Siedzę od jakiegos czasu nad tematem, który mi nie daje spokoju i postanowiłam go tu wyrzucic, bo ciekawa jestem co wy na to. Chodzi o cos, co roboczo nazywam „despotyzmem energetycznym” w kontekście bezradności nauczanej. Znacie to zjawisko z psychologii - człowiek uczy się że cokolwiek zrobi, nie ma wpływu na wynik, więc przestaje probowac. Ale patrząc na to od strony energetycznej, mam wrażenie że to nie jest tylko kwestia psychiki. Są osoby, ktore wchodzą w bliski kontakt z kimś o bardzo dominującym polu energetycznym i dosłownie tracą własny impuls do działania. Widziałam to kilka razy przy sesjach bioenergoterapeutycznych. Klient przychodzi wyczerpany, mówi „nie wiem skad to, wszystko robiłam dobrze” - a w polu jest wyrazny wzorzec tłumienia, jakby ktoś latami siedział na tej energii. Zastanawiam się: czy to jest swiadome czy nie? I co ważniejsze - jak z tym pracować, skoro sam pacjent nie wierzy już że zmiana jest możliwa?
Ojej, to jest bardzo ciekawy temat. Ja ostatnio czytałam trochę o czakrach i gdzieś natrafiłam na opis jak zablokowana czakra splotu słonecznego może wyglądać właśnie tak, jakby ktoś „siedział na twojej energii” jak napisałaś. Tylko nie bardzo rozumiem - czy mówisz że to może być celowe działanie drugiej osoby, czy raczej dzieje się bez jej wiedzy? Bo mi się wydawało że blokady to raczej efekt własnych traum, a nie czyjejś ingerencji. Mogę się mylić, dopiero zaczynam.
Zatrzymajmy się na chwile. Bezradność nabyta to pojęcie z psychologii eksperymentalnej, Seligman, lata 60-70. opisuje mechanizm wyuczonego braku sprawczosci. To jest naprawde dobrze udokumentowane i dziala na poziomie neurologicznym, zmiany w korze przedczołowej itp. Nie potrzeba do tego żadnych pól energetycznych, żeby to wyjaśnić. Nie mówię że bioenergoterapia nic nie robi, ale łączenie tych pojęć bez rozroznienia co jest czym to trochę mieszanie porządków.
Ok, „zainfekować” to już metafora energetyczna, nie kategoria z psychologii. Rozumiem co masz na myśli, ale skąd wiesz że to nie jest twoja własna interpretacja pola a nie obiektywny stan klienta? To szczere pytanie, nie zlosliwosc.
Ludzie, ja mam swoje trzy grosze do wrzucenia. Przez kilkanaście lat prowadziłam notatki z różnych sesji, które sama przeżywałam jako klientka u różnych terapeutów. I jest pewna kategoria spotkań, po których wychodziłam jakby opróżniona - nie w sensie wyczyszczona pozytywnie, tylko jakby ktoś odkręcił kurek. Jeden terapeuta wprost mi powiedział że robi „silne przekierowanie energii” i że to normalne że czuję się po tym słabiej. Długo mi zajęło rozpoznanie że coś tu jest nie tak. Czy to „despotyzm energetyczny”? Nie wiem jak to nazwać, ale zjawisko jest jak najbardziej realne z mojej perspektywy.
O matko, to co opisuje Petronelka to brzmi strasznie. Jak można stwierdzić że terapeuta robi to nieświadomie a kiedy robi to celowo? Czy są jakieś sygnały ostrzegawcze przed sesją? Ja dopiero szukam kogoś do bioenergoterapii i teraz mam gęsią skórkę
hej, moze glupie pytanie ale - czy to mozna czuc fizycznie? ze ktos „bierze” twoja energie? bo jak sie zastanowiam to sa u mnie ludzie po spotkaniach z ktorymi jestem bardziej zmeczony niz przed, ale myslalem ze to ze sa trudni emocjonalnie po prostu
ja tez tak mam z jedną osobą z pracy!! po każdej rozmowie z nią mam ochote isc spac, glowa mnie boli i jkaos tak jakby mi bateria siadla. Zawsze myslalam ze to tak działa ale teraz zaczynam sie zastanawiać czy to nie jest to o czym piszecie. Co mozna na to zrobic zeby sie ochorninic?
