haha, "minimalna" to dobre słowo. z mojego doswiadczenia: 10-12 minut to jest taki próg gdzie zaczyna się coś dziać, poniżej tego to bardziej symbolika niż praca. ale to moje odczucie, rozni ludzie różnie. Wierzchoslaw a ty jak długo cwiczysz zazwyczaj?
ojej, to dla mnie ważna informacja o tym czasie! bo ja robiłam po 5 minut i zastanawiałam się czemu nic nie czuje. to może to po prostu za krotko bylo? spróbuję wydłużyć do tych 10-12 minut jak Jaromir63 mówi i zobaczę co sie zmieni. dzieki za ten watek, naprawde mi to pomaga poukładac to wszystko 🙂
okej wiec sprobuje wydluzyc te sesje, ale mam pytanie - jak wy w ogole siedzicie podczas HAM? na poduszce, na krzeselku? bo mi po 10 minutach nogi zasypają i to strasznie rozprasza 🙂
ja siedzę na krześle z prostym oparciem i dziala całkiem no dobrze. próbowałem na poduszce medytacyjnej ale kolana mi zacinały. podobno tradycyjnie powinno być na podłodze ale szczerze - jeśli boli to ciało krzyczy głośniej niż mantra 🙂
no właśnie o gardle, bo wracając do sedna tego tematu - Macierzanka pisała że mówiła bez myślenia i to ją tu przyprowadziło. co prawda, mam wrażenie ze przez ostatnie posty rozmawiamy głownie o technikaliach, a zapomnieliśmy o tym co było na początku. ktoś tu w ogóle próbował HAM konkretnie na tę impulsywność? nie na "otwieranie czakry" w ogóle, ale właśnie na to że słowa lecą przed myślą?
tak! właśnie o to mi chodziło kiedy zaczęłam śpiewać HAM. u mnie to się objawiało tak że w rozmowach coś mówiłam i potem sama byłam zszokowana że to powiedziałam. jakby usta działały szybciej niż głowa. po jakichś trzech tygodniach regularnej praktyki zauważyłam że jest taka malutka pauza przed mówieniem. naprawdę malutka, ale jest. czy to HAM, czy cokolwiek innego - nie wiem, ale tej pauzy wcześniej nie było
no i właśnie, ta pauza przed mówieniem - to jest dokładnie to czego szukam! Willowa96 jak długo robiłas HAM zanim to poczułaś? bo trzy tygodnie to dla mnie dużo ale jak to działa to czekam cierpliwie. i masz racje co do tej rywalizacji, mnie to nie interesuje kto ma lepsze wytłumaczenie, interesuje mnie czy bede mowic z sensem zanim otworzę usta 🙂
wchodzę do tej rozmowy bo słyszałam wcześniej że przy pracy z czakrą gardła niektórzy odczuwają napięcie w szyi albo nawet ból gardła na początku. czy to normalne? bo trochę się tego boję zanim w ogole zacznę. to nie jest żaden sygnał że coś się dzieje źle?
mhm, to jest dobre pytanie Basieńki i myśle że warto tu być ostroznym. że tak powiem, z mojego doświadczenia napięcie przy nowych ćwiczeniach może trwac kilka dni, czasem tydzien. jeśli trwa dłużej to albo robisz coś technicznie nie tak, albo to nie jest związane z praktyką. nie przypisywałbym każdego fizycznego odczucia efektom energetycznym
a można zapytać - ile mniej więcej tygodni zanim w ogóle cokolwiek się zmienia? bo to trzy tygodnie co Willowa96 mówi, czy to jest minimum? bo zaczynam i po tygodniu nic nie czuję i trochę już mi odchodzi chęć 🙁
to co Ildefons82 opisuje to jest bardzo częsty problem przy każdej praktyce wewnętrznej, nie tylko przy czakrach. jesteśmy przyzwyczajeni że coś robimy i efekt widać szybko. przy pracy z nawykami mownymi i impulsywnością - a o tym jest ten temat - zmiana jest stopniowa i na początku jej po prostu nie widać. to nie jest kwestia tygodnia, raczej miesięcy
a niech to, powiem tak, ja właśnie przeczytałam cały ten wątek i mam jedno pytanie które nie daje mi spokoju. wszyscy mówią o HAM, ale czy są inne dźwięki albo inne podejścia do tej czakry? bo jakoś HAM mi nie leży, nie wiem dlaczego, może brzmi za krótko, może nie mam z nim połączenia
o, tyle opcji! Olimpia.1 a to śpiewanie tonów F-G to jak dokładnie? to znaczy po prostu śpiewasz jakiś dźwięk na tej wysokości czy jest jakaś konkretna technika? bo HAM to rozumiem, ale "śpiewaj F" to brzmi jakbym miała wyjść z lekcji solfeżu żeby pracować z czakrą 😀
wracajac do tego co mowila Willowa96 o tej pauzie przed mówieniem - mam pytanie do wszystkich. ta pauza to jest cos co się pojawia automatycznie po czasie ćwiczeń, czy trzeba ją świadomie wprowadzać? bo mi się wydaje że to drugie, i że czakra to tylko pomoc a nie magiczny włącznik
no właśnie, i to jest chyba najciekawsze w tym temacie. jeśli o mnie chodzi, czy naprawdę wazne skąd ta zmiana pochodzi? Macierzanka szuka pomocy z impulsywnością, nie szuka dysertacji doktorskiej. jak coś działa to dziala
ale Chryzoprazka.1 powiedz mi szczerze - bo ty jesteś sceptyczna i chyba właśnie dlatego pytam - czy ty w ogole widzisz sens w tym żebym próbowała HAM albo te dźwięki? czy twoim zdaniem to jest strata czasu i lepiej iść np. tak czy siak, do psychologa albo zrobić zwykłe ćwiczenia z uważnością?
