dobra, tzn. rozumiem co mówisz Ametystia i to ma sens - że można iść bez gotowej teorii w głowie. Ale mam wrażenie że właśnie o to chodzi w tym wątku - że niektórzy z nas (ja na pewno) jesteśmy takimi wiecznymi eksperymentatorami i może właśnie dlatego ta bioenergoterapia nas przyciąga? Jakby ta potrzeba sprawdzania "a co jeśli" napędza szukanie nowych ścieżek 🙂
o, to ciekawy trop! Myślę że masz rację - sama siebie zaliczam do tych co muszą wszystkiego spróbować zanim wyrobią sobie zdanie. I to chyba ma związek z tą czakrą sakralną, nie? Bo to ona odpowiada za kreatywność, ciekawość, chęć doznań. Jak ktoś ma ją aktywną to ciągnie go do nowych rzeczy
Nie no, przesadzasz. właśnie to "albo-albo" jest problemem z obu stron tej dyskusji. Sceptyk mówi "to tylko osobowość" a entuzjasta mówi "to czakra". Żadne z nich nie jest w stanie udowodnić swojej wersji. Różnica jest taka, że jedna z tych wersji ma pod sobą jakiś mechanizm wyjaśniający, a druga nie. I nie mówię że ta z czakrami jest gorsza jako metafora pracy z sobą, bo metafory mogą być użyteczne
właśnie dlatego zaczęłam ten wątek, bo zastanawiam się czy moja potrzeba eksperymentowania - właśnie ta że muszę próbować i sprawdzać - czy ona mi pomaga czy przeszkadza w samej pracy z czakrami. Bo z jednej strony chętnie idę do bioenergoterapeuty i do innego i jeszcze innego, porównuję, sprawdzam. Ale może przez to nigdy nie zostaje przy jednej metodzie dość długo żeby cokolwiek poczuć?
ale eksperymentowanie jest super! Skąd wiadomo że ta jedna metoda którą wybierzesz jest właśnie dla ciebie, jeśli nie porównasz kilku? Mnie to zawsze trochę drażni jak ktoś mówi "zostań z jednym". no jasne ale JAK wybrać to jedno bez próbowania? 😉
okej ale wracając do praktycznej strony - jak rozumiem bioenergoterapia morze działać na tą czakrę odpowiedzialną za ciekawość i nowe doświadczenia, tak? Tzn. jeśli ktoś jest przeciwnie - nie ma tej chęci eksperymentowania, jest zamknięty, rutynowy - to terapia mogłaby to ruszyć?
u mnie to była czakra sakralna na sto procent. Miałam taki okres że nic mi się nie chciało, żadnych nowych pomysłów, żadnej energii twórczej. I po pracy z tą czakrą (sama, przez medytacje z dźwiękiem) wróciło. Więc na pewno jest jakiś związek między tą energią a kreatywnością i chęcią eksperymentowania
dobra ale wracam do pierwotnego pytania Auric79 - czy dużo eksperymentowanie z różnymi metodami i terapeutami to objaw jakiejś czakry, tak? Bo jak obserwuję tę wymianę to mi się kręci głowie od tych wszystkich "z jednej strony ale z drugiej strony". Ktoś powie wprost?
to ciekawe co mówi Oriona - a czy te osoby w kryzysie szybciej "czują efekty" niż eksperymentatorzy? Bo intuicyjnie bym powiedziała że gdy jesteś mocno potrzebujący to morze bardziej otwierasz się na terapię?
czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie moze głupie - czy ta potrzeba nowych doznań i eksperymentowania może być tez przejawem niestabilnej czakry a nie tylko aktywnej? Bo czytłam gdzieś że nadaktywna czakra sakralna może powodować właśnie takie skakanie od rzeczy do rzeczy bez możliwości zatrzymania się. I to by pasowało do niektórych opisów tutaj 🙂
właśnie to chciałam zapytać bo nigdzie nie moge znalezc jasnej odpowiedzi - jak rozpoznac czy moja chec eksperymentowania to jest nadaktywnosc czy po prostu mam tak po prostu. trudno powiedzieć, bo czytałam ze nadaktywna sakralna to tez impulsywnosc i takie "chce wszystkiego naraz" i troche sie w tym widze
ale to co mówi Ametystia jest super ważne! ta różnica między "energiczna czakra" a "zaburzona czakra" to chyba klucz do całej tej rozmowy. przynajmniej tak to widzę, czy ktoś miał to zdiagnozowane przez bioenergoterapeutę i co mu powiedziano? Jestem ciekawa czy terapeuci w ogóle mówią o "nadaktywności" wprost czy raczej owijają w bawełnę
moja terapeutka mówiła że nadaktywność sakralnej często objawia się tym że osoba jest niby zaangażowana w sto rzeczy ale tak naprawdę żadnej nie czuje do końca. Jakby powierzchowność zamiast głębi. Ale żeby ocenić czy to twój przypadek Amuletka - ile tych metod które próbowałaś zostawiło w tobie coś trwalszego?
