A jak sie w ogóle czuje ze sie stoi na ziemi? Pytam serio bo nigdy nie wiem czy to co czuję w medytacji to jest realne czy sobie wyobrażam. może się mylę, jak to jest kiedy muladhara działa no dobrze?
To drugie brzmi znajomo, to chroniczne poczucie ze zaraz coś, nie wiadomo co. jak by nie patrzeć, i to pasuje do mnie całkowicie a nigdy nie pomyślabym że to może mieć związek z czymś takim. czyli muladhara i swadhisthana mogą obie wchodzić w grę u jednej osoby jednocześnie?
Śledzę to od początku i mam takie pytanie może trochę z boku ale mi to siedzi w głowie od początku wątku. no ale, skurcz i dysocjacja o której pisała Lechosława, to też może być po prostu reakcja nerwowa, stres w układzie nerwowym, i to by tłumaczyło zarówno to co opisuje jak i dlaczego praca z ciałem i ruch mogą pomagać, bez konieczności odwoływania się do czakr. Nie mówię że czakry są złe, po prostu ciekawi mnie czy ktoś tu myślał o tym w ten sposób równolegle 😀
Inwokacja, to jest chyba najbardziej sensowna rzecz napisana w tym wątku od dłuższego czasu i mówię to jako ktoś kto pracuje z systemami ezoterycznymi. chyba, tak, układ nerwowy, konkretnie reakcja freeze czyli zamrożenia, to jest bardzo prawdopodobne wyjaśnienie tego co opisuje autorka wątku. I to nie przeczy pracy z czakrami, bo wiele ćwiczeń na swadhisthanę i muladharę to jest po prostu regulacja układu nerwowego opisana innym językiem.
Powiem tak, dopiero to przeczytałam i to jest chyba najlepsze podsumowanie całej tej dyskusji. Że to jest to samo opisane różnymi językami. Ja zawsze miałam z tym problem bo czułam że muszę wybrać albo "naukowe" albo "ezoteryczne" i zawsze czułam się głupio po obu stronach, a tu nagle ktoś mówi że to nie jest wybór. Dzięki za to naprawdę.
To co napisała Fluorytka mnie bardzo uderzyło, bo ja też miałam ten problem że czułam że musze wybierać. jakoś tak, jakby te dwa światy nie mogły istnieć razem. A tu nagle ktoś mówi że to jest to samo tylko inny jezyk i coś mi się w środku kliknęło. Lechosława, czy ty w ogóle gdzieś pracujesz z tym poza forumem? Pytam bo czytam ten watek od początku i zastanawiam sie czy sama proba zrozumienia tego cos robi, czy trzeba jakichs ćwiczeń.
Szczerze? Nie bardzo. Tzn. próbowałam medytacji z youtube, raz byłam na jakimś warsztacie w centrum jogi ale to była bardziej relaksacja niż cokolwiek z czakrami. tak na marginesie, nie wiem od czego zacząć żeby to bylo... właściwe, chyba? Boję się że zrobię coś źle albo że to co czuję to tylko wyobraźnia 😉
Ten lęk że "zrobię coś źle" to jest właśnie jeden z sygnałów że pierwsza czakra woła o uwagę. w każdym razie, poczucie że brakuje gruntu pod nogami, że można popełnić błąd, że trzeba znaleźć właściwą drogę zanim w ogóle się ruszy. Nie ma złego początku, jest tylko pierwszy krok albo jego brak 🙁
Karol, mam podobne wątpliwości co ty co do tej ogólności systemu, ale muszę przyznać że kiedy patrzę na to z perspektywy praktycznej a nie filozoficznej, to ta mapa jest po prostu użyteczna. Nie muszę wierzyć że czakry są "prawdziwe" żeby zauważyć że jak zaczynam pracę od uziemienia to potem łatwiej mi dotrzeć do reszty. To jest coś w rodzaju protokołu.
Wracajac do Lechoslawy i tego gdzie zaczac, jest jedna rzecz ktora bardzo pomaga przy tej blokadzie w kontekscie intymnosci a rzadko sie o tym mowi. tak myślę, zanim w ogole wezmiesz sie za czakry, sprawdz czy umiesz byc sama w ciele kiedy jest spokojnie. Znaczy, czy jak siedzisz sobie bez nic robienia to czujesz cialo czy od razu umysl leci gdzies w bok.
O, to jest ciekawe pytanie bo ja jak siadam w medytacji to pierwsze 5 minut to ciągłe myśli o tym co trzeba zrobić, co powiedziałam komuś tydzień temu, co zjem na obiad. Czy to znaczy że mam słabą pierwszą czakrę? Zawsze myślałam że to po prostu mam nadaktywny umysł.
Hej, ja wtrącę swoje bo też przechodziłam przez ten etap i raz w tygodniu to faktycznie trochę mało, przynajmniej na początku. Mnie przełom przyszedł jak zaczęłam robić nawet pięć minut dziennie zamiast godzinę raz na tydzień. Coś w tym jest że regularność bije długość, przynajmniej kiedy się zaczyna.
To z tą regularnością jest ważne i warto to połączyć z tym o czym pisała Rezeda. Jeśli celem jest praca z blokadą w kontekście intymności, to codzienny krótki kontakt z ciałem robi więcej niż jedna długa sesja na tydzień. Ciało potrzebuje czasu żeby w ogóle uwierzyć że ktoś na nie zwraca uwagę.
Ciało potrzebuje czasu żeby uwierzyć że ktoś na nie zwraca uwagę, kurczę, to zdanie mi zostanie. u mnie tak jest, trochę smutne ale i prawdziwe. Mam wrażenie że przez większość życia traktowałam swoje ciało jak coś do zarządzania a nie do... no, zamieszkania. Nie wiem czy to dobrze opisuje.
