hej, ja mam głupie pytanie, przepraszam, ale czy ten list trzeba potem spalić albo coś? bo czytałam gdzieś że tak się robi ale nie wiem czy to ważne
ten pomysł z listem jest taki prosty że az nie wiem czemu wcześniej o tym nie pomyślałam. chba, ale trochę boję się że jak zacznę pisać to się rozklei i nie będę umiała skończyć. czy to jest no tak, znaczy czy wtedy to "działa" tak samo?
to że się rozklei jest włanie po to. to znaczy że dotykasz prawdziwego miejsca, nie performujesz żadnego rytuału dla samego rytuału. płakanie podczas pisania to naturalny przepływ energii przez serce. nie bój się tego, zaplanuj sobie na to czas kiedy jesteś sama i masz go tyle ile potrzeba
to pytanie jest ważniejsze niż mogłoby się wydawać. co prawda, zablokowanie w czakrze serca i normalna, zdrowa żałoba to nie to samo, i nie każdy ból wymaga energetycznej pracy. czasem ciało wie, że musi popłakać, i to jest włanie ten kanał o którym mówiłam. pytanie nie czy płaczesz, ale czy po płakaniu jest jakieś małe otwarcie, jakiś oddech, czy zostajesz w tym samym miejscu albo jest gorzej. Rafalek72 jak u ciebie jest po takim epizodzie?
dodam do tego co Jolusia napisała, bo warto żeby to wybrzmiało konkretnie. zablokowanie to nie jest sam fakt że boli. zablokowanie to kiedy emocja nie ma ruchu, krąży w kółko i nie odprowadza nigdzie. ból który płynie, nawet jeśli intensywny, jest inny niż ból który stoi. Stasia, czy twój ból ma jakiś ruch w nim, czy on jest bardziej jak coś zatkanego? 🙂
Trochę mnie to drażni. nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie bo nigdy tak nie myślałam o własnym bólu. zatknięty chyba? to znaczy myślę o tym, przychodzi do mnie w różnych momentach, ale nie mam wrażenia żeby gdzieś szło. jest i jest. Galaktyka_F to jest to co miałaś na myśli?
o kurcze, hej, a wracając do mojego pytania o kamień, bo chyba nikt mi nie odpowiedział konkretnie. swoją drogą, czytam że różowy kwarc jest na czakrę serca, to może poprostu go wzięłabym zamiast malachitu? on jest łagodniejszy podobno
wiesz co, ta rozmowa o tym co jest zablokowane a co po prostu boli, to jest dla mnie odkrycie. serio. bo ja zawsze zakładałem że jak boli to znaczy że coś jest nie tak energetycznie i trzeba to natychmiast naprawiać. a tu wychodzi że może ból to jest właśnie ta praca? że on sam w sobie jest przepływem? to trochę zmienia perspektywę, dzięki Jolusia i Galaktyka za to, na prawdę
no ale jest granica między bólem który przepływa a bólem który cię blokuje i nie wiesz gdzie ona jest. i właśnie po tym jak ja to odróżniam, to sprawdzam czy mogę normalnie funkcjonować. jak mogę, to przepływ. jak się zamykam, odcinam od ludzi, nie chcę wychodzić, to sygnał że coś wymaga uwagi. to nie jest żadna metoda ezoteryczna, to po prostu zdrowy rozsądek
Sorki, ale nie. to co napisała Eliksiryna jest ważne, bo ja właśnie miałam takie zamknięcie przez jakiś czas i nie wiedziałam czy to naturalne czy wymagające pomocy. i szczerze, bardzo się cieszę że ktoś to nazwał. bo mi się wydawało że jestem "za słaba" że tak długo mi to zajmuje
nie ma za słaba w żałobie. chcę to powiedzieć wprost, szczególnie jeśli ktoś tu czyta i myśli o sobie podobnie. tempo przeżywania straty, nawet straty przyjaźni, nie jest wskaźnikiem niczyjej siły ani słabości. to jest kwestia głębokości więzi, nie charakteru. i właśnie dlatego praca z czakrą serca to nie jest projekt na tydzień.
a to ile czasu "powinno" to trwać? bo pytam serio, bo nigdzie tego nie widziałam opisanego. jak wiadomo że za długo? 😉
to ciekawe co powiedziała Domicela bo ja zawsze zakładałam że praca ezoteryczna i rozmowa z psychologiem to albo jedno albo drugie. tak czy siak, a wychodzi że to nie jest konkurencja? że można robić jedno i drugie?
