ojej Obsydianka, to jest naprawde trudna sytuacja i mysle ze dużo osób tu może mieć podobnie. może zamiast mówić „idź do psychologa” można jakos inaczej to ustawić, nie wiem, powiedziec że chcesz żeby miała rozne formy wsparcia naraz? że to nie albo albo?
dokładnie, to kwestia języka. nie „idź do specjalisty bo sobie nie dajesz rady” tylko „znam kogoś dobrego kto mi kiedyś pomógł w ciężkim czasie, może warto spróbować”. ludzie inaczej reagują na polecenie niż na diagnozę
Odświeżam sobie ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie pytanie - a co jeśli ta osoba w kryzysie sama prosi o sesję i bardzo na niej polega? bo jedna sprawa to my decydujemy żeby nie robić sesji, ale co jeśli dla tej osoby to jest jedyne miejsce gdzie czuje się bezpiecznie. czy wstrzymanie sesji nie może jej bardziej zaszkodzić?
ale to co mówi Iwonka jest dla mnie trochę straszne, bo wychodzi na to że jak ktoś uzależnił się od sesji to już jest za późno? że popełniło się błąd którego nie da się cofnąć? nie wiem jak z tym pracować, tzn. jak wogóle stopniowo wychodzić z takiej sytuacji nie raniąc tej osoby
mam takie wrażenie czytając tę dyskusję że cały czas kręcimy się w kółko i wracamy do „potrzebna superwizja”. ok, rozumiem że to ważne ale mi nadal nie odpowiedziano na moje wcześniejsze pytanie - skąd w ogóle wiadomo że sesja cokolwiek zmieniła? bo jeśli nie wiadomo, to po czym terapeuta pozna że stan klienta się poprawia albo pogarsza
Mieczowa, Grazynka - wiem że to brzmi niewystarczająco, ale w tej pracy naprawdę dużo opiera się na obserwacji i rozmowie. Pytam klienta jak się czuje przed i po. Proszę żeby opisał co czuje w ciele. Obserwuję napięcie, oddech, kolor skóry. To nie jest pomiar laboratoryjny, zgadzam się, ale to nie jest też czysta zgadywanka
no ale Iwonka - to co opisujesz to są po prostu techniki obserwacji kliniczne, to samo robi psycholog na początku sesji. ciekawe że bioenergoterapia korzysta z tych samych narzędzi obserwacji co medycyna, tylko wyciąga inne wnioski z tego co widzi 😉
Antonisia, to jest trochę złośliwe. Obserwacja pacjenta to fundament każdej formy pracy z człowiekiem, od lekarza po trenera personalnego. Fakt że bioenergoterapia też na tym polega nie czyni jej kopią medycyny ani nie podważa jej założeń. Można się z nimi nie zgadzać, ale ten argument jest dość slaby
Odbiję jeszcze do pytania Leokadii bo mnie to też nurtuje - czy ktoś miał sytuację gdzie faktycznie musiał powiedzieć klientowi „nie robimy teraz sesji”? jak to wyglądało w praktyce, jak zareagował klient?
miałam taką sytuację raz i to było naprawdę trudne. Osoba przyszła do mnie w bardzo złym stanie, trzęsły się jej ręce, mówiła chaotycznie, płakała jeszcze w przedpokoju. Powiedziałam że dziś nie robimy sesji energetycznej, tylko po prostu siadamy i rozmawiamy. Na początku się opierała, mówiła że właśnie sesja jej pomoże. ale usiadłyśmy, naparzałam herbaty i po prostu byłam. I wiesz co, to chyba było ważniejsze niż jakkolwiek sesja energetyczna mogłaby być w tamtym momencie
o matko Martynka, to jest takie ludzkie. herbata i bycie obok. brzmi prosto ale wyobrażam sobie że to wymagało dużo odwagi żeby odpuścić „profesjonalną” rolę i poprostu być z tą osobą
to co opisuje Martynka jest dla mnie ważne bo pokazuje że ta decyzja o wstrzymaniu nie musi być odrzuceniem. można wstrzymać sesję a dalej być dla kogoś. to zmienia trochę moją perspektywę, bo bałam się że „nie robimy sesji” oznacza „idź sobie”
a czy to nie jest trochę tak że wlasnie ta herbata i rozmowa TO jest forma pracy energetycznej? tzn. sama obecność, spokój, uwaga skierowana na kogoś - to też oddzialuje energetycznie, nie 😛 albo może to glupie pytanie
no właśnie, bo jak wszystko jest energią i każda rozmowa to praca energetyczna, to po co wogóle wyróżniać bioenergoterapię jako coś osobnego. gdzieś musi być granica między zwykłą życzliwością a terapią
U mnie jest tak, że mam inne pytanie, może trochę naiwne - jak terapeuta sam się czuje po sesji z osobą w kryzysie? bo czytałam gdzieś że można „zabrać” czyjes emocje albo energie, i potem samemu być w dołku. czy to się zdarza i jak sobie z tym radzić?
