jasnoslyszka, mam poczucie że stabilizacja to inaczej wytworzenie czegoś w rodzaju gruntu. zanim zaczniesz ruszać głębsze warstwy pola, musisz mieć w sobie choć trochę zasobu który uniesie to co się podniesie. dla mnie było to połączenie bardzo regularnego rytmu dnia, kontaktu ze starszą osobą którą darzyłam zaufaniem i czegoś tak prostego jak codzienne wychodzenie na zewnątrz. dopiero na tym zbudowałam sesje bioenergetyczne i wtedy miały sens
i właśnie to „wytworzenie gruntu” zajęło mi chyba najdłużej. nie rozumiałam po co się zatrzymywać skoro chcę iść do przodu. a okazało się że bez tego każda praca energetyczna zostawiała mnie bardziej wyczerpaną niż przed. jakby ruszałam coś czego nie miałam siły utrzymać w ruchu.
dobra, wracam do tego co Anyzek mówiła o nauczycielce i kierunku przepływu, bo mnie to naprawdę zastanawia. mówicie że pole „przyzwyczaja się” do dawania. ale czy to nie jest poprostu opis nawyku psychologicznego a nie pola jako takiego? bo ten sam opis pasuje idealnie do psychologii bez żadnych pól.
Odniosę się jeszcze do Forsycji i jej mamy, bo trochę uciekamy - z praktyki widzę że u osób po długiej pracy z ludźmi jest jeszcze jeden problem. one często nie wiedzą jak brać dla siebie. dosłownie. siadasz do pracy z taką osobą i pytasz „co czujesz kiedy ktoś ci daje uwagę” i słyszysz pustkę. to nie jest blokada, to jest po prostu brak doświadczenia.
to bardzo trafne. mama jak dostaję coś od nas,zaraz mówi „nie trzeba było” albo „za dużo”. jakby nie umiała po prostu powiedzieć dziękuję i zatrzymać tego przy sobie. myślałam że to skromność ale chyba coś więcej.
to co Forsycja opisuje, to klasyczny wzorzec. pole nauczyciela, opiekuna, rodzica często ma przerosniety przeplyw w jednym kierunku i jakby zanik odbiorczości. i to nie jest kwestia charakteru, to się doslownie zapisuje w ciele. w postawie, w sposobie oddychania, w tym jak taka osoba zajmuje przestrzeń. albo raczej - nie zajmuje.
czy to da sie w ogóle zmienić w starszym wieku? pytam szczerze bo moja babcia jest podobna i zawsze myślałam ze tak po prostu ma. ze to jej charakter.
I w tym rzecz właśnie wchodzi kwestia wieku bo o tym jest ten wątek. u starszych osób te wzorce siedzą głębiej, przez dziesięciolecia. to nie jest kwestia tygodnia pracy. ale dobra wiadomość jest taka że pole reaguje na małe bodźce, nie trzeba od razu robić intensywnych sesji, bo to może być za dużo.
mikolajek, przy starszych osobach warto też pamiętać że zmiany w samopoczuciu psychicznym u seniorów mogą mieć podłoże czysto fizjologiczne. hormony, tarczyca, niedobory. zanim zacznie się intensywna praca jakiegokolwiek rodzaju, warto żeby lekarz wykluczył te przyczyny 😉 mówię to bez ironii, naprawdę.
to ważne że to wykluczyłyście. i to co opisujesz - że ona sama czuje że coś nie gra - to jest dobry punkt wyjścia do czegokolwiek. własne poczucie że coś jest nie tak jest ważniejsze niż wyniki w normie.
Hej, jest jeszcze jeden wymiar którego nie ruszyliśmy a jest ważny dla tematu. starzejące się ciało zmienia też relację ze śmiercią i z czasem. to brzmi poważnie ale ma bezpośrednie przełożenie na stan pola. osoba która zaczyna myśleć o sobie jako o „schyłkowej” jakby zaczyna wycofywać energię z teraźniejszości. takie delikatne odpuszczanie. to nie jest depresja, to jest coś subtelniejszego.
Jejku, Albinek, to mnie uderzył ten fragment o wycofywaniu energii z teraźniejszości. bo dokładnie tak opisywała to moja ciocia, ze „już nie ma po co”. i nikt jej nie traktował poważnie bo była zdrowa i sprawna. a ona po prostu zaczęła gdzieś odpływać.
Wczytuję się w ten wątek od początku i boję się zapytać ale zapytam. czy to „odpływanie” da się zatrzymać czy tylko spowolnić? bo moja mama jest podobna i trochę nie wiem co o tym myśleć.
mama sama mówi że coś nie tak. od jakiegoś czasu powtarza że jest zmęczona, ale nie wie czym. lekarze nic nie znajdują. i właśnie to mnie niepokoi bardziej niż gdyby miała konkretną diagnozę.
