Zastanawiam się nad czymś, co mnie ostatnio nurtuje. Miewam ataki paniki i chcę zrozumieć, co się wtedy dzieje z energią w ciele. Czytałam różne rzeczy, że podczas paniki czakra splotowa dosłownie szaleje, ale z drugiej strony słyszałam też, że to czakra korzenia odpowiada za uczucie zagrożenia i ona wtedy 'zaciska się'. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z tym tematem? Bo nie wiem, czy energia wtedy odpływa w górę i dlatego czuję się jakby oderwana od ziemi, czy raczej spada w dół i blokuje coś przy podstawie. I drugie pytanie, bo zaczęłam też podejrzewać, że te ataki mogą się nasilać w konkretnych miejscach w domu. Czy geopatyczne promieniowanie może w ogóle wpływać na czakry w taki sposób?
O, właśnie tego szukałam bo sama mam podobny problem. Też mam wrażenie że podczas paniki coś się dzieje z oddechem i klatką piersiową, jakby tam był jakiś ucisk. To by była czakra sercowa czy bardziej ta przy gardle? Nie umiem tego odróżnić.
To trochę zależy od tego jak wyglądają te ataki. Czy bardziej czujesz kołatanie serca i duszność, czy raczej masz wrażenie, że nie możesz mówić, gardło się zaciska? Bo to dość różne rzeczy i wskazują na inne ośrodki.
To co opisujesz z nogami to klasyczny objaw wykorzenienia. Energia ucieka ze sfery korzenia i pcha się w górę, do klatki piersiowej i głowy, stąd to kołatanie i uczucie chaosu w myślach. Nie płynie harmonijnie, tylko jakby wszystko naraz wylewało się powyżej przepony.
Ale czy to nie jest tak, że podczas paniki to właśnie czakra splotu słonecznego jest źródłem całego problemu? Bo ja zawsze słyszałam, że tam jest centrum strachu i lęku. Ta czakra korzenia to chyba bardziej o poczuciu bezpieczeństwa życiowego, nie o samym ataku, nie?
Mam pytanie do całej dyskusji bo jestem ciekawa. Skąd wiadomo w którą stronę energia płynie podczas ataku? Mówicie o tym jakby to była rzecz mierzalna. Jak to jest weryfikowane?
No właśnie, jak to jest z tym 'wyczuwaniem'? Pytam serio, bo nie rozumiem czy to jest metafora stanu psychicznego, czy mówicie o czymś dosłownym. Bo te opisy brzmią całkiem dosłownie.
A wracając do tego co napisałaś na początku o promieniowaniu geopatycznym, to czy atakom paniki towarzyszyło coś dziwnego w tych miejscach? Bo podobno są miejsca w domach gdzie to promieniowanie jest silniejsze i właśnie tam ludzie gorzej śpią albo mają gorszy nastrój. Może to nie przypadek że ataki nasilają się w konkretnym miejscu?
Siatka Hartmanna to dosyć specyficzny temat. Są różdżkarze którzy to badają i potrafią wyznaczyć węzły siatki w mieszkaniu. Pytanie tylko czy miałaś możliwość sprawdzenia tego przez kogoś z doświadczeniem, a nie na podstawie samego podejrzenia?
Moim zdaniem za bardzo skupiacie się na tym geopatycznym wątku, a pierwotne pytanie było o czakry podczas paniki. Poza tym jeśli ataki paniki zdarzają się regularnie to warto to rozpatrywać przez wszystkie czakry, nie tylko korzeń i splot. Ja bym zaczął od diagnozy całego systemu a potem szukał czy to środowisko wzmacnia problem.
To z wahadełkiem to trochę wątpliwe jako metoda samo-diagnozy, bo człowiek może nieświadomie wpływać na ruch wahadełka. Chyba że ktoś inny to robi, ale wtedy już nie jest to samodzielne. Jak to obejść?
Bardzo dziękuję za tę dyskusję bo sam mam nerwicę i nie wiedziałem że można to rozpatrywać od strony energetycznej. Czy te metody które tutaj opisujecie, medytacja i obserwacja ciała, mogą cokolwiek ulżyć podczas samego ataku czy tylko pomagają po fakcie?
Ale to trochę za proste powiedzieć że to 'ten sam mechanizm'. Bo jeśli fizjologia tłumaczy to przez konkretne struktury anatomiczne, to czakry zakładają coś czego nie ma w anatomii. To nie jest tylko inna nazwa dla tego samego, to inne twierdzenia o rzeczywistości. Nie kłócę się, po prostu nie kupuję tej równoważności.
A właśnie, bo chciałam zapytać czegoś praktycznego. Czy ktoś próbował podczas ataku dotykać jakiegoś kamienia albo kryształu żeby wesprzeć tę czakrę korzenia? Czytałam że czarny turmalin albo obsydian są do tego polecane. Ciekawa jestem czy to ma jakieś przełożenie na intensywność ataku.