to jest ciekawy wątek bo rzadko się o tym mówi. wszyscy koncentrujemy się na kliencie, a terapeuta w bioenergoterapii często pracuje bez żadnego systemu wsparcia. po sesji wraca do domu, sam przetwarza co poczuł. to jest dużo
hej, śledziłam tą dyskusję od dłuższego czasu i mam takie pytanie może z innej strony - skoro jest tyle ryzyk, tyle rzeczy które mogą pójść nie tak, to czy w ogóle warto? pytam serio, nie złośliwie. czy korzyści przeważają nad ryzykiem dla osoby w kryzysie
Nirvana, to jest uczciwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Myślę że przy ostrym kryzysie - nie, nie warto, i to jest właśnie odpowiedź na temat tego wątku. Ale przy lżejszych stanach, jako wsparcie, obok innych form pomocy - tak, uważam że może pomóc. Pod warunkiem że terapeuta wie co robi i zna swoje granice
no dobra, Martynka to ładnie powiedziała że „może pomóc jako wsparcie obok innych form pomocy” - ale właśnie to mnie zastanawia. co to znaczy obok? czy klient wie że to jest wsparcie a nie leczenie? bo mam wrażenie że tu jest duże pole do nieporozumień
Grazynka, to jest ważne pytanie. sama się zastanawiam czy podczas pierwszego kontaktu z klientem terapeuta w ogóle to omawia, że to jest uzupełnienie a nie zamiennik dla psychologa czy psychiatry
Antonisia ma tutaj rację, ale to nie jest problem wyłącznie bioenergoterapii. ten sam mechanizm działa przy coachingu, przy grupach wsparcia, przy kościołach, przy wszystkim co daje człowiekowi poczucie że coś się dzieje. ktoś w kryzysie szuka kotwicy. pytanie co terapeuta robi kiedy widzi że ta kotwica staje się jedyna
a właśnie, to jest chyba kluczowe pytanie w tym całym watku - jak rozpoznać ten moment kiedy sesja energetyczna staje sie dla kogoś substytutem a nie uzupełnieniem? bo to chyba jest granica po przekroczeniu której trzeba się zatrzymać, nie?
czytam to i myślę że ta granica jest strasznie rozmyta. skąd terapeuta ma wiedzieć co klient robi poza sesjami? może chodzi do psychologa i tam pracuje nad tym co trudne, a do bioenergoterapeuty przychodzi się odprężyć. a może odwrotnie - unika psychologa właśnie bo ma bioenergoterapeutę 🙂
krwawnik, i właśnie dlatego ten wywiad na początku jest taki ważny. nie żeby kontrolować klienta, ale żeby mieć jakiś obraz. ja zawsze pytam z czym przychodzisz, co już robiłaś w tym kierunku, czy masz kogoś z kim rozmawiasz o trudnych sprawach. to nie inkwizycja, to po prostu dbanie o to żeby nie robić czegoś ślepo
ale Awenturynka00 - a co jeśli klient skłamie? albo nie skłamie, tylko powie to co myśli że chcesz usłyszeć? „tak, chodzę do psychologa” a tak na prawdę rzucił terapię trzy miesiące temu. terapeuta energetyczny nie ma jak tego zweryfikować. to jest strukturalna słabość całego systemu opartego na deklaracjach
Mieczowa, to samo ograniczenie ma psycholog. klient może mówić że bierze leki, a nie bierze. że nie pije, a pije. zaufanie i deklaracje to fundament każdej relacji terapeutycznej, nie tylko tej energetycznej. nie rozumiem czemu akurat tutaj to ma być zarzut
trochę gubię sie w tej dyskusji bo to jest już bardziej o granicach terapeutycznych niz o energii jako takiej. ale mam pytanie może naiwne - czy terapeuta energetyczny w ogóle może poczuć ze ktos sklama? tzn. czy pole energetyczne nie ujawnia jakos tego co czlowiek ukrywa slowami?
