Nie wiem, czy dobrze trafiam z tym pytaniem do tej kategorii, ale chodzi mi o coś konkretnego. Od jakiegoś czasu próbuję pracować z afirmacjami, szczególnie takimi, które mają pomóc mi prosić o wsparcie - czy to w pracy, czy w relacjach. I za każdym razem, jak powtarzam coś w stylu 'mogę prosić o pomoc', to czuję dosłownie jak coś mi się zaciska w gardle albo w klatce piersiowej. Czytałam, że to mogą być blokady energetyczne związane z jakąś dawną traumą. Tylko nie wiem, jak to ugryźć. Czy ktoś miał podobnie i wie, od czego w ogóle zacząć?
Znam to uczucie bardzo dobrze. To zaciskanie w gardle to klasyczna blokada czakry gardłowej, a to w klatce - sercowej. Trauma zostawia ślad właśnie tam i afirmacje nakładane na nieoczyszczone pole energetyczne często nie działają, bo trafiają w mur. Mnie kiedyś pomogło najpierw samo oczyszczenie tych obszarów zanim w ogóle zaczełam powtarzać jakiekolwiek słowa. Ale chciałam zapytać - bo to ważne - czy te trudności z proszeniem o pomoc to coś, co czujesz tylko podczas afirmacji, czy w ogóle w życiu masz z tym problem?
Zanim pójdziemy dalej w kierunku konkretnych technik - warto się zatrzymać przy samym sformułowaniu. Blokada energetyczna po traumie to nie jest mit, ale często ludzie traktują to bardzo dosłownie, jakby w ciele siedział jakiś korek do wyciągnięcia. W rzeczywistości trauma zmienia wzorce napięć w tkankach, oddech, reakcje nerwowe - i to właśnie czujesz jako to zaciskanie. Praca energetyczna może być pomocna, ale pytanie brzmi: co konkretnie rozumiesz przez 'oczyszczenie'? Bo to słowo-worek, które każdy wypełnia czym innym.
Zgadzam się z Wajdelotą w kwestii precyzji pojęć, ale nie do końca w tonie. Ludzie, którzy przychodzą z konkretnym bólem, nie potrzebują na wstępie dekonstrukcji terminologii. Powojka, to co opisujesz - ta reakcja ciała na afirmacje - jest naprawdę częstym zjawiskiem i niekoniecznie oznacza, że coś robisz źle. Mam pytanie: czy te afirmacje układasz sama, czy korzystasz z gotowych?
No właśnie i tu jest pies pogrzebany. Gotowe afirmacje często brzmią jak coś z innego życia, szczególnie jeśli naprawdę gdzieś w środku tego nie czujesz. Ciało to rozpoznaje i protestuje. Kiedyś czytałam, że lepiej zaczynać od afirmacji w formie pytającej - zamiast 'jestem godna pomocy' pisać 'co by było, gdybym była godna pomocy'. To miej szokuje układu nerwowego.
Nie, nie pracuję z terapeutą. Może powinnam, wiem. Ale teraz szukam też czegoś, co mogę robić sama, żeby jakby wesprzeć ten proces od środka. Afirmacje wydawały się czymś dostępnym.
Powojka, to co mówisz ma sens i myślę, że wiele osób tu to rozumie. Tylko mam pytanie, może trochę z boku - to uczucie zaciskania w gardle, czy ono pojawia się tylko kiedy powtarzasz te słowa na głos, czy też jak je tylko czytasz albo piszesz?
To jest bardzo cenna obserwacja. Czakra gardłowa wiąże się z mówieniem, wyrażaniem siebie, dosłownie z głosem. Jeśli zaciskanie nasila się przy wypowiadaniu słów na głos, to ma to sens w kontekście energetycznym. Ale też - i tu Wajdelota ma rację - ma to sens czysto psychologicznie. Mówienie czegoś na głos to zupełnie inny poziom zaangażowania niż czytanie. Blanka, a co do twojego pytania o formy pytające - myślę, że to nie jest kwestia lepszej czy gorszej techniki, tylko dopasowania do etapu, na którym ktoś jest.
