Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Mam wrażenie, że moja mama (62 lata) po prostu… straciła gdzieś tę energię, którą miała dawniej. Byłam u niej i zrobiłam jej skan aury - no, próbowałam przynajmniej - i pole wokół niej wydawało mi się takie jakby przytłumione, niewyraźne. Ona sama mówi, że czuje się jakby coś w niej wygasło, nie chodzi o chorobę, lekarze nic nie znaleźli. Chciałam zapytać, czy to normalne że z wiekiem pole energetyczne się jakby kurczy albo słabnie? Czy bioenergoterapeuta może z tym cokolwiek zrobić? I drugi wątek, bo to mnie też interesuje - czy ta słabsza energia przekłada się bezpośrednio na psychikę bo mama jest teraz jakby bardziej przybita i bez motywacji niż kiedyś.
To ciekawy temat i dobrze że go poruszasz, bo rzadko się o tym mówi wprost. Pole energetyczne nie tyle się wyczerpuje z wiekiem, co zmienia strukturę. U starszych osób widzę to regularnie - meridiana zwalniają przepływ, czakry tracą dynamikę wirowania ale to nie znaczy że pole „umiera”. Raczej przechodzi w tryb bardziej receptywny niż aktywny. Co do psychiki - tu jest bezpośredni związek, serio. Jak qi słabo krąży, to psychika dostaje mniej „paliwa”. Ale mam pytanie do ciebie: czy ta przybicie twojej mamy to coś nowego, czy ona tak miała zawsze, tylko teraz wyraźniej widać?
No ja tu dorzucę swoje trzy grosze bo to temat bliski, bo sam mam jakieś 41 lat i też zauważam u siebie że coś nie gra w tym przepływie. Znaczy, kiedyś po medytacji czułem taki wyraźny przypływ energii przez całe ciało, teraz jakby ściany są grubsze, gorzej to przez siebie przepuszczam. Może to nie kwestia wieku tylko trybu życia? Stres, praca, brak snu? Chociaż czakra splotu słonecznego według mnie odpowiada za ten rodzaj witalności i jak jest zablokowana to właśnie tak się czuje człowiek - przytłumiony, bez napędu 🙂 U starszych to ta czakra często pracuje na zwolnionych obrotach bo przez lata kumuluje frustracje i niespełnienia.
No ba, dobra, ale zatrzymajmy się na chwilę. Mówicie o „skanowaniu aury” i „trybie receptywnym” jakby to były zmierzalne rzeczy. Forsycja, nie mówię że twoja mama nie czuje się źle - to brzmi poważnie i warte uwagi. Ale to co opisujesz jako „przytłumione pole” może być po prostu depresją albo niedoczynnością tarczycy co u kobiet po 60 jest bardzo częste i daje dokładnie te objawy. Czy mama miała ostatnio pełne badania krwi, w tym TSH? Pytam serio, nie złośliwie. Bioenergoterapia może być uzupełnieniem, ale nie zastąpi diagnozy medycznej.
To co opisuje Forsycja jest mi bardzo znane. Pracowałam z kilkoma osobami po sześćdziesiątce i naprawdę widać tę zmiane w polu - to nie jest projekcja ani wyobraźnia. Jest jakis rodzaj wyciszenia, ale nie tego spokojnego, tylko takiego… zmęczonego. Jakby energia przestala krążyć w naturalnym rytmie. Mialam jedną pania, ktora mówiła dokładnie to samo - wszystko zdrowe, a jakby w środku coś przygasło. Pracowałyśmy przez kilka sesji na odblokowanie przepływu miedzy czakrą podstawy a solarną i po jakimś czasie zaczęła mówić że wraca jej „chęć na życie”. Psychika doslownie sie zmieniła.
Kianitka, tylko zapytam - skąd wiesz że to twoja praca bioenergetyczna zrobiła różnicę, a nie po prostu czas, zmiana pór roku, jakiś inny czynnik? Nie mówię że nic nie robiłaś ale to jak z antybiotykiem na przeziębienie - wzięłaś i po tygodniu zdrowa, tylko że przeziębienie i tak trwa tydzień. Jak to weryfikujesz?
No nie twierdzę że ma siedzieć. Tylko zaznaczam że „czuję poprawę po sesjach” to nie jest dowód na to że pole energetyczne działa tak jak opisujesz. Może chodzić o kontakt z człowiekiem, relaksację, poczucie że ktoś się zajął. To też ma wartość, serio, ale nie przypisujmy temu od razu metafizycznych mechanizmów których nie rozumiemy.
