Mam pytanie, które trochę mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Zmagam się z przewlekłym bólem kręgosłupa i zastanawiam się, czy praca z czakrami w ogóle ma sens, kiedy ciało jest cały czas w takim stanie napięcia. Czytałam różne rzeczy, ale nigdzie nie mogłam znaleźć czegoś konkretnego na ten temat. Kupiłam ostatnio różdżkę do wykrywania energii, miała pomóc mi zlokalizować zablokowane miejsca, ale kiedy próbuję jej użyć, nie czuję zupełnie nic. Czy to możliwe, że chroniczny ból blokuje przepływ energii tak mocno, że różdżka po prostu nie reaguje? A może robię coś źle?
Chroniczny ból to bardzo specyficzna sytuacja energetyczna i myślę, że zanim pójdziemy dalej, warto zadać kilka pytań. Jak długo zmagasz się z tym bólem? I gdzie dokładnie jest zlokalizowany - bo to ma ogromne znaczenie przy czakrach. Ból kręgosłupa w różnych jego odcinkach odpowiada różnym czakrom i to nie jest bez znaczenia.
Sam kiedyś miałem podobny problem z różdżką - tygodniami nic nie czułem, a potem okazało się, że po prostu źle trzymałem. Ale przy chronicznym bólu to już inna sprawa. Mój znajomy, który praktykuje bioenergoterapię, mówił że silny, długotrwały ból może działać jak swoisty szum - zagłusza subtelniejsze sygnały energetyczne. Nie wiem na ile to prawda, ale brzmi logicznie.
Cztery lata to długo. I odcinek lędźwiowy to czakra podstawy i sakralna - pierwsza i druga. Ale zanim będziemy rozmawiać o konkretnej pracy, chcę zapytać o coś innego: czy ten ból pojawił się po jakimś konkretnym wydarzeniu w życiu, czy narastał stopniowo? To naprawdę zmienia sposób podejścia do tematu.
A ja mam inne pytanie - ta różdżka, o której piszesz, to co konkretnie? Bo to ma znaczenie. Inne różdżki są do wahadełkowania, inne do skanowania pola energetycznego. Może po prostu sposób nie pasuje do tego, czego szukasz?
To co mówisz o zbieżności z trudnym okreesem jest bardzo charakterystyczne dla pierwszej i drugiej czakry. Muladhara odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienie, a Swadhisthana za relacje i emocje. Jeśli oba te obszary przeżyły coś trudnego w podobnym czasie, to blokada mogła się utrwalić właśnie tam. I wtedy faktycznie różdżka może nie reagować tak, jak powinna - ale to nie znaczy, że robiłaś coś źle.
Ale ile czasu zajmuje odblokowanie czegoś takiego? Bo z tego co piszesz to brzmi jak coś bardzo zakorzeninego i zastanawiam się czy to kwestia tygodni czy miesięcy. Pytam, bo sama próbowałam różnych rzeczy na czakry i zawsze miałam wrażenie że coś się rusza, ale efekty były krótkotrwałe.
Wracając do tej różdżki - jak ją kupowałaś, to sprzedawca coś mówił o tym jak działa? Bo mam wrażenie, że wiele osób kupuje takie rzeczy bez żadnego wprowadzenia i potem się dziwi, że nic nie czuje. Różdżka wymaga pewnej wrażliwości, która nie u każdego jest od razu dostępna.
Różdżka do skanowania aury to dość specyficzne sposób i prawdę mówiąc sama używam wahadełka i wydaje mi się, że to prostszy punkt startowy dla osób, które dopiero rozwijają wrażliwość. Ale mam pytanie do Azalii - czy przy tak głębokiej blokadzie jak tutaj opisano, w ogóle jest sens sięgać po przedmioty zanim się nie przepracuje trochę energii samodzielnie?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałam zapytać - czy medytacja przy przewlekłym bólu w ogóle daje radę? Pytam serio, bo koleżanka próbowała i mówiła, że skupienie na ciele przy bólu powodowało u niej efekt odwrotny - ból się zaostrzał kiedy skupiała na nim uwagę.
To o czym piszesz, Runomiro, to znany efekt i nie dotyczy tylko medytacji. Kiedy przez lata blokujesz ból, a potem nagle kierujesz tam uwagę, on rzeczywiście może się nasilić. To nie znaczy, że się pogarsza - raczej że jest w końcu zauważony. Ale rozumiem, że to nieprzyjemne i zniechęcające.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Anetti - skoro czakry pierwsza i druga są tak powiązane z tym, co opisuje Leokadia, to czy praca nad nimi mogłaby w jakiś sposób wpłynąć też na fizyczny ból, czy to działa tylko w drugą stronę, tzn. że ból blokuje czakry?
