Rytuały przedsceniczne to jest osobny i długi temat. Ale wracając do czakry gardła jako takiej - czy ktoś miał doświadczenie że praca z nią zmieniła coś nie w wykonaniu, ale w samym procesie komponowania albo pisania? Bo do tej pory w tym wątku mamy głównie wokalistki, a mnie ciekawi czy to samo działa przy innych formach twórczości.
Piszę i gram, więc mogę coś powiedzieć z tej strony. Przy pisaniu to co obserwuję u siebie - gdy mam zablokowaną piątkę, siedzę nad stroną i redaguję zanim skończę zdanie. Ciągłe poprawianie w locie, nic nie może wyjść nieidealne. Gdy to odpuszcza, piszę dłużej bez zatrzymywania i dopiero potem patrzę co wyszło. Jakość nie zawsze lepsza, ale jest więcej materiału do pracy.
Różnie, nie mam jednej metody. Czasem zmiana środowiska działa - piszę w miejscu gdzie nikt mnie nie słyszy i nie widzi, nawet ja sam w pewnym sensie. Czasem limit czasowy - piszę przez dziesięć minut i nie wolno mi kasować. Ale energetycznie? Nie robiłem nigdy niczego ukierunkowanego na czakry przed pisaniem. Może powinienem spróbować.
To co Barni opisuje z tym limitem czasowym - to jest stara technika twórcza, ale jeśli spojrzeć na to przez pryzmat czakry gardła, to w zasadzie wymuszasz ominięcie filtra oceny. Nie dajesz umysłowi czasu żeby uruchomił "zamknięcie prewencyjne" które wcześniej opisywałam. Ciekawe że te dwie perspektywy trafiają w to samo miejsce.
Wracając do pytania Paradoxy sprzed chwili - bo myślę że nie dostało pełnej odpowiedzi. Co praca z czakrą daje ekstra względem technik twórczych? Dla mnie to jest pytanie o kierunek oddziaływania. Technika twórcza działa od zewnątrz do środka - zmuszasz się do zachowania. Czakra, jeśli się zmienia, zmienia coś w punkcie wyjścia. Czy to faktycznie tak działa w praktyce - nie jestem pewna, ale to jest przynajmniej hipoteza robocza.
Słucham was i mam narastające pytanie - czy ktokolwiek z was zaczął od pracy z czakrą gardła nie wiedząc co z siebie zrobi twórczo? Znaczy, bez konkretnego celu artystycznego, po prostu z poczucia że tu coś nie gra? Bo u mnie jest właśnie tak - śpiewam, ale to nie jest punkt wyjścia. Punkt wyjścia jest taki że od lat mam wrażenie że mówię nie to co chcę powiedzieć.
To co Mirta właśnie napisała - "mówię nie to co chcę powiedzieć" - to jest bardzo konkretna diagnoza. Czy to się przejawia tylko w śpiewie, czy też w zwykłej rozmowie, w relacjach? Pytam bo to może zmieniać gdzie zacząć.
To jest klasyczna piątka, ale nie wiem czy to "klasyczna blokada" coś ci mówi w praktyce. Mam pytanie inne - czy wiesz kiedy ten filtr jest mocniejszy? Są sytuacje gdzie znika, choćby częściowo?
To co Mirta mówi o wstydzie po spontanicznym wyrażeniu - to jest ważna informacja. Bo to sugeruje że blokada nie jest tylko nawykiem, jest też zabezpieczeniem przed czymś konkretnym. Praca z gardłem bez pracy z tym czego się boisz że wyjdzie może nie dawać trwałych efektów.
To co Mirta mówi o "za dużo dla ludzi" - to jest bardzo stary wzorzec i pojawia się w opisach blokady ekspresji w różnych tradycjach, nie tylko w systemie czakr. W niektórych kontekstach rytualnych jest na to konkretna praca, ale nie z gardłem, tylko z przestrzenią - z tym gdzie mówisz i do kogo. Zmiana kontekstu, nie treści. Czy Mirta próbowała śpiewać w miejscach gdzie naprawdę nie ma żadnego słuchacza, włącznie z sobą jako słuchaczem?
Hmm, a ja mam odwrotne doświadczenie - właśnie nagrywanie mi pomaga wyjść z trybu oceny. Kiedy nagrywa, to jakby "już się nagrało", nie muszę tego trzymać. Bez nagrania jestem bardziej w głowie. Czy to wyjątek od reguły czy ktoś miał podobnie?
Właściwie cała ta rozmowa o tym kiedy filtr jest mocniejszy, kiedy słabszy, w jakim kontekście - to jest diagnoza przed pracą z czakrą, nie po. I mam wrażenie że to jest właśnie coś co sama praca z czakrą bez tej diagnozy by pominęła. Rasphul, czy w twojej praktyce zaczyna się od czegoś takiego - od rozpoznania wzorca, zanim zacznie się bezpośrednią pracę energetyczną?
To jest bardzo ważna różnica i Bryza dobrze ją wyciągnęła. Bo jeśli śpiew jest aktualnym kanałem a nie celem samym w sobie, to praca z czakrą gardła może otworzyć też inne kanały, niekoniecznie wzmocnić akurat śpiew. Czy to brzmi jak coś czego szukasz, czy raczej masz wrażenie że powinnaś zostać przy tym co zaczęłaś?