Pole się nie wyczerpuje. Pole się zagęszcza, kurczy, traci plastyczność - ale to nie to samo co zanikanie. W tradycjach które znam przepływ energii w starszym ciele można porównać do rzeki, która zwęża koryto. Woda płynie, ale wolniej i jest jej jakby mniej w danym miejscu naraz. To co psuje psychikę to nie brak energii jako takiej, tylko zablokowanie przepływu między ciałem fizycznym a energetycznym. Człowiek czuje się odcięty od własnej siły życiowej, choć ta siła nadal istnieje. To jest ogromna różnica w pracy z taką osobą.
Czytam to i zastanawiam się czy to co czuję u siebie to coś podobnego. Mam 22 lata więc raczej nie kwestia wieku ale po pewnym trudnym okresie w życiu też czuję takie „przytłumienie” energii o którym tu piszecie. Czy to może być też tak że traumy albo długi stres robią z polem to samo co wiek? Czy to da się cofnąć?
Mikolajek, to co mówisz o traumie i energii jest o tyle ciekawe że ma swoje odpowiedniki w psychosomatyce - napięcia, dysocjacja, zaburzenia neurowegetatywne. Tyle że my to nazywamy inaczej. Nie twierdzę że wasza terminologia jest bez sensu, tylko że za tym czymś co wy opisujecie jako „zablokowanie przepływu” mogą stać konkretne procesy fizjologiczne. I leczenie może być różne w zależności od tego jak to nazwiemy i z którym specjalistą pójdziemy.
Chcę dorzucić coś do wątku o psychice bo Forsycja o to pytała na początku i trochę odpłynęliśmy. W tradycji taoistycznej mówi się o jing - to taka esencja życiowa, którą dziedziczymy przy urodzeniu i której zasoby są skończone. Z wiekiem jing naturalnie się uszczupla i to właśnie jing odpowiada za to co Forsycja opisuje u mamy - tę witalność, błysk w oku, napęd do życia. Gdy jing jest niskie, psychika dosłownie nie ma z czego czerpać. Ale jest ważna rzecz: jing można oszczędzać i uzupełniać pośrednio przez qi - czyli energię pozyskiwaną z jedzenia, oddechu, snu, kontaktu z naturą. Taoiści mówili że nie ma sensu płakać nad wydanym jing, sens jest w tym zeby mądrze zarządzać tym co zostało. Teraz pytanie do Forsycji: jak mama śpi, jak je czy ma kontakt z naturą, z ludźmi? Bo to jest fundament który żadna sesja bioenergetyczna nie zastąpi.
Nadrabiam ten wątek od początku i muszę powiedzieć że temat mnie wciągnął. Arnold, to co piszesz o jing jest bardzo spójne z tym co sama czytałam. Ale mam pytanie - skoro izolacja tak bardzo obniża to pole, to czy kontakt społeczny dosłownie uzupełnia energię? Bo jeśli tak to dla mnie to wyjaśnia dlaczego po pewnych spotkaniach z ludźmi czuję się ładowana a po innych zupełnie opróżniona. To jest kwestia wymiany pól, tak?
właśnie o tym błędnym kręgu chciałam napisac bo wydaje mi się ze to jest sedno problemu z psychiką w starszym wieku. Mam wrażenie że to działa też w dużo mlodszym wieku i niekoniecznie tylko energetycznie. Ale nie wiem, czy bioenergoterapia moze ten krag przerwać, czy raczej tylko lekko poluzować? znaczy co jest tu pierwsze - naprawić pole zeby człowiek miał sile wyjsc do ludzi, czy wyjść do ludzi żeby pole sie naprawiło?
To pytanie Jasnoslyszki jest naprawdę dobre i ja przez lata szukałam odpowiedzi na coś podobnego u siebie. Z mojego doświadczenia - to nie jest jedno przed drugim, to musi iść razem. Próbowałam raz naprawić pole bez zmiany otoczenia i po jakimś czasie wracałam do punktu wyjścia. Za każdym razem. Dopiero jak zmieniłam jednocześnie coś w życiu zewnętrznym i pracowałam energetycznie, coś zaczęło trwać dłużej. Nie twierdzę że mam receptę, ale dla mnie to było jak nauka chodzenia - obie nogi muszą działać.
Ewelinka, ale jak to „musi iść razem”? Bo mam wrażenie że zrobiłaś ważne spostrzeżenie ale nie do końca powiedziałaś jak. To znaczy - co trzeba zmienić w otoczeniu żeby praca bioenergetyczna wogóle miała sens? Bo Forsycja właśnie mówiła że mama mocno się zamknęła i teraz nie wiem czy najpierw energia, potem kontakt społeczny, czy odwrotnie
Dorzucę swoje trzy grosze ale chce sie upewnić czy dobrze rozumiem - mówicie że izolacja fizycznie niszczy pole energetyczne czy raczej że psychicznie utrudnia pracę? Bo to brzmi jak dwie różne rzeczy i nie chcę mieszać.