Ciekawy wątek. Zastanawiam się czy ktoś tu ma jakieś doświadczenie z tym, że praca z czakrami realnie zmieniła odczuwanie chronicznego bólu - nie wyleczyła, ale zmieniła. Bo z tego co obserwuję w różnych rozmowach, to relacja między bólem a energetyką jest dużo bardziej złożona niż zwykłe 'blokada powoduje ból'.
To co opisuje Rafalek z mamą jest ciekawe - ta zmiana charakteru bólu, nie jego zniknięcie. Zastanawiam się, czy to nie jest właśnie to, czego można realistycznie oczekiwać przy pracy energetycznej z czymś tak zakorzenionym. Nie eliminacja, tylko zmiana relacji z bólem. Leokadio, a czy ty w ogóle masz poczucie, że twój ból jest stały, czy on się zmienia - jest gorszy w pewnych momentach, lepszy w innych?
Zmienia się zdecydowanie. Gorszy przy stresie, przy siedzeniu przez dłuższy czas, czasem rano wstaję i czuję się niemal normalnie, a za godzinę wszystko wraca. Nie myślałam o tym w kontekście czakr, ale skoro pytasz...
Ten wzorzec, który opisujesz - gorszy przy stresie - to jest ważna informacja. Bardzo ważna. Bo to sugeruje, że komponent napięciowy i emocjonalny jest tutaj realny, nie tylko fizyczny. Mam pytanie: czy w tych momentach, kiedy rano jest lepiej, robisz coś konkretnego, czy po prostu tak bywa?
Szczerze? Nie zwracałam uwagi. Myślałam, że to po prostu kaprysy ciała. Może zacznę notować.
Notowanie to bardzo dobry pomysł i nie jest to przypadkowa rada - wzorzec bólowy, który ma wyraźne powiązanie ze stanem emocjonalnym, to coś, z czym praca energetyczna ma szansę cokolwiek zrobić. Przy bólu czysto strukturalnym, np. po wypadku z trwałym uszkodzeniem, jest to trudniejsze. Nie niemożliwe, ale trudniejsze.
Ale zaraz - jak długo trzeba notować, żeby cokolwiek z tego wyciągnąć? Bo mam wrażenie, że każda porada tutaj kończy się na 'zacznij od obserwacji, zacznij od podstaw, to potrwa'. Leokadia ma ból od czterech lat, nie od tygodnia.
No nie wiem, właśnie dlatego pytam. Myślałam, że ktoś powie - zrób to konkretnie, przez tyle dni, i sprawdź. Ale rozumiem, że to nie takie proste.
Przy chronicznym bólu nie ma drogi na skróty, to chyba wiadomo. Ale wracając do tej różdżki, bo wątek trochę odpłynął - Leokadio, próbowałaś z nią pracować kiedy ból był silniejszy, czy tylko w spokojnych momentach? Bo z tego co wiem, silne napięcie w ciele może faktycznie zakłócać odbiór.
Tylko w spokojnych. Myślałam, że tak powinno być - spokój i skupienie. Ale teraz zastanawiam się, czy nie powinnam sprawdzić też przy bólu, żeby zobaczyć różnicę.
A nie można tego poczuć intuicyjnie? Przecież wiele osób mówi, że po prostu wiedzą, gdzie jest problem, bez żadnego przygotowania. Czy intuicja tutaj nie wystarcza?
To co mówi Martynka jest logiczne, ale mam pytanie - czy w takim razie osoba z chronicznym bólem powinna w ogóle próbować samodzielnej pracy, czy raczej szukać kogoś z zewnątrz? Bo z jednej strony słyszę o medytacjach i ćwiczeniach do samodzielnego robienia, a z drugiej o tym, że własne postrzeganie może być zaburzone.
Mam pytanie praktyczne - gdzie w ogóle szukać kogoś takiego? Bo bioenergoterapeutów jest mnóstwo, ale jak odróżnić kogoś, kto wie co robi, od kogoś, kto po prostu pobiera pieniądze? Leokadia jest już po serii lekarzy i fizjoterapeutów, więc rozumiem, że ma zmęczenie szukaniem.
Wracając na chwilę do sedna - dużo rozmawiamy o tym jak i gdzie, a trochę mniej o tym co. Leokadio, mam pytanie, które może brzmieć dziwnie: czy ten ból kiedykolwiek daje ci coś, co trudno byłoby oddać? Mówię o tym w kontekście energetycznym, nie psychologicznym - czasem ciało trzyma się bólu, bo ból spełnia jakąś funkcję.
Przepraszam, że wchodzę z pytaniem podstawowym, ale nie do końca rozumiem co Eliksira ma na myśli - że ból 'spełnia funkcję'. Czy to nie brzmi jak zrzucenie odpowiedzialności na osobę, która i tak już cierpi?
