanka niedawno publicznie powiedziała rodzinie że jest lesbijką i powiedziała mi że w trakcie tego "coming outu" czuła coś dziwnego fizycznie, jakby coś się otwierało w klatce piersiowej i w gardle. Opisywała to jako ciepło i jednocześnie lekkie drżenie. Myślę że to mogło być związane z czakrami, konkretnie Anahata i Vishuddha. Czy ktoś miał podobne odczucia przy jakimś ważnym "ogłoszeniu" prawdy o sobie? Ciekawi mnie czy to specyficzne dla tego rodzaju wyznania czy w ogóle każdy ważny moment mowienia prawdy tak działa na energię.
To co opisujesz to klasyczne odblokowywanie czakry gardła. z mojego doświadczenia, vishuddha odpowiada za wyrażanie siebie i mówienie własnej prawdy, więc jak ktoś przez długi czas milczał o czymś tak ważnym, to ta czakra jest zablokowana, i w momencie kiedy wreszcie mówi - czuć ten przepływ. Ciepło w klatce to Anahata, czyli serce, miłość własna. Razem brzmi jak bardzo mocne oczyszczenie energetyczne.
Zgadzam się z Zlatą co do gardła, ale nie do końca bym to nazwała po prostu "odblokowaniem". To bardziej złożone. Czakra gardła to nie tylko mówienie, to autentyczność jako taka. Jeśli ktoś latami żyje w pewnej masce, energia jest stłumiona w kilku miejscach jednocześnie. Splot słoneczny (Manipura) też musi być zaangażowany, bo to centrum tożsamości i odwagi. Drżenie które opisuje Twoja koleżanka mogłoby właśnie stamtąd pochodzić. Ciekawe jest to doświadczenie. Czy ona sama jakoś to opisała, co czuła w brzuchu albo w nogach?
Wybacz, ale mnie to nie przekonuje. a niech to, ja właśnie to poczułam czytając ten wątek, bo u mnie było podobnie kiedy powiedziałam mamie że chcę rzucić studia. Wiem wiem, trochę inny temat, ale to uczucie w gardle jak coś się rozluźnia i płaczesz z ulgi, to chyba jest to samo? Strasznie się bałam i potem jak już powiedziałam to jakby powietrze wróciło. Myślałam że to tylko nerwy ale może to było właśnie Vishuddha? Nigdy tak na to nie patrzyłam.
Mam wrażenie że trochę tu się wszystko miesza. Nogi jak z waty to normalna reakcja adrenaliny, nie ma co od razu pchać w czakry. Stresujesz się, produkujesz kortyzol, krew ucieka z nóg do mięśni centralnych, klasyczna fizjologia. Nie twierdzę że czakry nie istnieją, ale mi zawsze trochę zgrzyta kiedy każdą fizyczną reakcję na stres tłumaczymy energetycznie. Skąd wiemy że to czakra a nie po prostu ciało reaguje na trudną sytuację?
Mnie ciekawi co było PO tym. Znaczy no dobra, czakry się otworzyły w momencie wyznania ale co potem? Czy ona czuła się lepiej długoterminowo czy to było chwilowe? Bo ja robiłam różne ćwiczenia na Vishuddha i zawsze po chwilowej ulgi wracało napięcie. Zastanawiam się czy jednorazowe wielkie odblokowanie jak właśnie coming out zostawia trwały ślad czy trzeba potem jakoś podtrzymywać ten stan 🙂
Właśnie z tego co wiem to ona czuje się teraz bardzo inaczej, mówi że spokojniej, jakby coś przestało ją cisnąć w środku. że tak powiem, ale nie rozmawiałyśmy szczegółowo o tym jak to trwa. Wiedunka, to ciekawe pytanie bo mnie też nurtuje ta kwestia - czy to trwałe. Może Turmalinka02 albo ktoś bardziej doświadczony ma zdanie
Ja miałam coś podobnego ale przy zupełnie innym wyznaniu, nie związanym z orientacją. Wyznałam komuś ważnemu że przez lata go okłamywałam w jednej sprawie. I to uczucie w gardle było niemal bolesne przed, a potem jakby coś dosłownie puściło. Myślę że Vishuddha gromadzi napięcie nie tylko od tajemnic dotyczących seksualności ale od kazdej długo skrywanej prawdy. im dłużej skryta, tym silniejszy efekt przy wyznaniu. To tylko moje obserwacje z własnego doświadczenia.
