Hej, chciałem poruszyc temat ktury mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Biegam maratony i długie dystanse, i za każdym razem po biegu czuję ze coś jest totalnie nie tak z moją energią, nie chodzi mi o zmęczenie fizyczne tylko o cos glebszego. Jakby pole aury było… poszarpane? Trudno to opisać. Mam wrazenie że przy ekstremalnym wysiłku fizycznym cialo nie tylko zuzywa kalorie ale też opróżnia jakiś zbiornik energetyczny, który potem bardzo powoli się regeneruje. Zastanawiam się czy ktoś z was miał podobne odczucia albo pracuje z biegaczami od strony bioenergoterapeutycznej. Szczególnie ciekawi mnie temat miejsc gdzie te biegi się odbywają, bo jeden z moich maratonów był w górach i regeneracja była zupełnie inna niż po biegu miejskim.
O, dokładnie wiem o czym mówisz. Po długim treningu mam wraznie ze moje czakry, szczegulnie czakra splotu słonecznego, sa kompletnie wyeksploatowane. To nie jest tylko zmecenie miesni tylko cos innego. Przy biegu miejskim to juz w ogule - beton, spaliny, chaos energetyczny wokol, wydaje mi sie ze miasto jeszcze bardziej drenuje pole niz sam wysilek.
no nie wiem czy to akurat czakra splotu słonecznego odpowiada za ten rodzaj wyczerpania. Przy wysiłku fizycznym raczej bym patrzyła na czakrę podstawy i sakralną, bo to one zarządzają energią życiową i witalnoscia ciała. Splot słoneczny to raczej wola i moc osobista a nie energia fizyczna jako taka. Nie mylesz tych dwoch rzeczy?
Wchodzę w ten temat bo właśnie zaczęłam pracować z bioenergoterapeutką i ona mi mówiła coś podobnego, że ludzie którzy robią bardzo długie biegi, triatlony i takie tam, to często przychodzą do niej z czymś co ona nazywa „przebiciem pola”. Jakby bańka energetyczna wokół ciała miała mikrodziury po ekstremalnym wysiłku. Ciekawe co piszesz o górach, bo ona też wspominała że praca z klientami z terenów podgórskich jest zupełnie inna.
Hej, ja nie biegam maratonów ale super że ten temat się pojawił 🙂 Słyszałam od starszych osób że miejsca w górach mają zupełnie inną energię bo są bliżej naturalnych linii leyowych i dlatego regeneracja w takich miejscach jest szybsza. To by tłumaczyło różnicę którą czujesz. Miejsca sacrum jak kapliczki górskie czy stare szlaki też podobno wzmacniają pole ludzkie a nie osłabiają.
linie leyowe to akurat nie jest zaden mit, badania radiestezyjne potwierdzają ich istnienie w wielu miejscach górskich. Mars w tym kontekscie ma duże znaczenie bo rządzi energią fizyczną i bieganiem w ogole, i jak bieg przypada na zły aspekt martowy to wyczerpanie energetyczne jest znacznie głebsze. Sprawdzilem kiedyś swoje najgorsze biegi i za każdym razem był jakiś trudny tranzyt Marsa. Przypadek? nie sadze
Gawel, serio, astrolgia do biegania? xD to już trochę za dużo. @Sigilmistrz mam pytanie praktyczne, ile czasu ci zajmuje ta regeneracja energetyczna po maratonie, mam na mysli nie to kiedy przestają boleć nogi tylko to kiedy czujesz ze pole wraca do normy?
to interesujące ze regeneracja po górach jest szybsza. Ja nie biegam ale medytuję regularnie i zauważyłam że medytacje w plenerze, szczególnie w lesie albo w górach, są zupełnie inne jakościowo niż w domu czy w mieście. Jakby zewnętrzne pole energetyczne miejsca uzupełniało twoje własne zamiast je drenować. Może przy biegu działa podobny mechanizm?
Hmm, ona mówiła że praca z nimi jest łatwiejsza, jakby ich ciało energetyczne było wytrenowane przez kontakt z energią ziemi, z naturalnymi wibracjami terenu. Podobno ludzie z miast mają cieńszą aurę bo przez całe życie otoczeni są betonem i elektromagnetyzmem i to jakby odcina ich od zasilania. A do naprawy tego „przebicia” używała głównie nakładania rąk na plat brzucha i piersi, i polecała klientom siedzenie boso na trawie po treningu. Uziemianie.
Hm, siedzenie boso na trawie żeby uzupełnić energię to słyszę pierwszy raz. I to ma działać naprawdę? Nie podważam, po prostu nie rozumiem mechanizmu. Jak ziemia miałaby „uzupełniać” pole człowieka?
Odnośnie miejsc sacrum w górach, to jest naprawdę coś w tym że stare szlaki pielgrzymkowe mają specyficzną energię. Sama czułam to na Jasnej Górze i na kilku kamiennych kręgach w Sudetach. Ludzie przez setki lat modlili się i intencjonowali w tych miejscach, to musiało coś zostawić w przestrzeni. Jak ktoś biegnie przez takie miejsce to raczej nie drenuje energii tylko ją pobiera.
ciekawa teza z tym sacrum ale zaraz, to znaczy ze biegacz który przemknie przez kapliczkę w biegu maratońskim ma inną regenerację niż ktoś kto biegnie przez centrum handlowe? bo tak to rozumiem. Nie mówię ze to niemożliwe ale jakoś wątpię czy kilkusekundowy kontakt z miejscem sacrum robi różnicę dla pola energetycznego. Raczej bym patrzył na to ile czasu spędzasz w danym terenie i jak wygląda cały teren biegu, nie na jedno miejsce.
