no dobra, czeslawo, to jest naprawde dobre pytanie i cieszę się że je zadałaś, bo pokazuje coś ważnego. Większość osób które tu piszą też zaczynały od zera i też nic nie czuły. U mnie pierwsze odczucia to były naprawdę subtelne rzeczy, jakieś ciepło w dłoniach podczas medytacji, mrowienie, i to dopiero po kilku tygodniach regularnej pracy. Nie ma tak że siadasz i od razu czujesz przepływ energii przez wszystkie siedem czakr naraz. To przychodzi stopniowo i dla każdego inaczej.
o wow, dziekuje Wam obu 🙂 to znaczy że mam szanse haha. Sprawiedliwa, czyli mówisz że kilka tygodni to normalne? bo ja już po tygodniu medytacji uznałam że nic ze mnie nie bedzie. moze za szybko sie poddałam. A to ćwiczenie z dłońmi co Gosposiaa pisze, czy to jest jakas konkretna technika czy wymyślona?
Dobra, wracam do tego co Jasminowa pisała o anahacie i tym wybuchu. Bo mnie to trochę niepokoi jak to jest opisywane. "Tłumienie-wybuch" brzmi jak coś co wymaga pracy, ale niekoniecznie pracy z czakrami. Rozumiem że to jest forum o czakrach i taki jest klucz interpretacyjny, ale pytanie do Bogusa czy to jest coś nowego czy on tak ma od zawsze? Bo to zmienia trochę ocenę sytuacji.
Ale wlasnie ten aspekt z wiekiem mnie ciekawi, bo przecież teoria mówi że czakry się rozwijają etapami przez całe życie i różne ośrodki stają się aktywniejsze w różnych dekadach. Więc może to nie jest patologia czy zablokowanie, tylko naturalny etap? Manipura dominuje w młodości, potem anahata zaczyna pracować mocniej? Czy ktoś coś o tym wie konkretnie?
Ciekawe, bo u mnie było odwrotnie, w młodości miałem takie stany ktore teraz bym opisał jako sercowe, takie wielkie emocje, entuzjazm bezinteresowny, a po trzydziestce stałem sie bardziej zadaniowy i manipurowy. Nie wiem czy to dobrze czy nie, ale widze ten ruch. Może to nie jest tak prosto że w górę, może to wahadło?
ludzie, wracając do pytania Pustelki sprzed kilku postów bo myślę że zostało trochę bez odpowiedzi. 😉 Techniki wizualizacyjne to jedno, ale jest tez praca z kolorem słonecznym, żółcień i złoto dla manipury i całego układu solarnego, i to można robić zimą przez ubranie, przez otoczenie, przez świece. To nie jest zastępnik słońca ale utrzymuje kontakt z tą energią.
Muszę się tu wtrącić bo znowu wpadamy w tę samą pułapkę. "Wiele osób stosuje z efektem" to nie jest argument za tym że mechanizm jest taki jak go opisujemy. Efekt placebo też jest efektem. I to jest w porządku, naprawde, ale nie mówmy że to dowód że żółte skarpetki doładowują manipurę.
Ale wiecie co, ta dyskusja o dowodach kręci się w kółko od początku wątku. może zamiast tego ktoś opowie jak konkretnie pracuje z energią solarną zimą? Bo Bogus zaczął temat od czegoś praktycznego i chyba warto wrócić do praktyki.
Dziękuję Niezapominajka, dokladnie. chciałem zapytać o coś konkretnego bo mam taki pomysł żeby spróbować regularnej ekspozycji słonecznej z intencją, nie tylko "wyszedłem na dwór" ale świadome zatrzymanie sie, stanięcie twarzą do słońca, oddech. Nawet zimą jak jest słońce choć przez 10-15 minut. Czy ktoś tak robi i czy to robi różnicę?
Ja to robię od kilku lat i mogę powiedzieć że tak, dla mnie robi różnicę. Ale nie jestem w stanie powiedzieć czy to przez czakry, przez witaminę D, przez rytm dobowy czy przez samo zatrzymanie się i oddychanie. Prawdopodobnie wszysko naraz. Stoję z zamkniętymi oczami, czuję ciepło na twarzy, skupiam uwagę na splote słonecznym i to jest... inne niż zwykłe wyjście na spacer.
To brzmi pięknie ale mam pytanie, czy to jest bezpieczne dla oczu? Bo mówisz zamknięte oczy ale promienie UV przechodzą przez powieki? Nie chcę brzmieć głupio ale serio nie wiem czy to jest ok fizycznie.
Dobra ale wróćmy do pytania Bogusa o tę intencję. Bo mi to "świadome zatrzymanie" brzmi po prostu jak uważność, mindfulness. I teraz pytanie które mam od początku tego wątku: co z tej praktyki jest specyficznie czakrowe, a co jest po prostu dobrą praktyką uważności którą każdy psycholog by polecił? Bo moze efekt który opisujesz Bogus jest prawdziwy, ale nie musi oznaczać że działa mechanizm który opisujesz.
To pytanie które Bernadka postawiła zostało bez odpowiedzi i mnie tez to nurtuje. Bo jeśli wystarczy stać z intencją i oddychać, to czemu mówimy że to praca z czakrami, a nie po prostu medytacja? Co jest tym elementem wyróżniającym?