oho ho, no właśnie nie. chcę tu dorzucić jedną rzecz bo widzę że rozmowa idzie w dobrą stronę ale trochę upraszcza. Vishuddha to nie tylko mówienie prawdy - to też integracja. W tradycji wedyjskiej ta czakra mediuje między tym co wewnętrzne a tym co zewnętrzne. Więc to co czujemy przy coming oucie to nie jest tylko "odblokowanie" w sensie zaworu który puszcza. To głębszy proces gdzie część siebie która była oddzielona od świata zewnętrznego zaczyna być jedną całością. Dlatego to tak intensywne fizycznie. Macie rację z Muladhara i Anahata, ale pomijany jest aspekt integracji. Czy ktoś z was czytał coś o tym, jak te czakry współdziałają w kontekście tożsamości? 😉
czytam ten watek z ciekawoscia. mam pytanie moze troche z boku - czy to znaczy ze ludzie ktorzy nigdy nie zrobili coming outu bo np sa hetero i nie musza, maja w jakis sposob inna energie Vishuddha? Tzn czy ta czakra jest bardziej "nieuzywana" jesli ktos nigdy nie mial takiej bariery do przekroczenia
Właśnie to mi sie tu podoba w tej dyskusji że nie sprowadzacie tego tylko do jednej czakry. Ja zawsze myślałam o Vishuddha jako "czakra mówienia" i tyle, a tu wychodzi że to jest o wiele szersze. Chciałam zapytać o jedną rzecz - czy to uczucie ciepła w klatce które opisywała koleżanka Romci03 może być oznaką że Anahata się otwiera na miłość własną właśnie w tym momencie? Tak to rozumiem że wyznanie prawdy o sobie to też akt miłości do siebie.
To jest naprawdę ciekawy temat! Zawsze mnie zastanawiało jak duże wyznania życiowe działają na energie ciała. Czy ktoś wie czy są jakieś konkretne ćwiczenia albo kamienie które pomagają po takim momencie? Znaczy jak ktoś taki coming out zrobił i teraz chce tę energię ustabilizować a nie tylko mieć jednorazowy zryw? Bo brzmi jakby to było super intensywne przeżycie i może potrzeba jakiegoś "zakotwiczenia" 😛
Jest w tym wyznaniu coś co przekracza zwykłe "powiedzenie prawdy". To jak przekroczenie progu, a próg to miejsce gdzie stara forma siebie już nie istnieje a nowa jeszcze nie okrzepła. Energia w takim momencie jest bardzo niestabilna i podatna. Dlatego fizyczne odczucia są tak silne. Nie dziwię sie że nogi jak z waty że drżenie że ciepło. Ciało wie że coś nieodwracalnego właśnie się stało. Ciekawi mnie czy Twoja koleżanka Romcia03 miała jakies sny po tym wyznaniu? Snowy poziom często przetwarza to co świadomość już zdążyła "zamknąć"
Wlasnie chciałam napisać cos o tym zakotwiczeniu o który pytacie. o ile dobrze rozumiem, po dużym energetycznym otwarciu naprawde potrzeba czasu żeby system sie ustabilizował. Kamienie to jedno ale równie wazne jest uziemienie fizyczne, chodzenie boso po trawie, trzymanie czegos zimnego w dłoniach, zimny prysznic nawet. Energia potrzebuje zejśc w dół, przez Swadhisthana i Muladhara, zeby nie zostala tylko gore i nie wywolala nerwowosci. Znam osoby ktore po silnych przezyciach duchowych mialy tygodnie "unoszenia sie" i to nie bylo przyjemne.
Okej ale wracając do tej kwestii kamieni - Wiedunka pytała o niebieski agat i różowy kwarc, ja właśnie miałam w dłoniach niebieski agat podczas jednej trudnej rozmowy i to chyba coś robiło? Albo placebo ale spokojniej mi było. Czy to jest w ogóle dobry kamień na Vishuddha? Bo czytałam różne rzeczy i raz piszą agat, raz lapis lazuli, raz akwamaryn i głowa boli 😀
Hm, okej ale to trochę nieweryfikowalne, nie? Tzn. z tego co pamiętam, jak kamień działa "za mocno" to jest to dowód na działanie kamienia, jak działa łagodnie to też, jak nie dzieje się nic to "blokada była głębsza". Każdy scenariusz potwierdza tezę. Nie mówię że kamienie są bezużyteczne, bo dla mnie to kwestia skupienia uwagi na danym miejscu i to ma sens psychologicznie. Ale ta narracja o wyciąganiu zablokowanych rzeczy przez minerał jest dla mnie trudna do przyjęcia 😀
ojejku, no właśnie, wracajmy do sedna bo trochę odpłynęłyśmy na kamienie. mnie najbardziej zastanawia ta kwestia którą Kingusia.ka poruszyła wcześniej - że Vishuddha mediuje między wewnętrznym a zewnętrznym. bo jak patrzę na to co moja znajoma przeżyła, to ona przez lata miała w środku jedno a na zewnątrz pokazywała coś zupełnie innego. I to rozdarcie to jest właśnie energia tej czakry? Tzn. ta praca jaką wykonywała żeby utrzymać tę maskę przez lata?
