Zajmuję się malarstwem od kilku lat i ostatnio coraz bardziej interesuje mnie to, jak praca z czakrami wpływa na twórczość. Czakra gardła, ta piąta, kojarzona z wyrażaniem siebie, komunikacją, autentycznością - czy ktoś z artystów tutaj świadomie z nią pracuje? Chodzi mi o to, czy widzicie jakieś przełożenie na samą pracę twórczą, na to co i jak tworzycie. Zaczęłam ostatnio medytacje skupione właśnie na tym obszarze i mam wrażenie, że coś się zmienia, ale nie wiem czy to efekt pracy z czakrą, czy po prostu czas i ćwiczenie.
To bardzo ciekawy wątek. Sama pracuję z czakrami od lat i mam zdecydowane zdanie na ten temat, ale zanim powiem co mi się sprawdza - co konkretnie czujesz podczas tych medytacji? Bo "coś się zmienia" to trochę mało, żeby cokolwiek ocenić.
Ten "blok przed płótnem" to akurat klasyczny objaw zablokowanej piątej czakry, ale uwaga - nie każdy blok twórczy ma to samo źródło. Widziałem ludzi, którzy skupiali się na czakrze gardła i nic im to nie dawało, bo problem leżał w czakrze splotu słonecznego, w poczuciu własnej wartości. Mirta, powiedz mi - czy ten hamulec to bardziej "nie wiem co namalować" czy "wiem, ale boję się to pokazać"?
No to mam dla ciebie złą wiadomość - to może być bardziej czakra splotu słonecznego niż gardła. Oczywiście te dwie mocno ze sobą współpracują, ale źródło wydaje się niżej. Gardło odpowiada za to jak wyrażasz, natomiast to co opisujesz - strach przed oceną, poczucie że będzie złe - to już trzecia czakra. Pracujesz równolegle z czymś na tym poziomie?
To co opisuje Zorka z tym nagrywaniem i szukaniem błędów - to jest właśnie ten mechanizm, który wielu artystów zna. Tylko że nie wiem czy to praca z czakrą sprawiła że przestałaś, czy po prostu zmieniłaś nawyk i tyle. Nie podważam efektu, pytam o przyczynę. Czy robiłaś to w ramach jakiegoś konkretnego protokołu pracy z czakrami, czy samodzielnie do tego doszłaś?
Przy piątej czakrze kładę kamień na szyi lub przy szyi, w pozycji leżącej. Ważne dla mnie jest żeby wcześniej kamień wyczyścić i nastawić intencję. Ale powiem ci szczerze - sama technika jest drugorzędna wobec tego żebyś w ogóle wchodziła w uważność na ten obszar. Kamień pomaga skupić uwagę, to jest jego główna rola w moim odczuciu.
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się - czy jest ktoś tu kto jest zawodowym artystą i pracuje z czakrami regularnie, nie amatorsko? Bo mam wrażenie że większość z nas to hobbyści i może dlatego trudno nam ocenić jak to działa przy intensywnej pracy twórczej. Ja piszę wiersze i dla mnie praca z piątą czakrą przed pisaniem jest jak rozgrzewka, ale czy to przekłada się na jakość wiersza - naprawdę nie wiem.
Ramiona. Unoszą mi się i sztywnieją. I oddech się płyci. Nigdy tego tak nie nazywałam ale teraz jak czytam co Galia pisze to tak - to jest ten moment kiedy blok wchodzi.
Ramiona i oddech to już trochę niżej niż gardło, to obszar serca i splotu. Może to jest ta kwestia którą Arbogi sygnalizował wcześniej - że źródło bloku u Mirty jest gdzieś indziej, a objawia się przy ekspresji, czyli przy piątce. Mirta, a co czujesz w gardle kiedy stoisz przed płótnem?
Niekoniecznie że zamiast, raczej że najpierw. Ale patrz na to co mówi Bryza - ciało ci pokazuje gdzie szukać. Ramiona i oddech to inne terytorium niż gardło. To nie znaczy że praca z piątką nic nie da, ale może nie dostaniesz pełnego efektu jeśli nie zajrzysz głębiej.
Czytam od dłuższego czasu i mam pytanie do wszystkich tu piszących artystów: czy kiedykolwiek zdarzyło się wam że praca z czakrami pogorszyła tymczasowo twórczość? Pytam serio, bo słyszałam o takich przypadkach i zastanawiam się czy to jest element procesu czy sygnał że coś się robi nie tak.
To jest jedno z ważniejszych pytań w tej rozmowie. Nie ma prostej odpowiedzi, ale z mojego doświadczenia - jeśli "pogorszenie" idzie w parze z większą świadomością tego co się czuje, to jest zazwyczaj część procesu. Jeśli prowadzi do zamknięcia i ucieczki od tworzenia - to sygnał żeby się zatrzymać i sprawdzić co się robi.
