Budżet to ważna sprawa, ale też nie każda sesja musi być droga. Są terapeuci którzy pracują w różnych cenówkach. Choć mam wrażenie że ludzie czasem korelują cenę z jakością i to jest błąd w obie strony - ani tani nie musi być słaby, ani drogi dobry.
A mozna zapytac jak w ogole wybrac terapuete? Bo jak szukalam to znalazlam ze pietnascie osob w okolicy i nie wiem na co patrzec. Certyfikaty, opinie, intuicja?
Mam głupie pytanie może, ale - czy podczas sesji terapeuta w ogóle dotyka fizycznie? Bo czytałam różne rzeczy i nie jestem pewna. Jedni piszą że ręce są nad ciałem, inni że jest kontakt.
U mnie na sesjach terapeuta pracował głównie bez dotyku, ręce były kilka centymetrów nad ciałem. Raz tylko lekko położył dłonie na barkach ale to było raczej uziemienie niż cokolwiek innego. Nie ma tu jednej reguły - różne szkoły różnie to robią.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie którego jeszcze nie widziałam - czy po sesjach mogą pojawić się gorsze dni zanim zrobi się lepiej? Coś w stylu kryzysu oczyszczającego?
U mnie nie było takiego wyraźnego kryzysu, Otylko - raczej to szło falami. Raz lepiej, raz gorzej, ale bez ostrego dołka. Choć pamiętam jedną sesję po której byłam taka dziwnie płaczliwa przez resztę dnia, bez konkretnego powodu. Nie powiedziałabym że to kryzys, ale coś wychodziło na pewno.
To co opisuje Dola brzmi bardzo podobnie do mojego doświadczenia - ta płaczliwość bez konkretnego powodu to chyba jeden z częstszych sygnałów. Mam wrażenie że ciało po prostu zaczyna puszczać coś co trzymało. Leokadia_A, a ty się tego boisz czy raczej chcesz wiedzieć żeby być przygotowana?
To interesujące że ciało jakby 'pamięta' te rzeczy i trzyma je w sobie. Słyszałem o czymś podobnym w kontekście terapii somatycznej, nie energetycznej. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu ten sam mechanizm tylko opisywany różnym językiem.
Nie jestem pewna czy to rozróżnienie jest w praktyce ważne dla osoby która szuka pomocy. Ale Marchewka94 dotyka czegoś istotnego - bo jeśli efekt pochodzi z relaksu i uwagi, to można go uzyskać taniej i prościej. Mam pytanie do tych co mieli doświadczenia: czy efekt sesji czuliście od razu na stole, czy dopiero potem, w kolejnych dniach?
Podobnie u mnie - na stole nic spektakularnego, raczej cisza i ciepło. Ale po każdej sesji robiłam notatki i jak je teraz porównam, to widać że zmieniało się moje nastawienie do pewnych sytuacji. Powoli, ale jednak. Glozka56, czy to typowe że efekty są bardziej opóźnione niż natychmiastowe?
A mam pytanie może trochę z boku - te zmiany w nastawieniu o których mówi Karinka.x, to jak je odróżnić od normalnego upływu czasu? Bo może po prostu minęło kilka tygodni i człowiek sam doszedł do równowagi, nie koniecznie przez sesje?
Sama zadawałam sobie to pytanie bardzo długo. I szczerze? Nie mam pewności że umiem to rozróżnić w stu procentach. To co mnie przekonało to tempo - zmiany po sesjach były szybsze niż cokolwiek co robiłam sama wcześniej przez lata. Ale to moje subiektywne odczucie, nie dowód.
Doceniam tę szczerość Dola, bo zazwyczaj ludzie piszą jakby byli absolutnie pewni. A tu nagle ktoś mówi wprost że nie wie. To chyba zdrowsze podejście. Mam jedno pytanie praktyczne - te afirmacje o których była mowa wcześniej, to je robicie równolegle do sesji czy zamiast?
Ja probowalam robic afirmacje rownolegle i mam wrazenie ze to sie uzupelnialo. Sesje jakby otwieraly, a afirmacje utrwalaly. Ale nie wiem czy to jest jakas metoda czy tak mi sie tylko wydaje po czasie.
Afirmacje bez jakiegoś gruntu pod nimi to trochę jak malowanie ściany bez gruntu - wchodzi i odpada. Nie twierdzę że sesje są jedynym gruntem, ale jakiś poziom gotowości jest chyba potrzebny. Sylweria, a te afirmacje co robiłaś - powtarzałaś je mechanicznie czy naprawdę starałaś się w nie 'wejść'?
