Ostatnio pracuję z bioenergetyką i wpadłam na coś ciekawego - chodzi o dostęp do energii z przeszłości. Nie mówię o regresji w sensie hipnozy, ale o czymś innym. O tym, że można cofnąć się do momentu kiedy coś się wydarzyło i jakoś przepracować to na poziomie energetycznym. Czy ktoś w ogóle to praktykuje? Bo mam wrażenie że mało się o tym mówi w kontekście bioenergoterapii, a to chyba istotna rzecz.
Temat jak najbardziej na miejscu i rozumiem o co pytasz. To co opisujesz ma kilka nazw - jedni mówią praca z matrycą energetyczną, inni cofanie do źródła blokady. Chodzi o to że pole energetyczne człowieka przechowuje ślady dawnych zdarzeń, nawet tych sprzed wielu lat, i mozna te miejsca zlokalizować i oczyscic. Pytanie tylko jak dużo masz doświadczenia z samym skanowaniem aury, bo to jest punkt wyjscia do całej tej pracy
oo to ciekawe! ja ostatnio zaczęłam medytować i mam wrażenie ze podczas medytacji jakby dotykam jakiś starych wspomnień ale nie przez mysl tylko przez cialo, takie dziwne odczucia fizyczne. czy to moze byc własnie ta energia pzreszłości o której piszesz? bo nie bardzo wiedziałam jak to nazwac
Dobra, ale zanim pójdziemy dalej - na czym konkretnie ma polegać to „cofanie się”? Bo pole energetyczne przechowuje „ślady zdarzeń” brzmi jak metafora, a nie opis żadnego realnego mechanizmu. Nie mówię że to bez sensu jako praktyka ale chciałbym rozumieć co tu się faktycznie robi, zanim zaczniemy ekscytować się efektami.
hmm, ale jak w ogóle wiadomo że się trafi w właściwe miejsce? Mam na myśli - jeśli coś się czuje w ciele podczas medytacji, to skąd wiadomo że to akurat ten konkretny moment z przeszłości, a nie poprostu napięcie mięśni albo zły dzień?
Ja właśnie pracowałam z bioenergoterapeustką nad czymś podobnym i ona mówiła że ciało ma swoją pamięć i samo „wskazuje” gdzie jest blokada. Używała techniki skanowania dłońmi i mówiła że w pewnych miejscach czuć gorąco albo mrowienie i to jest właśnie ten ślad. Naprawdę byłam zaskoczona bo pokazała mi konkretne miejsca na ciele które były powiązane z różnymi okresami mojego życia!
Sama pracuję z energią od kilku lat i prowadzę notatki z każdej sesji. To co Tolek opisuje to realny problem i mam mieszane uczucia. Widziałam osoby które po takiej pracy naprawdę się odmieniły, ale widziałam też takie gdzie to była raczej projekcja terapeuty. Myślę że kluczowe jest to czy praktyk ma naprawdę dobrze wyszkolone czucie czy po prostu improwizuje.
Tu bym poparła Zaneczką częściowo. Ale chcę dopytać - co znaczy „wyszkolone czucie”? bo to brzmi jak kolejna rzecz której nie da się zweryfikować z zewnątrz. Jak odróżnić kogoś kto naprawdę czuje pola od kogoś kto po prostu pewnie mówi?
obserwuję ten temat i mam jedno pytanie do Mocarnaa - kiedy piszesz o cofaniu do energii przeszłości,to robisz to sama na sobie czy z pomocą kogoś? Bo wydaje mi się że to dwie zupełnie różne rzeczy pod względem ryzyka i techniki
Wchodzę bo widzę że rozmowa idzie w kilku kierunkach naraz. Chcę tylko zaznaczyć jedną rzecz: pojęcie „energii przeszłości” jest bardzo niejednoznaczne i różne szkoły bioenergoterapii rozumieją to zupełnie inaczej. Część mówi o śladach emocjonalnych w ciele (to ma przynajmniej pewne potwierdzenie w podejściach somatycznych), a część o dosłownym dostępie do przeszłych zdarzeń w jakimś polu informacyjnym - i to są dwie różne rzeczy, nie wrzucajmy ich do jednego worka.
