Hej, chciałam zapytać czy ktoś z was też tak ma, że po prostu nie potrafi usiedzieć w miejscu jeśli chodzi o duchowość? Mam na myśli że ciągle mnie ciągnie do nowych rzeczy, nowych metod, nowych doświadczeń. Zaczęłam od medytacji, potem czakry, teraz patrzę na bioenergoterapię i jakoś nie umiem się zatrzymać na jednym. Zastanawiam się czy to ma jakieś powiązanie z czakrami - czy może jakaś konkretna jest za to odpowiedzialna? Słyszałam coś o czakrze sakralnej ale nie jestem pewna czy dobrze to rozumiem.
O, bardzo ciekawy temat! Bo ja sama się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu. przynajmniej u mnie, czakra sakralna (Svadhisthana) to ta odpowiedzialna za kreatywność, przyjemność i właśnie otwartość na nowe doznania, więc może masz rację. Ale wydaje mi się ze czakra splotu słonecznego tez tu gra rolę - bo to ona odpowiada za taką wewnętrzną siłę napędową, że tak powiem. A ty masz jakieś objawy fizyczne, że niby ta czakra jest nadczynna czy co?
hej, no właśnie, czakra sakralna! Sama miałam sesję u bioenergoterapeuta i on mi powiedział ze ta moja jest mocno pobudzona. I rzeczywiście - zawsze chcę próbować czegoś nowego, nowych miejsc, nowych ludzi, nowych zainteresowań. Czy to w ogóle problem czy to jest jasne tak mieć?
wow, spokojnie, to nie jest z góry problem. Nadaktywna czakra sakralna może dawać właśnie taki efekt - ciągłe szukanie stymulacji, impulsywność, skakanie z tematu na temat. Ale to zależy od kontekstu. Jeśli to ci nie przeszkadza w codziennym życiu, jeśli kończysz co zaczynasz i nie czujesz wewnętrznego niepokoju, to po prostu masz naturalnie silną energię tej czakry. Problem pojawia się kiedy to zaczyna powodować chaos albo trudności z utrzymaniem uwagi na czymś dłużej. Bioenergoterapia może tu naprawdę pomóc - ale nie tyle żeby stłumić tę energię, co żeby ją ukierunkować.
no i proszę, zaraz zaraz, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówimy o tym że ktoś lubi nowe doświadczenia i od razu lecimy z diagnozą "nadaktywna czakra sakralna"? Nie mówię że teoria czakr jest bez sensu, ale to że ktoś jest z natury ciekawski i lubi eksperymentować to może być po prostu cecha charakteru. Nie wszystko musi mieć ezoteryczne wyjaśnienie.
Moim zdaniem to na pewno czakra korony jest zablokowana! Bo właśnie kiedy czakra korony jest zablokowana to szukamy ciągle czegoś "wyżej" i nie możemy się zatrzymać. Wiem cos o tym, miałam podobnie i dopiero kiedy oczyściłam czakrę korony afirmacjami zrobiło się spokojniej.
Czytam ten wątek i mam podobne doświadczenie do Auric79. długo zastanawiałam się skąd to moje ciągłe "hopanie" między metodami. Trafiłam do bioenergoterapeutki jakieś dwa lata temu i ona przepracowała ze mną właśnie czakrę sakralną i trzecią - splot słoneczny. Mówiła że u mnie te dwie były wyraźnie niezrównoważone, sakralna nadaktywna a splot zbyt słaby. I to tworzyło taki wzorzec - dużo impulsów, mało realizacji. czy u ciebie tez jest cos takiego, ze zaczynasz i nie kończysz?
przepraszam ze wchodzę, bo jestem tu raczej nowy jeśli chodzi o czakry, ale ta bioenergoterapia to jak właściwie działa? Czy to jest coś co robi specjalista czy można samemu próbować? Pytam bo sam mam chyba podobny problem - ciagle szukam nowych rzeczy i nigdy nic nie kończę, ale nie wiedziałem ze to morze być związane z czakrami.