i właśnie to jest coś czego mi długo brakowało, że można łączyć. z tego co pamiętam, mi ktoś kiedyś powiedział że jak chodzę do terapeuty to po co mi w ogóle ta ezoteryka i vice versa. a to bez sensu, bo jedno sięga w miejsca gdzie drugie nie dociera
dobra, wróciłam do myślenia o tym liście. i właśnie sobie uświadomiłam że nawet nie wiem do czego ten list miałby być. do przyjaciółki? do siebie? do tej przyjaźni która była? czy to robi różnicę o czym piszę? 😀
dobra, wróciłam do myślenia o tym liście. i właśnie sobie uświadomiłam że nawet nie wiem do czego ten list miałby być. do przyjaciółki? do siebie? do tej przyjaźni która była? czy to robi różnicę o czym piszę?
słuchajcie, ja tu czytam i myślę o tej "pustej przestrzeni" którą opisywałem wcześniej, i teraz po tym co Galaktyka_F napisała mam jakieś inne spojrzenie na to. to znaczy, całe życie myślałem że po silnych emocjach powinno mi być lepiej, a tymczasem ta pustka to nie jest gorsze, to jest inaczej. i to jest dla mnie naprawdę odkrycie. dziękuję za to bo to zmienia jak patrzę na to co u mnie się dzieje
ojra, ta rozmowa o listach jest spoko, ale wracam do czakry serca bo to jest wątek tej kategorii. pytanie do Stasi: czy ty w ogóle robiłaś kiedyś jakąś pracę z tą czakrą? bo tu wszyscy rozmawiamy o emocjach i listach, a zapominamy że mamy konkretne narzędzia energetyczne. medytacja na czakrę serca, oddychanie, cokolwiek. czy to w ogóle wchodzi w rachubę?
a mogę zapytać nieśmiało, bo trochę się boje że to głupie pytanie, ale czy jak czakra serca jest zablokowana to można to fizycznie poczuć? bo ja jak mam gorszy dzień emocjonalnie to mam dziwne uczucie w klatce piersiowej, takie jakby ucisk. szczerze mówiąc, to może to jest właśnie ta czakra?
hmm, no a co z tą etyką rekomendacji bo wątek ma to w tytule chyba? bo tu wszyscy coś doradzają Stasi i mam wrażenie że każdy daje inne rady i ona ma teraz wybrać co? kamień, list, medytację, terapeutę? kto to ogarnia
ojej, to co napisała Eliksiryna jakoś we mnie siedzi. że tak powiem, bo ja sama nie raz weszłam na forum z pytaniem i wyszłam z piętnastoma różnymi odpowiedziami i byłam bardziej zagubiona niż przed. chyba to jest właśnie ta kwestia, że jak za dużo ludzi coś doradza to przestaje pomagać. i dziękuję że ktoś to w końcu powiedział wprost
etyka rekomendacji na forach ezoterycznych to temat rzeka. bo z jednej strony dzielenie się doświadczeniem jest wartościowe, z drugiej, łatwo przekroczyć granicę między "mnie to pomogło" a "tobie też pomoże". to są dwa kompletnie różne zdania. pierwsze jest zawsze prawdziwe, drugie nigdy nie jest pewne. i myślę że warto by każdy kto tu cokolwiek sugeruje miał to z tyłu głowy
ojej no, no ale czy to znaczy że mamy się nie dzielić? bo mnie się wydaje że właśnie to jest sens takich miejsc. że ktoś przeżył coś podobnego i mówi: u mnie zadziałało to. nie muszę twierdzić że u ciebie też zadziała. sam fakt że coś istnieje i komuś pomogło, to jest informacja
to co Domicela napisała ma sens ale mam pytanie bo jestem tu troche nowy w tych tematach. w kazdym razie jak to wygląda w praktyce? to znaczy, jak ktoś mnie pyta co mu pomoże, to jak mam mu odpowiedzieć zeby nie przekroczyć tej granicy? bo to brzmi jakbym miał mowic tylko "niewiem" i to wydaje się bez sensu
Wybacz, ale mnie to nie przekonuje. okej, ale wróćmy do Stasi bo ona zadała konkretne pytanie o medytację i czakrę serca. Stasiu, ta medytacja którą próbowałaś, co to było dokładnie? bo są różne rodzaje i może po prostu trafiłaś na coś nieodpowiedniego dla siebie na tym etapie, nie że medytacja generalnie nie działa 😀
to ciekawe bo ja też czułam że robię źle kiedy nie czułam tego zielonego światła. ale teraz myślę że może po prostu wizualizacja nie jest dla mnie? czy są inne sposoby pracy z czakrą serca bez wizualizacji?
Tu mam inne zdanie. praca z czakrą serca bez wizualizacji jest jak najbardziej możliwa. dźwięk to jedna droga, dźwięk "yam" to tradycyjnie manutra powiązana z anahata. oddech to druga, szczególnie rozszerzanie klatki piersiowej i świadome oddychanie w tę okolicę ciała. ruch to trzecia, otwierające pozy, rozciąganie w okolicach klatki. wizualizacja jest popularna bo prosta do opisania, ale nie jest jedyną ścieżką 😛