Wrócę do pytania Reny, bo jest ważne i zasługuje na odpowiedz. Skąd wiem że to nie moja interpretacja? Szczerze? Nie wiem ze 100% pewnoscia. Nikt kto pracuje z polem nie wie. Ale - pracuje z klientami od lat, prowadze własne notatki, porównuję wzorce. Kiedy klient opisuje środowisko z silną osobą dominującą, a ja widzę w polu specyficzny wzorzec kompresji w okolicy splotu słonecznego i gardła, i to się powtarza w podobnych przypadkach niezaleznie od siebie - to przestaje być tylko moją projekcją. To jest robocza hipoteza, nie dogmat.
Dobra, to brzmi juz bardziej rzetelnie niż wiele rzeczy co tu czytam. Wzorzec powtarzalny, notatki, obserwacja wielu przypadków - ok. Mam jednak pytanie: czy ktokolwiek z was rozroznia w pracy własną empatię (czyli de facto wchłanianie stanu klienta) od realnego „zapisu” w polu? Bo empatia somato-sensoryczna robi cuda z percepcją. Terapeuta moze po prostu czuć co klient czuje i opisywać to jako „stan pola”. To nie dyskredytuje procesu, ale zmienia opis mechanizmu.
ale czy to nie wychodzi na to samo w praktyce? tzn. czy ważne jest jak to nazwiemy, skoro efekt jest taki, że ktoś wchodzi w spiralę bezsilności i nie może z niej wyjść własnymi siłami? mam wrażenie że trochę za bardzo skupiamy się na mechanizmie a za mało na tym co z tym zrobić
Nazewnictwo nie jest bez znaczenia bo od niego zależy co z tym robimy. Jeśli powiemy „zapis w polu po cudzej energii dominującej” to szukamy metody ekstrakcji tego zapisu. Jeśli powiemy „wyuczona bezsilność z nakładającą się empatyczną rezonancją terapeuty” to szukamy protokołu terapeutycznego do pracy z przekonaniami i równoległy retraining własnego odbioru. To są różne drogi. Nie mówię że jedno prawdziwe a drugie nie - mówię że definicja ma konsekwencje praktyczne.
Ciekawy wątek. Ja mam takie swoje doświadczenie sprzed kilku lat, niezbyt przyjemne, ale może pasuje do tematu. Byłem w związku z kobietą która - patrzę na to teraz z dystansu - stosowała coś co można nazwać energetyczną dominacją. Nie agresywnie, wręcz przeciwnie, była bardzo spokojna. ale po każdej kłótni czułem się tak jak mówi Amuletka - pusta bateria i brak woli żeby cokolwiek zmienić. W tamtym czasie myślałem że po prostu się kocham i tęsknię. Teraz widzę to inaczej. Miałem wtedy bardzo specyficzny sen powtarzający się - stałem w miejscu i nie mogłem ruszyć nóg. Klasyczny wzorzec zablokowanej sprawczości.
Siedzę nad tym wątkiem od początku i tak mi się nasuwa myśl - może to co nazywacie „despotyzmem energetycznym” to tak naprawdę dwa różne zjawiska wrzucone do jednego worka. jedno to świadome lub półświadome działanie osoby która wie o energii i jej używa do dominacji. drugie to coś co seligman by pewnie nazwał destrukcyjnym stylem przywiązania i tyle. zastanawia mnie czy da się to w ogóle odróżnić w praktyce, bo efekt z zewnątrz wygląda podobnie.
Rozróżnienie które zaproponowała Sliwowa08 jest według mnie kluczowe i warto je rozwinąć. W tradycyjnym rozumieniu pracy z energią istnieje pojęcie „pasożytnictwa energetycznego” jako procesu mimowolnego i celowego vampiryzmu. Ale jest trzecia kategoria, o której mało kto mówi - wzorzec który dana osoba nosi jako dziedziczone zaburzenie energetyczne i który projektuje na otoczenie nie wiedząc o tym. To nie jest wampiryzm w klasycznym sensie, bo nie ma intencji. Ale efekt dla ofiary może być identyczny. Pytanie które zadałaby Zodia na początku - czy świadome czy nie - ma tu konkretną odpowiedź: może być ani jedno ani drugie, może być wzorzec pokoleniowy.