dokładnie to miałam na myśli. I tu chcę coś dorzucić bo to jest ważne. tak myślę, to "utrzymywanie maski" jak to nazywasz, to jest aktywna praca energetyczna, tylko skierowana przeciwko sobie. Czakra gardła jest zaangażowana, ale w sposób który ją wyczerpuje zamiast odżywiać. Stąd u wielu osób długoletnie napięcia fizyczne w okolicach szyi i karku, trudności z mówieniem przy stresie. Ciało to zapamiętuje.
to co Kingusia pisze o ciele ktore pamięta to brzmi znajomo. mam na myśli ze sam nie robiłem zadnego coming outu ale tez przez lata pewnych rzeczy nie mówiłem głośno i karku zawsze mam spięty. przypadek? pewnie tak ale ciekawe ze o tym myslę teraz
okej ale to trochę mnie niepokoi bo teraz myślę o wszystkich swoich napięciach i bólach i zaczynam się zastanawiać co każde z nich "znaczy". co prawda, to jest chyba nie najlepszy kierunek? Turmalinka02, czy można wpaść w jakąś pułapkę nadinterpretacji ciała i szukać zablokowanych czakr wszędzie?
Jest tu jeszcze jeden wymiar o którym nikt nie napisał. Wyznanie orientacji to nie jest jednostkowy akt, to jest przejście do innego sposobu istnienia w świecie. Energia po takim progu nie wraca do punktu wyjścia, nie może. I z tego co opisuje Romcia03 o swojej znajomej, to "spokojniej, jakby coś przestało ją cisnąć" - to jest właśnie ten moment po przekroczeniu, kiedy system zaczyna adaptować nowy rozkład energii. To nie jest powrót do równowagi, to nowa równowaga 🙁
oj, tu jeszcze chce dorzucic cos o tym zakotwiczeniu bo mi wcześniej przerwały z tematem. powiedziałam o chodzeniu boso i zimnych kamykyach - ale jest tez kwestia oddechu. Po takim dużym otwarciu oddech często jest wysoko, w klatce i szyi, a trzeba go sciagnac nizej, do brzucha. to samo w sobie uziemia bez zadnych kamieni i rytuałow. Proste ale naprawde skuteczne.
okej więc oddychanie brzuchem - to wiem co to jest, ale jak to połączyć z tym co się dzieje po coming oucie? tzn. może się mylę, czy chodzi o to żeby robić to w trakcie jakiejś sesji, czy na co dzień? bo trochę mi się miesza "technika na chwilę" z "nowym sposobem funkcjonowania" o którym Jaspisowa pisała
właśnie, i to jest coś o czym rzadko się mówi w kontekście czakr - że nie działamy w izolacji. no ale, anahata, czakra serca, jest tu tak samo zaangażowana jak gardło. Coming out w relacji, gdzie jest miłość i akceptacja, działa na całą oś serce-gardło jednocześnie. Dlatego reakcja matki nie jest bez znaczenia energetycznie, jest jej częścią.
ach, trochę mnie ten wątek z osadziłam bo myślałam żeby zacząć pisać dziennik snów ale teraz się zastanawiam czy to ma sens jeśli i tak nie będę umiała odróżnić "ważnego" snu od zwykłego. Sennaria - jak ty to robiłaś, tzn. skąd wiedziałaś że jakiś sen warto notować a inny nie? 🙂
wracajac do tego co Kingusia pisała o Anaahacie i gardle razem - mam wrażenie ze u mnie te dwie rzeczy zawsze chodziły razem. swoją drogą, jak coś czuję mocno i nie moge tego powiedzieć to klatka i kark razem dają mi w kość. nigdy o tym tak nie myślałem ale teraz to dość oczywiste