Druidka, "zamieszkania" to jest świetne slowo i bardzo mi pasuje do tego co się tutaj omawia. właśnie ten wątek o tym jest w gruncie rzeczy, nie? Że intymność wymaga żebyś była obecna w ciele a jak ciało jest bardziej wiezieniem albo pojazdem niż domem to się robi trudno. I to nie jest tylko metafora ezoteryczna, to jest coś co da się poczuć zupelnie fizycznie.
Siedzę nad tym wątkiem o zamieszkaniu w ciele i zastanawiam się, bo coś mi tu świta. Czy to co opisujecie to nie jest po prostu to co psychologowie nazywają dysocjacją od ciała albo słabą interocepcją? Nie pytam złośliwie, naprawdę, bo jeśli tak, to są konkretne ćwiczenia na to, neurologiczne dosłownie, i ciekawi mnie czy robią to samo co te czakrowe.
Dodam do tego że praca z oddechem w kontekście swadhisthany to jest coś konkretnego i sprawdzalnego, nie ma tu żadnej wiary. Oddech dochodzący do brzucha versus oddech płytki w klatce to są dwie zupełnie różne odpowiedzi układu nerwowego. Jak ktoś przy zbliżeniu przechodzi na płytki oddech piersiowy i zaczynają się skurcze, to przywrócenie głębokiego oddechu brzusznego zmienia tę odpowiedź. To jest fizjologia, nie magia 🙂
To co napisała Frezja o oddechu, to mi coś uświadomiło. Bo ja właśnie tak mam, że jak jest ten moment napięcia to wstrzymuję oddech kompletnie i w sumie nigdy nie łączyłam tego ze sobą. Myślałam że to taki odruch obronny i tyle. Czy to znaczy że powinnam jakoś pracować z oddechem specjalnie, czy samo zwrócenie uwagi już coś daje?
ojejunie, samo zauważenie już daje bo przerywa automatyzm. Ale tak, jest sens ćwiczyć oddech brzuszny kiedy jesteś spokojna, nie w tym trudnym momencie, żeby ciało znało tę drogę zanim będzie jej potrzebować. to jak próba ewakuacyjna, ćwiczysz kiedy nie ma pożaru żeby wiedzieć co robić kiedy jest 😀
To z tym oddechem mnie zastanawia bo ja tez tak mam ze wstrzymuje i nawet nie wiem kiedy to sie zaczyna. Ale pytanie mam, czy to nie jest tak ze jak sie ćwiczy ten oddech brzuszny to na poczatku jest jeszcze gorzej? Bo ja probowalam kiedys i czulam sie mega niekomfortowo, jakbys mi ktos kazal oddychac w jakis sztuczny sposob i w koncu odpuszczalam. Czy to normalne? 😛
jejku, A czy to nie jest tak ze jak sie pracuje nad swadhisthaną to najpierw wychodzą różne nieprzyjemne rzeczy emocjonalne? Bo czytałam gdzieś że czakry jak się otwierają to jakby wypuszczają to co tam siedziało i może być różnie przez jakiś czas. Trochę sie boję że zacznę i bedzie gorzej zanim bedzie lepiej.
a niech to, ale skąd wiecie ze to "stare emocje" a nie po prostu to ze skupiasz się na ciele bardziej niż zwykle i nagle czujesz rzeczy ktore zawsze tam były? nie kazde nieprzyjemne uczucie podczas medytacji to "oczyszczanie czakry". może po prostu siedzisz i czujesz niepokój bo masz niepokój, bez żadnej metafizyki w tle
Karol ma rację że nie trzeba tego koniecznie interpretować przez czakry, ale też mam wrażenie ze zbijasz każdy punkt z gruntu a potem przyznajesz rację jak ktoś przeformułuje. Może się zatrzymaj na chwilę i zapytaj co ci konkretnie przeszkadza w tej dyskusji, bo sam nie wiesz czy atakujesz metaforę czy twierdzenia empiryczne.
hej, ja sie nie boje demonów 😀 po prostu wolę wiedzieć czego sie spodziewać. ale dzięki za troskę Karol serio 🙂
No właśnie nie. wrócę jeszcze do tego co napisała Lechosława o wstrzymaniu oddechu, to jest tak naprawdę serce całego tematu. Ten moment zatrzymania to jest ciało które mówi "stop, nie jestem pewne czy tu jest bezpiecznie". I nie ma znaczenia czy mówimy o tym językiem czakr czy układu nerwowego, ważne co z tym robisz. Czy ktoś próbował kiedyś właśnie w tym momencie zamiast walczyć z oddechem po prostu go obserwować?
Właśnie o to chciałam zapytać, bo Frezja napisała żeby ćwiczyć kiedy jest spokojnie, ale czy jest jakaś metoda żeby to wytrenować też w tym konkretnym momencie napięcia? Bo na spokojnie to mi idzie już w miarę, brzuch dochodzi, czuję to. ale jak pojawia się ten moment to jakby wszystko wylatuje z pamięci i wracam do starego schematu 🙁
ojej ojej, to jest właśnie clou. Na spokojnie trenujesz żeby ciało miało tą drogę zapisaną głębiej niż myślenie. Ale jest jedna rzecz którą można robić w samym momencie: zamiast próbować "oddychać brzusznie" bo to za dużo do ogarnięcia, po prostu wydech. Długi, powolny wydech. Wdech przyjdzie sam, ciało go weźmie. A wydech aktywuje parasympatyczny układ nerwowy, czyli dosłownie fizycznie mówi ciału że nie ma zagrożenia 😛