Ten strach przed nieznaną formą ekspresji jest bardzo konkretną przeszkodą i w wielu tradycjach pracy z głosem - nie tylko ezoterycznych - jest traktowany jako część procesu, nie jako sygnał że się nie nadajesz. Pytanie do Mirty i do wszystkich tutaj: czy wy wiedzieliście wcześniej w jakiej formie chcecie tworzyć, czy to się okazało?
Nie wiedziałem. Zacząłem od pisania bo to było najbardziej dostępne i oczywiste. Dopiero po jakimś czasie okazało się że właściwie chodzi mi o dźwięk i słowo razem, nie samo pisanie. Forma się wyłoniła, nie była planem. Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie, Arbogi?
To co Barni opisuje - poprawianie pod dźwięk a nie pod wygląd - to jest bardzo dobry przykład jak ciało daje informację przed głową. I wracając do Mirty, czy masz takie momenty że śpiewasz coś i instynktownie czujesz że ta fraza jest "bardziej ty" niż inna, bez analizy dlaczego?
To jest dokładnie ten wzorzec który wiąże piątkę z trzecią, o którym mówiłam wcześniej. "Za dużo siebie" to nie jest ocena jakości, to jest lęk przed widzialnością. I tu mam pytanie do Barni i Rasphula - czy w waszej pracy z ekspresją był moment kiedy świadomie decydowaliście się na odsłonięcie, czy to też przyszło samo?
Słucham tej rozmowy od początku i jedno mi nie daje spokoju. Mówicie dużo o lęku i odsłonieniu, ale to jest rozmowa o czakrach. Czy ktoś mógłby powiedzieć konkretnie - co robiliście z czakrą gardła, nie emocjonalnie, ale energetycznie? Jakieś praktyki, nie tylko refleksja?
Słucham tego co Rasphul opisuje i mam pytanie może naiwne - ta cisza to jest naprawdę wyzwanie. Nie w sensie żeby siedzieć cicho, ale żeby nie śpiewać sobie pod nosem, nie nuci, nie mówić do siebie. Bo ja to robię cały czas i nawet nie wiem kiedy. Czy to jest właśnie przykład zablokowanej piątki czy raczej nadaktywnej?
To bardzo dobre pytanie i wcale nie naiwne. Kompulsywne nucenie czy mówienie do siebie może być i jednym i drugim w zależności od kontekstu. Kluczowe pytanie: czy to jest twórcze, spontaniczne, czy raczej wypełnianie ciszy bo cisza jest niekomfortowa? Bo to są zupełnie różne stany.
Ta niekomfortowość ciszy to jest klasyczny sygnał że gardło pracuje kompulsyjnie a nie twórczo. I tu jest paradoks - żeby wzmocnić piątkę jako kanał artystyczny, czasem trzeba najpierw ją wyciszyć i zobaczyć co się pojawi gdy przestaje działać na automatyzmach. Habbia pytała o konkrety, to dorzucę jeszcze: kamienie. Akwamaryn, lapis lazuli, turkus przy gardle podczas medytacji. To nie jest magia natychmiastowa, ale przy regularnej pracy daje efekty które można opisać.
Wchodzę do tej konkretnej części rozmowy bo sama pracuję z mantrami od jakiegoś czasu. Rasphul, czy ty masz moment kiedy ten dźwięk zaczyna "brzmieć inaczej" niż na początku sesji? Bo ja mam takie przesunięcie gdzieś w połowie i zawsze nie wiedziałam czy to fizjologia czy coś innego.
To co Galia opisuje - głowa która nie odpuszcza - to jest w kontekście piątej czakry bardzo konkretna sprawa. Bo piątka jest między sercem a trzecim okiem i jak coś nie gra wyżej lub niżej, piątka to czuje. W praktyce: czy przed mantrą robisz cokolwiek z oddechem albo z ciałem? Bo to może być brakujące ogniwo, nie sama mantra.
Wracam do Mirty i tego co mówiła o frazy które są "bardziej ona". Słuchałem tej rozmowy i myślę że te momenty które opisuje to jest właśnie robocza piątka, nawet bez żadnej świadomej praktyki. Pytanie do Mirty: czy zauważasz kiedy to następuje, czy dopiero po? I czy jest jakiś wzorzec, konkretna pora, konkretny stan przed?
To wcale nie brzmi głupio. Zmęczenie jako wejście w stan twórczy jest opisywane dosłownie w każdej tradycji, nie tylko ezoterycznej. Pytanie jest inne: czy próbowałaś kiedyś celowo wprowadzić się w podobny stan bez faktycznego zmęczenia? Na przykład przez oddech, przez długi spacer, przez cokolwiek co obniża czujność?
To co Bryza sugeruje jest dokładnie tym co mi kiedyś zadziałało, tylko w wersji z pisaniem. Bezpośrednie przejście z ciszy i ruchu do pracy, bez wychodzenia ze stanu. Przerwa między nimi zabija wszystko. Czy to jest też coś co inni tutaj praktykują, to przejście bez bufora?
To co Barni opisuje - to bezpośrednie przejście - mnie się wydaje że w śpiewie powinno działać tak samo, ale nigdy nie próbowałam świadomie. Zwykle po jodze idę na herbatę, sprawdzam telefon, i jakby wyłączam tamten tryb zupełnie. Może właśnie to jest problem a nie brak techniki.