To co mówi Sylweria jest chyba dość powszechne - i zastanawiam sie czy nie jest tak ze sesja bioenergetyczna robi dokładnie to czego brakowało przy afirmacjach, czyli uruchamia jakis stan emocjonalny z którego te afirmacje nagle zaczynają coś znaczyc. Marchewka94, ty analizowałaś dużo przypadków - czy widziałaś taką zależność?
Słucham tej rozmowy o afirmacjach i mam wrażenie że to zależy też od tego o czym są te afirmacje. Bo jeśli ktoś ma głęboko zakorzenione przekonanie że nie zasługuje na spokój, to żadna afirmacja o spokoju tego nie przebije sama z siebie. Dola, czy twoje afirmacje były do czegoś konkretnego, czy raczej ogólne?
Novaria78, to jest świetne pytanie i trochę mnie zatrzymało. Tak, moje afirmacje były dokładnie o tym - o tym że zasługuję na spokój, na odpoczynek, na to żeby nie musieć ciągle walczyć. I przez długi czas czułam że to są puste słowa, bo gdzieś głębiej siedziało coś co mówiło odwrotnie. To się zaczęło zmieniać właśnie po sesjach. Jakby ktoś poluzował śrubę której sama nie mogłam dosięgnąć.
a jak poznałaś że ta śruba jest poluzowana? To znaczy - był jakiś konkretny moment, jakieś zdarzenie gdzie poczułaś że reagujesz inaczej niż zwykle? Bo szukam czegoś co można by wyczuć z zewnątrz, nie tylko wewnętrznie.
To pytanie Novarii jest ważne, bo wielu ludzi zaczyna zauważać zmiany dopiero gdy ktoś inny im o tym powie. Sama to obserwuję - przychodzi ktoś po kilku sesjach i mówi, że nic się nie zmieniło, a w tym samym zdaniu opisuje coś zupełnie innego niż to co mówiło na pierwszym spotkaniu.
U mnie podobnie - to nie było żadne olśnienie, tylko w notatkach po jakichś sześciu tygodniach zobaczyłam że opisuję te same sytuacje zupełnie innymi słowami. Wcześniej pisałam 'nie mogę sobie poradzić', później pisałam 'jest trudno ale jakoś idę'. Sama tego nie czułam na bieżąco.
Notatki to dobry pomysł, ale zakładają że wiemy na co zwracać uwagę. Ja przez pierwsze sesje pisałam o rzeczach zupełnie nieistotnych - że byłam zmęczona, że spałam po sesji - a to co ważne umknęło mi, bo nie wiedziałam że mam to obserwować.
A mam głupie pytanie może - czy to co opisujecie, ten spokój po sesjach, to nie mogło być po prostu efektem samego wyjścia z domu, kontaktu z innym człowiekiem, godziny dla siebie? Bo na to też bym się zdecydowała nawet bez energii.
Ale to 'nie wiemy' nie musi być końcem rozmowy. Ja bym zapytała inaczej - czy te efekty się utrzymują dłużej niż przy zwykłej wizycie u kogoś bliskiego? Bo u mnie tak było. Po rozmowie z przyjaciółką też mi lepiej, ale inaczej i krócej.
Ja tez to czułam, to 'inne w ciele'. Jak siedzisz z kimś i rozmawiasz, to jedno, ale na stole to jakby ktos dotykal czegoś co jest pod skórą, nie na niej. Może to dziwnie brzmi ale inaczej nie potrafie opisac.
Wchodzę tu z boku bo śledzę ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie do wszystkich opisujących te cielesne odczucia - czy ktoś próbował powiązać to z konkretnym momentem w swoim cyklu czy może z jakimś tranzytem? Serio pytam, nie żartuję. Zauważyłem że moje własne odczucia przy pracy z energią są wyraźnie inne zależnie od tego co się dzieje na niebie.
Wracając do afirmacji, bo chyba trochę odpłynęliśmy - chciałabym zapytać Amuletka i Sylweria: czy afirmacje które robiłyście w tym czasie były gotowe z jakiegoś źródła, czy własne? Bo mam wrażenie że to może mieć znaczenie jeśli chodzi o to przekonanie o zasługiwaniu, o którym pisała Dola.
