To ciekawe, co mówisz o funkcji ochronnej. Wcześniej czytałam, że blokady w anahata często są po prostu nawykiem serca, które kiedyś się zamknęło żeby przeżyć. Faustynka, czy to 'nie dociera' pojawia się bardziej przy ludziach bliskich, czy przy wszystkich?
To co opisujesz - że im ważniejsze, tym trudniej - to jest dla mnie klasyczny sygnał anahata, nie vishuddha. Gardłowa blokuje się najczęściej przy presji oceny, zewnętrznej. A sercowa - właśnie wtedy, kiedy coś ma znaczenie. Nie wiem, czy ktoś się ze mną zgodzi, ale myślę, że w tej rozmowie od początku patrzyłyśmy o jedną czakrę za wysoko.
Przyznam, że ta rozmowa mnie trochę wciągnęła mimo wcześniejszych wątpliwości. Ale mam pytanie do wszystkich, bo nadal nie do końca rozumiem: jak wy fizycznie pracujecie z anahata? Co to znaczy 'pracować z czakrą sercową'? Konkretnie, co się robi?
Faustynka, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem kierunek tej rozmowy. Zaczęłaś od blokady twórczej przy pisaniu, a teraz okazuje się, że to może być kwestia sercowej, nie gardłowej? Czy to jest wniosek, który sama z tego wyciągasz, czy bardziej coś, co my tu 'przypisujemy'? Pytam, bo chcę wiedzieć, czy to brzmi dla ciebie prawdziwie, czy nie.
Wioletka, to jest naprawdę dobre pytanie. I szczera odpowiedź jest taka: brzmi prawdziwie, ale nie jestem pewna, czy dlatego, że tak jest, czy dlatego, że ta rozmowa mnie ku temu poprowadziła. Trochę się tego boję - że sama sobie to wmówiłam pod wpływem sugestii. Czy to ma sens jako wątpliwość?
To jest uczciwa wątpliwość i dobrze, że ją postawiłaś. Powiem tak - to, że coś brzmi prawdziwie po sugestii, nie musi znaczyć, że to nieprawdziwe. Ale nie musi też znaczyć, że prawdziwe. Jedynym sprawdzianem jest obserwacja w czasie. Czy to odczucie 'nie dociera' będziesz nadal rozpoznawać u siebie w kolejnych sytuacjach, czy zniknie jak wrażenie? To się pokaże samo.
Mogę wejść z innej strony? Mam wrażenie, że ta rozmowa trochę krąży i nie dochodzi do sedna. Jeśli anahata jest źródłem, to Faustynka powinna zacząć od czyszczenia sercowej, i to jest proste - zielona świeca, malachit, afirmacje przez dwadzieścia jeden dni. To jest sprawdzone. Vishuddha się odblokuje sama jak dół będzie czysty.
Słucham tej wymiany i mam mieszane uczucia. Nie dlatego, że ktoś się myli - ale dlatego, że im więcej propozycji, tym bardziej czuję się zagubiona. I chyba to też jest jakiś sygnał. Że kiedy robi się za dużo opcji, to wracam do tej samej płaskości co przy mechanicznym pisaniu. Jakby decyzja sama w sobie była blokadą.
Faustynka, to co napisałaś na końcu - o płaskości przy nadmiarze opcji - to jest coś, co warto zatrzymać. Bo to nie jest tylko kwestia czakr. To jest sygnał, że Twój system reaguje na przebodźcowanie, nie na brak kierunku. I pytanie, które mnie nurtuje: czy ta płaskość jest podobna do tej, którą czujesz przy pisaniu, czy jednak inna w jakości?
Mnie też uderzyło to zdanie Faustynki. Ale mam pytanie inaczej postawione: czy 'za dużo opcji' to problem, który pojawia się tylko tutaj, w tej rozmowie, czy też w życiu przy decyzjach w ogóle? Bo jeśli tak, to może to jest jakiś wzorzec, który wychodzi szerzej, nie tylko przy twórczości.
Almandynka, ta płaskość jest podobna, ale nie identyczna. Przy pisaniu to jest bardziej uczucie... ściany? Tu jest raczej mgła. Nie wiem, czy to cokolwiek zmienia interpretacyjnie. I Nekromantka - tak, przy decyzjach w ogóle też. Im więcej opcji, tym bardziej w miejscu.
To co opisujesz - mgła przy nadmiarze, ściana przy tworzeniu - to są dwa różne mechanizmy według mnie. Ściana sugeruje zablokowanie, a mgła raczej rozproszenie. Nie wiem, czy to koniecznie jedno źródło. Almandynka, Ty masz więcej doświadczenia z taką nakładającą się symptomatyką - co o tym myślisz?
