no i wróciliśmy do pytania Celestynki sprzed kilku postów, tylko inaczej sformułowanego. i odpowiedź jest ta sama: nie masz pewnego sposobu rozróżnienia sam. możesz obserwować wzorce, możesz testować, możesz pytać kogoś kto to widzi z zewnątrz. ale pewności - nie ma.
Ojejku idzik, jedno co możesz zrobić to sprawdzić czy to napięcie ma historię. Tzn. czy pojawia się w konkretnych sytuacjach, przy konkretnych myślach albo kontaktach z konkretnymi ludźmi. Zwykłe napięcie od siedzenia jest dość równomiernie fizyczne. To drugie bywa bardziej punktowe i ma jakiś kontekst który je wyzwala.
to co mówi Wszebora to właściwie bardzo sensowna praktyczna wskazówka, niezależnie od tego jak nazwiemy ten mechanizm. obserwacja wzorców jest czymś co można weryfikować w czasie. i to mi bardziej odpowiada niż „poczuj i uwierz”
okej, przyjmuję tą odpowiedź Mocarnaa i Gustlika. to znaczy że „cofanie się” to skrót myślowy na dotarcie do śladu energetycznego. to ma jakiś sens. ale mam nowe pytanie: czy ten ślad może być nieprawidłowo zidentyfikowany? tzn. myślisz że pracujesz z jednym zdarzeniem a tak naprawdę to inna warstwa?
to jest bardzo glebokie pytanie Dobieslaw i w mojej praktyce odpowiedź brzmi: tak, bardzo czesto. cialo nie sortuje wspomnien chronologicznie. często pierwsze co wyplywa to nie jest zrodlo, tylko echo. i dopiero kiedy to rozladujesz, pod spodem jest cos starszego.
o właśnie to jest cos konkretnego!!! tzn. ze sprawdzasz po czasie czy wraca. ja zawsze oceniałam bezposrednio po sesji i może dlatego mam wrazenie ze raz działa a raz nie, bo nie patrze na dłuzszy odcinek czasu. to by wiele wyjasniało hm
zatrzymajmy się na chwilę - tu pojawia sie klasyczny problem z weryfikacja. jeśli miarą jest „cos się trwale zmienia”, to jak dlugo obserwujemy? tydzień, rok? i co wykluczamy jako zmienna - czas sam w sobie, inne zdarzenia w życiu, zwykłe zmiany nastroju? to jest metodologicznie dziurawe.
ale czy to nie jest trochę tak ze każde zmienianie siebie ma ten problem? jak chodzisz na terapię przez rok to też nie wiesz co dokładnie zadziałało, czy sesja czwarta czy dziesiąta czy po prostu życie poszło dalej. to nie znaczy ze terapia nie działa 🙂
mam wrażenie że ta dyskusja co chwilę zahacza o to samo rozwidlenie: albo chcemy rozumieć mechanizm, i weryfikować, albo chcemy sprawdzić czy coś praktycznie pomaga. to są różne pytania i chyba nie da się ich rozwiązać jednocześnie w tym wątku. pytanie do Mocarnaa, bo zaczęłaś temat: co ciebie bardziej interesuje?
uczciwa odpowiedź: zaczęłam od chęci zrozumienia mechanizmu. a skończyłam na tym że przestało mnie to obchodzić w trakcie, bo zaczęło coś zmieniać praktycznie. więc chyba oba ale w różnym czasie. i myślę że to może być typowe - pytasz o mechanizm dopóki nie masz własnego doświadczenia.
Śledzę ten wątek od początku i mam jedno pytanie na które nie znalazłam odpowiedzi: czy ta praca z energią przeszłości może być niebezpieczna? tzn. czy można sobie zrobić krzywdę jeśli się robi to bez doświadczenia? bo dużo tu o efektach pozytywnych ale nic o ryzyku
dobra to rozwinę to pytanie bo Gustlik trochę urwał. co to znaczy „cięższy materiał”? bo rozumiem że chodzi o traumy, ale jak mam wiedzieć czy to co mam to ciężki materiał czy nie? bo może się okazać że traktuję coś poważnie a dla kogoś z zewnątrz to drobnostka, albo odwrotnie
pytanie Groszek jest sensowne, ale odpowiedź nie jest prosta. „ciężki materiał” to nie jest kwestia obiektywnej wagi zdarzenia, tylko tego jak głęboko siedzi w ciele i jak reaguje kiedy do tego sięgasz. widziałam ludzi którzy rozpadali się przy z pozoru błahych rzeczach i takich co przez naprawdę trudne przechodzili spokojnie. to nie o treść chodzi, tylko o reakcję.
