Siedzę ostatnio coraz więcej przy świecach i zauważyłem coś, co mnie mocno uderzyło - płomień to nie jest tylko fizyczne zjawisko. Kiedy pracuję z energią dla siebie, zawsze zaczynam od zapalenia świecy i czuję jakby coś się otwierało. Nie wiem jak to inaczej opisać. Jakby ogień tworzył rodzaj bramy albo kanału. Czytałem trochę o transmisji energii poprzez płomień i zastanawiam się czy ktoś tu ma podobne doświadczenia. Interesuje mnie szczególnie ta warstwa - czy ogień naprawdę może przenosić intencję albo ładunek energetyczny??? Czy to co czuję to tylko skupienie uwagi czy jest w tym coś głębszego?
Ciekawy temat, chociaż mam mieszane uczucia. Pracuję z czakrami od jakiegoś czasu i owszem, świece używam - ale bardziej jako punkt skupienia uwagi niż jako „kanał transmisji”. Trochę sceptycznie podchodzę do sformulowania że ogień „przenosi” coś sam z siebie. Masz jakieś konkretne obserwacje co do tego rozróżnienia? Bo to dość istotna różnica - czy płomień działa niezależnie od twojej intencji czy to ty wkładasz energię i ogień tylko pomaga się skupić.
O, temat mi bliski. Pracuję ze świecami od lat i mogę powiedzieć tyle - moje doświadczenie jest takie, że ogień ma własną jakość energetyczną, niezależnie od intencji. Ale to nie jest tak zero-jedynkowo jak opisujesz, Storczyk. To się przenika. Płomień sam w sobie coś robi z przestrzenią, ale intencja nadaje mu kierunek. Przynajmniej tak to czuję. Choć rozumiem twój sceptycyzm, bo faktycznie ciężko to oddzielić w praktyce
Ja też czasem zapalam świecę jak mi ciężko na sercu i… nie wiem, coś się zmienia. Ale szczerze nie mam pojęcia czy to ogień „robi robotę” czy poprostu siedzę spokojnie i patrzę w płomień przez kilkanaście minut i dlatego mi lepiej. Trochę mnie to zastanawia właśnie. Pyromanta - mówisz że czujesz jakby coś się otwierało, możesz to jakoś dokładniej opisać? Jak fizycznie? w ciele, w głowie?
No dobra, ale to co opisujesz Pyromanta to klasyczna odpowiedź relaksacyjna układu nerwowego. Skupienie wzroku na płomieniu, rytmiczne oddychanie, cisza - to wystarczy żeby czuć to „rozluźnienie”. Nie mówię że doświadczenie jest fałszywe, ale przypisywanie temu mistycznej transmisji energii to trochę za duży skok. Czym miałaby być ta „gęstsza przestrzeń” w sensie mierzalnym???
Bogumil, twój argument z układem nerwowym jest ok, ale trochę tak jakby powiedzieć że muzyka to tylko drgania powietrza więc nie może na nas emocjonalnie działać. Technicznie prawda, ale praktycznie bez sensu. Pracuję z ogniem od dawna i to co Pyromanta opisuje - ta „gęstość” - brzmi jak zmiana stanu skupienia energetycznego w danym miejscu. Ogień jest jedynym żywiołem który permanentnie się transformuje, nie ma dwóch takich samych chwil płomienia. To nie przypadek że we wszystkich tradycjach był używany do pracy energetycznej.
Panowie, trochę spokojniej 🙂 ten spór będziecie toczyć w nieskończoność. Mnie bardziej ciekawi praktyczny aspekt - Pyromanta, jak długo pracujesz z płomieniem w jednej sesji? I czy robisz to samo za każdym razem, jakiś stały schemat, czy raczej improwizujesz?
Wchodzę do tematu bo właśnie to mnie od dawna interesuje - konkretnie ta kwestia koloru świecy a jakość energii którą „emituje”. Pracuję głównie z czakrami i przy każdej czakrze używam innego koloru. Przy pracy dla siebie, nie wiem, biała wydaje mi się najbardziej uniwersalna. Ale słyszałam że przy transmisji złota albo pomarańczowa są skuteczniejsze. Ktoś ma zdanie na ten temat?
