Stokrotunia, to co właśnie napisałaś to jest bardzo ważne. Długotrwałe napięcie w domu, nieprzewidywalność, brak stabilnego gruntu pod nogami. To klasyczny wzorzec gdzie vishuddha zaczyna się zamykać, bo mówienie staje się ryzykowne. Dziecko intuicyjnie czuje że słowa mogą coś rozbić albo nic nie zmienić, więc ciało zaczyna je zatrzymywać.
Słucham tego co mówi Jarylo i mam skojarzenie. Syn był jedynakiem czy były rodzeństwo? Bo to zmienia całkowicie jego pozycję w tym wszystkim. Jedynak w rozpadającym się domu jest sam z tym. Nikt inny nie dzieli tego ciężaru.
Iga60 dotknęła czegoś bardzo konkretnego. Jedynak to też jedyny świadek. Nie ma rodzeństwa z którym można by to przetworzyć, nie ma nikogo kto mówi 'ja też to widzę'. Zostaje się z tym sam i ciało robi co może żeby to jakoś zamknąć. Nie dziwię się że gardziel była pierwsza.
Przepraszam że tu wchodzę z czymś osobistym, ale to co piszecie bardzo mnie uderza. Ja nie jąkam się, ale miałem coś innego, przez długi czas mówiłem tak cicho że ludzie prosili żebym powtarzał. I właśnie w domu gdzie się dużo działo. Nigdy nie myślałem że to może być to samo, tylko inaczej wyrażone.
To mnie bardzo ciekawi co Taurus napisal, bo chcialam zapytac, a jak to jest kiedy ktoś sie przeprowadza i zmienia otoczenie ale jąkanie zostaje? Syn Stokrotunia pewnie nie mieszka juz z mama, prawda? A mimo to nadal sie jaka?
Właśnie dlatego zawsze mówię że praca z czakrą to nie jest zmiana okoliczności zewnętrznych, tylko odczytanie tego co ciało zapamiętało. I tu mam pytanie do Lobelki, bo ona chyba ma w tym największe doświadczenie. Czy jest jakiś moment w pracy z vishuddha który można by uznać za przełomowy? Jakiś znak że coś się ruszyło?
Lobelka, to co powiedziałaś o tym drugim scenariuszu jest dla mnie uczciwe. I właśnie tego mi brakowało na początku tej rozmowy, żeby ktoś powiedział wprost że czakrowa praca z jąkaniem może zmienić człowieka, ale nie musi zlikwidować jąkania jako takiego. Stokrotunia, czy dla ciebie liczy się tylko płynność mowy, czy zależy ci też na tym co jest pod spodem?
To co Perun napisał na końcu, że praca może zmienić człowieka ale niekoniecznie zlikwidować jąkanie jako takie, zostało ze mną. I chyba muszę to przekazać synowi inaczej niż myślałam. Bo ja chyba miałam nadzieję że jest jakiś klucz energetyczny który po prostu... to wyłączy. A to jest chyba bardziej skomplikowane.
Stokrotunia, ale to nie znaczy że nie warto próbować. Tylko że trzeba zmienić cel. Jeśli idziesz do tej pracy z nastawieniem 'to ma naprawić mowę', to możesz być rozczarowana. Jeśli idziesz z nastawieniem 'to ma pomóc mu żyć z tym inaczej', to szanse na realną zmianę są dużo większe. I paradoksalnie często wtedy mowa też się zmienia, właśnie dlatego że presja znika.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie gryzie. Czy ktoś tu zna kogoś kto faktycznie pracował z vishuddha w kontekście jąkania i ma konkretny wynik do opisania? Nie wrażenie, nie kierunek, tylko: robiłem to przez taki czas, działo się to i to, i efekt był taki. Bo dyskusja jest ciekawa ale brakuje mi jakiegoś kotwiczyska w rzeczywistości.
Lurisk ma rację i to mnie uderza. Syn Stokrotuny jąka się, ale czy on unika przez to rozmów? Tego jeszcze nie wiemy. To robi ogromną różnicę jeśli chodzi o to czego właściwie szukamy.
Unika. Nie wszystkich, ale na przykład telefony są dla niego trudne. I sytuacje gdzie musi mówić do grupy. Wybrał pracę gdzie głównie pisze, myślę że to nie przypadek.
To co napisałaś o pracy jest ważne. On już buduje życie wokół blokady, a nie wbrew niej. To jest adaptacja, ale też rodzaj zgody na to że tak będzie zawsze. Praca z czakrą mogłaby mu dać coś innego niż płynność, mogłaby mu dać opcję wyboru. Że czasem może, a nie że zawsze nie może.