Bioenergoterapia to praca z polem energetycznym człowieka - terapeuta wyczuwa zaburzenia w przepływie energii i stara się je wyrównać, czasem przez dotyk, czasem bezdotykowo. że tak powiem, w kontekście czakr chodzi o to żeby przywrócić właściwy przepływ energii przez każde centrum. samemu można robić pewne ćwiczenia wspierające, ale faktyczna terapia to praca z wykwalifikowanym terapeutą. tyle że tu jest ważne żeby wybrać kogoś rzetelnego, bo na rynku jest sporo osób które wzięły trzydniowy kurs i już się ogłaszają jako bioenergoterapeuci. Jak szukasz, to pytaj o doświadczenie i rekomendacje
No właśnie, Dewanna słusznie mówi o tym żeby sprawdzać kwalifikacje. Bo to jest temat gdzie łatwo wpaść na kogoś kto nie ma pojęcia o czym mówi a bierze spore pieniądze za coś co w najlepszym wypadku jest relaksem a w najgorszym narobi zamieszania. Sama jestem sceptyczna jeśli chodzi o diagnozy w stylu "twoja czakra sakralna jest nadaktywna bo lubisz nowe rzeczy" - to bardzo duże uproszczenie. Lubienie nowych doświadczeń to cecha osobowości znana z psychologii, nie trzeba jej od razu szufladkować jako zaburzenie energetyczne.
To co opisuje Przytulia86 to jest właśnie ten moment kiedy ciało i energia zaczynają "rozmawiać". Ciepło w okolicach splotu słonecznego albo czakry sakralnej po sesji bioenergoterapii to bardzo typowy sygnał. Sama regularnie pracuję z tymi centrami i wiem ze to nie jest złudzenie - przynajmniej z mojej perspektywy. Co do tematu głównego - myślę ze skłonność do eksperymentowania duchowego to piękna cecha, ale trzeba uważać żeby nie wpaść w pułapkę wiecznego szukania bez głębszego zakorzenienia. To jest taka paradoksalna sytuacja - im więcej szukamy, tym mniej mozemy faktycznie znaleźć.
ojej, zaczęłam czytać i nie mogę przestać 🙂 przepraszam że może głupie pytanie ale - jeśli ktoś ma tę skłonność do nowych doświadczeń to czy bioenergoterapia ją "leczy"? Bo trochę tak to brzmi jakbyśmy mówili ze bycie ciekawskim to choroba którą trzeba naprawić. Czy o to chodzi?
Właśnie o to mi chodziło kiedy wspominałam swoją terapeutkę. Ona nigdy nie powiedziała ze moje poszukiwania są złe - wręcz przeciwnie, mówiła ze to wielki dar mieć taką otwartość. Ale pracowałyśmy nad tym żeby ta energia miała jakieś ujście, żebym nie tylko zbierała doświadczenia ale też je jakoś przetrawiała i integrowała. I to jest według mnie najważniejszy aspekt tej pracy z czakrami w kontekście eksperymentowania - nie gasić, ale kierować.
właśnie! to mi sie bardzo podoba - nie gasić ale kierować. a czy ktoś wie jak w praktyce wygląda taka praca z czakrą sakralną właśnie pod kątem tej potrzeby nowych doświadczeń? Czy są jakieś konkretne ćwiczenia albo medytacje które pomagają? Bo siedzieć i czekać na terapeutę to jedno ale ciekawa jestem co można zrobić samemu
i właśnie to mnie najbardziej ciekawi - czy są jakieś konkretne ćwiczenia pod kątem tej czakry sakralnej, bo ciągle czytam ogólniki w stylu "skup się na energii" i nie bardzo wiem co z tym zrobić. Ktoś ma coś konkretnego?
a to ci dopiero, konkretne ćwiczenia to np. praca z ruchem bioder - dosłownie, nie metaforycznie. tak myślę, czakra sakralna lubi ruch, wodę, płynność. Taniec, joga z naciskiem na biodra, kąpiele z solą morską. Plus wizualizacja pomarańczowego światła w okolicach podbrzusza podczas medytacji. Ale to nie jest magia od zaraz, to wymaga regularności.
