Wróćmy na sekundę do tego co wcześniej padło o czakrze gardłowej a pisaniu. Taurus pytał skąd się bierze to przekonanie i ja trochę ucięłem temat. Myślałem o tym od tamtego momentu i chcę zapytać, czy ktoś pracował konkretnie z blokadą wynikającą z jednej sytuacji z dzieciństwa? Bo jedno zdarzenie to chyba za mało żeby to zablokować na lata?
Czytam ten wątek od dawna i chcę dorzucić coś z innej strony. Mam znajomą która jąkała się lekko przez większość życia, i ona sama powiedziała mi że zaczęło jej się poprawiać odkąd zaczęła regularnie śpiewać, dosłownie w domu, do siebie. Śpiew, mantry, cokolwiek angażuje gardło świadomie. Czy to czakra czy fizjologia głosu, nie wiem. Ale działało.
Właśnie myślę czy syn kiedyś śpiewał. W podstawówce był w chórze przez rok, potem sam zrezygnował. Nigdy nie łączyłam tego z jąkaniem. Ciekawe że odszedł z chóru mniej więcej w tym samym czasie kiedy te problemy z mówieniem się nasiliły.
To co opisuje Stokrotunia jest naprawdę wymowne. Odejście z chóru w tym samym czasie co nasilenie się jąkania to może być zbieżność, ale może też być że głos stał się miejscem wstydu i syn zaczął go unikać w każdej formie. Śpiew, mówienie, wszystko naraz. W wielu tradycjach i podejściach pracy z ciałem, nie tylko w czakrach, gardło i głos są traktowane jako miejsce gdzie najpierw widać że coś jest nie tak.
To co mówi Lobelka o bezpiecznym używaniu głosu bez oceniania efektu to dla mnie kluczowe zdanie w tym wątku. Sam zacząłem ostatnio czytać na głos, zupełnie przypadkowo, bo nie miałem innego sposobu na zapamiętanie jakiegoś tekstu. I coś we mnie wtedy puściło, ciężko to opisać. Nie wiem czy to czakra, wzorzec, czy po prostu przyzwyczajenie głosu do mówienia bez publiczności. Ale pytam, bo Stokrotunia to może być właśnie punkt wejścia dla syna. Nie terapia, nie rytuał, tylko głośne czytanie sam na sam z sobą.
Maurycy, on czyta bardzo dużo, ale zawsze po cichu. Nigdy na głos, o ile wiem. Teraz zaczynam się zastanawiać czy to przypadek. Jak ty do tego doszedłeś, że zacząłeś czytać na głos? Sama chyba bym tego nie zaproponowała wprost, bo to brzmi jak ćwiczenie logopedyczne i on od razu by się zamknął.
To jest ważny szczegół, że czyta po cichu. Głos wewnętrzny jest bezpieczny, nie wychodzi na zewnątrz, nikt nie ocenia. Głos mówiony to już ekspozycja. Z perspektywy czakry gardłowej to jest dokładnie ta blokada, energia krąży wewnątrz ale nie przechodzi progu. Nie mówię że czytanie na głos go wyleczy, ale to byłby dosłownie krok w dobrą stronę, fizycznie i energetycznie jednocześnie.
Nigdy go nie pytałam jak to czuje od środka. Pytałam co mu przeszkadza, kiedy się nasila, czy stresuje go szkoła. Ale nigdy co czuje kiedy słowa nie wychodzą. To chyba duże zaniedbanie z mojej strony.
Stokrotunia nie mów zaniedbanie, skąd miałaś wiedzieć że trzeba pytać akurat o to. Ale teraz jak juz wiesz to mozesz zapytać 🙂 A co do tego co Lobelka pisala, to mam pytanie bo nie rozumiem, ta vishuddha blokuje tez pisanie? Bo gdzies wyzej było że ktoś pisał zamiast mówić i to mu przychodziło łatwiej.
Słuchajcie, zaczynam widzieć że ta rozmowa naprawdę łączy kilka warstw, energetyczną, psychologiczną i behawioralną, i one wcale nie muszą być sprzeczne. Ale chcę wrócić do jednego konkretnego wątku bo mnie to nie daje spokoju. Stokrotunia wcześniej mówiła że syn zrezygnował z chóru mniej więcej wtedy kiedy jąkanie się nasiliło. Czy ktokolwiek wie co się wtedy stało? Bo to może być klucz do całej tej historii, niezależnie od tego jak to nazwiemy.
Perun, nie wiem dokładnie. Pamiętam że powiedział że go to nudzi, że rówieśnicy się śmieją z chóru, coś w tym stylu. Ale może było coś więcej, nie dopytywałam. Miał wtedy chyba dwanaście, trzynaście lat.
Dwanaście, trzynaście lat to bardzo wrażliwy moment jeśli chodzi o głos, szczególnie u chłopców. Mutacja głosu, śmiech rówieśników, wstyd, to się wszystko nakłada naraz. Moja znajoma o której pisałam miała inną historię, ale też gdzieś w tym wieku nastąpił ten moment kiedy głos stał się 'problemem', a nie po prostu głosem.
Siedzę i czytam ten wątek od jakiegoś czasu. Chcę się wtrącić w tym miejscu bo nikt jeszcze nie zapytał o jedną rzecz. Stokrotunia, czy syn wie że masz te wszystkie przemyślenia na jego temat? Nie chodzi mi o ocenę, pytam serio, bo ta rozmowa toczy się trochę bez niego i zastanawiam się jak to jest z jego perspektywy.
