Chcę opisać jak sama podchodzę do oczyszczania aury, bo widzę że różne osoby robią to bardzo różnie i myślę, że warto zebrać to w jednym miejscu i porozmawiać. Zaczynam zawsze od zatrzymania się. Nie można czyścić aury w pędzie, między jedną sprawą a drugą. Siadam, kilka głębokich oddechów, próbuję poczuć własne ciało. Dopiero wtedy zaczynam pracę. Pierwszy krok to skanowanie. Powoli przesuwam dłonie wzdłuż ciała, kilkanaście centymetrów od skóry. Szukam miejsc, gdzie coś 'nie gra' - może ciepło, może zimno, może jakiś rodzaj gęstości. Każda osoba czuje to inaczej, więc nie ma tu jednej odpowiedzi. Potem oczyszczanie - używam wyobraźni i oddechu. Wyobrażam sobie, że wydychając 'wyciągam' z aury to co zbędne. Można też pracować dłońmi, jakby czesać albo strząsać. Znam osoby które do tego używają piór albo kryształów, ale ja osobiście tego nie potrzebuję. Na końcu domknięcie - wyobrażam sobie że aura jest lśniąca, szczelna, gotowa. Niektórzy to robią przez afirmacje, inni przez intencję bez słów. Jakie wy macie sposoby? Albo pytania do tego co napisałam?
Czytam i mam od razu pytanie, bo nie do końca rozumiem - jak właściwie wyczuć gdzie 'coś nie gra'? Piszesz o cieple albo zimnie, ale czy to nie może być po prostu... prąd powietrza z okna? Jak odróżnić prawdziwe odczucie od przypadkowego?
Ja sobie czytam i właśnie zastanawiam się nad tym domknięciem. Czy afirmacje na końcu rzeczywiście coś zmieniają, czy to tylko taki... rytuał psychologiczny żeby poczuć że się skończyło?
Polcia, a czy to ma znaczenie? Serio pytam, bo sama nie wiem. Jeśli afirmacja sprawia że czuję się lepiej i mam poczucie że aura jest oczyszczona, to czy nie taki jest cel?
Ale czy afirmacje w ogóle działają kiedy człowiek jest w naprawdę złym stanie? Bo ja mam wrażenie, że jak jest dobrze to jest łatwo sobie powiedzieć 'jestem pełna energii i zdrowia', ale jak jest naprawdę źle - boli, jest smutno, jest strach - to takie słowa brzmią jak kłamstwo. I wtedy chyba raczej przeszkadzają niż pomagają?
Laurencja83, dokładnie o to chodzi! Słyszłam że takie afirmacje zaczyna się od 'jestem otwarta na...' albo 'pozwalam sobie...' zamiast twierdzić coś co nie jest prawdą. Nie wiem tylko czy przy oczyszczaniu aury to ma sens, czy to bardziej do samego uzdrawiania
A to już brzmi sensowniej. Ale mam jeszcze wątpliwość - czy możesz mieć intencję kierunku kiedy jesteś w totalnym dołku? Czy nie trzeba mieć jakiegoś minimum siły żeby w ogóle się za to zabrać?
Właśnie też to czuję co Klarysa06 opisuje. Jak mi jest bardzo źle to nawet nie mam siły siedzieć i skupiać się na oddechu, nie mówiąc o skanowaniu i domknięciu. Czy jest jakaś skrócona wersja dla takich momentów?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że trochę mieszamy dwie różne rzeczy. Jedno to oczyszczanie aury jako regularna praktyka, drugie to co robić w kryzysie. To nie jest to samo i chyba nie powinno być. W kryzysie może ważniejsze jest po prostu przetrwanie, a nie idealna technika energetyczna.
Mam pytanie do Rozalindy, bo piszesz o dłoniach i skanowaniu - czy robiąc to na sobie możesz być obiektywna? Bo przy sobie chyba trudniej nie mieć oczekiwań co poczujesz, no nie? Przy kimś innym to by miało sens, ale przy sobie?
Wracając do pytania o kryzys - ja w takich momentach zamiast rozbudowanej praktyki robię tylko jedno: trzymam ametyst przy sercu i po prostu oddycham. Żadnych afirmacji, żadnego skanowania. Tylko kamień i oddech. Proste ale działa przynajmniej dla mnie. Może nie oczyszcza aury idealnie ale daje punkt oparcia.
Właśnie to mnie zastanawia w całej tej rozmowie - jak dużo z tego co czujemy przy tych praktykach to efekt skupienia uwagi, a nie rzeczywiście praca z czymś zewnętrznym. I nie mówię że to źle, bo skupienie uwagi też jest czymś. Ale chciałabym wiedzieć co tutaj na forum myślą osoby które praktykują od dłuższego czasu.
Tylko że to 'działa' jest też subiektywne, nie? Tzn. jak oceniasz że aura jest oczyszczona po praktyce - co dokładnie czujesz, że to właśnie to?