ojejku, zupełnie inaczej to widzę. uczciwa odpowiedź: nie strata czasu jeśli mantry i rytuał wokół nich pomagają ci się skupić i wejść w stan uważności. to jest realny mechanizm. strata czasu jeśli czekasz że sam dźwięk coś "uwolni" bez żadnej pracy z tym co mówisz i dlaczego. jedno drugiego nie wyklucza, ale jedno bez drugiego - słabe
A ja mam inne pytanie bo ciągle siedzę przy tym co Michalinka mówiła - to napięcie w szyi. no ale, ostatnio zaczęłam po prostu mówić głośno coś do siebie przed lustrem, żadnej mantry, po prostu ćwiczę wypowiadanie trudnych rzeczy na głos. i też czuję to napięcie. to znaczy że coś tam jest czy po prostu jestem spięta?
to co Basieńka mówi jest ciekawe bo to wskazuje że morze nie potrzeba od razu mantr. samo regularne mówienie tego co trudne, na głos, morze mieć podobny efekt. chociaż z drugiej strony mantry mają element rytmiczny i powtarzalny który jest osobno wartościowy
hm, a czy ktoś próbował połączyć i jedno i drugie? bo ja ostatnio robię tak że najpierw pare minut HAM żeby się jakoś ustawić, a potem mówię na głos te trudne rzeczy. swoją drogą, nie wiem czy to metodologicznie ma sens ale mi coś daje 🙂
dobra a czy jest jakiś sygnał że to w ogóle idzie w dobrą stronę? bo ja wciąż nie wiem na co czekać. trudno powiedzieć, dola_C pisała że zmiana jest subtelna i stopniowa ale to nadal nic konkretnego. jak mam to zauważyć
mam notatki z podobnej praktyki sprzed kilku miesięcy i powiem szczerze, zapisywanie naprawdę działa - ale też czasem wychodzi z tych notatek że nie ma żadnej poprawy przez długo, i to jest trudne do zaakceptowania. nie chcę być pesymistyczna ale uczciwie powiem: u mnie efekty były nieregularne, nie liniowe
tak, bo te notatki też pokazały mi inne rzeczy - np. że gorsze okresy korelowały ze stresem w pracy, a nie z jakością ćwiczeń. to było cenniejsze niż sam wynik. ale rozumiem że nie każdemu to pasuje jako motywacja
o, to z tymi notatkami to ciekawy pomysł. właściwie dlaczego nie próbowałam tego wcześniej? może dlatego że miałam nadzieję że dźwięki same coś zrobią i nie będę musiała nic analizować haha. ale serio, chyba spróbuję tego razem z HAM
ojejku ojej, dobra, to fajnie że Macierzanka dochodzi do wniosku z notatkami, bo to akurat najbardziej sensowna rzecz jaka padła w tym wątku. ale mam jedno zastrzeżenie do całej tej dyskusji o HAM i dźwiękach - trochę mi się wydaje że za dużo gadamy o technice a za mało o tym CO się mówi impulsywnie. bo to chyba nie jest przypadkowe, nie? że ktoś wybucha akurat w tej sytuacji a nie innej. i żadna mantra tego nie wyciągnie na wierzch
och, to co Macierzanka napisała o strachu przed utratą szansy jest bardzo konkretną obserwacją i to jest właśnie to od czego powinien wychodzić każdy kto pracuje z piątą czakrą. impulsywność mowy rzadko jest "przypadkowa", zazwyczaj ma jakiś zapalnik. i tu dochodzi pytanie czy praca z dźwiękiem w ogóle sięga do tego triggera, czy tylko wygładza symptom