Lurisk, nie wie. I rozumiem co sugerujesz. Jolanta_M wcześniej też o tym pisała i to do mnie trafiło. Ale jak to w ogóle zacząć? Nie mogę mu powiedzieć czytałam forum o czakrach i mam teorię na twój temat. To by go zamknęło bardziej niż otworzyło.
Ale wcale nie musisz wspominać o forum ani o czakrach. Możesz po prostu powiedzieć że ostatnio dużo myślałaś o tym jak on przeżywa mówienie i że chciałaś zapytać jak to dla niego wygląda od środka. Bez żadnej teorii z tyłu, po prostu ciekawość mamy. Mam wrażenie że tu nie chodzi o metodę, tylko o to żeby on poczuł że jest widziany.
To co Jolanta_M napisała jest naprawdę proste i właśnie dlatego dobre. Nie trzeba owijać w bawełnę ani szukać właściwego wstępu. Ale wracając do tego co pytała Stokrotunia, jak ja doszedłem do głośnego czytania, to szczerze, totalnie przez przypadek. I właśnie dlatego zadziałało, bo nie czułem że 'pracuję nad sobą'. Może syn potrzebuje czegoś podobnego, czegoś co się wkręci naturalnie, bez etykietki ćwiczenia.
I to chyba jest najważniejszy wniosek z tej godziny rozmowy. Niezależnie od tego czy wierzymy w czakry, wzorce energetyczne, neurobiologię czy wszystko naraz, droga do głosu musi być bezpieczna i pozbawiona oceniania. Metoda jest drugorzędna. I jedno jeszcze, Stokrotunia, ten wątek z chórem naprawdę warto gdzieś zachować w pamięci. Może nie teraz, ale przy którymś spokojnym wieczorze.
Taurus, to zdanie o bezpiecznej drodze do głosu zostanie mi w głowie. I masz rację że metoda jest drugorzędna. Chyba właśnie tego mi brakowało w myśleniu o tym wszystkim, szukałam właściwej techniki zamiast zastanowić się czy on w ogóle czuje się bezpiecznie kiedy mówi. A jeszcze to co Lurisk napisał, że ta rozmowa toczy się bez niego. To mnie nie opuszcza.
Stokrotunia, a powiedz mi jedno. Czy kiedy syn się jąka, ty co robisz? Dosłownie, fizycznie. Patrzysz na niego, odwracasz wzrok, czekasz, kończysz zdanie? Pytam bo to może być ważna informacja, nie po to żeby cię ocenić, tylko żeby zobaczyć co on dostaje jako sygnał zwrotny w tym momencie.
A przepraszam że wchodze w to, ale mam pytanie praktyczne. Stokrotunia wspominała chyba gdzies ze syn ma teraz ponad dwadziescia lat. To czy w ogole mozna to jeszcze przepracowac w tym wieku? Tzn czy ta blokada sie nie utrwala juz na stale po tylu latach?
Jarylo wymienił trzy warstwy i mam wrażenie że w tej rozmowie przez ostatnie godziny dotknęłyśmy każdej z nich, tylko nie w tej kolejności. Najpierw był głos, potem ciało, potem psychologia. Ale Stokrotunia, mam do ciebie pytanie. Czy syn w ogóle wie że jąkanie ma związek z jakimś konkretnym momentem z przeszłości, czy dla niego to jest po prostu jak jest?
A właśnie, to jest ten moment kiedy rozmowa matka-syn mogłaby naprawdę dużo dać. Nie jako diagnoza, nie jako teoria o czakrach, tylko jako pierwsze zapytanie. Jolanta_M świetnie to wcześniej ujęła. Zwykłe 'jak to dla ciebie wygląda od środka' może być początkiem czegoś czego jeszcze nie próbowali.
Słuchałem całej tej rozmowy o warstwach i mam takie skojarzenie z siebie. Jak ja zaczynałem pracować z głosem, to pierwsze tygodnie były właśnie o tym, żeby w ogóle usłyszeć własny głos bez natychmiastowego oceniania go. To brzmi prosto ale to nie jest proste. Czy syn Stokrotuni w ogóle lubi swój głos, czy ma do niego jakiś stosunek?
Stokrotunia, ale nie traktuj tego jak zaległości do nadrobienia naraz. Bo jeśli teraz podejdziesz do niego z całą listą pytań, to będzie czuł że coś się dzieje i może się zamknąć. Może jedno pytanie, i poczekać na jego odpowiedź. Dosłownie jedno.
Czytam od jakiegoś czasu i mam wrażenie że ta rozmowa jest wyjątkowa jak na forum. Chciałem zapytać o jedną rzecz techniczną bo nikt jeszcze nie poruszył. Czy przy takiej blokadzie gardłowej mają znaczenie kamienie, na przykład akwamaryn albo lapis lazuli? Czy to w ogóle sensowne przy jąkaniu czy to inny poziom pracy?
To mam jeszcze jedno pytanie bo mnie to nurtuje od jakiegos czasu. Czy to w ogole mozliwe zeby ktoś kto sie jaka mowil plynnie jako dziecko, a potem zaczal sie jakac? Bo zawsze myslalam ze to jest od urodzenia albo nie. Stokrotunia, wiesz jak to bylo u syna?
To co napisała Stokrotunia na końcu jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy. Wchłonęło się powoli. To znaczy że nie było jednego zdarzenia, nie było cięcia, tylko stopniowe osiadanie. I to jest właśnie najtrudniejsze do uchwycenia energetycznie, bo nie ma punktu zerowego do którego można by wrócić. Lobelka, masz jakieś przemyślenia jak pracować z blokadą która powstawała latami, bez wyraźnego początku?