Z decyzjami wcześniej. Pisanie zaczęło sprawiać problemy dopiero, gdy zaczęłam traktować je poważniej, nie jako hobby. Czyli jakby podniosłam stawkę i wtedy się pojawiło. Co pasuje do tego, co mówiła Henia o ważności sytuacji i blokadzie sercowej.
Słucham tej rozmowy już od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że Faustynka co chwila dostaje nową hipotezę i każda brzmi sensownie. Nie mówię tego złośliwie, naprawdę. Ale czy ktoś tu może powiedzieć, jak się w ogóle testuje takie interpretacje? Znaczy, po czym wiadomo, że coś trafiło w źródło, a nie tylko ładnie brzmi?
Celestyn ma rację i cieszę się, że to powiedział, bo ja bałam się tego powiedzieć wprost. Faustynko, masz teraz jakiś punkt zaczepienia, który czujesz jako swój, czy naprawdę czujesz się zagubiona?
Szczerze? Mam jeden punkt, który czuję jako swój: to z tą ważnością. Że im bardziej coś znaczy, tym większa blokada. To nie brzmi jak sugestia z zewnątrz, to brzmi jak coś, co rozpoznaję. Reszta to wciąż hipotezy.
To jest już coś konkretnego. I właściwie z tego jednego punktu można dużo wyciągnąć, bez rozbudowanej diagnozy czakr. Bo jeśli stawka wywołuje blokadę, to pytanie nie jest 'która czakra', tylko co sprawia, że stawka staje się zagrożeniem zamiast motywacją? To jest już kwestia bardziej psychologiczna, ale ona przekłada się na energetykę bezpośrednio.
Czyli w uproszczeniu: nie chodzi o to, że Faustynka nie ma pomysłów ani zdolności do zmyślania historii, tylko że w momencie kiedy siada do pisania poważnie, odpala się jakiś tryb obronny? Czy dobrze to rozumiem?
Henia, to jest naprawdę dobre pytanie i muszę się zastanowić. Bo... chyba nie zawsze. Czasem jak piszę do szuflady, coś płynie. Ale nawet wtedy zdarza się, że w połowie zaczynam oceniać i wtedy się urywa. Więc może granica nie jest między 'dla siebie' i 'dla innych', tylko między 'przed oceną' i 'w trakcie oceny'.
To co teraz powiedziałaś jest naprawdę istotne i myślę, że zbliżasz się do czegoś własnego, nie cudzego. To 'zaczyna płynąć, potem zaczynam oceniać i się urywa' - to jest bardzo konkretny moment przełączenia. I to jest punkt do pracy, niezależnie od tego, którą czakrę uznasz za źródło.
Ale to co opisujesz to jest klasyczna kwestia wewnętrznego krytyka, nie czakr. To jest termin psychologiczny, nie energetyczny. Nie wiem, czy miesza się tu dwie różne rzeczy.
Judytka, nie twierdzę, że jedno wyklucza drugie, tylko że jak używamy psychologicznego terminu, to powinniśmy być precyzyjni. 'Wewnętrzny krytyk' to konkretna koncepcja z konkretnym znaczeniem. Jak zaczniemy go wrzucać do worka z czakrami bez rozróżnienia, to zamazujemy oba języki i żaden nic nie wyjaśnia.
Ale dla mnie to wcale nie musi być problem. Że coś ma nazwę psychologiczną i jednocześnie ma odzwierciedlenie energetyczne - to chyba nie jest sprzeczność? Mnie bardziej interesuje, czy ktoś pracował z tym 'przełączeniem', które opisałam. Bo zidentyfikowanie momentu to jedno, a co z nim zrobić, to drugie.
Faustynka, właśnie tu jest clou. Co ty robisz, kiedy złapiesz się na tym ocenianiu w połowie? Bo to jest moment decyzji, czy mu ustąpisz, czy nie. Czy masz jakiś odruch, który robisz automatycznie, czy zatrzymujesz się?
Automatycznie to raczej zamykam to, co pisałam. Albo zaczynam poprawiać od początku. I obie te rzeczy kończą się tak samo - sesja pisania jest skończona, nawet jeśli formalnie wciąż siedzę i patrzę w ekran.
To zamknięcie to jest bardzo fizyczna reakcja, zresztą. Nie tylko decyzja. Czy ty w tym momencie odczuwasz cokolwiek w ciele? Spięcie, zmianę oddechu, cokolwiek? Pytam, bo jeśli jest reakcja somatyczna, to to bardzo przemawia za tym, że to nie jest tylko 'myślenie o pisaniu'.
Henia, teraz jak myślę o tym uważniej - tak, jest coś jak... zatrzymanie oddechu? Nie wiem, czy to nie jest wymysł post factum, bo nigdy tego nie obserwowałam w czasie rzeczywistym. Ale jak próbuję sobie przypomnieć, to tak jakby powietrze na chwilę stawało.
