Mam w notatkach z jednego seminarium coś, co teraz przyszło mi do głowy. Prowadząca mówiła, że vishuddha bywa 'nadgorliwa' u osób, które w przeszłości były karane za mówienie nieprawdy, nawet jeśli ta nieprawda była niewinna. W efekcie cały mechanizm ekspresji staje się nadmiernie kontrolowany. Faustynka, czy coś takiego ma dla ciebie sens? Niekoniecznie duże traumy, mogą być drobne rzeczy.
Faustynka, to co teraz napisałaś jest naprawdę ważne. 'Mów jak jest, nie upiększaj' - to jest konkretny komunikat, który mógł się zakodować bardzo głęboko. I to tłumaczyłoby, dlaczego fikcja jest blokowana, a oddech nie pomaga - bo to nie jest kwestia napięcia w ciele, tylko czegoś zakodowanego na poziomie przekonań o tym, co jest dopuszczalne.
Ale czy to nie jest bardziej psychologia niż czakry? Nie mówię że źle, bo ta rozmowa jest bardzo pomocna i dużo z niej wynoszę, ale trochę się gubię, gdzie kończy się praca z przekonaniami a zaczyna praca energetyczna. Czy to są te same rzeczy opisane inaczej, czy naprawdę odrębne poziomy pracy?
Wchodzę na chwilę, bo mnie ta dyskusja wciągnęła. Almandynka mówi uczciwie, że nie ma pewności - i to jest właściwa postawa. Chcę tylko dodać, że w literaturze z zakresu biofeedbacku i neurobiologii są badania nad tym, jak przekonania zmieniają wzorce napięcia w ciele. To nie jest ta sama rama pojęciowa co czakry, ale opisuje podobny mechanizm. Więc coś tu jest, nawet jeśli nie wiemy jeszcze jak to precyzyjnie nazwać.
Właśnie. I to jest sedno. Nie szukam tu dowodów naukowych - szukam języka, który opisze to, co czuję, i ścieżki, która pomoże to zmienić. Czakry dają mi ten język. Ale wracając do praktyki - mam teraz w głowie dwie rzeczy. Mantra, którą wspomniała Wioletka, i mówienie na głos, o którym Henia pisała wcześniej. Czy to ma sens łączyć, czy lepiej testować osobno?
Faustynka, wróćmy do tej praktycznej kwestii, bo mnie też to interesuje. Mantra i wizualizacja to dwie różne ścieżki. Masz w tej chwili któreś z tych podejść bliżej siebie, czy właśnie pytasz, od czego zacząć?
Przy vishuddha akurat kwestia brzmienia jest dyskusyjna. Są szkoły, które mówią, że sam dźwięk tworzy wibrację niezależnie od znaczenia. Inne podkreślają intencję. Jaka jest twoja intuicja w tej sprawie, bo to też może mieć znaczenie dla tego, co zadziała akurat u ciebie?
A przepraszam, że wchodzę z boku, ale właśnie próbowałam znaleźć informacje o mantach do vishuddha i wyszło mi kilka różnych wersji. Czy to 'ham' jest akceptowane przez wszystkich, czy to jest jedna z tradycji?
Słucham tego i mam pytanie, może trochę z innej strony. Faustynka wcześniej powiedziała, że czasem coś 'przeskakuje' i pisze przez godzinę bez zatrzymania. Co się dzieje przed tym przeskokiem? Czy jest jakiś wyzwalacz, który da się zidentyfikować?
To co opisujesz brzmi trochę jak ta sytuacja, kiedy próbujesz sobie przypomnieć czyjeś imię - im mocniej się starasz, tym bardziej ucieka. Czy to jest w ogóle porównanie, które cokolwiek opisuje, czy nie?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówimy o tym, że blokada gardłowej to nie jest coś stałego w sensie 'cały czas jest zamknięta', tylko bardziej jakiś wzorzec, który się aktywuje w konkretnych sytuacjach? Bo to zmienia trochę obraz.
Skoro to jest wzorzec, a nie stały stan, to czy można go jakoś zmapować? Znaczy - Faustynka, czy zauważyłaś jakieś wspólne elementy w sytuacjach, kiedy blokada się aktywuje? Pora dnia, nastrój, czy coś innego?
Presja zewnętrzna jako wyzwalacz blokady - to jest bardzo konkretna informacja. Almandynka, czy to zmienia coś w podejściu do pracy z czakrą? Znaczy, czy praca powinna być ukierunkowana na samo centrum, czy raczej na wzorzec reagowania na presję?