a czy wzorzec pokoleniowy można rozpoznać podczas sesji? i czy terapeuta jest wtedy w stanie odróżnić co należy do klienta a co jest „imported” z linii rodzinnej? pytam bo to brzmi jakby skomplikowało pracę bardzo
Zodia, to bardzo interesujące to co napisałaś o pytaniu intencyjnym przed sesją. Ale mam głupie pytanie - co jeśli to pytanie samo w sobie jakoś sugeruje wynik? tzn. jeśli z góry zakładasz że gdzieś może być „linia rodzinna” to może twój umysł to właśnie tam szuka? przepraszam jeśli to głupie ale trochę jak z tym efektem potwierdzenia co mówila Rena.2 wcześniej
wtrącę się bo mi to przypomniało jedną rzecz. ta kobieta o której pisałem, ona zawsze mówiła że „czyta pole bez oceniania”. A jednocześnie bardzo konkretnie mi mówiła co widzi. to trochę sprzeczne, nie??? jak można czytać i jednocześnie nie interpretować. Zresztą jej interpretacje były zawsze jakoś tak… skrojone pod sytuację żebym bardziej od niej zależał
no wlasnie to jest chyba najbardziej pokrecone w tym wszystkim. ze niby pomoc a tak naprawde mowi ci ze bez tej pomocy sobie nie dasz rady. to jest troche jak… no nie wiem jak to nazwac. spirala?
Wisiałam nad tym wątkiem i powiem szczerze, trochę mnie to przeraża ale też bardzo mi pomaga zanim zacznę szukać terapeuty. Macie może jakieś konkretne pytania które warto zadać terapeucie przed pierwszą sesją? coś co by pozwoliło ocenić czy jest ok?
Gustawa, zamiast listy pytań powiem co obserwować. Dobry terapeuta energetyczny powinien po pierwszej sesji zostawiać cię z poczuciem że masz więcej, nie mniej. Więcej rozumienia, więcej narzędzi własnych, więcej sprawczości. Jeśli po każdej sesji czujesz się bardziej zagubiona i bardziej zależna od kolejnej wizyty, to jest sygnał. Niezależnie od tego co mówi terapeuta o swoich metodach.
to co Olesia opisuje z zasobami własnymi to mi się kojarzy z czymś z zupełnie innego obszaru, z terapią uzależnień. tam też mówią że dobra terapia ma budować zdolność do samodzielnego funkcjonowania, a nie zastępować jedną zależność drugą. może tu działa ten sam mechanizm tylko w innym języku
Sliwowa trafnie to ujęłaś. Jest nawet termin w psychologii systemowej, coś co można przetłumaczyć jako „jatrogenna zależność”, czyli zależność wywołana przez samą terapię. To nie jest wyłącznie problem bioenergoterapii, to problem każdej relacji pomocowej gdzie granice są nieczytelne. Ale w pracy energetycznej jest szczególnie trudno to wykryć, bo sama natura relacji zakłada dużą otwartość.
ale czy da się w ogóle pracować energetycznie bez tej otwartości? bo jak rozumiem, żeby ktoś mógł pracować z twoim polem to musisz go wpuścić. a jak go raz wpuścisz to chyba trudno potem postawić granicę? to trochę jak z zaproszeniem kogoś do domu - nie możesz powiedzieć „wejdź ale tylko do przedpokoju”
Wera, to jest bardzo dobre porównanie i jednoczesnie trochę niepokojące że tak o tym myślisz zanim jeszcze miałaś sesję. Otwartosc w sesji energetycznej jest celowana, to nie jest otwieranie się na wszystko i na zawsze. dobra sesja ma wyraźny poczatek, prace i zamkniecie. Zamknięcie jest tu kluczowe i niestety często pomijane przez mniej doświadczonych terapeutow
a co oznacza to „zamknięcie” w praktyce? bo nigdy na takiej sesji nie byłam i nie wyobrażam sobie jak to wygląda. czy to coś symbolicznego czy dosłownie?
ooo to jest ciekawe co mówi Petronelka. znaczy to że terapeuta który nie zamyka sesji może nieświadomie „utrzymywać połączenie”? czy to jest właśnie ten mechanizm despotyzmu o którym jest cały wątek?
