Hej, mam taki problem i nie wiem czy to kwestia czakry gardła czy czegoś innego. Mówię rzeczy zanim zdążę pomyśleć i potem żałuję. Totalnie nie mam kontroli nad tym co wychodzi mi z ust, jakby słowa same leciały. Koleżanka mówiła że to może być blokada w czakrze gardła ale nie zablokowanie tylko... nie wiem, przepełnienie? Czy ktoś się z tym spotkał? Czy da się jakoś z tym popracować energetycznie?
O, akurat mam doswiadczenie z tym tematem! Czakra gardła jak jest nadaktywna to wlasnie tak sie objawia - mówisz za dużo, za szybko, nie filtrujesz. To nie jest blokada w sensie zamknięcia, tylko coś jakby zawór puszcza za bardzo. Ja miałam podobnie jakiś czas temu i bardzo mi pomogła praca z dźwiękiem HAM, to jest mantra dla tej czakry. Ale Olimpia.1 pewnie wytłumaczy to lepiej ode mnie 🙂
Nadaktywność vishuddhi to faktycznie jeden z możliwych powodów, ale zanim się skupimy na samej czakrze gardła to warto sprawdzić też czakrę splotu słonecznego. Impulsywność w mówieniu często idzie w parze z problemami w manipurze - brak samokontroli, reagowanie z emocji zamiast z rozsądku. Te dwie czakry ze soba współpracują w kwestii wyrażania siebie. Pytanie do ciebie - czy ta impulsywność pojawia sie bardziej w sytuacjach stresowych czy jest cały czas? 🙁
Temat interesujacy bo sam mam cos podobnego, ale u mnie to raczej w pracy sie objawia. Powiem cos impulsywnie na zebraniu i potem myslę że po co to w ogóle mówiłem. Słyszałem ze dźwięk YAM dla czakry serca pomaga przy takich emocjonalnych wyrzutach? Czy to ma sens czy mieszam pojecia?
no popatrz, zacznę od sprostowania bo tu już kilka rzeczy pomieszano. jesli o mnie chodzi, mantra dla vishuddhy to rzeczywiście HAM, Willowa96 ma rację. YAM to z kolei anahata, czakra serca, i ona odpowiada bardziej za emocje w komunikacji, za to co czujemy kiedy mowimy. Natomiast jeśli chodzi o sama impulsywność mowy to ja bym tu popatrzyła szerzej. Sama vishuddha to nie jedyna sprawczyni. Słabe zakorzenienie w muladharze też może powodować że słowa lecą bez zahamowania bo brakuje tej podstawowej uważności i stabilności. Jak korzeń jest słaby to cały system jest trochę rozchwiany.
No tak, ale to jest trochę tak że wszystko można tłumaczyć czakrami i każda czakra "może" być winna. Muladhara, manipura, vishuddha... zaraz ktoś dorzuci agję i będziemy mieli komplet. Mówienie bez myślenia to po prostu nawyk albo temperament. Nie wiem czy koniecznie trzeba to przekładać na energetykę.
ojejciu kochana, A możecie powiedzieć jak właściwie pracować z tym HAM? Czyli co, po prostu się śpiewa czy mruczy ten dźwięk podczas medytacji? Pytam bo nigdy tego nie próbowałam a temat mnie zainteresował, ja też czasem gadam za dużo i nie w porę 🙂
HAM wymawia się mniej więcej jak "ham" z angielskiego albo "haam" z przedłużonym "a". Śpiewasz albo nutujesz podczas wydechu, skupiając uwagę na gardle. najlepiej zacząć od kilku minut dziennie, niekoniecznie od razu w długiej sesji. Ważne żeby wibracja była czuć fizycznie w okolicach szyi i gardła. Jak tego nie czujesz to za cicho śpiewasz albo nieodpowiednia wysokość tonu.
Szczerze, jestem trochę sceptyczna wobec tego wszystkiego ale z czystej ciekawości zapytam, czy są jakieś badania albo starsze tradycyjne źródła które opisują konkretnie związek między mówieniem bez myślenia a czakrą gardła? Bo to brzmi logicznie na poziomie intuicji, ale chciałabym wiedzieć skąd to pochodzi, nie chcę zacząć praktykować czegoś co ktoś wymyślił przed chwilą.
Przeczytałam już całość i mam mieszane uczucia. Z jednej strony praca z dźwiękiem HAM morze być użyteczna jako technika uważności, to rozumiem. Z drugiej widzę tu trochę nadinterpretacji. Ktoś mówi impulsywnie, ktoś od razu mówi - masz problem z vishuddha albo z manipurą albo z muladharą. Macierzanka, a kiedy ta impulsywność się u ciebie zaczęła? Czy to jest od zawsze czy coś to wywołało? To by mogło pomóc zawęzić temat.
To co mówi Macierzanka o nasileniu w trudnym okresie wskazuje właśnie na ten związek z manipurą. chyba, stres destabilizuje splot słoneczny, a przy nadaktywnej vishuddhi te dwie rzeczy razem dają taki efekt - mowa ucieka spod kontroli bo energetycznie brakuje centrum. Warto pracować jednocześnie z obydwoma. Do manipury polecam ton RAM - wymawia się przez "r" wibrujące jeśli się potrafi, albo zwykłe "ram". I zdecydowanie uziemiające ćwiczenia przy tym.