Wchodzę trochę z boku, ale mam skojarzenie z runicznym fehu - runa ta wiąże się z przepływem, z tym, żeby energia mogła krążyć, w tym energia wsparcia i dawania-brania. Czasem jak coś zablokowanego jest na poziomie przekonań, to runy używam jako punkt wejścia zanim zacznę z czymkolwiek innym. Nie wiem, czy to temat dla Powojki, ale może być trop.
A ja mam pytanie do Kryski57 bo mnie zaintrygowała ta forma pytajaca. Jak to dokładnie formółujesz? Piszesz to sobie, mówisz na głos, czy jak?
Mam pytanie troche offtopowe ale nie do końca - czy ta cała praca z afirmacjami przy traumie to nie powinno być robione pod opieka kogoś, kto wie co robi? Czytałem że samemu grzebanie w traumach moze dac odwrotny efkt. Powojka, nie mówię że źle robisz, po prostu ciekawe co o tym myślą bardziej doświadczeni tutaj.
Słucham tej rozmowy od początku i chcę dorzucić coś od siebie w kwestii kamieni, bo może to komuś pomoże jako uzupełnienie. Przy blokadach w okolicy gardła i serca, akwamaryn i różowy kwarc to klasyka - nie dlatego, że 'magicznie' rozwiązują problem, ale dlatego, że dla wielu osób są pewnego rodzaju kotwicą, czymś fizycznym, co trzymają w dłoni podczas afirmacji. To może zmniejszać opór ciała. Powojka, próbowałaś kiedyś czegoś takiego?
Trochę sceptycznie podchodzę do kamieni jako wsparcia przy traumie, ale ta rozmowa jest ciekawa. Mam pytanie do wszystkich - czy według was da się w ogóle sensownie sformułować afirmację dla kogoś, kto naprawdę głęboko wierzy, że nie zasługuje na pomoc? Bo brzmi jakby każde zdanie zaczynające się od 'mogę prosić' było z definicji nieprawdziwe dla tej osoby.
Właściwie to pytanie, które zadałam, trochę samo w sobie jest odpowiedzią, nie? Bo jeśli ktoś głęboko wierzy, że nie zasługuje - to jakakolwiek afirmacja pozytywna będzie przez niego odrzucona zanim w ogóle dotrze. Więc może pytanie nie brzmi 'jak sformułować', tylko 'od jakiego miejsca zacząć, żeby afirmacja w ogóle miała szansę'.
Chyba tak. Coś jest, bo przecież tu jestem i szukam. Ale jak próbuję to ubrać w słowa, to jakoś się wymywa. Może właśnie o to chodzi, że nie umiem tego zatrzymać.
Powojka, to co mówisz - że 'jest, ale się wymywa' - to jest bardzo konkretna obserwacja. I może właśnie to jest punkt wejścia dla afirmacji. Nie 'zasługuję na pomoc', tylko coś w stylu 'jest we mnie coś, co szuka'. To zdanie jest prawdziwe, bo sama to właśnie powiedziałaś. Coś tak minimalnego, że trudno je odrzucić.
A czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić, czy afirmacja w ogóle 'wchodzi', czy odbija? Bo jak to rozpoznac samemu, bez kogoś z zewnątrz kto patrzy?
A co z osobami, które nie czują w ogóle co sie dzieje z ciałem? Piszę bo sam mam problem z tym żeby 'czuć' ciało podczas afirmacji, siedzę i powtarzam i nie wiem co mi to robi, serio. Czy to znaczy że nie ma efektu, czy że jestem zablokowany w tym obszarze?