O właśnie o tym chcialam zapytać! Tez używam swiec przy różnych okazjach ale nigdy nie byłam pewna czy kolor naprawdę ma znaczenie czy to tylko symbolika żeby nam latwiej sie skupic. Bo z jednej strony kolorowa symbolika jest na tyle zakorzeniona że moze właśnie dlatego dziala - bo my tak to kodujemy? Nie wiem, moze głupio pytam.
Odniosę się jeszcze do kolorów - w tradycji którą znam, przy pracy oczyszczającej dla siebie używa się białej albo srebrnej. Złota przy wzmacnianiu. Ale Ethereal_52 ma rację, że przy transmisji energii złota robi robotę. Chociaż to nie jest zero-jedynkowe, miałem sesje na białej które były bardzo intensywne i na złotej gdzie nic specjalnego się nie działo. może zależy bardziej od stanu człowieka niż od koloru świecy?
a ja się zastanawiam nad czymś innym - czy ktoś z was czuje że płomień „reaguje” na to co robicie? Bo mi się zdarza że gdy jestem spokojny to płomień jest równy i spokojny, a jak zaczyna mi się kręcić w głowie to nagle zaczyna strzelać i skakać. I nie zawsze można to wytłumaczyć przeciągiem. Może śmiesznie brzmi ale…
Sewer nie brzmi śmiesznie! Ja mam dokladnie tak samo! Kiedyś robiłam mediataację i płomien sie tak zachwail ze prawie zgasł a nie bylo zadnego przerciagu, okna zamkniente. Trochę mnie to wtedy przestraszyło szczerze mówiąc. Co to może znaczyć jak płomień reaguje tak mocno?
Dobrze że ten temat się pojawił, bo jest kilka rzeczy które warto rozróżnić zanim będziemy mówić o „transmisji przez płomień”. Pierwsze - każdy płomień reaguje na mikroprzepływy powietrza które my tworzymy samym oddychaniem, ruchem ciała, zmianą napięcia mięśniowego. Kiedy jesteście spokojni, oddychacie inaczej, siedzicie inaczej. To wystarczy. To nie eliminuje doświadczenia energetycznego - ale znaczy że nie możemy płomienia traktować jako obiektywnego miernika. Drugie - transmisja przez ogień to tradycja obecna w wielu kulturach, ale nigdzie nie jest to rozumiane jako jednostronne „nadawanie”. Ogień w tych tradycjach jest świadkiem, medium - nie nadajnikiem. To ważne rozróżnienie dla praktyki.
kupala, rozróżnienie jest ważne, ale czy nie jest tak że w praktyce ciężko to rozdzielić? Kiedy siedzę przy świecy i „pracuję na sobie”, ta energia i tak gdzieś idzie po tym jak świeca gaśnie. Albo inaczej - czy pole które tworzę wokół siebie podczas sesji nie zostaje w przestrzeni? Pytam szczerze, nie przekornie.
Wczytuję się w ten wątek od początku i mam jedno pytanie bo chyba czegoś nie rozumiem - jak właściwie zaczyna się taka praca ze świecą dla siebie? Chodzi mi o to czy jest jakiś punkt startowy, jakaś intencja którą się wypowiada czy raczej siada się i obserwuje? Nigdy tego nie próbowałam ale bardzo mnie to ciągnie.
Dobra, to skoro pytam o start to może dopowiem czego konkretnie nie rozumiem - czy ta intencja ma być wypowiedziana na głos, czy wystarczy że ją sobie pomyślę? Bo czytałam różne podejścia i jedni mówią że słowo mówione ma większą moc bo wibracja głosu coś tam robi, a inni że intencja to intencja i forma nie ma znaczenia. Jak to wygląda u was w praktyce?
Wezuwianit53, dobre pytanie i szczerze powiem że po latach pracy nie mam jednej odpowiedzi 🙂 u mnie zależy od dnia. Są sesje kiedy siadam w ciszy i samo skupienie na płomieniu wystarczy żeby poczuć że „coś się zaczęło”, są inne kiedy potrzebuję powiedzieć coś na głos żeby w ogóle wejść w odpowiedni stan. Myślę że pytanie nie jest czy głosem czy myślą, tylko co lepiej działa na ciebie żeby się skupić i nie myśleć o zakupach przez połowę sesji.
