Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co mi nie daje spokoju. Mam spory problem z pisaniem - chodzi mi o tworzenie historii, wymyślanie fabuł, bohaterów. Kiedyś mi to szło, a teraz jak siadam i próbuję coś napisać, to czuję jakiś wewnętrzny opór. Dosłownie blokuję się już na etapie pierwszego zdania. Czytałam trochę o czakrach i zastanawiam się, czy to może być kwestia zablokowanej czakry sacral - tej odpowiedzialnej za twórczość i ekspresję. Tylko że z drugiej strony słyszałam też, że gardłowa jest od wyrażania siebie. Która z nich tak naprawdę odpowiada za tę kreatywną stronę? Czy ktoś miał podobny problem i wie, od czego zacząć?
To ciekawe, bo ja przez długi czas myślałam dokładnie tak samo - że twórczość to wyłącznie sacral. Ale jak zaczęłam bardziej drążyć temat, to wychodzi na to, że to nie jest tak oczywiste. Sacral (svadhisthana) odpowiada za płynność, impuls twórczy, radość z tworzenia. Ale gardłowa (vishuddha) to już konkretna ekspresja - czyli to, co wychodzi na zewnątrz, to co piszesz, mówisz, wyrażasz. Jeśli czujesz opór już na etapie przekucia pomysłu w słowa, to powiedziałabym, że gardłowa jest mocno zaangażowana w ten problem. Pytanie do Ciebie: czy masz pomysły, tylko nie możesz ich 'wyrzucić z siebie', czy w ogóle nie przychodzą żadne obrazy i fabuły?
Też chciałam zapytać o to samo co Judytka67 - bo to naprawdę dużo zmienia. Sama miałam kiedyś taki okres, że pomysły przychodziły jeden za drugim, ale jak tylko siadałam do pisania, to jakby ktoś zakręcał kurek. Skończyło się na tym, że spędziłam dwa tygodnie na medytacjach przy dźwięku 'HAM' i... nie powiem, że nastąpiła rewolucja, ale coś się ruszyło. Chociaż uczciwie przyznam, że nie wiem, czy to był efekt czakr, czy po prostu psychologia. Czy ktoś tutaj ma jakiś sposób na odróżnienie, która dokładnie czakra jest zablokowana, zamiast strzelać po omacku?
To co opisujesz to jest klasyczny schemat. Strach przed oceną siedzi bardzo głęboko i owszem - w tradycji jogi przypisuje się go gardłowej, ale korzenie tego lęku często tkwią niżej. Solarny splot, trzecia czakra - manipura. Tam jest pewność siebie, poczucie własnej wartości i prawo do zajmowania miejsca. Jeśli manipura jest słaba albo zablokowana, to gardłowa może działać nawet dobrze energetycznie, ale po prostu nie dostaje 'pozwolenia' na wyrażenie. Mam pytanie - czy ten opór pojawia się tylko przy pisaniu, czy też np. przy mówieniu o swoich opiniach na głos, w sytuacjach towarzyskich?
Wtrącę się, bo to mnie też dotyczy, choć nie piszę historii. Mam podobny problem z mówieniem - na spotkaniach z ludźmi mam wszystko w głowie, a jak przychodzi mój moment, to mi wszystko ucieka. Zastanawiam się czy to jest właśnie ta gardłowa, czy może jednak coś innego. Almandynka.pl, to co mówisz o manipurze i 'pozwoleniu' - możesz to rozwinąć? Jak rozpoznać, że to właśnie tam jest problem, a nie gdzie indziej?
Ja się dopiero uczę tych wszystkich czakr i trochę mi się to miesza, bo tutaj się mówi o sacral, gardłowej, manipurze - a ja czytałam gdzieś, że przy twórczości aktywują się właściwie wszystkie czakry razem i blokada w jednej miejscu zaburza przepływ przez całą oś. Czy to prawda? Bo jak tak, to w ogóle nie wiem, od czego zacząć szukać przyczyny.
Właśnie, a jak w ogóle sprawdzić to 'najsłabsze ogniwo'? Sama kiedyś robiłam test z wahaczem, ale nie byłam pewna, czy to cokolwiek znaczy, czy tylko moje ręce drżą. Czy są jakieś inne metody diagnostyki czakr, które są bardziej miarodajne? Pytam serio, bo naprawdę chciałabym wiedzieć, nie tylko strzelać w ciemno.
