Czeremcha.2, to co opisujesz z tym 'oo czuję' i natychmiastowym znikaniem - to mnie spotkało identycznie. I to nie raz. Mam wrażenie że uwaga analityczna i ta bardziej odbiorcza nie mogą działać jednocześnie. Jak włącza się ta pierwsza to druga gaśnie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i chciałam zapytać o coś co może jest trochę inne - czy ta praca z aurą i zamykanie pola po sesji ma jakiś związek ze stanami podczas zasypiania? Bo ja kiedy robię cokolwiek z energią wieczorem to mam potem dziwne sny albo trudno mi zasnąć. Zastanawiam się czy nie zostawiam czegoś otwartego.
Raczej bezpośrednio przed, może godzinę przed snem. Czy to ma znaczenie?
A czy ktoś próbował robić oczyszanie rano zamiast wieczorem? Ja ostatnio przestawiłam się na rano i jakoś lepiej mi idze, wieczorami czuję się zbyt zmęczona żeby się skupić. Może to tez rozwiązanie dla Asterka_59?
Ja robiłam obydwie wersje i szczerze - różnią się w odczuciach. Rano sesja jest jakby lżejsza, bardziej profilaktyczna. Wieczorna jest cięższa ale głębsza. Nie powiem że jedna jest lepsza, to zależy co akurat potrzebujesz. Asterka_59, może spróbuj przesunąć tę wieczorną sesję wcześniej, np. przed kolacją, i zobaczyć czy sny nadal są tak intensywne?
Godzina przed snem to jednak sporo, myślałam że piszecie o praktykach dosłownie chwilę przed zaśnięciem. Spróbuję więc przesunąć na rano i zobaczymy co z tymi snami. Ale mam pytanie do Paprotki - mówiłaś że sesja wieczorna jest głębsza. Jak to odczuwasz? Tzn. po czym wiesz że jest głębsza, a nie po prostu cięższa bo jesteś zmęczona?
To co Paprotka opisuje z tym oddechem który wychodzi sam - to też u mnie jest i myślę że to jeden z bardziej czytelnych sygnałów że sesja działa. Ale wracając do Asterka_59 i tych snów - czy po oczyszczaniu rano też masz dziwne sny, czy to dotyczy tylko wieczornych sesji?
Też mam tak z wyrazistymi snami po wieczornych sesjach. Nie robiłam specjalnie bioenergoterapii, tylko różne inne rzeczy, ale efekt podobny. Zastanawiam się czy to jest oznaka że sesja była skuteczna, czy raczej że coś nie zostało właściwie zamknięte. Rozalinda, jak Ty to interpretujesz?
Ewunia, Asterka_59 - wyraziście sny po pracy energetycznej mogą być jedno i drugie jednocześnie. Proces oczyszczania nie zatrzymuje się z chwilą zakończenia sesji - część materiału emocjonalnego czy energetycznego może być dalej przetwarzana właśnie podczas snu. Pytanie brzmi: jak się budzisz? Z poczuciem że coś się rozwiązało, czy z uczuciem niepokoju? To dość istotna różnica diagnostyczna.
Raczej z niepokojem i zmęczeniem, nie z poczuciem że coś się rozwiązało. Czy to znaczy że moje zamknięcie pola nie działa?
Słuchajcie, a ja mam trochę inne pytanie bo jestem na początku i nie robiłam jeszcze pełnej sesji - skąd właśiwie zacząć jeśli nie czuje sie za dobrze psychcznie? Bo ostatnio mam bardzo trudny okres i nie wiem czy to dobry moment na oczyszczanie, czy może lepiej poczekać.
Czeremcha.2, mam podobne pytanie od siebie bo czytam ten wątek właśnie pod kątem takich stanów. I zastanawiam się - ktoś wcześniej pisał o afirmacjach jako o uzupełnieniu oczyszczania. Ale czy afirmacje w stylu 'jestem spokojna i pełna spokoju' mają w ogóle sens kiedy człowiek trzęsie się z niepokoju? Bo to trochę jak mówić do siebie rzeczy których nie wierzysz.
To jest moim zdaniem kluczowe rozróżnienie - oczyszczanie jako praktyka nie wymaga że 'wierzysz' w stan który chcesz osiągnąć. Wystarczy intencja. Afirmacje w formie 'jestem spokojna' gdy nie jesteś mogą faktycznie działać odwrotnie bo ciało wie że kłamiesz. Są szkoły które mówią żeby używać formy 'wybieram spokój' zamiast 'jestem spokojna' - to subtelna zmiana ale inna relacja do stanu.
Ja się wtrącę bo mam z tym doświadczenie - dla mnie 'wybieram' zadziałało właśnie dlatego że nie czułam się zmuszona do twierdzenia czegoś nieprawdziwego. To bardziej jak deklaracja kierunku niż opis stanu. Ale rozumiem sceptycyzm Klarysy, bo efekty są subtelne i może nie dla każdego.
