Siedzę ostatnio nad czymś, co mnie zastanawia już od dłuższego czasu i chciałem to gdzieś wyrzucić z siebie. Chodzi o taki moment, kiedy pracujesz z energią - nieważne czy sesja, czy jakiś rytuał czy zwykłe skupienie na czakrach - i wiesz że coś powinno zadziałać, ale po prostu nie działa tak szybko jak byś chciał. I teraz pytanie które mnie gryzie: czy energia w ogóle czeka? Znaczy, czy pole energetyczne ma coś takiego jak „cierpliwość”? Czy ona po prostu jest, zawsze gotowa, i to my nakładamy na nią ten czas? Bo mam wrażenie, że niecierpliwość podczas pracy z polem to jedna z głównych rzeczy, które blokują efekty. Jakby nasz własny pośpiech tworzył coś w rodzaju interferencji. Ale może to tylko moja teoria. Ciekaw jestem, co wy na to.
O, dobry temat! Bo właśnie to jest chyba jedna z tych rzeczy, o których się za mało mówi - to wyczekiwanie i co się z nim robi podczas pracy energetycznej. Mnie się wydaje, że energia nie czeka, ona po prostu jest - zawsze. To my wchodzimy w jakiś czas i z tego czasu patrzymy na pole. Ale pole istnieje poza tym naszym „teraz”, „za chwilę”, „dlaczego jeszcze nie”. Miałam kiedyś sesję z bioenergoterapeutą i ona mi powiedziała że jak czuję niecierpliwość to znaczy że wyszłam z kontaktu z polem. Wtedy zamiast być w energii, jestem w głowie. I to mnie bardzo utkwiło. Ale jestem ciekawa, czy inni mają podobne odczucia podczas pracy?
Przepraszam że się wtrącę, bo ja kompletnie nie wiem jak to technicznie działa ale to co piszecie brzmi jakby energia była czymś w rodzaju oceanu, a my jesteśmy falą na tym oceanie i jak się spieszymy to tworzymy zamęt a nie płyniemy. Dobrze to rozumiem? Serio pytam bo chce zrozumiec, nie żebyście mysleli ze dokuczam 🙂
Muszę trochę zejść na ziemię w tej dyskusji, bo robi się poetycko. Pracuję z bioenergią od lat i z doświadczenia mogę powiedzieć jedno: to nie energia „czeka” ani „nie czeka”. To po prostu nie są kategorie, które do niej pasują. Czas jest ludzką konwencją. Pole energetyczne jej nie ma. Problem niecierpliwości jest czysto ludzki - niecierpliwość to napięcie, a napięcie zamyka kanały, przez które energia ma płynąć. To nie jest kwestia filozofii, to kwestia fizjologii i stanu układu nerwowego. Jak jesteś spięty czekając na efekt, to twoje ciało jest w trybie walki i ucieczki, a to blokuje i odczuwanie i przekazywanie. Prosto.
Ale Wizjonerka, czy nie uważasz że to trochę za duże uproszczenie? Bo jeśli pole nie ma czasu, to dlaczego czasem czujemy, że „moment jest dobry” albo „teraz nie płynie”? To chyba oznacza, że pole jednak ma jakiś rytm, coś jakby przypływy i odpływy, nie? Sama to czuję przy kartach - są dni kiedy czytam jakby wszystko samo szło, i takie gdzie nic nie ma sensu. Skąd to się bierze jeśli nie z samego pola?
Cos w tym jest co mowi Wizjonerka, ale tez nie do konca sie zgadzam. Bo sa tradycje, chociazby te runiczne, gdzie bardzo konkretnie mowi sie o czasie jako elemencie samego pola - Jera, cykl, dojrzewanie. To nie jest ludzka konwencja nakladana z zewnatrz, to jest wbudowane w strukture rzeczywistosci. Nie wiem czy to energia „czeka”, ale moze ona ma swoje fazy? Jak cos co kielkuje - nie mozesz wyrwac rosliny z ziemi bo chcesz zeby szybciej urosla.
