Hej, chciałam zapytać czy ktoś z was miał takie doświadczenie - uczę się ostatnio hiszpańskiego i zauważyłam, że coś dziwnego dzieje się z moim gardłem i okolicą szyi. Czuję takie... napięcie? Jakby coś tam pracowało bardziej niż zwykle. Czytałam że czakra gardła odpowiada za komunikację i ekspresję, ale czy to może dotyczyć też nauki nowego języka? Czy ktoś w ogóle łączył te rzeczy ze sobą? Jestem ciekawa bo może to wyjaśniałoby dlaczego tak ciężko mi przychodzi mówienie w obcym języku, rozumiem dużo ale jak mam coś powiedzieć to jakby mi coś w gardle staje.
To ciekawe co opisujesz, bo czakra gardła (vishudda) rzeczywiście wiąże się z wyrażaniem siebie, nie tylko w języku ojczystym. Ale chcę się upewnić - to napięcie masz tylko przy mówieniu po hiszpańsku, czy też przy innych sytuacjach kiedy musisz się jakoś wyrazić? To ważne żeby dobrze to rozróżnić, bo to może być zablokowana czakra gardła w ogóle, a nauka języka tylko to uwydatnia.
Okej ale serio - napięcie w gardle przy stresie to fizjologia, mięśnie się napinają, krtań pracuje inaczej, to normalne. Nie trzeba od razu czakr. Jak uczysz sie nowego jezyka to mozg jest przeciazony, mowisz nieswojo, naturalnie się blokujesz. Gdzie tu miejsce na energetykę
A wiesz, ja bym tak szybko nie odpuszczała tego czakrowego aspektu. Pamiętam jak sama zaczęłam się uczyć włoskiego, jakieś trzy lata temu, i to były naprawdę dziwne tygodnie - miałam wrażenie jakby coś w środku mnie się przestawiało. Zapisywałam to w notatniku, bo staram się śledzić takie rzeczy. Miałam wtedy też bardzo intensywne sny o mówieniu, o głosie, o tym że kogoś nie słyszę. Vishudda to nie tylko gardło fizycznie, to cały obszar komunikacji ze światem, i nowy język to jakby nowy kanał.
Siedzę nad tym wątkiem i myśle sobie, że tutaj jest kilka warstw naraz i wy obie macie trochę racji, tylko mówicie o innych poziomach. tak myślę, ale chcę dodać coś czego jeszcze nikt nie poruszył - węch. Serio, brzmi dziwnie, ale jak zaczęłam kiedyś ćwiczyć z czakrami i przy okazji uczyłam się rosyjskiego na kursie, to zauważyłam że zapachy stały się bardziej intensywne. Zupełnie nie wiem skąd to się wzięło, ale jest kilka tradycji które mówią że przy otwieraniu vishuddy zmysły się wyostrzają, i podobno węch jest jednym z nich. Ktoś coś takiego miał?
Ojej, z węchem to ciekawe, bo ja też ostatnio jakby intensywniej czuję zapachy ale myślałam że to przypadek albo że jestem bardziej zmęczona i przez to bardziej wyczulona. Nie wiedziałam że to może mieć związek z czakrą gardła.
ojejku, hej, przepraszam że wchodzę, ale - czakra gardła a węch? Wydawało mi się że węch to bardziej muladhara albo... nie wiem, intuicyjnie bym powiedziała że zmysły niższe idą z niższymi czakrami. Czy to ma jakieś konkretne uzasadnienie w tej tradycji czy to luźna obserwacja? Pytam bez złośliwości, naprawdę nie wiem 😛
Wtrącę sie bo mam podobne doswiadczenia. Ucze angielskiego od wielu lat i pamietam jak zaczynałam, to było cos z tymi zmysłami. o ile dobrze rozumiem, u mnie był zapach - konkretnie przy ćwiczeniach z wymową czułam zapach jakby spalenizny, taki delikatny. Moja nauczycielka energetyczna powiedziała że to energia przepalana przez zablokowane miejsca. nie wiem czy tak jest naprawde ale cos w tym jest chyba.