Saturnella ma rację i dodam jedno: jeśli po próbie dotknięcia jakiegoś wspomnienia masz kilka dni rozbicia, płakania bez powodu albo problemów ze snem, to jest sygnał że materiał jest ponad to co możesz samodzielnie przeprocesować. to nie znaczy stop, znaczy: weź kogoś do tego.
o matko, a ja nawet nie pomyślałam że może być taki efekt uboczny. myślałam że to albo działa i jest dobrze albo nie działa i nic się nie dzieje 🙂 a tu się okazuje że może być trzecia opcja i to nieprzyjemna
Ewunia ja tez tak mysłam! ze albo efekt albo brak efektu. ale jak o tym czytam i słysze o tym rozbicu po sesji to troche mnie to niepokoi bo ja wlasnie miałam raz taki dzen po medytacji gdzie byłam kompletnie nie swoja i nie wiazałam tego z medytacja tylko z hormoanami haha. a moze jednak?
Ehh, dokładnie to mowilem kilkadziesiąt postów temu. nie mozemy wyodrębnić zmiennej. ale teraz mam inne pytanie do tych ktorzy pracuja z tą metoda: czy jest jakiś protokół bezpieczeństwa, cokolwiek czy po prostu każdy sobie radzi jak moze??
tak, ja robiłam podobnie. moja terapeutka zanim wogóle zaczęłyśmy dotykać przeszłości, kilka sesji poświęciłyśmy na „kotwice” czyli miejsca w ciele gdzie czuję się okej. żeby mieć dokąd wracać jeśli coś się zrobi za intensywne. to dużo zmieniło w poczuciu bezpieczeństwa podczas pracy.
a to ciekawe, nigdy nie słyszałam o tym aspekcie. to znaczy że ta praca z przeszłością to nie jest po prostu „wejdź i przepracuj”, tylko jest cały etap przygotowania? to zmienia moje wyobrażenie o tym jak to wygląda w praktyce
kotwice to stary pomysl, nie tylko z bioenergii. somatic experiencing, EMDR, różne podejścia somatyczne używają czegos podobnego. idea jest ta sama: zeby nie zostawić czlowieka samego z materiałem który wyszedł. to ma sens niezależnie od tego w jakim języku opisujesz mechanizm.
mapa a teren, klasyk. ale mam z tym problem: jeśli mapa jest błędna, to czy nadal prowadzi do właściwego miejsca? tzn. jeśli myślę że pracuję ze „śladem energetycznym” a naprawdę to jest pamięć ciała, to czy dojdę do tego samego celu?
wtrącę się tutaj bo ta dyskusja o mapie i terenie jest interesująca. w praktyce różnica między „ślad energetyczny” a „pamięć ciała” może mieć znaczenie kiedy coś idzie nie tak. jeśli masz błędną mapę to możesz nie rozpoznać że potrzebujesz realnej pomocy psychologicznej bo interpretujesz objawy przez inną siatkę pojęciową. to jest konkretne ryzyko, nie teoretyczne.
to co mówi Lipowa jest ważne i rzadko o tym się mówi w tych kręgach. znam osoby które latami pracowały „energetycznie” z czymś co okazało się wymagać zupełnie innego podejścia. nie mówię że praca energetyczna zaszkodzi ale może opóźniać właściwe rozpoznanie.
ok ale to znowu jest argument który brzmi jak „bioenergoterapia zamiast terapii”. a wiekszość osób tutaj chyba nie traktuje tego jako alternatywy tylko jako uzupełnienie? przynajmniej ja tak to rozumiem. Mocarnaa, ty jak to widzisz? bo ty zaczęłaś ten temat.
ok, Adeptka pyta czy traktuję to jako uzupełnienie czy alternatywę. zdecydowanie uzupełnienie. ja równolegle chodziłam do zwykłej terapeutki i do bioenergetyczki i te dwie prace się uzupełniały, nie wykluczały. ale muszę powiedzieć że ta dyskusja o mapie i terenie bardzo mi otworzyła oczy na coś, na co wcześniej nie zwracałam uwagi. jeśli mam błędne przekonanie o tym co robię, to mogę też źle odczytywać sygnały w trakcie sesji. to jest dla mnie nowe.
ale jeśli to uzupełnienie to chyba trzeba mieć dostęp do obu naraz? bo co jeśli ktoś nie ma kasy na terapię i bioenergię jednocześnie? to brzmi jak luksus dla lepiej sytuowanych, przepraszam za dosadność
wracam do tego co powiedziała Zaneczka o opóźnianiu właściwego rozpoznania. to mnie siedzi w głowie bo znam kogoś, nie będę mówić szczegółów, kto latami chodził do różnych uzdrowicieli i bioenergetyków z czymś co potem okazało się wymagać konkretnego leczenia. i teraz zastanawiam się czy ta praca energetyczna faktycznie coś mu dawała w tym czasie czy po prostu odraczała. nie mam odpowiedzi ale pytanie mnie gnębi
