Hej, nie wiedziałam do końca gdzie to wrzucić, ale chyba tutaj pasuje. Mam taki problem, że cały czas wracam myślami do pewnych sytuacji z przeszłości. Rozstanie sprzed kilku lat, pare decyzji których żałuję, takie tam. Słyszałam, że praca z czakrami może pomóc w odpuszczaniu, ale nie wiem od czego zacząć. Czy jest jakaś konkretna czakra, która odpowiada za to uwalnianie się? Czy to w ogóle ma sens podejść do tego tak dosłownie?
Zanim powiem co myślę, jedno pytanie - kiedy mówisz "tkwię w przeszłości", to chodzi bardziej o emocje, które wciąż boli, czy o takie ciągłe odtwarzanie scenariuszy w głowie? Bo to może wskazywać na różne czakry.
Klasycznie kojarzy się to z czakrą serca, ale moim zdaniem tutaj mocno wchodzi w grę sakralna, czyli svadhisthana. Ona wiąże się z emocjami, pamięcią emocjonalną, relacjami. Zablokowana potrafi trzymać człowieka w starych wzorcach uczuciowych bardzo długo.
Czytałem gdzieś, że czakra podstawy też tu odgrywa rolę, bo to ona kotwi nas w czasie - jak jest rozchwiana, to człowiek albo ucieka w przyszłość, albo utknął w przeszłości. Czy to nie ma sensu?
Ja mam podobny problem jak Luiza i też się nad tym zastanawiam. Tylko chciałam zapytać - czy praca z czakrami w ogóle działa na takie głęboko zakorzenione rzeczy? Nie mam doświadczenia, więc pytam szczerze, bo nie chcę sobie robić fałszywych nadziei.
Myślę że działa, ale nie od razu i nie samo w sobie. To bardziej jak pomocnik do pracy, którą i tak trzeba wykonać świadomie. Czakry nie odpuszczą za ciebie, mogą jednak ułatwić dostęp do tego co jest zablokowane.
To co mówi Habbia brzmi dla mnie bardzo sensownie. Tylko mam pytanie do Simmy - skoro sakralna trzyma tę pamięć emocjonalną, to jak wygląda praca z nią? Czy to medytacja, czy coś innego?
Jest kilka ścieżek. Medytacja z wizualizacją pomarańczowego światła w okolicy bioder, ruch, szczególnie biodra, taniec, płynne ćwiczenia. Praca z wodą, bo svadhisthana mocno wiąże się z żywiołem wody. Ale też pisanie - pozwalanie sobie na poczucie emocji i ich nazwanie. Nie ma jednej recepty, każdy czuje inaczej co do niego trafia.
A co jeśli ktoś w ogóle nie czuje nic przy medytacji? Próbowałem raz czy dwa, siadam, wyobrażam sobie te kolory i nic, kompletna pustka. Czy to znaczy, że jestem za bardzo zablokowany, czy po prostu nie mam do tego predyspozycji?
Wracając do tematu Luizy - chciałam powiedzieć, że sama pracowałam przez jakiś czas z czakrą serca i sakralną jednocześnie, bo mój nauczyciel mówił, że przy ranach emocjonalnych trzeba obie. I faktycznie coś się ruszało, choć trudno mi powiedzieć co konkretnie. Ale pytanie które mam do ekspertów - czy kolejność pracy z czakrami ma znaczenie? Zaczynać od dołu czy od serca?
Mam może głupie pytanie ale skoro jest tu mowa o sakralnej i sercu, to co w ogóle sprawia, że te czakry się "blokują"? Czy to zawsze trauma czy mogą być inne przyczyny?
To akurat jest bardzo ważne spostrzeżenie Luizo. Czasem właśnie ta nieoczywistość jest największą przeszkodą. Powiem tylko tyle, że w takich sytuacjach praca z czakrami może pełnić funkcję pewnego rodzaju lupy, która pomaga zobaczyć co siedzi w środku. Nie wyjaśni ci co to jest, ale może pomóc to poczuć.
