o rany, czytam ten wątek od dłuższego czasu i chciałam zapytać coś moze głupiego. Czy to znaczy że jak ktoś ma bardzo silną potrzebę rutyny to ta czakra podstawy jest zawsze blokada? Bo ja naprawdę nie wyobrażam sobie żyć inaczej niż wiem co będzie jutro i nie wiem czy to "nadaktywna" czy po prostu jestem tak zbudowana
ale Majka01, to rozróżnienie "ty decydujesz vs. rutyna decyduje" brzmi prosto a w praktyce jest mega trudne do oceny. Bo kazdy powie że to on decyduje. Nikt chyba nie powie "tak, moja muladhara mnie kontroluje i nie mam na to wpływu". Jak to faktycznie zbadać, nie deklaratywnie?
o matko, zaczęłyśmy od kamieni a teraz mamy tabele i pomiary 😀 nie żartuję, to ciekawe to co mówi Cefeida, ale mnie to troche przytłacza. Czy nie można jakoś prościej to sprawdzić? Bo ja nie jestem typem od tabelek 😉
rutyna jest jak kożuch. cieplo i dobrze. ale jak nosisz go cały rok to sie nie czujesz już jego ciężkości, i nie wiesz czy jest ci potrzebny. muladhara tak samo, musi być żywa a nie tylko obcisła. dla mnie znak ze cos nie tak bylo kiedy zaczełam sie bac nawet małych niespodzianek, nie tylko dużych zmian
to co pisze Prophecyy o strachu przed małymi niespodziankami, to mnie bardzo trafia. U mnie to było tak że zaczęłam odczuwać coś jakby wewnętrzny alarm kiedy coś szło nie po planie, nawet głupie rzeczy. Spóźniony autobus i już cały dzień mi leżał. Myślałam że to nerwica, a może to jednak coś głębszego.
okej ale jak juz ustalimy ze mamy ten "tryb przetrwania" to co konkretnie? medytacja? kamienie? i ile to trwa? bo nie chce pracowac nad tym rok zeby zobaczyc efekt za 3 lata. pytam wprost bo lubie wiedziec na co sie pisac
okej, ale jak juz ustalimy ze mamy ten "tryb przetrwania" to co konkretnie? medytacja? kamienie? i ile to trwa? bo nie chce pracowac nad tym rok zeby zobaczyc efekt za 3 lata. pytam wprost bo lubie wiedziec na co sie pisac
ojej no, a ja mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek - czy ta praca nad czakrą podstawy to zawsze trzeba robić jakieś konkretne rytuały albo medytacje? bo czytam cały ten wątek i mam wrażenie że chodzi o coś bardziej... codziennego? jak zmiana podejścia a nie siedzenie z kamieniami
boże, właśnie o to mi chodziło wcześniej kiedy pytałam o tę sprzeczność między rutyną a wychodzeniem ze strefy komfortu. Bo jak mam medytować regularnie, budować nawyk, a jednocześnie "pracować nad otwarciem na zmianę", to gdzie tu jest granica? bo mam wrażenie że robię oba naraz i sie kręcę w kółko szczerze mówiąc
to co mówi Wrozbiarz ma sens też z perspektywy tych obserwacji które prowadziłam. Nie wiedziałam skąd biorą się moje napięcia kiedy zaczynałam notować, ale samo notowanie reakcji zaczęło mi pokazywać wzorzec. Najpierw widzisz "co", potem ewentualnie "skąd". Nie trzeba zaczynać od odkrywania przyczyn
przy pracy z mulahdarą dobrze sprawdza się granit i obsydian, kładzione przy podstawie kręgosłupa podczas leżenia. Ja to robiłam przez jakieś trzy tygodnie codziennie wieczorem i na prawdę czułam jak coś się rozluźnia w plecach. Fizycznie. Nie wiem czy to czakra czy po prostu relaks ale coś działało.
a wracając do tego co mówiła Stefcia, bo mnie to też trapi, czy ta praca nad czakrą podstawy moze sprawić że nagle przestanę chcieć rutyny? bo ja bym tego nie chciała, moja rutyna to jest moje, nie wiem jak to powiedzieć, moje zakotwiczenie. boję się że jak to "odblokuję" to zburzę sobie coś co mi pomaga
to co powiedziała Helenka50 o różnicy między "muszę" a "lubię" to chyba najważniejsze zdanie w tym całym wątku jak dla mnie. Bo właśnie tego mi brakowało żeby to zrozumieć. Ja wiem że mam rutynę i wiem że mi dobrze robi, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy to jest to pierwsze czy to drugie...
okej ale to znowu wracamy do problemu ktory zgłaszałam wcześniej. Skąd wiesz po której stronie jesteś? bo zarówno ktoś kto "lubi" jak i ktoś kto "musi" powie ci że po prostu lubi swoją rutynę. Subiektywne odczucie nie wystarczy żeby to rozróżnić. I tu nie jestem złośliwa, serio pytam jak to sprawdzić.
Numerolożka, a może właśnie Cefeida ma rację że trzeba to po prostu obserwować przez czas? Nie jednorazowe "sprawdzam się w ankiecie" tylko patrzenie na siebie przez kilka tygodni. Bo emocja w momencie kryzysu jest chyba bardziej szczera niż deklaracja na spokojnie.
wlasnie, czytam to i mam takie poczucie ze to wszystko sie krreci wokol jednego. czy reaguje strachem czy poprostu dyskomfortem. bo dyskomfort to normalne jak cos zaburza plan, a strach to juz inna bajka. czy dobrze rozumiem?
to ciekawe bo ja mam troche odwrotnie. Moj problem to nie jest strach ze plan sie posypie tylko jakos dziwne uczucie gdy nie mam planu wcale, jakby... pustka? i zastanawiam sie czy to nie jest ta sama czakra tylko od innej strony. 😉 Bo rutyna jako ochrona przed pustka to hyba tez nie jest zdrowe, prawda? czy ktos mial cos takiego