ojejku ojej, zapach spalenizny to morze być nadwyrężenie strun głosowych albo po prostu coś w środowisku. tak na marginesie, serio. Nie mówię że kłamiesz, mówię że to ma prozaiczne wyjaśnienia i szukanie "energii przepalanej przez blokady" to spora nadinterpretacja. Chociaż rozumiem że to brzmi pięknie i nadaje sens doświadczeniu 🙂
Ale czemu od razu prozaiczne wyjaśnienia są lepsze?? Mnie się wydaje że te dwie rzeczy mogą iść razem, no nie? Ciało reaguje fizycznie i energetycznie jednocześnie. ja jak robiłam medytacje na vishuddhę to czułam właśnie w nosie takie mrowienie i trochę jakby mentol, nie wiem jak to opisać. i nikt mi nie powie że to był przypadek bo za każdym razem przy tej konkretnej medytacji! 😀
rety, hej, jestem tu dosyć nowy jeśli chodzi o temat czakr więc może głupie pytanie, ale - czy te odczucia węchowe podczas medytacji na czakrę gardła to jest cos opisanego gdzieś, w jakiejś konkretnej tradycji albo książce? Czy to bardziej obserwacje indywidualne? Chciałbym wiedzieć czy szukac tego w literaturze.
Jest trochę tekstów, ale uczciwie powiem że to nie jest dobrze udokumentowane w zachodnich opracowaniach. W tłumaczeniach tantry jest mowa o tym że każdej czakrze odpowiada określony element i zmysł, ale interpretacje się różnią między szkołami. Jeżeli chcesz literaturę to polecam Harish Johari "Chakras" albo Anodea Judith, choć ta druga jest już bardzo zachodnia i neoesotteyczna. Ale węch przy vishuddhzie - tego konkretnie w kanonicznych tekstach nie znajdziesz, to raczej zbiorowa obserwacja praktyków.
No właśnie i to jest dla mnie wartościowe - te zbiorowe obserwacje. tak czy siak, jak wiele osób niezależnie od siebie zauważa to samo, to jest to jakiś sygnał. Mam w notatniku zebrane podobne relacje, bo czytam dużo takich forumowych dyskusji i piszę sobie co się powtarza. Zapach przy vishuddhzie pojawia się u różnych osób, ale za każdym razem inaczej - raz spalenizna jak u Mirki, raz mentol jak opisuje Wiedunia, a ja miałam raz coś kwiatowego. Może ten zmysł się aktywuje, ale konkretny zapach to już indywidualne?
Mogę zapytać bo nie do końca rozumiem - jak wy w ogóle robicie tą medytację na czakrę gardła? Chodzi mi o to czy jest jakaś konkretna technika bo słyszałam różne rzeczy i nie wiem od czego zacząć. z mojego doświadczenia, i czy to jest bezpieczne robić samemu bez nauczyciela?
Irenka, to zależy co rozumiesz przez medytację na czakrę. Są różne podejścia - jedne polegają na wizualizacji niebieskiego światła w okolicy gardła, inne na powtarzaniu mantry HAM, jeszcze inne na po prostu skupieniu uwagi na tym obszarze ciała podczas oddychania. Sama zaczęłam od wizualizacji i to mi odpowiadało, ale znam osoby dla których mantra była skuteczniejsza. Generalnie to nie jest niebezpieczne, ale jeśli zaczynasz to ja bym jednak powiedziała, żeby nie forsować za długo na raz.
Wracając do tematu języka - mam pytanie praktyczne do tych którzy mają więcej doświadczenia. Czy powinnam robić medytacje na vishuddhę przed lekcją, po lekcji, czy morze w dniu kiedy akurat ćwiczę mówienie? Czy jest jakaś logika kiedy to ma sens w kontekście nauki języka? Bo czytałam różnie na ten temat i nie wiem co sensowniejsze.