to co Albinek pisze o impulsie z zewnątrz jest moim zdaniem kluczowe. z praktyki - u starszych osób, szczególnie po emeryturze, pole jest często „wyciszone” właśnie dlatego że zniknęły zewnętrzne struktury które je pobudzały. praca, obowiązki, rytm dnia. i tu jest konkretne pytanie do Forsycji: czy mama miała jakiś regularny rytm przed emeryturą i jak długo minęło od kiedy przestała pracować?
na emeryturze jest od czterech lat. wcześniej pracowała jako nauczycielka, dużo kontaktu z ludźmi, dużo bodźców. i faktycznie, patrząc wstecz, to chyba wtedy zaczęło się to wyciszanie o którym piszecie. myślałam że po prostu odpoczywa po latach pracy ale chyba to był inny rodzaj zmiany.
nauczycielka. to jest ważne. zawód który wymaga nieustannego dawania energii innym, przez dekady. pole nauczyciela jest zwykle bardzo aktywne w kierunku „wydalania”, przekazywania. po przejściu na emeryturę nagle nie ma dokąd tej energii posyłać i pole nie wie jak przejść w tryb przyjmowania. to nie jest tylko kwestia izolacji, to jest głęboka zmiana funkcji pola. widziałam podobne wzorce u lekarzy i pielęgniarek. czy mama ma teraz jakiekolwiek aktywności gdzie komuś pomaga albo przekazuje coś dalej?
to jest naprawdę ciekawa obserwacja Anyzek, bo nigdy tak na to nie patrzyłam. czyli chodzi o to że pole przyzwyczaja się do określonego kierunku przepływu i zmiana tego kierunku jest jak… przestawienie rzeki? i teraz to stare koryto jest puste a nowe się nie wyrobiło? to brzmi bardzo logicznie nawet dla mnie jako metafora, bez wchodzenia w energetykę.
no właśnie i dlatego często słyszę że wolontariat albo mentoring świetnie działa u emerytów, nawet godzinę tygodniowo. to nie jest tylko psychologia, to jest realne uruchomienie kanałów które przez lata były aktywne. pole musi mieć dokąd płynąć, bez ujścia staje się stagnantem. to jak z wodą - statyczna woda zaczyna śmierdzieć. i tu wracam do pytania Eweliny: intencja jest potrzebna ale czasem intencja budzi się dopiero kiedy ciało poczuje że znowu ma cel. trochę jak kurczak i jajko.
Mikolajek, akurat ten przykład z wolontariatem jest całkiem sensowny, tyle że to doskonale tłumaczy psychologia poznawcza i gerontologia bez odwoływania się do „kanałów pola”. poczucie sensu, roli społecznej, przydatności - to sa dobrze zbadane regulatory nastroju u osób starszych. nie mówię że efekt jest nieprawdziwy, mówię że wyjaśnienie przez pole energetyczne jest jednym z możliwych języków opisu, nie jedynym. choć rozumiem że dla was jest bardziej konkretny.
Zenobia, ja nie mam potrzeby udowadniać że mój język jest jedynym słusznym. ale z perspektywy osoby która pracuje z cialem energetycznym - inaczej sie podchodzi do problemu gdy widzisz gdzie jest zastoina, a inaczej gdy masz diagnozę „brak poczucia sensu”. to nie jest spór o terminologię tylko o to gdzie kładziesz ręce i co z tym robisz. mnie interesuje praktyka, nie debata.
tak z boku zapytam bo mnie to na prawdę intryguje metodologicznie: Kianitka co widzisz kiedy widzisz „zastoiny”? jak to wygląda, co czujesz, jak to opisujesz sobie samej? pytam serio, bez złośliwości, bo próbuję zrozumieć na czym polega diagnoza w bioenergetyce zanim ocenię czy jest sensowna
to jest uczciwe pytanie, i odpowiem uczciwie: zbieżności bywają, ale nie zawsze. dwie osoby mogą poczuć tą samą zimną strefę ale nazwać ją inaczej i przypisać innemu znaczeniu. to jest ograniczenie tej pracy i nie ma sensu go ukrywać. ale też - lekarz i lekarz mogą różnie interpretować to samo EKG. niedoskonałość narzędzia nie unieważnia narzędzia.
wracam do czegoś co pisałam wcześniej i co trochę umknęło, bo nie wiem czy dobrze zrozumiałam. jeśli trauma blokuje pole tak samo jak wiek ale innym mechanizmem, to czy da się je obu przypadkach rozblokować podobnymi metodami? czy to jednak zupełnie inne podejście? pytam bo sama szukam czegoś dla siebie i nie wiem od czego zacząć.
to co Arnold pisze o stabilizacji przed pracą energetyczna - czy ktos moze powiedziec więcej o tym jak to wygląda? bo nie do konca rozumiem co znaczy „stabilizować” w tym kontekście. medytacja? oddech? coś innego? pytam bo chyba sama jestem w podobnym miejscu co Aniela.
