To osobny temat i długi, ale krótko, szukaj kogoś z wykształceniem terapeutycznym, nie tylko duchowym. Są osoby które łączą pracę somatyczną z podejściem energetycznym i to jest bezpieczna kombinacja. Samo duchowe bez żadnych podstaw terapeutycznych może być ryzykowne przy głębszych sprawach.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że wszyscy skupiają się na sakralnej, ale nikt nie powiedział wprost czy przy odpuszczaniu przeszłości jest jakaś hierarchia, od której czakry zacząć. Czy jest jakaś kolejność która ma sens?
Galia pyta o kolejność i to jest dobre pytanie, bo często się o tym nie mówi wprost. Krótka odpowiedź: nie ma jednej obowiązującej hierarchii, ale jest pewna logika. Jeśli ktoś ma mocno zablokowane niższe czakry, praca z wyższymi często nic nie daje albo daje efekt odwrotny od oczekiwanego. Trochę jak próba malowania ściany bez gruntowania.
Słucham tego i zaczynam się zastanawiać, czy mój problem z odpuszczaniem przeszłości to w ogóle jest sakralna, jak mówiłyście wcześniej, czy może jednak podstawa. Bo to co opisuje Habbia, poczucie braku bezpieczeństwa, to też mam. Czy to może być kilka czakr naraz?
A mam pytanie do Barni albo Habbia, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o czakrach jakby miały pamięć. To jest metafora, że czakra coś "przechowuje", czy uważacie że to coś realnego, dosłownego?
Wchodzę w ten wątek z pytaniem trochę praktycznym. Rozumiem dyskusję o sakralnej i podstawie, ale co konkretnie robi się z tymi czakrami kiedy chce się odpuścić przeszłość? Mówiliście o ciele, o somatyce, o oddechu. Ale czy jest jakaś konkretna praktyka, od której można zacząć?
Ale czy to nie jest tak, że te techniki wymagają jakiegoś poprzedniego przygotowania? Bo słyszałam że medytacje na czakry bez wcześniejszego gruntowania mogą nie działać albo dawać dziwne efekty. Nie wiem skąd to słyszałam, może ktoś to potwierdzić albo zaprzeczyć?
Czytam tę rozmowę od dawna i nie odzywałam się, ale teraz muszę zapytać. Wszyscy mówią o sakralnej przy odpuszczaniu przeszłości, ale ja gdzieś czytałam że to sercowa jest najważniejsza przy wybaczaniu i puszczaniu. I nie wiem co jest czym, bo wydaje mi się że to się pokrywa. Czy ktoś może powiedzieć jak odróżnić te dwa obszary, sakralną i sercową, w kontekście tego tematu?
To co mówi Habbia dużo mi tłumaczy. Może dlatego kiedy próbuję myśleć o wybaczaniu, to czuję taką blokadę. Jakby ktoś mówił że trzeba coś zrobić, a ja nie mam zasobów żeby to zrobić. Nie wiem czy to sakralna czy co, ale to poczucie jest bardzo realne.
To spróbuj tak: ten ścisk w klatce piersiowej, czy pojawia się przy konkretnej osobie z przeszłości, czy przy ogólnym poczuciu że coś przegapiłaś, straciłaś? A to w brzuchu, czy to bardziej takie zwężenie, napięcie, czy może coś jak ciężar?
To nie jest głupie porównanie, wręcz przeciwnie. Ciężar w dole brzucha to jeden z najczęstszych opisów jakie słyszę od osób pracujących ze svadhisthaną. To poczucie że się czegoś "niesie" jest bardzo charakterystyczne dla emocji zakodowanych w tym miejscu. Natomiast klatka piersiowa to już inny rejestr, bardziej anahata. Ciekawe że czujesz obie warstwy.
Ta pętla którą opisujesz to jest coś bardzo konkretnego do pracy. I tu wróciłabym do czakr, bo ta analityczna spirala wieczorami to nie jest tylko sakralna. To już wchodzi ajna, trzecie oko. Masz tam jednocześnie emocję z svadhisthany i umysł który ją przetwarza bez zatrzymania. Dlatego sama praca z oddechem w brzuch może nie wystarczyć.
A mnie zastanawia coś innego. Luiza mówiła wcześniej że czuje blokadę kiedy próbuje myśleć o wybaczeniu. Czy ta blokada to nie jest może jakaś ochrona? Znaczy, czy ciało nie blokuje celowo, bo jeszcze nie jest gotowe?
Dla mnie to co mówi Habbia jest kluczowe. Bo ja przez długi czas myślałam że odpuszczenie to jest decyzja. Że po prostu zdecyduję i będzie po sprawie. A to bardziej wygląda jak proces w którym ciało musi dojść do czegoś razem z głową. I żadne z nich nie może tego zrobić samotnie.