To co mówi Lady bardzo mi pasuje do tego co przeżywam. Mam więcej dyskomfortu przy malowaniu od kiedy zaczęłam te medytacje, ale jednocześnie ten dyskomfort jest jakby bardziej świadomy - wiem skąd pochodzi, a wcześniej był po prostu tępym blokiem. Nie wiem czy to postęp ale czuję że jestem bliżej siebie w tej pracy.
To co opisuje Mirta - ten "świadomy dyskomfort" zamiast tępego bloku - brzmi dla mnie jak realny postęp, tylko niekoniecznie wygodny. Ale mam pytanie do niej i do Gali jednocześnie: czy ten dyskomfort pojawia się przed pracą, w trakcie, czy już po? Bo to może zmieniać interpretację.
Słucham tej rozmowy Gali i Mirty i zastanawiam się czy nie patrzymy na dwa różne problemy nazywając je tym samym. Mirta ma blok w środku procesu twórczego, Galia ma napięcie przed wejściem w niego. Czy praca z piątą czakrą powinna wyglądać tak samo w obu przypadkach?
Czwarta czakra przy bloku twórczym pojawia się tu już drugi raz w tym wątku. Zaczynam myśleć że może ekspresja artystyczna rzadko kiedy jest "tylko" sprawą gardła, nawet jeśli tam się objawia.
Zorka trafia w coś ważnego. Gardło jest bramą, ale co ma przejść przez tę bramę - to pochodzi z głębiej. Ekspresja bez połączenia z sercem albo z centrum tożsamości to jest technika, nie przekaz. I dlatego artyści którzy pracują tylko z piątką często docierają do pewnego pułapu i stoją.
Ale to by znaczyło że przez całe tygodnie skupiałam się na złym miejscu. Trochę to frustrujące słyszeć, choć rozumiem o co chodzi.
Nie na złym - po prostu może niewystarczającym. Praca z piątką pewnie coś ci dała, tylko że jeśli źródło bloku jest w czwartej to ją możesz wzmacniać bardzo długo i efekt będzie ograniczony. Mirta, a robiłaś kiedyś cokolwiek ukierunkowanego na czakrę serca?
Mam inne pytanie - czy ktokolwiek w tym wątku pracował z obiema czakrami jednocześnie, czwartą i piątą? Bo ja miałem jedno doświadczenie z taką praktyką i efekt był dość mocny, ale nie wiem czy to jest coś powszechnie stosowanego czy raczej coś specyficznego dla tego co robiłem.
Samodzielnie, ale na podstawie opisu praktyki którą dostałem od kogoś kto pracuje z tym systemem od lat. Nie powiedziałbym że to coś co polecam robić bez przygotowania - u mnie zadziałało, ale nie wiem czy to kwestia praktyki samej w sobie, czy momentu w którym byłem, czy czegoś zupełnie innego.
A jak ta praktyka wyglądała? Pytam nie żeby od razu kopiować, tylko żeby zrozumieć na czym polegało to jednoczesne angażowanie obu czakr. Czy to było jakieś ćwiczenie z oddechem, wizualizacja, coś innego?
Głównie oddech i dźwięk. Zaczyna się od długiej pracy z centrum klatki piersiowej - oddech, ciepło, rozluźnienie. A potem dopiero dochodzi głos, ale nie jako coś oddzielnego, tylko jakby naturalne przedłużenie tego co już się dzieje w środku. Nie "teraz śpiewam" tylko "to co jest w sercu szuka drogi na zewnątrz". Trochę abstrakcyjnie brzmi, wiem.
Czy to nie jest właśnie to co robi dobry wokalista intuicyjnie, nie przez pracę z czakrami, tylko przez lata praktyki? Pytam serio, nie sceptycznie. Zastanawiam się czy praca z czakrami tu przyspiesza coś co i tak by przyszło, czy daje dostęp do czegoś innego.
Mam wrażenie że trochę odeszliśmy od konkretów. Mirta, wracając do ciebie - po tym co tu usłyszałaś, masz jakiś pomysł co chcesz teraz spróbować? Czy to jest za dużo naraz i trzeba to posortować?
Właściwie też nie wiem jak to przełożyć na praktykę w studio. Bo te opisy brzmią pięknie, ale jak się siedzi przed mikrofonem i inżynier czeka, to ciężko powiedzieć "hej, daj mi chwilę, muszę popracować z czakrą serca".
Słucham tej rozmowy o przygotowaniu i przypomina mi się coś zupełnie z innej beczki - rytualne wyciszenie przed działaniem. W wielu tradycjach coś się robi zanim się zacznie, żeby przestawić uwagę. Może wasze przygotowanie przed nagraniem czy koncertem to jest dokładnie to, tylko w artystycznym kontekście.
