To jest bardzo konkretna obserwacja. Jesli ona nie może mu powiedziec wprost 'martwie sie o ciebie i nie wiem jak cie nie ranic tym martwieniem', to jest klasyczna blokada czakry gardla. Nie jego, jej. I to jest coś co mozna przepracowac calkowicie niezaleznie od niego.
Goris, to zalezy od podejscia. Sa rozne szkoly. Jedni pracuja z oddechem i dzwiekiem, bo vishuddha reaguje na wibracje glosu. Inni z wizualizacja koloru, niebieskie swiatlo w gardzieli. Sa tez afirmacje mowione na glos, co ma sens bo aktywuje fizycznie to miejsce. Nie ma jednej metody.
Zaneta, to ciekawe co mowisz o chorach. Bo ja tez mialem kiedys kolege ktory spiewal w chorzę i byl niesamowicie bezposredni i otwarty w rozmowie. Zawsze myslalem ze to po prostu jego charakter, ale może jednak coś w tym jest z tym aktywowaniem gardla.
A czy syn może spiewac jako cwiczenie nawet jesli nie wie ze chodzi o czakre? Znaczy, czy to dziala bez swiadomosci tego?
to jest kluczowe pytanie. Energetycznie dzialanie dzwieku na vishuddhe nie wymaga swiadomosci intencji, tak samo jak spanie w poblizu kamienia laeczniczego dziala niezaleznie od wiedzy o nim. Ale swiadomosc wzmacnia efekt. Jedno nie wyklucza drugiego.
I właśnie dlatego Stokrotunia, jesli zaproponujesz synowi wspolne spiewanie, to bedzie coś naturalnego i nienachalnego. Nie musi wiedziec ze to terapia. Choc oczywiscie gdyby chcial i mogl, swiadomosc by pomogla.
Tylko ze on ma juz swoje lata i jakbym zaproponowala wspolne spiewanie to by sie chyba spytal czy mi odbiło 🙂 Ale to daje mi do myslenia. Może jakis inny dzwiek? Muzyka, coś?
a on gra na czyms? Bo czytalam ze gra na instrumencie tez aktywuje te obszary zwiazane z wyrazaniem siebie, nie tylko spiew. I nie jest to az tak dziwne jak propozycja wspolnego spiewania haha
Zostawcie na chwile te praktyczne pomysly dla syna, bo chce wrocic do tego co Stokrotunia napisala kilka postow wyzej. Ze rzadko z nim rozmawia o jakaniu, bo sie boi ze go zrani. To jest właśnie ta jej blokada. I pytanie do niej jest takie: co by sie stalo wedlug niej, gdyby powiedziala mu wprost ze sie martwi?
To co teraz napisalas jest chyba wazniejsze niz cala reszta tej rozmowy. Ze rozrozniasz swoje zalozenie od prawdy. Bo właśnie na takich zalozeniach buduja sie blokady, nie na faktach.
Mam pytanie troche z boku, ale wydaje mi sie ze pasuje. Czy ta blokada gardla, ta trudnosc z powiedzeniem co sie naprawdę czuje, może byc dziedziczna? Bo u mnie w rodzinie tez nikt nie mowil wprost o emocjach i zastanawiam sie czy to jest wzorzec ktory idzie przez pokolenia energetycznie, nie tylko przez wychowanie.
A jak w ogole rozpoznac czy blokada vishuddhy jest swoja czy przejeta? Bo jesli rodzic mial te sama trudnosc z mowieniem, to skad wiadomo ze to nie jest po prostu moja wersja tego samego?
Taurus, ale to może miec znaczenie dla podejscia. Jesli blokada jest czyjas przejeta, to czlowiek może miec mniejsze poczucie sprawczosci wobec niej, bo gdzies czuje ze to nie jest do konca jego. Przynajmniej takie bylo moje doswiadczenie z podobnym tematem.
To co Jarylo napisal troche mnie uderzylo. Bo moja mama tez nie rozmawiala o uczuciach. I teraz mysle ze może czesc tego co nosze wokol syna jest jej lekiemu podobne. Nie wiem co z tym zrobic, ale coś poczulam jak to czytalam.
I to właśnie jest czakrowa robota, nie ksiazka, nie cwiczenie, tylko moment kiedy coś w sobie czujesz i rozpoznajesz. Od tego sie zaczyna przepracowywanie, a nie od mantry czy wizualizacji.
