Slucham tego i coś mnie niepokoi. Bo z jednej strony mowicie ze mam pracowac nad soba, z drugiej ze bez zmiany w relacji to i tak nie wystarczy. To od czego wlasciwie mam zaczac? Bo mam wrazenie ze ciagle jest jakis warunek wstepny, ktory musi byc spelniony.
To poczucie ze zawsze jest jakis warunek wstepny, to tez jest warte uwagi samo w sobie. Skad to poczucie? Czy ono tez jest jakos zwiazane z tym co mowisz o jąkaniu syna i o wlasnym strachu przed rozmowa? Bo może tu jest petla: zanim powiem, musze wiedziec ze to bezpieczne. A skad wiem ze bezpieczne? Jak powiem. I tak w kolo.
W kontekscie tradycji, nie tylko wschodniej ale tez slowianskiej, gardlo bylo traktowane jako miejsce przejscia miedzy swiatem wewnetrznym a zewnetrznym. Nie samo zrodlo, ale brama. I jesli brama jest zamknieta, to szukanie problemu tylko w niej jest jak naprawianie zamka kiedy problem jest ze sciany. Ale brame tez trzeba otworzyc, bo inaczej nic nie przejdzie nawet jak sciany sa w porzadku.