Lipowa ma rację i to ważne rozróżnienie. Można pracować z tym co ciało zapamiętało - napięcia, wzorce - i to jest coś konkretnego. Ale to co niektórzy terapeuci obiecują czyli dosłowny wgląd w przeszłe zdarzenia albo nawet poprzednie wcielenia, to już zupełnie inna para kaloszy i trzeba być ostrożnym.
ok ale jak w praktyce wygląda to cofanie sie?? Tzn mam medytowac, skupic sie na jakims wspomnieniu i potem co? bo nie rozumiem jak to ma działać krok po korku czy jest jakas techika którą można by zacząc same?
a da się to zrobić bez żadnego doświadczenia z bioenergetyką? bo chciałbym spróbować i zastanawiam się ile czasu to zajmuje żeby coś poczuć
ok wiec rozumiem ze nie ma drogi na skróty, ale ile to realnie trwa? mam na mysli nie latami ale tygodniami? czy jesli bede codziennie medytowac po pol godziny to za miesiac cos poczuje czy to dalej za mało
mnie tez interesuje ile czasu to zajmuje! i czy mozna przyspieszyc kamykami bo czytałam ze ametyst albo obsydian pomagają wejsc glebiej podczas medytacji i moze ulatwia to dotarcie do tych energii przeszlosci?
a ja bym jednak nie była taka kategoryczna co do kamieni - obsydian rzeczywiście ma specyficzne działanie przy pracy z cieniem i z tym co chcemy zostawić za sobą. u mnie to nie była kwestia przyspieszenia ale jakości kontaktu z odczuciem. ale to osobiste, każdy inaczej
wróćmy na chwilę do sedna bo rozmowa trochę odpływa w kamyki. pytanie Idzika jest sensowne i odpowiem na nie wprost: nie da się podać konkretnych tygodni bo to zależy od tego z jakim materiałem pracujesz. ktoś z jednym silnym zdarzeniem może coś poczuć szybciej niż ktoś kto ma warstwy nieprzepracowanych spraw przez lata. to nie jest kwestia czasu spędzonego na macie
Tolek ma rację i dobrze że to padło. Znam osoby które latami „przepracowywały energetycznie” coś czego tak naprawdę potrzebowały przepracować zupełnie inaczej. Energia i psychika są połączone ale nie są tym samym.
ok ale wracajac do pytania jak to technicznie robic - Gustlik napisał wyzej zeby skupic sie na odczuciu w ciele a nie na wspomnieniu. ale co jesli odczucie sie nie pojawia? ja np siedze i siedze i nic, zero, pustka. czy to znaczy ze jestem jaks zablokowana czy po prostu ze nie mam zadnych sladow energetycznych?
to ciekawe co Gustlik pisze o napięciach - ale jak mam odróżnić napięcie które jest „śladem energetycznym” od zwykłego napięcia bo siedzę źle przy komputerze? serio pytam, nie ironicznie
o matko Szafranka ale to brzmi jakby cała ta praca nie miała sensu 🙁 ja po sesjach naprawde czuję różnicę w ciele i w nastroju, to nie jest placebo chyba? a moze jest i co z tego, skoro działa?
właśnie o to mi chodzi od początku tego wątku. efekt jest ale mechanizm przypisywany efektowi może być zupełnie inny. i to nie podważa całej bioenergoterapii, tylko wymaga ostrożności przy interpretacjach. szczególnie tych bardziej konkretnych, „ta blokada pochodzi z wypadku w 1998” albo gorzej - „z poprzedniego wcielenia”
to jest właściwie serce całej dyskusji którą tu prowadzimy. kiedy zaczęłam to eksplorować sama wiedziałam tyle że coś jest, ale nie co. i nadal nie jestem pewna nazwy ani daty. skupiam się na tym żeby odczucie się ruszyło, zmieniło, rozładowało. nie na opowieści wokół niego.
Mocarnaa, mam pytanie bo to co piszesz wydaje mi się ważne - to znaczy że możliwa jest praca bez narracji? Bez tłumaczenia sobie skąd pochodzi dana blokada? Pytam bo zawsze myślałam że to „cofanie się” wymaga żebyś wiedziała do czego wracasz
no dobrze ale jak to się ma do tytułu tego wątku - „cofanie się czasowe”? Bo z tego co teraz opisuje Mocarnaa to nie brzmi jak cofanie się w czasie tylko jak praca z ciałem tu i teraz. To dwie różne rzeczy, nie?
Mocarnaa to ujęła dobrze. Powiedziałbym nawet ostrzej: jeśli ktoś mówi ci że „cofa się w czasie” jako doslowny proces - to metafora, nie opis mechanizmu. Energia zapisana w ciele nie ma stempla daty. Ma intensywność, jakość, lokalizację. I to jest coś z czym faktycznie mozna pracowac.
dobra, ok, rozumiem ze to metafora i ze cialo przechowuje slad. ale moj problem jest taki ze nie wiem czy to co czuje w ciele to slad tego konkretnego zdarzenia czy moze poprostu jestem spiety bo za duzo siedze. jak mam to rozroznic bez kogos z zewnatrz?