To co mówi Lena bardzo do mnie trafia. Chyba właśnie tego szukałam na początku, jakiegoś przełącznika. A teraz zaczynam rozumieć że to nie działa jak przełącznik. Ale mam pytanie, jak w ogóle poznać że ten proces idzie w dobrym kierunku? Skąd wiadomo że się posuwa?
To jest może najlepsiejsze pytanie jakie zadałaś w tym wątku. I nie ma na nie prostej odpowiedzi, ale jest kilka rzeczy na które zwracam uwagę. Czy te same wspomnienia zaczynają wywoływać nieco inną, może mniejszą reakcję w ciele? Czy są momenty kiedy myśl przychodzi i odpływa sama, bez wciągania w pętlę? To są małe sygnały, ale znaczące.
I właśnie na to czekałem żeby powiedzieć, że te sygnały są subtelne i łatwo je przeoczyć jeśli nie wiesz czego szukać. Luiza, mam do ciebie jedno konkretne pytanie. Czy jest jakaś sytuacja z przeszłości, o której teraz możesz pomyśleć bez tego charakterystycznego ścisku w klatce? Nie pytam czy jest neutralna emocjonalnie, ale czy ta fizyczna reakcja jest inna niż była?
Zmiana z złości na smutek to jest bardzo konkretny sygnał. Złość często jest zewnętrzna, skierowana gdzieś albo na kogoś. Smutek jest już bliżej siebie, bliżej straty. To może znaczyć że zaczęłaś dotykać tego co pod spodem, a nie tylko tego co na wierzchu.
A ja mam inne pytanie, trochę z boku. Luiza wspomniała że ta starsza sytuacja jest już inna. Ale wróćmy do tej nowszej, tej przy konkretnej osobie. Czy jest jakiś powód dla którego właśnie ta jest trudniejsza? Czy to kwestia czasu, że jest świeższa, czy raczej że ta osoba to ktoś ważniejszy?
Mnie bardzo pomogło właśnie to żeby przestać analizować które to centrum i po prostu zostać z odczuciem. Bo jak zaczynam myśleć o svadhisthanie albo manipurze to głowa przejmuje kontrolę i tak naprawdę już nie czuję, tylko myślę o czuciu. Może to brzmi dziwnie, ale jest różnica.
To co mówi Lena jest bardzo praktyczne i myślę że to spróbuję. Tylko mam takie obawy, może głupie, że jak zostanę z tym odczuciem za długo to się poczuję gorzej, nie lepiej. Czy tak może być? Że to otwarcie jest na początku trudniejsze zanim zrobi się łatwiej?
Tak, to może być. I powiem więcej, to jest wręcz normalne. Kiedy zaczynasz dotykać czegoś co było zamknięte, pierwsze co czujesz to często właśnie to co trzymałaś na dystans. Ważne jest żeby nie robić tego w nieskończoność w jednej sesji, tylko dać sobie jakiś czas i granicę. Pięć minut z odczuciem i potem coś gruntującego, herbata, spacer, cokolwiek co cię przywraca do teraz.
Ta chwila ulgi jest ważna, nawet jeśli nie trwała. To znaczy że wiesz jak to może smakować, masz jakiś punkt odniesienia. Pytanie jest takie, co się stało zaraz po tej chwili? Co przywróciło to kręcenie?
To co opisujesz, ta ulga która przychodzi i odchodzi, to jest bardzo charakterystyczne dla pracy z czakrą serca. Anahata otwiera się i zamyka, i to nie jest liniowe. Nie ma tak że raz otworzysz i zostaje otwarta. Czy ta ulga była gdzieś w ciele, czy bardziej w głowie?
Ale wracając do pytania Ballena, bo mnie to też ciekawi. Luiza, co się dzieje po tej chwili? Czy wraca jakaś konkretna myśl, czy to bardziej takie ogólne cofnięcie?
Wraca myśl o tym co powiedziałam tej osobie i co ona powiedziała mi. Takie odtwarzanie. I zaczynam się zastanawiać czy gdybym zrobiła coś inaczej to byłoby inaczej. I wtedy już złość albo smutek wracają, zależy od dnia.
To odtwarzanie jest chyba tym co najbardziej trzyma. Mnie też to dopadało i żadna praca z czakrami mi nie pomogła dopóki nie zauważyłam że to jest nawyk, dosłownie jak tik. Mózg wraca do tej pętli automatycznie. Czy próbowałaś kiedyś po prostu zauważyć ten moment kiedy zaczyna się odtwarzanie, jeszcze zanim wciągnie?