Słuchajcie, wracając do Powojki i tej blokady gardłowej - zastanawiam się czy próbowałaś kiedyś pracować z tym przez pisanie, ale tak inaczej - na przykład zapisując afirmację i zaraz potem zapisując, co natychmiast odpowiada ten wewnętrzny głos, który protestuje. Nie żeby go zwalczać, ale żeby go usłyszeć. Czasem ten głos mówi coś bardzo konkretnego.
To co Powojka powiedziała - że przeraża ją co by ten głos powiedział - to jest moim zdaniem jeden z najważniejszych momentów w tej rozmowie. Ten strach przed własnym wewnętrznym głosem jest sam w sobie blokadą. Zanim w ogóle zaczniemy dobierać techniki, warto się zatrzymać przy pytaniu - czego dokładnie się obawiasz usłyszeć? Bo to nie jest pytanie retoryczne, to naprawdę coś, od czego zależy dobór dalszej pracy.
Tarotowa ma rację w połowie. Ale z drugiej strony granica między pracą energetyczną a terapią nie jest tak ostra jak się wydaje - i jedno może wspierać drugie. Pytanie do Powojki: czy ten strach jest intensywny, czy raczej taki 'nie chcę, ale dałabym radę'?
'Nie teraz' to nie to samo co 'nigdy'. I to 'nie teraz' może być mądre - ciało czasem naprawdę wie kiedy jest gotowe. Nie trzeba na siłę. Ale jest jedna rzecz którą można zrobic bez wchodzenia w głębokie emocje: obserwować kiedy to 'nie teraz' pojawia się rzadziej - po jakiej porze dnia, po jakim rodzaju aktywności, w jakim otoczeniu. To jest dane, nie przepracowywanie.
Słucham tej rozmowy i chcę coś dodać do całego wątku z afirmacjami i blokadą, bo czuję że pewna rzecz umknęła. Przy traumie i trudności z przyjmowaniem wsparcia problem często leży nie w sformułowaniu zdania, ale w relacji - czyli komu i z jakiego miejsca jest wypowiadane. Afirmacja wypowiedziana do siebie przez kogoś, kto sam siebie odrzuca, trafia w zamknięte drzwi. Niektóre tradycje pracy z energią ciała sugerują żeby afirmacje kierować nie 'do siebie' w ogóle, ale do konkretnej części siebie, tej małej, która kiedyś nie dostała wsparcia. Zmiana adresata potrafi zmienić wszystko. Powojka, czy próbowałaś kiedyś mówić do siebie nie jak do 'mnie teraz', ale do siebie z przeszłości?
To praktycznie wygląda różnie, ale żeby odpowiedzieć na pytanie Jasnowidki - nie chodzi o wizualizację w sensie tworzenia obrazu. Chodzi raczej o to, skąd mówisz. Czy mówisz zdanie z miejsca, w którym czujesz się osobą, która potrzebuje i prosi? Czy z miejsca, gdzie jesteś już wystarczająco całą? To drugie jest trudniejsze przy traumie, bo ciało pamięta, że nie było bezpiecznie być w potrzebie. Ale właśnie to jest praca - nie na słowach, tylko na tym miejscu, z którego słowa wychodzą.
Słucham tego wszystkiego i trochę mnie przytłacza, szczerze. Bo rozumiem że liczy się intencja i miejsce skąd mówię i spójność - ale jak mam to wszystko naraz ogarnąć, skoro z samym zdaniem mam problem? Czy to nie jest trochę za dużo warstw naraz?
Powojka, to jest bardzo uczciwa reakcja i dobrze że to mówisz. Myślę że my tu trochę zaponędziliśmy z tą teorią i odleciałyśmy od tego co dla ciebie jest realne. Może wróćmy do prostego pytania - co ty teraz możesz zrobić? Jeden krok, nie cały system.
a mam pytanie do Nefrytki bo nie do końca rozumiem - jak mówisz 'miejsce skąd mówisz' to masz na myśli coś dosłownie fizycznego, jak np skupienie się na konkretnej części ciała? Czy to bardziej metafora?