jest jeszcze jeden aspekt który nikt nie ruszył. Przy maratonie ciało jest przez kilka godzin w stanie granicy między zwykłą czuwajnością a czymś co ja bym nazwała przestrzenią progową. Długotrwały ekstremalny wysiłek otwiera pewne bramy w polu energetycznym, może dlatego biegacze są tak podatni na wpływ terenu przez który biegną. To nie jest przypadek ze mistyczne doświadczenia przy odosobnieniu w górach i doświadczenia biegaczy ultramaratonów są opisywane podobnym językiem.
hmm to co piszesz o tej przestrzeni progowej , to znaczy ze maratończycy mieliby być jakos bardziej otwarci na energie miejsca w trakcie biegu niz normalny turysta ktory to samo miejsce przejdzie spokojnie? bo to by chyba tlumaczylo te roznice w regeneracji
Właśnie to mnie zastanawia i dlatego otworzyłem ten temat. Na jednym z moich biegow górskich, gdzieś na Śląskim Beskidzie, mialem bardzo dziwne doświadczenie kolo 30 kilometra, nagłe poczucie że nie jestem sam, jakiś spokój który nie pasował do fizycznego wyczerpania. Wróciłem z tamtego biegu inaczej niz z innych, nie czulem tej pustki w polu. Szukam jakiegoś sensownego wytłumaczenia od strony energetycznej.
To co Sigilmistrz opisuje przy 30 kilometrze, ten spokój nie pasujący do wysiłku, to jest dokładnie ta przestrzeń progowa o której pisałam. Ciało jest tak bardzo na granicy wydolności że ego ustępuje i coś innego zaczyna przejmować. To nie przypadek że to było akurat w górach, tam warstwa ochronna miejsca jest inna, głębsza.
ale poczekajcie, bo chcę dobrze zrozumieć, to znaczy ze ten spokój przy 30km to nie był efekt zmęczenia mózgu tylko dosłownie kontakt z czymś zewnętrznym? bo to brzmi jakby maraton mógł być formą… nie wiem, jakiegoś transu?
no dobra ale to „teren mnie prowadzi” to brzmi jak poczucie euforii z biegu, tzw. runner's high. to jest zbadane fizjologicznie, endorfiny, możliwe też że lekka hipoglikemia wpływa na percepcję. nie mówię że nie było w tym nic ciekawego, ale czy napewno od razu sacrum i energia miejsca???
a ja się zastanawiam czy ktos patrzyl na to przez pryzmat daty biegu bo naprawde Mars i jego aspekty potrafią zmienic odczuwanie wysilku. jak bieg jest w trojkacie marsa z saturnem to ciało funkcjonuje inaczej niz gdy mars jest w kwadraturze. sprawdzalem na sobie wielokrotnie i roznica jest wyrazna
Wrócę jeszcze do tego co Kaja pisała o przestrzeni progowej, bo to mnie bardzo interesuje - czy coś podobnego można osiągnąć bez tego ekstremalnego wysiłku fizycznego? bo np. przy bardzo długiej medytacji, kilka godzin, też jest moment kiedy coś pęka i wchodzi się w inny stan. zastanawiam się czy mechanizm jest podobny
moja terapeutka mówiła że na specjalne miejsca w górach, takie gdzie dawniej były sanktuaria, gdzie ludzie przez pokolenia szli z intencją, to pole jest tam tak naładowane że ciało otwarte przez wysiłek dosłownie wchłania to co tam jest. ona używała słowa „impregnacja” - jakby pole energetyczne człowieka wchłaniało charakter miejsca. brzmi to ciekawie ale nie wiem jak sprawdzić czy to prawda
ten termin impregnacja to nie jest jej własny pomysł, to dość stare pojęcie w pracy z energią. chodzi o to ze miejsce które było intensywnie używane w celach duchowych zatrzymuje ślad tych intencji. kamień absorbuje energię, ziemia absorbuje, powietrze mniej ale też.
to jest bardzo trafne pytanie i właśnie dlatego mówię że ta przestrzeń progowa jest obusieczna. ciało otwarte przez wysiłek jest mniej selektywne. to nie jest tak że automatycznie bierzesz tylko to co dobre. dawne miejsca kultu to bardzo różne energie, dlatego znam osoby które po pewnych biegach czuły się gorzej niż przed, jakby coś zabrały ze sobą a nie zostawiły.
hej, czytam ten wątek od początku i mam pytanie bo może trochę głupie ale, jak biegniesz przez takie nasycone miejsce w ciągu np. 30 sekund to czy to w ogóle wystarczy żeby coś się „wchłonęło”? czy potrzebny jest dłuższy kontakt?
nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale intuicyjnie powiedziałbym ze czas kontaktu ma znaczenie. to doświadczenie przy 30 km nie bylo na żadnym konkretnym punkcie trasy, to było rozłożone na dłuższy odcinek, moze kilka kilometrow biegu przez specyficzny teren. jakby dawkowanie narastalo stopniowo
kamienie i minerały w podłożu mają znaczenie dla tego co miejsce emituje. granit, bazalt, łupki krystaliczne, każdy ma inny charakter energetyczny. w górach te skały są stare i gęste, inna rzeczywistość niż żwir pod asfalt w mieście. ciekawe czy ktoś mapował trasy maratonów górskich pod kątem geologii podłoża i korelował z odczuciami biegaczy
Zobaczcie, ja się dopiero uczę tych rzeczy więc może pytam o oczywistości, ale czy można jakoś aktywnie chronić swoje pole przed tym „wchłanianiem” o którym Kaja pisała? jakiś sposób żeby biegać przez te miejsca i brać to co dobre a nie wszystko naraz?