ojej rety, czytam ten wątek od początku i zastanawiam się - mówicie o bioenergoterapii jako o czymś co "naprawia" czakry, ale czy można w ogóle samemu stwierdzić że coś jest do naprawy? Pytam szczerze, bo sama nie wiem jak miałabym odróżnić nadaktywną czakrę od po prostu swojego charakteru 😉
to jest naprawdę dobre pytanie i szczerze? Część terapeutów też nie umie tego odróżnić. tak na marginesie, w tradycyjnym podejściu diagnozę robi terapeuta przez skanowanie pola energetycznego, ale uczciwy specjalista powie ci że to nie jest nauka ścisła i że pracujemy z tym co obserwujemy, nie z certyfikowaną diagnozą 😛
ale można też samemu! Wystarczy pomedytować i skupić uwagę po kolei na każdej czakrze i poczuć gdzie jest blokada. w każdym razie, ja tak zawsze robię i od razu wiem co jest nie tak. Naprawdę nie trzeba do tego terapeuty jeśli człowiek jest uważny na swoje ciało 🙂
hmm, ale ja mam wrażenie że lady i tak trochę rację ma w tym sensie - kiedy sama próbowałam "skanować" swoje czakry to zawsze wychodziło że mam problem dokładnie tam gdzie miałam jakiś problem emocjonalny w tamtym czasie. Może to po prostu projekcja? Chociaż nie wiem czy to zmienia cokolwiek jeśli efekt jest pozytywny...
ojejciu, włanie, Auric79 trafia w sedno. Moja terapeutka powiedziała mi kiedyś coś mądrego - że niezależnie od tego czy energia "naprawdę" płynie tak jak mówi teoria, to praca z tymi obrazami i odczuciami zmienia sposób w jaki odnosisz się do siebie. I to jest realne nawet jeśli mechanizm jest dyskusyjny.
mhm, dobra ale ja dalej nie rozumiem jednego - jeśli idę do bioenergoterapeuty to co on wlasciwie robi przez tę godzinę? Czy leze i nic nie robię a on robi coś przy mnie, czy ja też musze jakoś aktywnie uczestniczyć?
zapisałam sobie to pytanie Sewera bo sama jestem ciekawa jak to wygląda u różnych terapeutów. Byłam kiedyś u jednej pani i u niej leżałam spokojnie z zamkniętymi oczami a ona pracowała bezdotykowo nad moim ciałem. U drugiej osoby z kolei dostałam instrukcje co mam wizualizować podczas gdy ona pracuje. Wygląda na to że to bardzo indywidualne
no popatrz, a czy bioenergoterapia może pogorszyć sprawe? Pytam bo słyszałam że jeśli zablokowane energie nagle ruszą to może być tak zwany kryzys uzdrawiania i człowiek chwilowo czuje się gorzej. To prawda czy straszenie?
no ale u mnie tak było! Po pierwszej sesji miałam dwa dni totalnej huśtawki emocjonalnej i potem było zdecydowanie lepiej. Więc chyba jednak coś w tym jest, nie?
huśtawka emocjonalna po godzinie leżenia w ciszy z kimś kto nad tobą "pracuje" to niekoniecznie dowód na kryzys uzdrawiania. w sumie, morze to po prostu efekt głębokiego relaksu i zatrzymania się, czego na co dzień nie robisz. Kortyzol spada, ciało reaguje. To tłumaczy całkiem dobrze bez konieczności odwoływania się do przepływu energii.
ojej, to ciekawy punkt. Tzn. czy to znaczy że relaks sam w sobie by wystarczył bez całej teorii o czakrach? Nie mówię żeby dyskredytować - naprawdę pytam, bo sama biorę pod uwagę żeby spróbować i chcę wiedzieć po co właściwie tam idę