Ojejku, znowu pytanie na pytanie 😀 słuchajcie, czy jest jakis prosty sposob żeby samemu to sprawdzic bez terapeuty? Bo nie każdy ma dostep do dobrego bioenergoterapeuty albo ma kase żeby co chwile chodzic
ta analogia ze słodyczami jest całkiem trafna. I właśnie dlatego sceptycznie patrzę na podejście "idź do terapeuty kiedy znowu poczujesz że potrzebujesz". To może utrwalać ten wzorzec zamiast go leczyć. Co bioenergoterapia oferuje żeby ktoś wyszedł z gabinetu z czymś co działa samodzielnie? 🙂
ooo Oriona to mi się podoba! bo własnie tego mi brakowało na pierwszej sesji - dostałam ogólne "praktykuj uziemienie" ale zero konkretów. a ja potrzebuję konkretów bo inaczej to mi się rozmywa. jak te ćwiczenia między sesjami wyglądały?
hmm a mnie zastanawia jedna rzecz - ta potrzeba eksperymentowania, o ktorej mówi Auric79 na poczatku, czy to nie morze być DOBRA cecha jeśli chodzi o znajdowanie wlasnie tego terapeuty? Tzn. ktos kto po jednej sesji stwierdza "nie dla mnie" i szuka innego, moze szybciej trafic na kogoś odpowiedniego niż ktoś kto siedzi z jednym bo tak wypada
właśnie to jest mój problem od początku tego wątku 🙂 niewiem czy moje skakanie po metodach to dlatego że jestem z natury taka ciekawa, czy dlatego że nigdzie nie czuję się dość długo żeby zobaczyć efekty. I niewiem jak to rozróżnić bez zewnętrznego spojrzenia. Dlatego pytałam o bioenergoterapeutę bo myślałam że może ktoś z zewnątrz to oceni
o ile mogę się wtrącić, to bardzo dziękuję za tę rozmowę bo sama dokładnie tak mam - idę gdzieś, potem szukam czegoś nowego i zawsze myślałam że to dlatego że jestem otwarta. u mnie tak jest, ale może to jest wlasnie ten brak zakotwiczenia o którym ktoś pisał wcześniej? nie wiedziałam że to może mieć związek z czakrami 🙁
no i to jest właśnie ten temat który chciałam poruszyć od jakiegoś czasu. mniej więcej, bo dobry bioenergoterapeuta NIE powie ci że to twoja wina jeśli nie ma efektów. jeśli ktos tak mówi, to jest czerwona flaga i już. to nie jest argument przeciwko bioenergoterapii w ogóle, to argument żeby uważnie wybierać do kogo się idzie
okej ale to wraca do mojego pytania o kryteria. jak odróżnić dobrego od złego ZANIM się wyda kase? bo po fakcie to każdy wie 🙂
o, to brzmi jak coś sensownego! to ćwiczenie obserwacyjne - zapisywanie kiedy się czujesz rozbiegana - wydaje mi się że to mogłoby być użyteczne zupełnie niezależnie od tego czy wierzysz w czakry czy nie. to trochę jak dziennik nastroju
dokładnie tak, Sasanka.ka, i myślę że to jest właśnie ta część bioenergoterapii która jest wartościowa niezależnie od przekonań - ta uważność na własne wzorce. moja terapeutka mówiła że praca z czakrami to w dużej mierze praca z uwagą, z zauważaniem. bez tego żadna technika nie pomoże długoterminowo
hmm a jak sie dokładnie robi to uziemienie? bo słyszałem o tym ale nie bardzo wiem o co chodzi, czy to jest medytacja czy co
ojejciu kochana, uziemienie w skrócie to wszystko co pomaga poczuć że jesteś tu i teraz, w ciele, a nie gdzieś w głowie. swoją drogą, może być przez ciało - właśnie ten boso po trawie o którym pisała Oriona, przez oddech, przez dotyk, przez jedzenie czegoś konkretnego. nie ma jednej metody, chodzi o efekt - żebyś poczuła kontakt z tym co fizyczne. w kontekście czakry podstawy to szczególnie ważne bo ona odpowiada właśnie za to zakotwiczenie
wracając do głównego pytania bo trochę odpłynęłyśmy - czy to co opisuje Oriona, czyli ta praca obserwacyjna, może mi pomóc zrozumieć czy moje skakanie po metodach to ciekawość czy zaburzenie? bo czuję że sama siebie nie jestem w stanie dobrze obserwować. mam zbyt dużo zaangażowania emocjonalnego żeby być obiektywna
no ale tu jest pulapka - jeśli idziesz do bioenergoterapeuty z pytaniem "czy mam zaburzoną czakre sakralna" to z dużym prawdopodobieństwem trafisz na odpowiedz że tak. bo to jest język którym ta osoba myśli i pracuje. gdybyś poszła do psychiatry z tym samym pytaniem, usłyszałabyś coś o dysregulacji emocjonalnej albo ADD. obaj mogą mieć rację, obaj mogą się mylic