Próbowałam z hematytem, bo gdzieś wyczytałam że jest bardzo uziemiający. Trudno powiedzieć czy to był kamień czy samo trzymanie czegoś w dłoni i skupienie na tym przedmiocie. To mogło być po prostu zakotwiczenie uwagi w czymś fizycznym. Ale subiektywnie pomagało.
O, to jest ciekawy wątek. Mam pytanie do obu z was. Jak trzymałyście ten kamień, po prostu w dłoni, czy w jakimś konkretnym miejscu na ciele? Bo widziałam różne instrukcje i jedne mówią żeby trzymać przy stopach, inne że przy podstawie kręgosłupa.
Wracając do tego co Orlikowa pisała o biurku i sypialni, chciałam zapytać. Czy te ataki zdarzają ci się częściej w jednym z tych miejsc, czy mniej więcej tak samo? Bo jeśli przy biurku jest wyraźnie gorzej to mogłoby coś sugerować o tym promieniowaniu.
a jak długo siedzisz przy tym biurku kiedy zaczyna się atak? Pytam bo zastanawiam się czy to nie jest po prostu skumulowane napięcie od siedzenia w jednej pozycji, bez ruchu, z koncentracją na ekranie. To też mogłoby blokować korzeń niezależnie od żadnego promieniowania.
Przepraszam że wchodzę w tę rozmowę bo jestem tu zupełnie nowa w tym temacie. Rozumiem że ta siatka Hartmanna to są jakieś linie energii w ziemi? Czy to jest powiązane z czakrami czy to osobny temat? Trochę się gubię.
Dziękuję za to wyjaśnienie, to naprawdę wiele porządkuje. Ale chciałem zapytać, czy jest jakaś prosta rzecz którą można zrobić żeby temu przeciwdziałać, nawet nie wiedząc dokładnie gdzie są te linie? Coś co można robić prewencyjnie każdego dnia żeby czakra korzenia była stabilniejsza i ataki były rzadsze?
To co Jacek napisał o chodzeniu boso bardzo mi pasuje, bo sama to robiłam przez pewien czas i faktycznie coś w tym jest. Ale zastanawiam mnie jedna rzecz, bo chcę wrócić do tego co Cyrkonka pytała. Powiedziałam że przy biurku ataki są intensywniejsze. I teraz zastanawiam się czy to jest kwestia samej pozycji ciała i napięcia, jak mówiła Lonia, czy może faktycznie tam jest jakiś problem z energią miejsca. Bo obie opcje mogą być prawdziwe jednocześnie i nie wiem jak je rozróżnić.
właśnie to jest sedno. Jak odróżnić jedno od drugiego? Masz może taki punkt odniesienia, jakieś inne miejsce gdzie też siedzisz długo i nie masz ataków? Bo to by mogło coś powiedzieć.
Ale chwileczkę. Żeby w ogóle sensownie mówić o tym promieniowaniu jako przyczynie, trzeba najpierw ustalić że ono w ogóle istnieje i że ma mierzalny wpływ na ludzi. Bo samo to że przy biurku jest gorzej to może być po prostu dlatego że przy biurku siedzisz dłużej, masz więcej stresu, masz ekran, masz promieniowanie elektromagnetyczne ze sprzętu. To jest sporo zmiennych zanim w ogóle dojdziemy do Hartmanna.
Jacek, to trochę niebezpieczne podejście według mnie. Bo jeśli ataki są objawem czegoś co wymaga prawdziwego leczenia, a ktoś przestawi biurko i poczuje się trochę lepiej, to może zwlekać z wizytą u psychiatry albo psychologa. I to może być problem.
Zgadzam się z Celestyn56 w tym sensie że to nie jest alternatywa. Ja jestem pod opieką psychologa od dwóch lat i to jest podstawa. To co robimy tutaj to rozmowa o czymś dodatkowym, uzupełniającym. Nie zamiast, tylko obok. I chyba warto to zaznaczyć wyraźnie, bo rzeczywiście można to źle odczytać.
Cieszę się że to padło, bo bałam się zapytać. Orlikowa.pl, a ten psycholog wie o tym że interesujesz się energetyką i czakrami? Pytam bo ciekawi mnie jak to wygląda, czy to jest coś czego nie mówisz na sesjach czy masz terapeutę który to akceptuje.
Wracając do kamieni, bo chciałam dopytać. Mówiłaś o hematycie. Czy czułaś jakiś różnicę między momentem kiedy go trzymałaś a momentem kiedy go nie miałaś przy ataku? Chodzi mi o coś konkretnego, nie ogólnie 'pomagało' tylko jakiś odczuwalny szczegół.
