czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które może jest trochę z boku, ale mi siedzi w głowie. Mówimy o manipurze i o kontroli, ale co z vishuddhą? Nie jestem specjalistką od czakr, bardziej od run, ale w systemach nordyckich jest podobny motyw - energia która blokuje możliwość mówienia "to twoje zadanie, nie moje". Czy ktoś tu pracował z vishuddhą w kontekście delegowania? Bo mam wrażenie że gardłowa tez tu gra rolę.
okej to co napisała Energetyczka o vishuddzie mnie troche zaskoczyło, bo byłam przekonana że to wszystko siedzi w manipurze. ale teraz myślę sobie - a co jeśli mam zablokowane obie na raz? jak to w ogóle wygląda kiedy dwie czakry robią problem w tym samym czasie? czy one się nawzajem nakręcają?
to ciekawe pytanie i myślę że tak, mogą sie nakręcać. manipura daje ten lęk przed oddaniem kontroli, a vishuddha blokuje możliwość żeby w ogole powiedzieć "hej, nie dam rady tego zrobić sam". więc człowiek siedzi, milczy i kontroluje zamiast powiedzieć że potrzebuje pomocy. błędne koło.
ale jak fizycznie odróżnić blokadę vishuddhy od blokady manipury? bo dla mnie to brzmi trochę jak dwa opisy tego samego uczucia - czyli ogólnie jest niedobrze i coś nie gra. jest jakiś konkretny sposób żeby wiedzieć ktora?
o kurcze, bo ja mam dokładnie to z gardłem. jak mam komuś powiedzieć że coś mi nie wychodzi albo że potrzebuję żeby ktoś przejął jakiś projekt, to mi się coś zaciska i w ogóle nie mogę zacząć zdania. czy to moze być właśnie ta vishuddha?
ha, dobre pytanie Energetyczka, bo ja bym powiedział że najczęściej to idzie od dołu do góry. najpierw ten niepokój gdzies w środku, a potem gardło reaguje jak automat. przynajmniej u mnie tak było zanim zacząłem pracować z manipurą. od razu poczułem że i mowa sie rozluźniła. niewiem czy to przypadek ale dla mnie to był jeden ciąg
wracam tu bo porównałam sobie to z notatkami o runach i mam ciekawy trop. w nordyckim systemie Ansuz odpowiada za komunikację i przekaz, a Sowilo za silę woli i sprawczość - i kiedy te dwie energie są z sobą w konflikcie, pojawia się coś co można by opisać jako "wiem co chcę ale nie mogę powiedzieć". czy to nie jest dokładnie to o czym mówimy? zastanawiam się czy różne systemy opisują ten sam mechanizm troche inaczej.
albo że wszystkie tradycje opisują po prostu ludzką psychologię i dlatego wychodzą na to samo. nie twierdzę że to zbieg okoliczności ale "różne systemy mówią to samo" nie jest dowodem na energetykę. to może być dowód na to że ludzie wszędzie mają podobne problemy z komunikacją i kontrolą. to jednak nie to samo.
mam pytanie może trochę z innej beczki ale chyba pasuje do tematu. jak wy w ogóle zaczęliście to rozpoznawać u siebie? bo ja czytam ten wątek i co chwilę myślę "hej, to przecież o mnie" ale nie wiem czy po prostu każdy tak ma czy faktycznie jest jakiś problem z tymi czakrami u mnie
wracam z małą aktualizacją, bo czułam że tu pasuję - próbowałam kilka dni z tym wyobrażeniem furtki przy vishuddzie i coś mi się otworzyło dosłownie w sensie że powiedziałam koleżance że nie przejmę jej zadania w tym tygodniu bo mam za dużo. i świat się nie zawalil. to moze brzmieć banalnie ale dla mnie to był naprawde duży krok
czytam cały ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie które mnie nurtuje. mówicie o zamykaniu furtki żeby nie odpływała energia ale czy to nie jest przypadkiem tak że zamiast prawdziwego uwolnienia od potrzeby kontroli, po prostu się odcinamy od wszystkiego? jak odróżnić zdrowe zamknięcie od odcięcia się?
Sylka trafia w coś ważnego i to jest pułapka na którą trzeba uważać. zamknięcie furtki jako ucieczka od odpowiedzialności to nie jest to samo co zamknięcie furtki jako świadomy wybór. pierwsza wersja daje ulgę z lękiem w tle, druga daje spokój bez niepokoju. jak to odróżnić w praktyce? po tym co zostaje po zamknięciu. jeśli wciąż krąży myśl "ale co jeśli tamten to zepsuje" - to nie jest prawdziwe zamknięcie, tylko maska.
to co mówi Energetyczka o masce jest kluczowe. i mysle że to jest odpowiedz na pytanie Cebulki z wcześniej o przenoszenie do codzienności. nie przenosisz techniki, przenosisz uważność na to co dzieje się PO. jeśli po delegowaniu zaczyna się monitoring, to ćwiczenie nie przeniosło się do życia. tylko do medytacji.
kurcze to jest dobra obserwacja. bo właśnie to jest ten moment kiedy człowiek deleguje formalnie ale tak naprawde cały czas trzyma niewidzialną smycz. i ta smycz to jest ta wyciekająca energia o której mówili wcześniej. delegowanie bez zaufania to żadne delegowanie, to jest outsourcing z prawem weta 😉
outsourcing z prawem weta haha, to jest idealne określenie., ale teraz mam pytanie praktyczne do Energetyczki albo kogokolwiek kto wie - czy da się w ogóle pracować nad vishuddhą i manipurą równocześnie czy trzeba jakoś po kolei? bo jak czytam tę rozmowę to mam wrażenie że mam do zrobienia bardzo dużo na raz i nie wiem od czego zacząć
ok to moze ja zacznę od siebie bo to pytanie mnie dotyczy bezpośrednio - czy da się pracować nad vishuddhą i manipurą równocześnie. bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że u mnie te dwie blokady są ze sobą tak pozlepiane że nie wiem od czego zacząć. najpierw czuję to scisniecie w brzuchu kiedy ktoś pyta "czy mam to przejąć?" a potem od razu zaciskam szczękę i mówię "nie, dam radę". i to dosłownie jedno po drugim w ciągu sekundy. czy Energetyczka albo ktoś kto to przerabiał mógłby powiedzieć czy w ogole jest sens dzielić to na etapy?
a ja mam inne zdanie niż Energetyczka w jednej kwestii - nie zawsze ten objaw który pojawia sie pierwszy jest tym głębszym. czasem manipura reaguje szybciej po prostu dlatego, że jest ewolucyjnie starsza jako centrum przetrwania i stąd ta błyskawiczna odpowiedź w brzuchu. to nie znaczy że vishuddha jest wtórna. mogłoby być dokładnie na odwrót - gardło jest tak zablokowane od lat że brzuch po prostu nauczył się reagować "w zastępstwie". znam conajmniej dwa takie przypadki z grupy z którą pracuję.