A u mnie pytanie troche z boku, czy jak się śpiewa te mantry to musi byc w ciszy i samotnosci czy mozna np w aucie po drodze do pracy? bo nie zawsze mam czas na porządną meytacje w domu i ciekawe czy ma to sens tak na skróty
ojej no, wroce do tego co mowila Olimpia o muladharze bo to mnie zaciekawiło. Znaczy jak to działa w praktyce, ze słabe zakorzenienie wpływa na mowe? Intuicyjnie rozumiem ale chciałem się upewnić. Bo jesli tak to ja powinienem może zacząć od muladhary a nie od gardla?
Lecę przez ten wątek w sumie ta logika z uziemieniem ma sens, ale zastanawiam się czy nie przesadzamy z szukaniem wieloprzyczynowości. Na poziomie praktycznym, jeśli ktoś chce realnie popracować nad impulsywnością w mówieniu, to ile tych czakr naraz? Bo można dostać zawrotu głowy od tego. Nie lepiej wybrać jedną praktykę i ją faktycznie robić regularnie, zamiast jednego dnia RAM, drugiego HAM, a przy okazji jeszcze uziemiać muladharę?
dobra, to ja zadam głupie pytanie bo trochę się zgubiłam - to w końcu od czego zacząć? bo z jednej strony Otek mówi żeby zacząć od muladhary, z drugiej Jaromir63 żeby wybrać jedną technikę i ją robić. ale jakiej techniki? HAM dla gardła czy najpierw uziemiać? bo jak mam problem z gadaniem bez myślenia to intuicyjnie chciałam lecieć w gardło, ale teraz nie wiem 😀
no dobra ale to "obserwuj się przez tydzień" brzmi pięknie w teorii. z tego co pamiętam, a praktycznie? ktoś ma problem, przychodzi tu po konkretną wskazówkę, a dostaje zadanie domowe z notatnikiem. ja rozumiem że to sensowna metoda ale może zacznijmy od czegoś co można zrobić od razu i równolegle z tym obserwowaniem
ojoj, to LEM/LAM to nowe dla mnie. nigdy nie słyszałem LAM jako nazwy dla muladhary, znam LAM wlasnie z muladhary ale wymawiałem to jako "lam", a nie "lem". może to kwestia transkrypcji? bo różne źródła pisza różnie i czlowiek się gubi
hej, przepraszam że wchodzę z boku ale chciałam powiedzieć ze spróbowałam tego HAM ostatnio w aucie i było dziwne wrażenie w gardle, trochę jak łaskotki albo mrowienie. to normalne? trochę sie przestraszyłam bo nie wiedziałam czy dobrze robię
no no, wracając do sedna dyskusji, bo trochę odpłynęliśmy w technikalia. Macierzanka mówiła że problem nasilił się w trudnym okresie, przy dużym stresie zawodowym. to jest ważna obserwacja i chciałam się zastanowić głośno - czy to nie jest po prostu mechanizm adaptacyjny układu nerwowego, a nie sprawa czakr? mózg pod wpływem kortyzolu skraca pętle decyzyjne, mówisz zanim prefrontal kora zdąży zahamować. w takim razie praca z oddechem w ogóle (nie tylko mantry) powinna pomagać
no właśnie o to mi chodzi. nie kłócę się o słownik, ale jak ktoś słyszy "masz problem z czakrą" to może odłożyć na bok to co naprawdę warto zrobić, czyli np. realną pracę nad stresem, terapię, zmianę trybu życia. to moja jedyna obawa. mantry jako dodatek - no dobra. mantry zamiast czegoś sensownego - nie spoko
właśnie, to jest ten balans którego szukam w tej dyskusji. bo czytam i czuję że część osób traktuje HAM jak lekarstwo, a część jak medytację wspomagającą. chyba to drugie ma sens, nie?
medytacja wspomagająca to dobre ujęcie. dodałbym że dźwięk w praktykach wedyjskich nie jest "lekarstwem" w zachodnim sensie tego słowa, to raczej wzorzec wibracyjny który pomaga ciału i umysłowi wrócić do swojego naturalnego rytmu. chyba, czy to się przekłada na konkretne zmiany w zachowaniu - tak, ale przez regularność i uwaznosc, nie przez jednorazowe zaśpiewanie
a można zapytać ile czasu to realnie zajmuje zanim człowiek zobaczy jakąś różnicę? bo rozumiem ze nie ma gwarancji i ze wszystko zależy ale jakiś rząd wielkości? tydzień, miesiąc, rok?
no i tu jest sedno praktyczne. codzienność. tak na marginesie, większość ludzi nie utrzymuje żadnej praktyki przez miesiąc, nie dlatego że leniwa, ale dlatego że życie. pytanie nie brzmi "ile czasu zajmie", tylko "jak zbudować nawyk". to może być ważniejsze niż wybór między HAM a LAM 😛
słuchajcie, trochę przytłoczona tym wszystkim ale w dobrym sensie 🙂 ta uwaga Basieńkaa o nawyku trafia w punkt. bo ja tez mam tendencje ze zaczynam z entuzjazmem i po tygodniu odpuszczam. ktoś ma jakiś sposób żeby to utrzymac? czy łączycie to z czymś innym co już robicie codziennie, np. z kawą rano albo z myciem zębów?
dokładnie to robię! trzy minuty HAM zaraz po porannej kawie, przy oknie. powiązałam to z czymś co i tak robię i przestałam o tym myśleć jako o "dodatkowym zadaniu". już jakiś czas działa bez zarzutu. polecam tę metodę kotwicy
kotwica to dobra technika z resztą nie tylko do mantry, każda praktyka lepiej się utrzymuje jak jest przyklejona do czegoś istniejącego. przy myciu zębów, przy wyjściu z domu, cokolwiek. ważne żeby to było o tej samej porze i żeby nie było zbyt wymagające na start
