a wracając do tego co mówiła Macierzanka o nawyku - ja tez mam ten sam problem z regularnoscia. szczerze mówiąc, ale ostatnio zaczęłam łączyć HAM z piciem wody rano, bo to robię zawsze, bez wyjątku. trzy łyki wody, trzy minuty mantra. głupie proste ale działa drugi tydzień z rzędu
dobra ale czy ta kotwica musi być rano? bo mnie rano w ogóle nie ma, serio, ledwo otweram oczy i już jestem spóźniony. żeby było jasne, wieczorem byłoby łatwiej, tylko nie wiem czy wieczorna praktyka z czakrą gardła to dobry pomysł czy może pobudza za bardzo przed snem
ogólnie czakra gardła jest związana z aktywnością i ekspresją, więc wieczorna stymulacja może być mniej wskazana przy problemach ze snem. to nie żelazna reguła, ale jeśli ktoś wrażliwy energetycznie - lepiej nie eksperymentować tuż przed połozeniem się. Ildefons82 spróbuj może przy kolacji albo chwilę po? to taki środkowy punkt dnia który często jest spokojniejszy
hej, wracam z innym pytaniem bo tu się dobrze dyskutuje. zastanawiam się nad tym co powiedziala Brygidka71 wcześniej, o tym że mantra to "tylko dodatek". ale jakoś mi się to kręci w głowie bo - czy w wedyjskim podejściu dzwiek jest rzeczywiscie tylko wspomagaczem, czy jednak jest centralną metodą? bo mam wrażenie ze u nas na forum traktujemy to troche jak witamine C, niby pomaga ale "prawdziwe leczenie" gdzie indziej
a to ci dopiero, to jest uczciwa obawa ale trochę zakłada że ludzie są głupi i zamiast do lekarza pójdą spiewac. w praktyce te dwie rzeczy chodzą razem, nie wykluczają się. nie znam nikogo kto zrezygnował z terapii bo mial mantrę. znacie kogoś takiego? serio pytam, nie retorycznie
hm, ja znam jedną osobę która przez jakiś czas unikała tematu terapii bo "pracowała nad tym duchowo". ale to był szerszy kontekst, nie sama mantra. trudno powiedzieć czy to wina narzędzi czy po prostu oporu przed pomocą. może to nie jest argument przeciwko HAM specyficznie 🙂
ojejciu, żeby nie było - Brygidka71 ma rację w tej obawie i nie warto jej zamiatać. rynek ezoteryczny pełen jest ludzi którzy sprzedają "kompleksowe rozwiązania duchowe" na problemy które wymagają diagnozy. to nie jest teoria, to się dzieje. sama mantra jest spoko, ale dyskusja o hierarchii naprawdę jest potrzebna i dobrze że ktoś to powiedział
słyszę was i rozumiem tę troskę. ale żeby było jasne - ja nie zamierzam zastępować niczego mantrą, chodzę na terapię od roku 🙂 pytałam o HAM bo chce mieć coś co mozna robić samej, miedzy sesjami. jak się nie wyraziłam dobrze to przepraszam, może tytuł tematu był za szeroki 😀
oj, i to jest właśnie klucz - uzupełnienie między sesjami. w sumie, to ma sens i dokładnie tak to rozumiem. przy czym chciałabym wrócić do wątku dźwięków bo myślę że nie wyczerpaliśmy tematu. HAM to oczywisty wybór, ale ktoś wcześniej wspomniał o innych dźwiękach wspierających - i tu jest więcej do powiedzenia
tak, tez chciałam zapytac o te inne dzwieki! bo w necie widzę różne listy i jedne mówia że wizja to AIM, inne ze coś zupełnie innego. skąd wiadomo która jest ta "właściwa"? czy to w ogóle ma znaczenie jesli chodzi o ten impulsywny problem z mówieniem
AIM jako mantra Saraswati - to dlatego widziałem to powiązanie z mowa, myslalem że to jakaś nowinka zachodnia bez sensu, ale faktycznie ma logikę. tylko wtedy pytanie jest inne: przy problemie z impulsywną mowa, który z tych dzwiekow ma więcej sensu? HAM bo czakra, czy AIM bo aspekt świadomej mowy?