To twoje doświadczenie z mamą - zmęczenie bez przyczyny i świadomość że coś nie gra - to jest ważny sygnał i dobrze że ona to artykułuje. bo są osoby które to czują ale milczą, bo się wstydzą albo boją że wyjdą na marudzące. mam jedno pytanie zanim cokolwiek powiem więcej: czy ona jeszcze czegoś chce? czy jest coś co ją cieszy, coś na co czeka?
to co Krwawnik opisuje z tym skupieniem - to nie jest tylko sprawa pola czy energii, to jest też neurologia i wiek. ale z perspektywy pracy z ciałem: koncentracja i zdolność bycia „tu i teraz” są bezpośrednio powiązane z tym ile energii osoba lokuje w teraźniejszości. jeśli większość idzie w przeszłość albo w lęk o przyszłość, to nie ma zasobu żeby skupić się na książce. to nie jest wymówka ani metafora
to jest bardzo częste u kobiet w tym wieku. nauczyły się nie mówić o sobie, bo przez całe życie to było nieważne. i to dosłownie siedzi w ciele, nie tylko w głowie. taka osoba nie będzie miała dostępu do swojego samopoczucia przez pytanie „jak się czujesz”. trzeba inaczej.
Joasia, a jak inaczej? bo z mamą mam dokładnie ten sam problem. ona zawsze pyta jak JA się czuję, co u mnie, co u dzieci. o siebie nie pyta nigdy.
zamiast pytać jak się czuje, zaproś ją do robienia czegoś razem. i obserwuj. w działaniu wychodzi to czego nie powie słowami. albo zapytaj o coś małego, konkretnego: czy spała dobrze, czy zjadła coś smacznego. małe pytania otwierają więcej niż duże.
to brzmi tak prosto że aż się dziwię że o tym nie pomyślałam przy babci. pytałam ją zawsze jak się czuje i ona zawsze mówiła że dobrze. a jak ją pytałam co jadła na obiad, to nagle rozmawiałyśmy pół godziny
Wybaczcie, że tak wchodzę w środek z innej strony ale cały czas myślę o tym co Albinek pisał wcześniej o odpływaniu i wycofywaniu energii z teraźniejszości. czy to jest coś co można poczuć z zewnątrz? jak ktoś jest blisko takiej osoby, to czy można jakoś to wyczuć?
Kurcze, właśnie chciałem to powiedzieć. dostępność jest kwestią. moja sąsiadka 74 lata, nigdy by nie poszła do psychologa, bo „co ludzie powiedzą”, ale do bioenergoterapeutki pojechała i po kilku wizytach powiedziała że pierwszy raz od długiego czasu coś czuje. może to placebo, może nie, ale się ruszyła z miejsca.
Oj, wracam do pytania Forsycji o mamę i do tego wątku z przyjmowaniem. jest taki moment w pracy z polem kiedy osoba nagle płacze bez powodu. nie z bólu, nie z żalu, poprostu płacze. i to jest dobry znak, nie zły. to jest moment kiedy coś co było zablokowane zaczyna przepływać. pytanie do Forsycji: czy mama kiedykolwiek płacze? mówię serio
to co Forsycja pisze o mamie która zajęła się organizacją pogrzebu zamiast płakać - to jest coś bardzo głębokiego. i bardzo smutnego. takie osoby nauczyły się że ich ból jest mniej ważny niż funkcjonowanie. i to siedzi w ciele przez dekady. pytanie brzmi: co się dzieje z tym wszystkim energetycznie po tylu latach???
to się nie gubi. energia zablokowanego żalu nie znika, ona się odkłada. i im dłużej, tym gęściej. to jest jak wieloletnie złogi w polu - nie widać ich gołym okiem ale przy pracy rękami są wyraźne. twarda tkanka w akorze, ociężałość w okolicach mostka. Forsycja, ile ma lat twoja mama?
można. wiek nie blokuje pracy z polem. starsze ciało jest bardziej „utrwalone”, ale nie zamknięte. różnica jest taka, że zmiany mogą być wolniejsze i subtelniejsze. i trzeba uważać żeby nie „przeforsować” procesu, bo to może wywołać silną reakcję emocjonalną której osoba nie będzie umiała obsłużyć.
No wlasnie tu znow mam pytanie do Albinka. No, „silna reakcja emocjonalna” - to brzmi jak coś realnego i potencjalnie destabilizującego. kto odpowiada za to co się dzieje z tą osobą po sesji? bo bioenergoterapeuta nie jest terapeutą i nie ma kompetencji do prowadzenia kogoś przez głęboki żal.
