ok więc rozumiem że mamy: wywiad na początku który opiera się na deklaracjach, obserwację która jest subiektywna, intuicję terapeuty która też jest jego własną interpretacją., i na tym ma opierać się decyzja o tym czy sesja jest bezpieczna dla kogoś w kryzysie? pytam bez złośliwości, naprawdę chcę zrozumieć
Nirvana, rozumiem że to brzmi niepewnie, ale tak samo jest przy wielu formach pracy z człowiekiem na wczesnym etapie. pierwsze spotkanie z psychiatrą też opiera się głównie na rozmowie i obserwacji. diagnoza psychiatryczna jest subiektywna, tylko ma za sobą więcej badań które ją wspierają. bioenergoterapia ma mniej, zgadzam się. ale to nie znaczy że decyzja jest podejmowana losowo
iwonka, ok ale psychiatra ma protokół, ma kryteria diagnostyczne, ma superwizję, odpowiada prawnie. bioenergoterapia nie ma żadnego z tych elementów, przynajmiej nie systemowo. zestawianie tego tak jakby były na równi trochę mija się z prawdą, nie?
Kurczę, może wejdę tu z trochę innej strony. Antonisia ma rację co do formalnych zabezpieczeń, ale myślę że gubimy z oczu co jest sednem. terapeuta energetyczny nie diagnozuje i nie leczy zaburzeń psychicznych. jeśli ktoś tak myśli o swojej roli, to to jest problem. ja pracuję z człowiekiem który sam do mnie przychodzi i sam mi mówi po co. moim zadaniem nie jest zastąpić psychiatrę tylko nie zaszkodzić i nie zagubić osoby która potrzebuje czegoś poważniejszego
Martynka, „nie zaszkodzić i nie zagubić” - to jest bardzo dobre podsumowanie. ale jak w praktyce wygląda ten moment kiedy odsyłasz kogoś dalej? mówisz wprost „idź do specjalisty”? czy to jest trudna rozmowa?
ojej, to jest takie trudne 😉 miec racje i wiedziec ze mozna kogos tym zranic. zastanawiam sie czy terapeuci energetyczni w ogole maja jakis support kiedy takie rzeczy sie zdarzaja, bo to brzmi jak cos co zostaje z czlowiekiem dlugo
Ulka, tak, to zostaje. Tamta sytuacja z klientką była ze mną chyba z miesiąc. Ale wiesz co, właśnie dlatego uważam że superwizja jest absolutnie konieczna, nie luksusem. Ja mam kogoś z kim to mogę przepracować, ale znam osoby które pracują kompletnie solo i to mnie niepokoi bardziej niż cokolwiek innego w tej dyskusji.
a właśnie, superwizja w bioenergoterapii - to w ogóle jak to wygląda? bo psycholog idzie do superwizora który jest z tej samej branży i ma certyfikaty i w ogóle. a tutaj kto sprawdza terapeutę energetycznego? inny terapeuta energetyczny? i na jakiej podstawie?
i to jest właśnie ta różnica na którą cały czas wskazuję. „ktoś z zewnątrz patrzy” to nie to samo co superwizja z narzędziami diagnostycznymi i etyką zawodową. nie mówię że to bezwartościowe, mówię że to inne i nie powinniśmy tego mieszać z terminologią kliniczną bo to wprowadza błędne wyobrażenia.
Mieczowa, ok ale jak masz lepszy pomysł na to żeby terapeuci energetyczni nie pracowali w kompletnej próżni to chętnie posłucham. krytykowanie że terminologia jest nieprecyzyjna nic nie zmienia. jakaś forma wsparcia między praktykami jest lepsza niż żadna.
właśnie chciałam zapytać - czy są jakieś stowarzyszenia bioenergoterapeutow w Polsce które mają chociaż jakiś kodeks etyczny? nie mówię że to rozwiązuje wszystko ale przynajmniej jakaś rama. bo czytam tą dyskusję i mam wrazenie że każdy działa trochę po swojemu.
Joasieńka, są, kilka. ale przynależność jest dobrowolna i nikt nie sprawdza czy ktoś tych zasad przestrzega. z mojego doświadczenia kodeks etyczny który leży w szufladzie niewiele robi. to co działa to realna relacja między praktykami i kultura środowiska. a ta kultura jest bardzo różna w zależności od kręgu w którym się obraca.
to brzmi trochę tak ze wszystko zalezy od tego na jakiego terapeutę trafisz. a jak ktoś jest w kryzysie i nie ma sił żeby weryfikować czy ten konkretny terapeuta ma dobre praktyki, to jest zdany na łut szczęścia. to nie jest dobra sytuacja.
no właśnie i wracając do początku tego tematu, to jest chyba odpowiedź na pytanie Martynki - kiedy wstrzymać sesję. może odpowiedź powinna brzmieć: wtedy kiedy terapeuta nie jest w stanie ocenić czy bezpiecznie kontynuować. a do takiej oceny potrzeba czegoś więcej niż tylko intuicja.
Nirvana, tak, i masz rację że sama intuicja to za mało. ja bym powiedziała że wstrzymuję kiedy widzę że klient zaczyna się od tych sesji uzależniać emocjonalnie, tzn. nie przychodzi po wsparcie tylko po to żeby przetrwać tydzień. to jest inny typ relacji niż powinien tu być i wtedy trzeba z tym wyjść wprost, nawet jeśli to niewygodna rozmowa.
a jak to rozpoznać że to uzależnienie a nie po prostu że sesje naprawdę pomagają? bo jeśli ktoś czuje się po sesji lepiej i dlatego wraca, to czy to już jest ten problem?
czyli mówisz że terapeuta ma obserwować co się dzieje MIĘDZY sesjami, nie tylko w trakcie. tylko jak? przecież nie masz wglądu w życie klienta poza gabinetem. to znowu wracamy do tego że zależy co klient powie.
właśnie. i to jest moim zdaniem fundamentalny problem. terapeuta energetyczny nie ma obiektywnych wskaźników żadnych. wszystko przez pryzmat relacji z klientem, a ta relacja z definicji nie jest symetryczna. klient w kryzysie ma tendencję do idealizowania osoby która mu „pomaga”. to zaburza obraz.
a czy ktoś z was miał kiedys sytuacje kiedy sesja energetyczna faktycznie cos pogorszyła u osoby w kryzysie? pytam bo zastanawiam sie czy to realny risk czy bardziej teoretyczny. nie żebym nie wierzyła, po prostu chce zrozumiec jak to wyglada w praktyce
to co Iwonka opisuje to właśnie ten moment graniczny który jest sednem całego wątku. intensywna praca energetyczna może otwierać rzeczy które człowiek nie jest gotowy przetworzyć sam. i to nie jest błąd terapeuty z założenia, ale właśnie dlatego tak ważne jest żeby mieć plan na „co jeśli”. a nie reagować dopiero kiedy coś się posypało.
Wisiałam nad tym wątkiem od początku i to jest naprawdę dużo do przemyślenia. mam jedno pytanie które gdzieś mi umknęło w tej dyskusji - czy terapeuta energetyczny powinien w ogóle brać na sesję kogoś kto jest w ostrej fazie kryzysu, np. tuż po próbie 😉 czy to jest bezwzględna granica?