No ale to jest właśnie to co mnie trochę irytuje w tych rozmowach - wszystko sprowadza się do „rób co czujesz, każdy ma inaczej”. Jasne, rozumiem że to nie jest receptura na ciasto, ale czy naprawdę nie ma żadnych wspólnych elementów które pojawiają się u różnych osób? Bo jeśli nie, to skąd wiemy że w ogóle mówimy o tym samym zjawisku.
Czytam i troche sie gubie - czy do tej pracy ze swieca potrzeba jakichs specjalnych swiec czy mozna wziac zwykle z Biedronki? Serio pytam, nie ironicznie. Bo tu sie duzo mowi o kolorach i energii ale czy to wogole dziala ze zwykla parafinowa swieczka za 2 zl?
Jaryla, Ethereal_52 ma rację w jednym - na start to bez różnicy. Ale dodam że „wosk pszczeli inaczej pracuje” to nieudowodnione twierdzenie. Pszczeli wosk ma inny punkt topnienia, inny skład chemiczny, inny zapach podczas palenia - to wszystko może wpływać na twoje subiektywne odczucia. Ale to nadal jest mechanizm sensoryczny, nie energetyczny. Nie mówię żeby nie używać, mówię żeby wiedzieć co kupujesz.
Wrócę jeszcze do pytania Wezuwianit53 o punkt startowy - ja zaczelam od bardzo prostej rzeczy: poprostu siadalam przy zapalonej świecy i przez kilka minut nie robilam NIC. Żadnej intencji, żadnej wizualizacji. Tylko patrzylam. I dopiero po jakims czasie zaczęłam dorzucać inne elementy. Moze to głupie podejście ale musiałam najpierw poczuc co w ogole dzieje sie kiedy siedze z płomieniem, zanim zaczelam to „programować”.
Właśnie! Ja też tak zaczełam, bez żadnych intencji, po prostu patrzyłam. i bylo cos hipnotyzujacego w tym. A potem nagle sie zorientowałam ze siedzę juz jakies 40 minut i w ogóle nie mam pojecia kiedy czas minął. Czy to normalne? Znaczy czy to element tej pracy czy po prostu sie zaspatuję 😀
Lobelia, to jest jeden z pierwszych sygnałów że zaczyna działać. Zmiana odczuwania czasu to klasyczny marker głębszego skupienia, niezależnie od tego czy to nazwiesz medytacją, pracą z energią czy po prostu patrzeniem w ogień. Ale uwaga - nie jest to cel sam w sobie. Znam ludzi którzy latami „siedzieli przy świecy” i tyle. Sama utrata poczucia czasu nic nie robi.
Nekromanta58, a co to znaczy że „nic nie robi”? Bo trochę nie rozumiem tej granicy między zwykłym zaspatujem się a „prawdziwą” pracą z płomieniem. Jak to w praktyce rozróżnić? U mnie ta granica jest mocno rozmyta
przepraszam że się wtrącę ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie trochę z boku - czy do tej pracy ze świecą można podejść nie mając żadnego doświadczenia w medytacji? pytam bo kilka razy próbowałam medytować i za każdym razem po 5 minutach zaczynam myśleć o zupełnie innych rzeczach. Obawiam się ze przy świecy będzie tak samo i zmarnuję sesję.
Gawel, Bogumil - oboje macie rację i oboje się mylicie w tym samym sensie. Tak, ogień angażuje uwagę przez swoją zmienność. Tak, szamańskie praktyki to były wieloelementowe systemy, nie sama świeca. Ale to nie znaczy że sama świeca nie działa - działa, tylko może działać inaczej i słabiej niż w pełnym kontekście rytualnym. Pytanie do Pyromanta które mi chodzi po głowie od początku tego wątku: czy kiedykolwiek porównywałeś sesje przy świecy ze zwykłą medytacją bez ognia? I czy widzisz realną różnicę?
Okej, to bardzo mi pomogło - i Hortensja53 i Druidka67 i Pyromanta. Chyba za bardzo komplikowałam podejście do początku. Spróbuję po prostu usiąść i popatrzeć bez żadnego programu, a dopiero potem zobaczyć co samo wychodzi. Jedno pytanie zostało mi jeszcze - jak długo siedzieć na start? Bo 40 minut jak Lobelia brzmi dużo na pierwsze podejście.