no właśnie mnie to trochę frustruje jak to czytam. bo niby ok, pole ma swój rytm, nie można sie spieszyć ale co wtedy kiedy naprawdę czekasz na jakiś efekt i po prostu nie wiesz ile to ma trwać? jak długo się ma nie śpieszyć? tydzień, miesiąc, rok? bo trochę to brzmi jak „poczekaj a będzie” i nie wiadomo kiedy
Wiecie co, może jestem tu nie do końca wtajemniczony w ten temat, ale mam jedno konkretne pytanie bo się gubię. Jak praktycznie rozróżnić czy brak efektów to kwestia niecierpliwości i złego nastawienia, a może po prostu dana metoda nie działa dla danej osoby? Bo z tego co widzę to jak ktoś jest cierpliwy i efektów nie ma, to mu się mówi „poczekaj”, a jak ktoś jest niecierpliwy to „właśnie to ci blokuje”. Skąd wiedzieć który przypadek mam?
Nikodem trafi w sedno, muszę przyznać. To jest rzeczywiście pułapka w myśleniu o energii i czasie - że każdy brak efektu można wytłumaczyć stanem pracującego. To jest nie do podważenia i przez to jest nieprzydatne jako wskazówka. Wolę podejście Wizjonerki, bo przynajmniej mówi o konkretach: napięcie blokuje przepływ. To jest coś co można zmierzyć, sprawdzić, popracować nad tym. „Energia ma swój rytm i czeka” to ładne słowa ale nie pomagają w praktyce.
Z mojego podwórka - mam gupie pyanie - czy jeżeli ktos medytuje i jest spokojny to energia tez jest spokojana czy wtedy jest bardziej aktywna? bo sie zastanawiam czy spokoj to to samo co gotowoc pola czy cos innego
Czarna, to nie głupie pytanie! Spokój to raczej przestrzeń w której energia może działać, a nie stan samej energii. Wyobraź sobie że masz hałaśliwy pokój - możesz słyszeć cichy dźwięk? Spokój to wyciszenie szumu żebyś mogła usłyszeć pole. Samo pole gra cały czas, my po prostu nie zawsze mamy warunki żeby to słyszeć.
Odkopię jeszcze raz tego co Runolog mówił o rytmie i cyklach - w numerologii mamy coś podobnego, lata osobiste, miesiące, i rzeczywiście są okresy gdzie pewne działania mają sens a inne nie. Ciekawi mnie czy ktoś kto pracuje z bioenergią sprawdza swój cykl przed sesją albo przed pracą z polem? Czy to jest w ogóle stosowane czy to za bardzo łączymy dwie różne tradycje?
Helioso, tak! Właśnie o to chodzi! Myślę że te cykle to jest klucz do zrozumienia dlaczego energia „czeka”. Ona nie czeka, ona jest w innej fazie i dlatego nie odpowiada na nasze próby kontaktu. Pracuję z rytmami przyrody przy rytuałach i to naprawdę zmienia skuteczność. Wydaje mi się że bioenergoterapia powinna to uwzględniać bardziej. Zresztą wiele tradycji na to wskazuje.
Ostrozenka, stop. Rytmy przyrody to nie to samo co pole energetyczne ciała. Mieszacie tu kilka zupełnie różnych rzeczy. Cykl księżyca czy rok osobisty to zewnętrzny kontekst, a bioenergoterapia pracuje z polem konkretnego ciała konkretnej osoby. Owszem, zewnętrzne cykle mogą wpływać, ale nie są tym samym. Ta rozmowa zaczyna się rozłazić w różne strony.
Bolo ma rację że się trochę rozeszło, ale pierwotne pytanie Gracjana było właśnie o relację czasu i pola, więc te cykle są tutaj na miejscu, przynajmniej jako kontekst. Mnie interesuje jedno - czy ktoś miał konkretne doświadczenie, że praca z bioenergią była zablokowana przez własną niecierpliwość, i jak to rozpoznał? Bo teoria jest piękna, ale chciałabym usłyszeć coś z praktyki.