Hej, ja też uczę sie języka, w moim przypadku to jest angielski na poziomie B2, i powiem wam że zacząłem niedawno łączyć to z pracą na czakrach. Prowadzę notatki z każdej sesji, już mam ponad miesiąc danych. Medytowałem przed lekcjami i po, i uczciwie mówiąc - subiektywnie czuję że przed jest lepiej bo jakby rozluźnia aparat mowy i jestem mniej spięty. Ale nie wiem czy to vishudda czy po prostu efekt relaksacyjny medytacji jako takiej, i tu Hania może miałaby rację że to nie musi być energetyczne
Wracam do pytania Tosi bo nikt nie odpowiedział konkretnie - ja robiłam medytacje na vishuddhę PRZED mówieniem i coś w tym jest. Nie wiem czy to energia czy po prostu skupienie, ale wymowa szła mi wtedy wyraźniej. Może to tylko efekt placebo ale i tak działało.
No ale ile trzeba czekać żeby zobaczyć efekty? Bo ja próbowałam tę wizualizację niebieskiego światła przy gardle i nic. Dosłownie nic. Może robię coś źle?
albo po prostu czas robi swoje i przypisujesz to medytacji, co jest klasycznym bledem post hoc. Ale okej, nie będę tłuc w kółko tego samego.
Mam pytanko do Syriana - mówiłaś że robiłaś przed mówieniem. co prawda, a próbowałaś też po? Bo ja testowałem oba warianty i mam wrażenie że po lekcji to bardziej działa na integrację materiału, tzn. sen potem jest spokojniejszy i dzień później jakoś lepiej pamiętam słówka. Może to czysto fizjologia jak twierdzi Hania ale różnica była na tyle konsekwentna że ją odnotowałem.
A ja tu wchodzę właśnie z tym snem bo to moja działka bardziej. trudno powiedzieć, słuchajcie, ten temat z węchem podczas nauki języka to coś wywołało u mnie wspomnienie. Miałam kiedyś taką uczennicę - no, nieoficjalnie, po prostu przyjaciółka prosiła mnie o pomoc z angielskim - i ona opowiadała że podczas powtarzania słówek na głos czuła słodki zapach, bez żadnego źródła. Potem mi powiedziała że zaczęła intensywnie śnić w tym języku, dialogami. Nie rozumiała wszystkiego w snach ale budziła się z nowymi słowami w głowie. Wtedy nie łączyłam tego z czakrami ale teraz jakby ta rozmowa składa mi tę układankę.
ojej, trzcinka, ale to co opisujesz to jest dokładnie to co ja zapisywałam - ta zbieżność zapachu i snów językowych. Mam to u kilku osób w notatkach. Czy ta twoja przyjaciółka mówiła o którymś etapie nauki? Bo u mnie wychodzi że to się pojawia zwykle gdy ktoś przekracza taki próg - przestaje tłumaczyć w głowie słowo po słowie i zaczyna myśleć bezpośrednio w nowym języku.
ach, albo mózg po prostu konsoliduje drugi system językowy i przy tym procesie mogą się pojawiać dziwne odczucia. jest coś takiego jak synestezja częściowa i nie jest wcale rzadka. Zapachy przy uczeniu się to nie jest jakiś mistyczny sygnał, to może być zwykłe asocjacyjne zakodowanie bodźca 😛
Hmm ale synestezja to nie jest to samo co powtarzający się zapach, prawda? Bo synestezja to raczej że litera ma kolor albo dźwięk ma smak, nie że uczysz się słówek i czujesz coś konkretnego w nosie. Czy dobrze rozumiem?
ojejejej, to zdanie Bronislawy mnie trochę zatrzymało. Czyli wy zakładacie że te dwa opisy - neurologiczny i energetyczny - są obu prawdziwe naraz? Jak to działa, że jedno nie wyklucza drugiego? To nie jest sprzeczne?
Sasanka, to jest troche jak z medycyną i ziołolecznictwem. Rumianek działa na stan zapalny i możesz to wyjaśnić biochemicznie, a możesz powiedzieć że ma okreslona energię. Oba opisy opisuja to samo tylko innym językiem. Mnie to nie kłoci sie w głowie od dawna.