To co Stokrotunia napisala o mamie mnie zatrzymalo. Bo ja tez nagle mysle o swoim ojcu, ktory nigdy nic nie mowil wprost. I teraz sie zastanawiam czy moja trudnosc z powiedzeniem co chce, co czuje, czy to jest w ogole moje. Goris pytal wczesniej jak to rozpoznac. Ja tez nie wiem.
Stokrotunia, ten moment ktory opisalas, ze 'coś poczulam jak to czytalam', to nie jest mala rzecz. Czakry nie pracuja na poziomie intelektualnym. Pracuja dokladnie przez takie momenty. I nie musisz teraz wiedziec co z tym zrobic. Wystarczy ze to zauważyłaś.
a czemu coś prostego nie mialaby byc prawdziwe? Skomplikowane rytualy i wielogodzinne medytacje tez sa droga, ale nie jedyna. Czasem przepracowanie polega na jednym zdaniu które dotykasz w sobie i mówisz: tak, to jest prawda.
Ja wracam do pytania o dziedziczenie, bo Perun i Sugilitka powiedzieli coś ciekawego, ale zostalo to troche urwane. Jesli rozpoznalem ze blokada jest przejeta, to co sie z tym robi praktycznie? Jak sie to oddaje? Bo Jarylo napisal 'mozna to oddac' ale jak?
Slucham tej rozmowy i mysle ze wracacie ciagle do tego samego pytania: co najpierw, cialo czy intencja. I chyba nie ma jednej odpowiedzi, bo u roznych ludzi brama jest inna. Jednym otwiera slowem, innym oddechem, innym ruchem.
A mozna zapytac o coś bardziej praktycznego? Jesli chce zaczac pracowac z ta czakra sama, bo nie chodze do zadnego terapeuty ani healera, to od czego w ogole zaczac? Bo czytam te posty i mam mieszane uczucia: z jednej strony coś sie we mnie ruszy, z drugiej nie wiem co z tym zrobic.
Ja bym zaczela od prostego cwiczenia z oddechem na gardlo. Nie mantry, nie wizualizacja, tylko swiadomy oddech w okolic szyi i pytanie skierowane do siebie: czego nie mowie? I czekasz. Bez wymuszania odpowiedzi. U mnie to wiecej dalo niz miesiac mantr.
Właśnie i tu sie pojawia kwestia jąkania z oryginalnego watku, bo Stokrotunia pisala o synu. Jąkanie może byc przeciez tez formą tego samego: mam coś do powiedzenia, ale coś mnie blokuje zanim slowo wyjdzie. Czy wy myslicie ze jąkanie i ta cisza emocjonalna, o ktorej rozmawiamy, maja wspolny korzen energetycznie?
Wchodze tu z boku, bo sledze ten watek od jakiegos czasu. Stokrotunia, to uzupelnianie o ktorym mowisz ma sens, ale warto zapytac siebie: czy syn wie ze szukasz dla niego czegos uzupelniajacego? Bo jesli nie, to może sie powtorzyc ten wzorzec, o ktorym rozmawialiscie, ze chcesz mu pomoc ale on o tym nie wie i nie ma wyboru.
Ale widzisz ze to sie powtarza? Wahadlo ciagnie sie wstecz. Stokrotunia, i tu jest punkt w ktorym praca z wlasna chakra gardla może najbardziej pomoc. Nie synowi. Tobie. Zeby te rozmowe w ogole zaczac moc powiedziec.
Chce dopytac bo nie rozumiem jednej rzeczy. Lobelka mówi ze Stokrotunia ma pracowac na swoja czakra, zeby pomoc sobie w rozmowie z synem. Ale czy praca z wlasna vishuddha może jakos wplynac na syna? Czy to dziala tylko w jedna strone, do wewnatrz, czy tez na relacje?
To wspolne zrodlo o ktorym Taurus pisze to wedlug mnie klucz do tej rozmowy. Bo jesli blokada jest systemowa, rodzinna, to indywidualna praca jednej osoby może coś oslabiac, ale nie usuwac. Znam przypadki gdzie ktoś latami pracowal z gardlem, robiL afirmacje, mial sesje, a przełom przyszedl dopiero kiedy zmienilo sie coś w samej relacji. Nie w czakrze, w kontakcie.