Myślę, że to jest bardzo trafne pytanie i odpowiedź jest niejednoznaczna. W tradycji tantrycznej intencja i ukierunkowanie uwagi na konkretne centrum energetyczne to jest wlasnie to co odróżnia praktykę czakrową od ogólnej uważności. Ale żeby być szczera, granica jest płynna i wiele technik mindfulness pochodzi z tych samych korzeni. Nie powiedziałabym że jedno wyklucza drugie.
Ale jak sie kieruje uwagę na czakrę to co sie właściwie robi? Czy myśli się o tym miejscu w ciele? Bo jak stoje na słońcu to czuje ciepło i to jest fizyczne ale czy to juz jest praca z czakrą? Nie wiem czy dobrze rozumiem te różnicę 🙁
I tu wracamy do tego co mówiłam wcześniej, że "intencja" to bardzo miękkie kryterium. Skoro wystarczy pomyśleć o czymś z zamiarem, to właściwie każda aktywność moze być pracą z czakrami. 🙁 Jogging z myślą o manipurze to praca z manipurą? Nie jestem zrzędą, naprawdę, tylko ta granica jest na tyle rozmyta że traci sens analityczny.
Ok, ale ja chciałem wrócić do samej praktyki bo mysle że zaraz utoniemy w filozofii i zapomnimy o tym co konkretnie chciałem sprawdzić. Mam pytanie do Oksanki albo do kogokolwiek kto to regularnie robi: jak długo trwa taka sesja. stoisz 5 minut, 20, pół godziny? Bo chcę to poprostu zacząć i niewiem od czego.
Ja zazwyczaj 10-15 minut, nie więcej. Dłużej bywa że głowa odpływa i traci sie tę jakość skupienia. Zimą to jest kwestia też temperatury oczywiście, nie stoisz w mrozie pół godziny 🙂 Zaczynałam od 5 minut i wydłużałam jak czułam że to ma sens. Nie ma tu żadnej magicznej liczby.
a czy to trzeba robic codziennie żeby dzialało? bo mam problem z regularnoscią, czasem zapomne na kilka dni i potem sie denerwuję że pewnie wszystko "utracilam" i trzeba zaczynac od nowa
Wtrącę się z innej strony bo mnie ciekawi ta kwestia bezpośredniego pobierania energii słonecznej bo Bogus to gdzieś na początku sugerował. I tu mam pytanie: czy to jest tak że słońce uzupelnia energię, czy ją inicjuje, uruchamia coś co mamy w sobie? 😛 Bo to dwa różne modele i chyba rzadko ktoś to rozróżnia.
To jest ważne rozróżnienie, Majeranka. W klasycznej jogicznej literaturze mowa jest raczej o pranie jako energii obecnej wszędzie, w tym w świetle słońca, którą można przyswajać przez pranajamę i ekspozycję. Nie ma tam raczej koncepcji "ładowania czakr słońcem" w tym dosłownym sensie. To bardziej współczesna, zachodnia synteza, dość popularna od lat 90. nie mówię że zła ale warto wiedzieć że to jest hybryda.
eh, słuchajcie a czy ktoś próbował tej techniki sungazing? to jest chyba ekstremalna wersja tego o czym piszecie, patrzenie w słońce przy wschodzie/zachodzie. Czytałem że podobno mozna w ten sposob pobierać energię bezpośrednio. Brzmi niesamowicie ale też trochę szalenie
kurde, rojnik ma tu rację i to mówię jako ktoś kto jest zwolennikiem ekspozycji słonecznej. Sungazing to zupełnie inna liga i nie o tym mówiłem. Zamknięte oczy, twarz w stronę słońca, nie patrzy sie w słońce. To jest granica której nie należy przekraczać i to dotyczy każdej praktyki z tym związanej
no wiecie, okej, to to z sungazingiem to rozumiem że niebezpieczne, ale mam pytanie bo się pogubiłam - jak zamknięte oczy i twarz do słońca, to przez którą czakrę właściwie pobieramy tę energię? przez trzeciooką? bo ona jest chyba najbliżej twarzy 😮 czy przez wszystkie naraz?
Trzmielina jak zwykle celna uwaga, ale jednocześnie ta logika by przekreślała całą rozmowę o czakrach. Ja podchodzę do tego troszke pragmatycznie - jeśli skupienie na manipurze w słońcu daje mi wiecej energii do działania (a o to w tym wątku chodziło od początku), to dla mnie to wystarczy. Nie potrzebuję wiedzieć czy to "naprawdę" tak działa
Właśnie, wracając do tego co Bogus pisał na początku, to ta kwestia energii do działania jest dla mnie najbardziej praktyczna. Bo teorię to można gdybać bez końca, ale mnie interesuje - czy ktoś faktycznie widzi różnicę w poziomie tej życiowej energii, chęci do robienia czegokolwiek, po regularnym robieniu tego z tym słońcem i manipurą? Konkretnie, nie filozoficznie.
Majeranka zadała to co mnie samą ciekawiło jak zaczynałam. Szczerze, tak, ja widzę różnicę, ale nie umiem rozdzielić czy to sam rytuał, czy poprostu wychodzę rano na 15 minut i mam chwilę dla siebie zanim zacznę dzień. Może to samo wyjście na zewnątrz i cisza robi robotę. Ale to mi nie przeszkadza, efekt jest efektem.