To co Taurus napisał bardzo pasuje do tego co widzę w tarocie przy czytaniu relacji rodzic-dziecko. Energia matki ma w tej więzi ogromny udział, nawet kiedy dziecko jest już dorosłe. Stokrotunia, czy czujesz że twój własny lęk o syna jest czymś co mogłabyś chcieć przepracować niezależnie od tego co on zrobi?
To co napisałaś na końcu, to o winie, to jest bardzo ważne i chcę się przy tym zatrzymać. Bo to jest zupełnie inny wątek niż wizualizacje czakry syna. To jest twoja własna vishuddha, twoja własna niezdolność do powiedzenia sobie samej że zrobiłaś co mogłaś. Czy myślałaś kiedyś żeby popracować nie nad nim, ale nad tym?
Jarylo to powiedział bardzo wprost i słusznie. Stokrotunia, czytam cały ten wątek i mam wrażenie że przyszłaś tu z pytaniem o syna, a kończymy przy tobie. I to nie jest złe, to znaczy że rozmowa poszła tam gdzie powinna.
Mam pytanie do Stokrotuny, które może być trudne, ale zadaję je z szacunkiem. Czy syn wie że szukasz dla niego odpowiedzi na forach ezoterycznych? I co by powiedział gdyby wiedział?
To co Stokrotunia napisala o szukaniu dla siebie, nie tylko dla syna, to chyba najwazniejszy moment w calym tym watku. Bo przez tyle postow gadalismy o vishuddha syna, a teraz wychodzi ze to ona ma ta blokade do przepracowania. Swoja wlasna.
I to jest zreszta bardzo czesta sytuacja. Ktoś przychodzi z problemem bliskiej osoby, a po drodze odkrywa ze to jego wlasna czakra gardla jest zamknieta. Stokrotunia, to co napisalas o winie, ze może to twoja wina, czy mozesz powiedziec skad to poczucie pochodzi? Bo to nie jest oczywiste.
i czy kiedykolwiek sprawdzalas czy to co ta lekarka powiedzila mialo jakies pokrycie w czymkolwiek? Bo to brzmi jak jedno nieopatrzne zdanie rzucone lata temu, ktore zostalo w tobie jako wyrok.
To co Lobelka napisala jest wazne. Jedno zdanie lekarza może siedziec w czakrze przez lata. U mnie tez tak bylo, choc zupelnie inna sprawa. Ale ten mechanizm, ze coś zostaje i blokuje, to jest coś co rozumiem bardzo dobrze.
Wracajac na chwile do tego co jest w tytule watku, bo mi sie wydaje ze właśnie tu jest klucz. Jakanie jako blokada energetyczna dotyczy nie tylko osoby mowiacej. Często ta blokada istnieje w polu relacyjnym. Matka dziecka ktore jaka sie może nosic wlasne napiecie zwiazane z jego mowa, i to napiecie wchodzi w interakcje z napieciem dziecka. Nawet kiedy dziecko jest dorosle.
Czekajcie, bo chce sie upewnic ze dobrze rozumiem. Mowimy ze Stokrotunia mogloby pomoc synowi poprzez prace z wlasnymi czakrami. Ale wczesniej Taurus mowil ze praca na dystans bez wiedzy osoby to etyczna szara strefa. Gdzie jest granica miedzy 'pracuje nad soba' a 'pracuje nad synem bez jego zgody'?
Iga dobrze to rozroznia. I dodalabym jeszcze jedno kryterium: intencja. Czy chce zeby bylo lepiej jemu, czy chce sie pozbyc wlasnego bolu zwiazanego z jego sytuacja? Te dwie intencje wychodza z roznych miejsc i daja rozne efekty w pracy energetycznej.
Czytam to i mysle. Chyba przez bardzo dlugi czas mysladam ze te dwie rzeczy to to samo. Ze chce mu pomoc, a tak naprawdę chciadam zebym ja przestala sie z tym czuc tak zle. Nie wiem czy to zle czy dobrze, ze to widze.
To co napisalas jest bardzo odwazne. I to nie jest zle. To jest punkt wyjscia do czegos bardziej uczciwego, zarowno wobec siebie jak i wobec niego.
Stokrotunia mam do ciebie pytanie, jesli mozna. Czy ty w ogole rozmawiasz z synem o jego jakaniu? Tak normalnie, nie z troska, tylko po prostu czy to jest temat ktory istnieje miedzy wami?