to jest interesujące ale też trochę komplikuje temat dla kogoś kto zaczyna. jak by nie patrzeć, macierzanka pytała jak nie mówic zanim pomyśli, a teraz mamy wybór między systemami. moje pragmatyczne pytanie: czy ta różnica naprawdę jest odczuwalna w praktyce? bo teoria jest jedna a praktyka druga
z mojego doswiadczenia - owszem, ale tylko jak ćwiczysz regularnie i masz już jakiś punkt odniesienia. na początku nie poczujesz różnicy między HAM a AIM bo nie masz z czym porownywac. to trochę jak pytanie nowicjusza czy woli wino z 2005 czy z 2007. bez praktyki nie ma z czego wyciagnac wnioskow
haha to porównanie z winem mi się podoba 🙂 ale serio to trochę przytłaczające dla kogoś takiego jak ja. zaczynam, próbuję HAM, i co chwila słyszę że "jest jeszcze AIM, jest LAM, jest jeszcze ten i tamten system". jak sobie z tym radzić żeby nie zgubić prostoty
mam na to prostą odpowiedź - wybierasz jedno, ćwiczysz przez miesiąc, obserwujesz. przynajmniej u mnie, potem ewentualnie uzupełniasz. nie istnieje żaden powód żeby zaczynać od kilku rzeczy naraz. Olimpia.1 już to powiedziała ale powtórzę: jedna praktyka, regularnie, zanim cokolwiek porównnasz
jasne, to mam pytanie praktyczne do tych co ćwiczą dłużej. czy kiedykolwiek zauważyliście bezpośredni związek między regularnym HAM a zmianą w tym jak mówicie? chodzi mi o konkretne "hej, dziś się zatrzymałam zanim powiedziałam coś głupiego" - a nie ogólne "czuję się spokojniej". bo to drugie mogłoby być po prostu placebo albo efekt samej medytacji jako takiej
o kurcze, dobra, to ja odpowiem bo zadałam to pytanie - tak, miałam coś takiego raz. ćwiczyłam HAM chyba z sześć tygodni codziennie rano i pewnego dnia w pracy koleżanka powiedziała coś co mnie totalnie wkurzyło i zamiast od razu odpyskować... zrobiłam taką małą pauzę. sekundy, nie wiem ile. ale ta pauza była. czy to HAM? nie mam pojęcia, może po prostu terapia robiła swoje. ale zbieżność w czasie była.
sorki ale to bzdura. no włanie o to mi chodzi, o tę zbieżność. z tego co pamiętam, bo jak cwiczysz jednocześnie HAM i chodzisz na terapię to skad wiadomo co działa? to nie jest zarzut, serio pytam. czy ktoś tu ćwiczył samą mantrę bez zadnej innej pracy i zaobserwował zmianę? 🙁
eh, to uczciwe pytanie metodologicznie ale trochę nierealistyczne oczekiwanie na forum ezoterycznym 🙂 większość z nas robi kilka rzeczy naraz i nie prowadzimy kontrolowanych eksperymentów. moje zdanie: jeśli coś pomaga i robisz kilka rzeczy równolegle, to wszystkie mogą mieć swój udział. nie trzeba wyizolować jednej zmiennej żeby powiedzieć że coś było pomocne 🙂
hmm, to co mówi Sewer76 jest ważne i często pomijane. u mnie tak jest, mantry nie działają w próżni. klasyczne podejście mówi że dźwięk otwiera, ale to co wchodzi przez to otwarcie zależy od ciebie. jeśli nie pracujesz z tym co wychodzi - możesz śpiewać latami i efekt będzie minimalny. to nie jest wada mantry, to jest jej natura 😛
Serio? Nie kupuję tego. czyli rozumiem to tak: HAM to jakby otwarcie drzwi ale sama musisz przez nie wejść i coś z tym zrobić? to ma sens. z mojego doświadczenia, tylko jak to wygląda w praktyce, to "wejście przez drzwi"? siedzisz po HAM i co - medytujesz, piszesz dziennik, coś innego?
u mnie to wygląda tak że po HAM siedzę chwilę i włanie wtedy mi przychodzą myśli które normalnie przegapiam bo jestem w biegu. jak dla mnie, takie "hej, właściwie to chciałam wcześniej powiedzieć tamto ale się przestraszyłam". to jest dla mnie najcenniejszy moment, nie sam śpiew.
to co opisuje Willowa96 jest ciekawe i właśnie w tym widzę realną wartość tej praktyki, nie w magicznym naprawieniu czakry. ta chwila ciszy i obserwacji po dźwięku to jest po prostu uważność. i to działa niezależnie od tego czy wierzysz w czakry.
tu jest realne napięcie i nie sądzę żeby dało się go łatwo rozwiązać. tak mi się wydaje, brygidka71 ma rację że mechanizm uważności jest realny i niewymagający czakrowego uzasadnienia. jednocześnie tradycja wedyjska przez tysiące lat twierdziła że konkretne dźwięki mają specyficzne działanie i nie jest tak że nikt tego nie testował. to nie są wykluczające się perspektywy.
matko, dokładnie to chciałam powiedzieć. problem z tą rozmową jest taki że wpadamy w pułapkę albo-albo: albo to działa przez czakry, albo przez uważność. a dlaczego nie przez oba mechanizmy jednocześnie? tradycja, fizjologia dźwięku, uważność - to może być pakiet, nie alternatywy.
ojaj, hej, ja mam pytanie które trochę z boku ale jednak. w każdym razie, mowimy cały czas o śpiewaniu HAM na głos, ale ja mieszkam z rodziną i trochę głupio mi śpiewać mantry w domu bo wszyscy będą patrzeć dziwnie. czy da sie to robić w myslach i czy to cokolwiek da? 😀
to jest dobra informacja bo myślę że sporo osób ma ten problem z przestrzenią. Wandalena dobrze pytasz. i to otwiera kolejne pytanie, trochę praktyczne: czy jest jakaś minimalna długość sesji żeby cokolwiek poczuć? bo widzę porady od 5 minut do godziny i nie wiem co jest realistyczne.