No własnie tu to pytanie zostawiłam na końcu i czekam - czy ktoś miał konkretne doświadczenie że praca z energią była zablokowana nie przez nastawienie, ale przez czas? że po prostu nie był ten moment? bo to byłoby kluczowe dla całej tej dyskusji o czekaniu
mam. serio. pracowalem raz z runa Jera przez kilka tygodni, czulem opor w kazdej sesji, jakby cos nie chcialo puscic. potem bez zadnej zmiany w moim podejsciu, bez zadnej pracy wewnetrznej - po prostu pewnego dnia poszlo. i to nie bylo moje „gotowosc”, bo bylem tak samo jak przedtem. cos po prostu dojrzalo samo. nie wiem jak to inaczej wyjasnic
tu jest sedno całego sporu. Wizjonerka i Runolog obaj mają rację po swojemu, bo pytanie „co dojrzało - ty czy pole” może nie mieć jednej odpowiedzi. może to w ogóle złe pytanie. może dojrzewanie pola i dojrzewanie człowieka to jest to samo zdarzenie widziane z dwóch stron
ojej, to co Drakona napisała właśnie mnie uderzyło. czyli energia nie czeka NA ciebie, bo TY jesteś częścią energii i jak ty dojrzewasz, to ona też? czy dobrze rozumiem? bo jeśli tak, to pytanie Gracjana dostaje zupełnie inną odpowiedź
dobra ale to mi nie pomaga praktycznie wcale 🙁 bo mam sesję u terapeutki i nie czuję efektów od dłuższego czasu i właśnie nie wiem czy mam czekać dalej czy coś zrobić. i teraz wszystkie te filozoficzne tłumaczenia brzmią pięknie ale jak mam wiedzieć czy to dojrzewanie czy po prostu nic nie działa 🙂
Przyklaskuję temu co pisze Bolo w kwestii Beltane. ale wracając do tego co Drakona powiedziała - to dojrzewanie jako jedno zdarzenie z dwóch stron jest dla mnie bardzo bliskie temu co czuję przy pracy z czakrami. jakby otwarcie czakry to nie jest coś co ty robisz, ani coś co czakra robi sama - to się dzieje w relacji. czy ktoś jeszcze to tak odczuwa?
w numerologii jest rok dziewiąty który jest rokiem domknięcia i tam dosłownie nic nowego nie startuje, to czas zbierania i kończenia. i kiedy próbujesz coś nowego w takim roku, to jest opór nie dlatego że jesteś za niecierpliwy, ale dlatego że cykl tego nie obsługuje. to dla mnie jest właśnie przykład że czas ma strukturę, nie jest tylko tłem
Patrzcie, wrócę do tej kwestii którą poruszyłem wcześniej bo mi nikt nie odpowiedział wprost. jak naprawdę odróżnić „nie mój czas” od „ta metoda po prostu nie działa na mnie”? bo to zdaje się jest właśnie pułapka że każdy brak efektu można podciągnąć pod niecierpliwość i to jest nie do podważenia z zewnątrz
I tu właśnie mam problem z cala tą dyskusją. bo mówicie „pole, dojrzewanie, rytm”, i to brzmi spojnie dopóki ktoś nie pyta kiedy powiedzieć że coś nie działa. wtedy nagle jest „trzeba zmierzyc”, „porozmawiać z terapeutą”. czyli jednak jest jakis punkt gdzie empiria wchodzi? to po co w ogóle pojęcie „czasu pola” jeśli ostatecznie i tak wracamy do: porozmawiaj ze specjalistą
Ode mnie tyle, że mam pytanko bo się zgubiłam troche - jak mowicie ze dojrzewanie to jedno zdarzenie z dwoch stron, to czy to znaczy ze nie mozna przyspieszyc tego dojrzewania? bo zawsze myslalam ze moje nastawienie moze cos zmienic
Czarna, myślę że można - ale nie przez popędzanie, tylko przez stwarzanie warunków. jak z rośliną, nawadnianie i słońce przyspieszają wzrost, ale nie możesz ciągnąć liści żeby rosły szybciej. nastawienie to właśnie takie nawadnianie. zły stan to jak za mało słońca. ale masz rację że pytanie jest ważne!
dobra metafora Ostrozenka, ale chcialbym dorzucic jedno - nawet przy idealnych warunkach ziarno kielkuje kiedy kielkuje, nie kiedy ty chcesz. i to jest ta czesc ktorej nie kontrolujesz i ktorej nie warto walczyc. to nie jest poddanie sie, to jest zrozumienie gdzie konczy sie twoj wplyw