Rozumiem pytanie o metodę, ale trzeba tu być szczerym - żadna z metod diagnostyki czakr, w tym wahacz, nie ma żadnego potwierdzenia w badaniach. To nie znaczy, że są bezużyteczne - mogą pomagać w skupieniu uwagi na ciele i uruchamiać intuicję - ale dawanie im statusu 'miarodajności' to nadużycie. Jeśli chodzi o temat wątku: literatura wedyjska, z której pochodzi koncepcja czakr, przypisuje twórczość głównie svadhisthanie. Vishuddha to komunikacja jako taka - mówienie, śpiew, wyrażanie prawdy. W tekstach tantrycznych te dwie są często wymieniane razem przy blokadach twórczych, ale to nie jest zamienne.
Celestyn56, to jest kwestia systemu, w którym pracujesz. Czakry to mapa energii subtelnej - nie chodzi o to, żeby je znaleźć skalpelem, bo działają na innym poziomie niż fizyczne ciało. Poza tym niezależnie od tego, czy wierzysz w czakry czy nie, medytacja na obszar gardła i wyobrażanie sobie niebieskiego koła rzeczywiście zmienia coś w ciele - napięcia mięśniowe, oddech. To już jest coś konkretnego. Więc nawet jeśli ktoś jest sceptyczny, efekty bywają realne.
Wracając do tematu posta - bo mi się wydaje, że tu jest jeszcze jeden aspekt, o którym nie mówiliśmy. Zmyślanie historii, budowanie fikcji - to wymaga czegoś, co chyba wykracza poza samą ekspresję. To jest też pewna śmiałość do tworzenia rzeczy, które nie są 'prawdziwe', do kłamstwa w dobrej wierze. Czytałam kiedyś, że niektóre osoby mają moralny opór przed zmyślaniem, bo czują to jako sprzeczne z ich wewnętrzną potrzebą autentyczności. Czy to nie mogłoby też być powiązane z czakrami - np. nadaktywna vishuddha, która stoi na straży 'prawdy' i blokuje fikcję?
Nadaktywna czakra to temat, o którym rzadko się rozmawia, a szkoda. Zazwyczaj całą uwagę skupia się na brakach i blokadach. W przypadku vishuddhy nadaktywność objawia się często właśnie jako obsesja na punkcie prawdy, trudność z metaforą, symbole traktowane zbyt dosłownie. Wyciszanie nadaktywnej czakry to w praktyce praca z przeciwieństwem - zamiast aktywacji koloru niebieskiego, pracuje się z ciszą, z wodą jako żywiołem, z powolnym oddechem przez nos. Są też kamienie - niebieska kyanite albo akwamaryn - ale w mniejszych dawkach i bez intensywnych wizualizacji. To subtelniejsza praca.
Przepraszam, że wchodzę, bo ja bardziej interesuję się innymi tematami, ale to mnie wciągnęło. Mam pytanie do Almandynki.pl - czy ta praca z ciszą, o której piszesz, to jest normalna medytacja, czy coś specyficznego? Bo jak słyszę 'medytacja' to wyobrażam sobie siedzenie ze świeczką i to mi nigdy za bardzo nie wychodziło.
Wracam do wątku, który Henia poruszyła, bo cały czas o tym myślę. Zastanawiam się, czy to co czuję przy pisaniu - ten wewnętrzny opór, jakby cenzura - to zawsze musi być gardłowa. Bo jak słucham Almandynki i teraz Judytki, to widzę, że sprawa jest bardziej złożona. Czy ktoś z was pracował konkretnie nad tym napięciem między 'to musi być prawda' a twórczą fikcją? I co pomogło?
Faustynka, skoro pytasz o konkrety - co czujesz w ciele, kiedy piszesz i pojawia się ten opór? Dosłownie, fizycznie. Bo to może być klucz do rozróżnienia, o której czakrze mówimy.
To 'zwężenie' które opisujesz - pojawia się bardziej przed pisaniem, w momencie gdy siadasz i otwierasz notatnik? Czy dopiero kiedy już zaczniesz i zdasz sobie sprawę, że to co piszesz to fikcja? Bo to by dużo zmieniało w interpretacji.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że to zwężenie, które Faustynka opisuje, brzmi bardzo podobnie do tego, co ja czuję przed mówieniem na spotkaniach. To nie jest lęk przed oceną w sensie 'co powiedzą' - to jest bardziej jakiś hamulec, który uruchamia się automatycznie. Jakby ciało wiedziało, że zaraz nastąpi ekspresja i z góry się przed tym broni.