Też miałam to przekonanie na początku i to właśnie hamowało moje próby, bo kiedy nic nie widziałam, to myślałam że robię coś źle. Dopiero kiedy ktoś mi powiedział żeby skupić się na oddechu i odczuciach w ciele, a nie na kolorach, coś zaczęło się ruszać.
A ja mam pytanie trochę z boku, ale związane z tematem. Czy jest jakaś zależność między tym w jakim miejscu ciała czujemy napięcie, a tym która czakra jest zaangażowana? Bo jeśli tak, to może to byłoby prostsze jako punkt startowy, zamiast zgadywać od której zacząć.
Za proste, tak. Czakra serca może być zablokowana jako efekt nieprzetrawionej emocji, która pierwotnie tkwi w sakralnej. To trochę jak ból promieniujący, który odczuwasz w jednym miejscu, a pochodzi z innego. Dlatego mówię, że często trzeba pracować z obiema.
Zastanawiam się teraz czy powinnam w takim razie w ogóle próbować sama, bez żadnego prowadzenia. Trochę się boję, że coś w sobie ruszę i nie będę wiedzieć co z tym zrobić.
Mam terapeutę, chodzę od jakiegoś czasu. Tylko ona podchodzi do tego bardzo klasycznie, nie znam jej stosunku do takich rzeczy jak czakry. Może w ogóle by mnie wyśmiała.
Nie musiałabyś jej mówić o czakrach. Samo to, że będziesz miała z kimś kontakt przy głębszej pracy emocjonalnej, to już dużo. Terapeuta nie musi wiedzieć skąd wypłynęły dane emocje, ważne żebyś miała przestrzeń je przepracować. Czy ta praca z nią w ogóle ci pomaga, czy czujesz że utknęłaś?
Pomaga, ale właśnie mam wrażenie jakbyśmy krążyły wokół czegoś, co nie do końca wychodzi na powierzchnię. Dlatego szukam czegoś uzupełniającego. Może dlatego tu trafiłam.
To ma dużo sensu. Ja też terapię i pracę z czakrami traktowałam równolegle i jakoś te dwa podejścia się uzupełniały, jedno wyciągało co drugie potem mogło przepracować. Choć nie wiem czy to reguła, czy po prostu tak mi wyszło.
To co mówi Lena_77 o terapii i czakrach równolegle to ciekawe, bo mam wrażenie że wiele osób traktuje jedno albo drugie, jakby były w konflikcie. A tu wychodzi że mogą iść razem.
To jest właśnie to czuję, że na terapii dużo rozumiem, ale rozumienie nie przekłada się na ulgę. Jakby wiedziałam co trzymam, ale dalej tego trzymam.
To jeden z najczęstszych opisów jakie słyszę w kontekście pracy emocjonalnej. Rozumienie i uwalnianie to dwa różne procesy, jeden jest intelektualny, drugi jest głębiej. Mam pytanie, czy na terapii skupiacie się głównie na analizie wydarzeń, czy też jest jakiś element pracy z ciałem albo z tym co czujesz fizycznie?
To jest właśnie ta luka, o której mówiłam wcześniej. Emocje przechowywane są w ciele, nie tylko w głowie. Svadhisthana nie mówi przez słowa, mówi przez napięcie, przez ściśnięcie, przez oddech. Sama rozmowa jej nie dotknie.
Ja właśnie tak zaczęłam, od ciała, bez wiary w nic konkretnego. I to że coś zaczęło działać, to mnie bardziej przekonało niż jakiekolwiek czytanie o czakrach.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie które trochę mnie nurtuje. Czy ktoś z was miał sytuację gdzie praca z tą czakrą, sakralną czy sercową, zamiast przynosić ulgę, coś pogorszyła na chwilę? Chodzi mi o to że słyszałem takie opinie i nie wiem czy to normalny etap czy znak że coś poszło nie tak.
Intensywna reakcja to często sygnał że coś DZIAŁA, nie że coś jest nie tak. Pytanie jak głęboko idziesz i czy masz zasoby żeby to unosić. Jak to u ciebie wygląda, działałeś z tym sam czy z kimś?
