Ostatnio czytalam o tym jak energia składników w kosmetykach i jedzeniu wplywa na nasze czakry i wpadłam na ciekawy trop - chodzi konkretnie o czwarte centrum, czyli serce. Mamy wiele rozmów o kryształach, mantrach, ale prawie nikt nie mowi o tym co dosłownie kładziemy na skore albo wkładamy do ust. A składniki mają swoją wibrację, prawda? Zaczęłam się zastanawiać nad serami - tak, serami, brzmi dziwnie wiem - bo ser dojrzewający przechodzi gleboka przemiane, fermentację, i czy ta przemiana niesie ze soba jakiś ładunek energetyczny? I podobnie kremy z naturalnymi olejkami, woskami roslinnymi. Ktos sie nad tym zastanawiał?
O, temat, który mnie ostatnio chodził po głowie! Bo właśnie zaczęłam używać kremu z olejkiem różanym i powiem wam że przy regularnym smarowaniu okolic klatki piersiowej - celowo, z intencją - czuję wyraźne ciepło w okolicy Anahaty. Różana wibracja to klasycznie przypisywana miłości i sercu, to nie jest przypadek że tyle rytuałów miłosnych sięga po tę roślinę. Co do serów - hmm, nie myślałam w tym kierunku, ale dojrzewanie to też czas, a czas to zmiana energetyczna, więc może coś w tym jest? Jakie sery konkretnie cię zastanowiły?
no okej ale zanim pójdziemy za daleko - czy ktoś w ogóle potrafi jakoś zmierzyć tę „wibrację” sera? Bo wiem, że w bioenergoterapii mówi się o polach subtelnych, ale mam wrażenie, że tutaj trochę za łatwo wszystkiemu przypisujemy ładunek energetyczny. Krem z różą działa na skórę, ma zapach, zapach wpływa na limbiczny, a to już psychologia, nie energia. Nie mówię że to złe, tylko że warto oddzielić jedno od drugiego.
Ajurweda faktycznie przypisuje ingredientom guny i tasy, to prawda. Ale ajurweda też bardzo konkretnie rozróżnia drogi wchłaniania - inaczej zadziała coś zjedzionego, inaczej aplikowanego na skórę. Zewnętrzna aplikacja to nie to samo co spożycie. Jeśli chcemy trzymać się tradycyjnych systemów to bądźmy w tym spójni, nie bierzmy tylko tych elementów które pasują do tezy
ale czy w takim razie skora w ogole „przyjmuje” energie skladnika , czy tylko substancje chemiczne? Bo jakos intuicyjnie czuje ze skora jest brama, nie tylko fizyczna, ale czy to jest gdzies opisane w tych tradycjach o ktorych mowisz Jurek?
a właśnie, intencja - tutaj zaczyna się dla mnie ciekawa sprawa z tymi serami. ser dojrzewający leży miesiącami, czasem latami, i jest tworzony przez ludzkie ręce, przez konkretnych ludzi w konkretnym miejscu. czy ta ludzka praca i miejsce odciskają swój ślad? coś jak z wodą Masaru Emoto, wiem że kontrowersyjny temat ale w tym kontekście warto chyba zapytać
Emoto jest mocno skompromitowany metodologicznie więc tego bym tu nie przywoływała jako argument. Ale idea że ludzkie pole energetyczne wpływa na to co wytwarza - to już jest inny temat i dużo starszy. Pytanie czy ten wpływ jest trwały w produkcie.
O matko, dobre pytanie bo to by tłumaczyło dlaczego tak wiele tradycji energetycznych zaleca świeże jedzenie, nieprzetworzone, jak najbardziej w swojej naturalnej formie. Surowe warzywa, świeże owoce, kwiaty do rytuałów - zawsze świeże, nie suszone. Może przetworzenie naprawdę coś wygasza? Ale z drugiej strony sery fermentowane to żywa kultura, tam są żywe mikroorganizmy, to chyba nie to samo co coś martwego i zapakowanego?
żywa kultura bakterii to mikrobiologia, nie energia czakr. łączenie tych dwóch rzeczy to błąd kategorii. Bakterie lactobacillus nie emitują energii Anahaty, to po prostu żywe organizmy robiące swoje.
ale czy nie o to właśnie chodzi że „żywe” to jest klucz? w sensie nie że bakteria jako taka ma czakrę, ale że produkt który jest żywy, aktywny, w procesie - niesie inną jakość niż coś martwego i zamkniętego? to chyba intuicyjnie ma sens nawet bez konkretnego układu
wlasnie to mialam na myśli chyba od początku, tylko nie umialam tego tak powiedziec jak Bogusia. Że to jest kwestia jakości energetycznej produktu, nie tego że konkretna bakteria ma swoje pole. Ser kefirowy, dobry jogurt, kimchi - to jest żyjące. A czwarte centrum, Anahata, jest centrum przyjmowania i dawania, czy nie ma sensu że przyjmowanie zywej energii przez jedzenie tam pasuje?
przepraszam że się wtrącę bo jestem zupełnie z innej działki, ale mam pytanie z ciekawości - skąd to przypisanie że właśnie czwarte centrum reaguje na jedzenie? myślałem że żołądek i trawienie to raczej trzecia czakra, manipura? czy serce w tym kontekście to coś innego?
dobrze że ktoś to powiedział. Anahata nie przetwarza energii jedzenia w sensie fizykalnym, to nie jest jej domena. Ale jest mostem między tym co niższe a tym co wyższe i wszystko co przechodzi przez nas, dosłownie lub symbolicznie, może przez ten most przejść. Ser który dojrzewał z ludzką uwagą to inaczej niż produkt linii automatycznej i to nie jest metafora, to energetyczna różnica jakościowa.
hej, szczerze to trochę sceptyczny jestem ale ciekawy - czy ktoś to kiedyś sprawdzał praktycznie? np. jeść różne rzeczy i sprawdzać wahadłem albo mierzyć pole? bo to można by jakoś przetestować chyba?