To jest teraz bardzo wyraźne. Słuchajcie - mam w notatkach coś o tym, że vishuddha jest szczególnie wrażliwa na konflikt między tym, czego oczekuje od siebie ego, a tym, co wyrażamy. I tutaj mamy idealny przykład - część Faustynki traktuje pisanie fikcji jako naruszenie zakodowanej normy. To nie jest zwykłe napięcie twórcze.
Świadomość to dobry początek, ale nie zawsze wystarczy. Wiem to z własnego doświadczenia z innymi blokadami. Można wiedzieć, skąd coś pochodzi, i nadal to czuć. Potrzebna jest jeszcze praca na poziomie ciała albo energetycznym, żeby wzorzec faktycznie zaczął się rozluźniać.
To co mówisz jest ważne, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówisz, że świadomość mechanizmu nie wystarczy i potrzeba pracy na poziomie ciała - ale co konkretnie miałaś na myśli? Bo 'praca energetyczna' może oznaczać sto różnych rzeczy.
Nie próbowałam tego celowo, ale właśnie pomyślałam, że to i tak się zdarza - jak ktoś prosi mnie o coś na konkretną okazję. I wtedy albo piszę coś kompletnie mechanicznego, albo w ogóle. Nigdy czegoś pośredniego. To jest ciekawe samo w sobie.
Przepraszam, że wchodzę z czymś może naiwnym, ale czy to nie brzmi bardziej jak coś psychologicznego niż energetycznego? Mam na myśli - perfekcjonizm, blokada twórcza, presja oceny. Skąd wiadomo, gdzie kończy się psychologia, a zaczyna czakra?
To jest uczciwe pytanie. Myślę, że część osób sięga po język czakr, bo on daje mapę, która działa dla nich. Ktoś inny użyje terminologii Junga. Pytanie nie jest, która mapa jest prawdziwa, tylko która pomaga ci poruszać się po terenie. Ale Celestyn, nie zamykam twojego pytania - naprawdę mnie interesuje, skąd ta wątpliwość akurat teraz.
Ja chcę wrócić do tego, co powiedziała Faustynka o pisaniu mechanicznym kontra blokowaniu się całkowicie. Czy to nie jest przypadkiem sygnał, że gardłowa działa, tylko... inaczej niż się spodziewasz? Znaczy, mechaniczne pisanie to też jest wyrażanie, nawet jeśli puste.
A czy to nie jest właśnie to, co Judytka mówiła wcześniej o konflikcie między ego a wyrażaniem? Że mechaniczne pisanie to właśnie ta część, która mówi 'spełniam oczekiwanie', a nie 'mówię coś swojego'. Faustynka, czy jak piszesz mechanicznie, to masz jakieś odczucie w ciele? Cokolwiek?
To co opisujesz przy tym dobrym pisaniu - 'otwarto' w klatce - to mi wygląda bardziej na anahata niż vishuddha. Czy ktoś inny to widzi, czy tylko ja? Bo to zmienia trochę obraz całości.
Mam w notatkach, że vishuddha i anahata są opisywane jako para, która powinna współpracować. Gardłowa przetwarza, sercowa dostarcza materiał. Jeśli sercowa jest zamknięta albo spłaszczona - właśnie to 'spłaszczenie' z klatki - to gardłowa nie ma czego wyrażać. Faustynka, czy to 'klepianie bez połączenia' jest bardziej zewnętrzne czy masz wrażenie, że coś po prostu nie dociera?
Przepraszam, że znowu się pytam, ale chcę dobrze zrozumieć. Mówimy teraz, że może nie chodzi o gardłową, tylko o sercową? Czy to znaczy, że cała poprzednia rozmowa o vishuddha była... nie na temat? Bo trochę jestem zagubiona.
Dobra, ale to zmienia pytanie praktyczne. Jeśli źródło jest w sercowej, to czy praca bezpośrednio z vishuddha w ogóle ma sens? Czy Faustynka powinna najpierw zająć się anahata? Almandynka, masz jakieś zdanie?
To, co powiedziałaś na końcu, jest ważniejsze niż cały wątek o pisaniu. Że coś nie dociera zanim zdąży wyjść - to jest właśnie ta blokada, tylko ją teraz widzisz w szerszym kontekście. I to jest dobra wiadomość, bo wiesz już, że problem nie zaczyna się na poziomie słów. Faustynka, jak długo masz to poczucie? Czy pamiętasz, kiedy pierwszy raz to zauważyłaś?
To 'całe życie myślałam, że tak po prostu mam' to jest zdanie, które słyszę bardzo często przy blokadach sercowej. Właśnie dlatego, że anahata dotyczy nie tylko uczuć do innych, ale też relacji z samą sobą. A to jest coś, co kształtuje się bardzo wcześnie. Almandynka, jak ty to widzisz w kontekście pracy z czakrami - od czego w ogóle zacząć, kiedy blokada jest tak stara?