Wracając do pytania Czeremchy.2 bo myślę że warto na to odpowiedzieć bezpośrednio - przy dużym napięciu i kółku myśli oczyszczanie może być pomocne właśnie dlatego że daje ciału coś konkretnego do robienia zamiast tylko siedzieć z myślami. Ale proponowałabym zacząć od bardzo krótkiej wersji, dosłownie minutę, i obserwować czy po tym czujesz się choćby odrobinę inaczej. Bez oczekiwań co do efektu.
Dzięki Rozalinda, to brzmi sensownie. Ta krótka wersja to bardziej do głowy, bez presji. Zapytam jeszcze - czy przy dużym lęku powinnam unikać skanowania aury bo może to wzmocni skupienie na sobie i napędzi te myśli? Czy to bez znaczenia?
Czeremcha.2, to bardzo dobre pytanie i cieszę się że je zadajesz zanim zaczniesz. Skanowanie aury przy dużym lęku to nie jest coś czego bym unikała z zasady, ale zmieniłabym podejście. Zamiast pytać 'co widzę, co jest nie tak', skieruj uwagę na to co czujesz jak ciepło lub spokój, nawet jeśli jest tego mało. Lękowy umysł szuka problemów i jeśli skanujesz z nastawieniem diagnostycznym, faktycznie możesz nakręcać spiralę. Ale skanowanie jako obserwacja bez oceniania to co innego. Czy rozumiesz tę różnicę?
Chyba rozumiem, ale nie jestem pewna czy potrafiłabym to rozróżnić w praktyce. Tzn. jak się skanuje 'bez oceniania' to i tak mózg gdzieś to klasyfikuje. Jak wy to robicie żeby naprawdę nie wpaść w ocenianie podczas skanowania?
Klarysa06, ja mam dokładnie tak samo i długo myślałam że coś ze mną nie tak. Potem ktoś mi powiedział że to jest właśnie sygnał że warto wtedy robić coś bardzo małego, dosłownie jeden oddech, jedna chwila skupienia. Nie pełna sesja, tylko taki kontakt z praktyką. Czy Rozalinda pisała o tym wcześniej w tym wątku?
Willowa, pisałam o skróconej wersji dla Czeremchy ale nie rozwijałam tego. Masz rację że przy zamkniętych drzwiach pełna sesja może być kontrproduktywna. To co opisujesz, jeden oddech, jeden gest, to jest właśnie sposób żeby nie walczyć z tym stanem tylko go uszanować. Ale chciałabym zapytać Klarysy jeszcze o jedno: czy te zamknięte drzwi są zawsze, czy tylko przy pewnych rodzajach napięcia?
Rozalinda, raczej przy pewnych rodzajach. Jak jestem smutna to jakoś wchodzę w siebie, ale jak jestem w takim rozedrganiu i lęku jak Czeremcha opisuje, to wtedy właśnie mam wrażenie że nic nie działa. Jakby ciało było na zbyt wysokich obrotach.
Dokładnie tak! Te wysokie obroty to idealne określenie. I wtedy jak próbuję cokolwiek to czuję sie żę gonię coś co cały czas ucieka. Ciekawe że Klarysa też ma tak samo, myślałam że to tylko mój problem.
Też znam ten stan. Mam wrażenie że przy dużym pobudzeniu nerwowym praktyki energetyczne mogą czasem paradoksalnie zwiększyć odczucia zamiast je wyciszyć, przynajmniej na początku sesji. Jakby w środku było za dużo ruchu i dorzucasz jeszcze uwagę. Czy Rozalinda myśli że to jest kwestia techniki czy po prostu tego że nie ma jednej metody dla każdego stanu?
Rozalinda, właściwie masz rację, znałam to i kilka razy przerywałam za wcześnie. Teraz jak o tym myślę to tamte sesje w których wytrzymałam przez ten trudny moment były zupełnie inne w efekcie. To ciekawe że to jest właśnie ta granica.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - skąd wiadomo że to jest 'tuż przed rozluźnieniem' a nie że po prostu sesja nie jest dla ciebie w tym momencie i ciało to sygnalizuje? Czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić?
To jest chyba jedno z trudniejszych pytań w tej pracy i nie ma dobrej odpowiedzi dla wszystkich. Ale z tego co obserwuję u siebie i słyszę od innych, opór to zazwyczaj napięcie i chęć ucieczki, ale nie dyskomfort fizyczny. Jeśli pojawia się coś wyraźnie fizycznego, kołatanie serca, mdłości, dezorientacja, to dla mnie to jest sygnał żeby skończyć. Reszta to zazwyczaj właśnie ten trudny moment przed zmianą.
Czeremcha.2, o zamknięciu pola było sporo w tym wątku wcześniej ale krótko mówiąc chodzi o świadome zakończenie sesji, dobre uziemienie, poczucie że się 'wróciło'. Rozalinda opisywała to szczegółowo. Czy czytałaś poprzednie posty czy dopiero weszłaś w temat?