Testowanie wahadłem właśnie takich kwestii to ciekawy pomysł ale wymaga dużo ćwiczeń żeby mieć pewność że wynik to nie projekcja własnych oczekiwań. Znam kilka osób które twierdzą że skanują energię jedzenia radiestezyjnie - i wyniki bywają nieoczekiwane, nie zawsze to co wydaje się „energetyczne” z nazwy faktycznie wykazuje silne pole.
Wracam do kosmetyków bo to też było w pytaniu na początku, mam wrażenie że to jest nawet ciekawszy aspekt niż jedzenie. bo kosmetyki kładziemy bezpośrednio na ciało, długo, z powtarzalnością. krem używasz codziennie przez miesiące. jakby siła oddziaływania jest może słabsza jednorazowo ale kumuluje się. czy to jest myślenie w dobrym kierunku?
to pytanie o krem z rozmarynem jest dla mnie kluczowe. bo rozmaryn to nie jest przypadkowy składnik, ma bardzo konkretne przypisania w tradycji - oczyszczenie, ochrona, pamięć. i to działa niezależnie czy wiesz że go używasz czy nie? to jest sedno. czy intencja jest konieczna żeby coś zadziałało, czy sam składnik niesie swoją jakość?
to jest pytanie które mnie prześladuje od lat. i moja odpowiedź jest taka że intencja wzmacnia, ale nie tworzy od zera. składnik ma swoją naturę. różą jest różą jest różą - nawet w kremie z supermarketu. ale bez intencji to jakby mieć sposób i trzymać je w szufladzie. jest, ale nie działa na pełnych obrotach.
o kamienie kontra rosliny to super rozroznienie, bo nigdy tak o tym nie myslalam. czyli kamien noszony przy sercu ma dzialac inaczej niz krem z roza nalozony na serce? bo oba sa przy czwartej czakrze, ale jedno jest stabilne a drugie ulotne?
właśnie, Zywiena trafiła w coś ważnego. w litoterapii mówimy że kamień ma skrystalizowaną, stabilną wibrację, a roślina ma wibrację żywą, zmienną, sezonową. i to nie jest wada rośliny, to jest inna jakość. róża w krecie może mieć tę energię „zamrożoną” na etapie zbiorów, jak zdjęcie, a kamień to jak żywy obraz który cały czas pracuje. czy to ma sens dla kogoś poza mną?
ma sens jako metafora, ale jako opis rzeczywistości już trudniej. bo zakładasz że w momencie przetworzenia rośliny jej „wibracja” zostaje zakonserwowana. skąd to założenie? w fizyce nic takiego się nie dzieje, w tradycji ajurwedyjskiej też nie słyszałem żeby prana była tak konserwowana. sam olejek eteryczny ma virya i prabhav, ale to pojęcia odnoszące się do substancji biologicznie czynnej, nie do „zamrożonej wibracji”.
Zaglądam tu i myślę że może obydwa obozy mają trochę racji i trochę nie. bo jest takie pojęcie w magii jako flower essence, esencje kwiatowe bachowskie. one są zrobione z kwiatów moczonych w wodzie w słońcu. żadnej biologicznie aktywnej substancji, woda to woda. a ludzie od dekad mówią że działają. jak to wytłumaczyć bez pojęcia „energii składnika”?
a czy ktoś wogóle próbował porównać te dwa podejścia na sobie? tzn. używać raz krem z różą, raz esencję bachowską na serce i sprawdzać co czuje? bo teorie teoriami ale mnie bardziej ciekawi praktyczne doświadczenie
wlasnie o to mi chodzilo od początku - o doświadczenie, nie o teoria. bo ja sama uzywam wody różanej do oczyszczania okolic serca i cos czuję, ale nie wiem czy to efekt placebo czy realna zmiana w polu. i teraz po tej rozmowie zastanawiam się czy to w ogóle wazne rozróżnienie, skoro efekt i tak jest.
hej przepraszam za głupie pytanie ale co to znaczy „oczyszczanie okolic serca”??? chodzi o nakładanie wody różanej na klatkę piersiową? i jak to fizycznie wygląda, bo nie very sure czy rozumiem ten rytuał
Tygrysica, nie chcę być złośliwa, ale „czuję że dzień zaczyna się inaczej” to nie jest argument za energetycznym działaniem wody różanej. to może być efekt rytuału, zapachu, chwili skupienia, rytmu dnia. to wszystko działa psychologicznie, bez żadnej czakry w tle.
to porownanie z muzyka jest ladne ale nie do konca trafne. wibracje powietrza faktycznie tworza doznanie muzyczne, jest tam mechanizm. w przypadku energii czakrowej i kremu z roza mechanizm jest nieznany, niezbadany i niepotwierdzony. to nie to samo co redukcjonizm, to po prostu brak dowodu.