A wracając do mojego wcześniejszego pytania o skróconą wersję na złe momenty - nikt mi jeszcze nie odpowiedział wprost. Czy jest jakiś naprawdę minimalny wariant tej praktyki oczyszczania? Nawet pięciominutowy?
Klarysa06, to akurat jest ciekawe bo właśnie o tym jest sporo w kontekście aury - że zbieramy cudze energie nieświadomie. Szczególnie jak ktoś jest wrażliwy energetycznie. Może Rozalinda coś powie o tym jak to rozróżnić?
Rozróżnienie między 'swoją' a 'przejętą' emocją to jeden z trudniejszych elementów tej pracy. Zazwyczaj mówi się że emocja przejęta od kogoś innego ma inny 'smak' - jest jakby mniej twoja, mniej zakorzeniona w konkretnej przyczynie. Ale uczciwie powiem, że na początku naprawdę ciężko to czuć. To przychodzi z czasem.
Ale jak już rozmawiamy o tym co jest 'nasze' a co nie - to czy w samym oczyszczaniu aury jest jakaś sekwencja od góry do dołu czy od dołu do góry? Bo widziałam różne wersje i nie wiem która ma sens.
Mam pytanie które może być trochę z boku ale jednak - czy oczyszczanie aury działa tak samo u osób które w to wierzą i u tych co są sceptyczne? Bo jakby to był tylko efekt skupienia uwagi to u sceptyków chyba by nie działało, co?
Przepraszam że wchodzę, bo czytałam od początku i chciałam zapytać - jak długo trzeba ćwiczyć żeby w ogóle poczuć cokolwiek przy skanowaniu? Bo próbowałam raz i nic absolutnie nie czułam, ani ciepła ani chłodu o którym Rozalinda pisała wcześnie. Czy ja to źle robię czy po prostu za krótko?
Czeremcha.2, to jest właśnie ta pułapka uwagi o której mówiła Rozalinda - oczekiwanie konkretnego odczucia blokuje samo odczuwanie. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale może spróbuj skierować uwagę na oddech a nie na dłonie, i niech dłonie 'sobie będą' gdzieś z boku uwagi.
Właśnie mam refleksję po tej całej rozmowie - dużo tu mówimy o tym co czujemy i jak czujemy, ale mało o tym co robić po oczyszczaniu. Tzn. czy jest jakiś etap 'uszczelniania' żeby ta energia nie odpłynęła od razu albo znowu nie nabrało się cudzych rzeczy?
To z tym zamknięciem pola - wyobrażenie świetlistej powłoki brzmi dla mnie trochę abstrakcyjnie, bo ja nie jestem wzrokowcem. Czy to musi być właśnie wizualizacja? Bo jak próbuję coś sobie wyobrazić to widzę nic i potem czuję się głupio.
Właśnie - zamknięcie pola to nie musi być wizualizacja w sensie 'muszę to zobaczyć oczami wyobraźni'. Intencja jest ważniejsza niż forma zmysłowa. Ktoś może powiedzieć to w myśli, ktoś inny poczuć, ktoś jeszcze użyć gestu - np. skrzyżować ramiona na klatce piersiowej na chwilę. Paprotka dobrze to ujęła - ważne że jest jakiś sygnał dla siebie samej że 'zamykam'. Ciekawe czy ktoś ma jeszcze inne sposoby na ten etap?
Ten gest ze skrzyżowanymi ramionami jest ciekawy, ale mam pytanie - czy to nie jest przypadkiem odruchowa postawa obronna z psychologii? Tzn. czy nie robimy sobie po prostu psychologicznego tricku a nie czegoś z energią?
Ale czy ten wątek nie zmierza w stronę filozofii bardziej niż praktyki? Bo pytanie o zamknięcie pola po oczyszczaniu jest ważne i chciałam się dowiedzieć konkretnie jak to robicie. Zostańmy przy tym, bo to bardzo przydatna informacja.
Laurencja83, myślę że przy krótkich wersjach zamknięcie jest nawet ważniejsze niż przy długich sesjach, bo przy krótkiej pracy może być więcej 'niedokończoności'. Pełna sesja ma swój rytm i naturalnie prowadzi do zamknięcia. Szybka może urwać w połowie procesu i zostaje coś otwartego. Chociaż przyznam szczerze - to bardziej moje przeczucie niż coś z czego mogę się wywieść z konkretnego źródła.
A ja wróce do tego co mówiłam o tym że nic nie czułam przy skanowaniu - próbowałam raz jeszcze po tym co napisała Willowa, żeby skupić się na oddechu a nie na dłoniach. I coś poczułam - nie wiem czy to ciepło czy po prostu pulsowanie? Nie byłam pewna czy to w ogóle coś znaczy czy tylko moje krążenie 🙂