Dobra, nie chcę być tym samym sceptykiem co wcześniej, ale jedno mnie tutaj uderza. Mówicie o 'energii', 'przepływie', 'śladzie w ciele' - to są piękne metafory, ale Almandynka, jak rozróżnisz, czy pracujesz z energetyką czakry, czy po prostu z napięciem mięśniowym i oddechem? Pytam serio, bo może właśnie taka praca działa właśnie przez to drugie.
Próbowałam. Oddech pomaga przy ogólnym uspokojeniu, ale ten konkretny opór przy fikcji - nie. Coś innego tutaj gra. I dlatego zaczęłam szukać w kierunku czakr, bo to było jedyne wyjaśnienie, które trafiło w to co czuję. Może to tylko kwestia języka, który do mnie przemawia, ale efekt jest taki, że zaczynam się w tym rozpoznawać.
Słucham od dłuższego czasu i mam takie proste pytanie, bo jeszcze się uczę. Jak wy w ogóle wiecie, od czego zacząć pracę z daną czakrą? Znaczy, czy jest jakaś kolejność, którą trzeba zachować, czy można po prostu zająć się tą, która sprawia kłopoty?
Wracając do Faustynki - bo mi ta rozmowa cały czas chodzi po głowie. Powiedziałaś, że widzisz te historie kiedy zamykasz oczy. To jest piękne i to znaczy, że wyobraźnia działa. Zastanawiam się, czy próbowałaś kiedyś nie pisać od razu, tylko najpierw opowiedzieć tę historię na głos? Sama sobie, bez świadków. Żeby zobaczyć, czy gardło puści inaczej niż przy pisaniu.
To co Henia napisała o mówieniu do siebie na głos przypomniało mi, że czytałam gdzieś o mantrach jako pracy z gardłową właśnie. Czy to może się łączyć? Że mantra to też jest jakiś sposób na oswojenie głosu jako kanału ekspresji? Albo to zupełnie co innego i ja to źle rozumiem?
Czyli jeśli dobrze rozumiem całą tę dyskusję - problem Faustynki może być połączeniem nadaktywnej gardłowej, która blokuje fikcję przez przywiązanie do prawdy, i manipury, jeśli chodzi o lęk przed oceną? I trzeba pracować na obu poziomach jednocześnie? Czy to nie jest przytłaczające? Bo jak zaczynam myśleć, że mam coś do naprawienia na kilku poziomach naraz, to mi się odechciewa.
Przepraszam, że wracam do swojego pytania z końca poprzedniej strony, ale nikt nie odpowiedział wprost. Czy to znaczy, że trzeba pracować na obu czakrach jednocześnie, czy jednak najpierw jedną, potem drugą? Bo z tego co piszecie wynika, że to powiązane, ale nie wiem jak to przełożyć na praktykę.
Hmm, to jest naprawdę celne pytanie. Właśnie siedzę i myślę. Kłamstwo... tak, też mi sprawia trudność, ale to inne uczucie. Przy kłamstwie jest bardziej dyskomfort etyczny, coś jak wyrzuty sumienia zanim cokolwiek powiem. Przy fikcji to nie jest poczucie winy - to bardziej blokada, jakby silnik nie chciał zapalić. Dwie różne rzeczy, chociaż może z jednego źródła?
To rozróżnienie jest bardzo ważne. Mówisz 'silnik nie chce zapalić' - ale czy jest moment, kiedy jednak zapala? Jak długo siedzisz zanim całkiem odpuścisz, albo zanim coś w końcu popłynie?
Słucham tego i mam jedno spostrzeżenie, może głupie. Faustynka, opisujesz coś, co brzmi jak nieregularne stany twórcze - jednego dnia blokada, innego przepływ. Czy to nie jest po prostu... normalny rozkład dla pisarzy? Pytam bez złośliwości, bo czytałem sporo o procesie twórczym i tam podobne wzorce pojawiają się regularnie, zupełnie bez kontekstu czakrowego.
Mam pytanie do Almandynki albo do kogoś z większym doświadczeniem. Skoro gardłowa odpowiada za ekspresję i mówienie własnej prawdy - to czy pisanie fikcji w ogóle 'przechodzi przez' gardłową? Bo fikcja to nie jest własna prawda autora w prostym sensie. Może to jest właśnie powód blokady - czakra nie rozpoznaje czegoś jako 'dopuszczalnego'?
