Hej, szukam już od jakiegoś czasu informacji o bioenergoterapii i jakoś nie mogę znaleźć dobrego punktu startowego. Podobno zaczyna się od pracy z własną energią, ale nie bardzo wiem jak to rozumieć w praktyce. Czy ktoś mógłby powiedzieć, od czego w ogóle zacząć? Czy trzeba mieć jakiś wrodzony talent, czy to można po prostu wypracować?
Dobre pytanie, sam się nad tym kiedyś zastanawiałem. Według mnie talent pomaga, ale nie jest konieczny. Zanim w ogóle zacząłem cokolwiek robić z energią innych, przez kilka miesięcy ćwiczyłem samo wyczuwanie własnych dłoni. Taka prosta rzecz - trzymasz ręce naprzeciwko siebie i próbujesz poczuć coś między nimi. Ciepło, mrowienie, opór. Masz już jakieś doświadczenia z medytacją, czy zaczynasz kompletnie od zera?
Z medytacją to próbowałam kilka razy, ale jakoś mi nie wychodziło, za dużo myśli w głowie. To ćwiczenie z dłońmi brzmi ciekawie, bo wydaje mi się, że coś takiego raz poczułam przypadkowo. Ale czy to nie jest za proste żeby miało działać?
Och, to samo ćwiczenie mi kiedyś pokazała koleżanka i byłam zdziwiona, bo naprawdę coś czuć! Nie wiedziałam, że to tak powiązane z bioenergoterapią, myślałam że to tylko taka ciekawostka. Dziękuję Ludwiczek za to wyjaśnienie, bardzo mi to rozjaśniło 🙂
Ale czy samo czucie ciepła w dłoniach to nie jest po prostu fizjologia? Chodzi mi o to, że jak trzymasz ręce blisko siebie, to i tak będziesz czuć ciepło z własnego ciała. Skąd wiadomo, że to energia, a nie zwykłe promieniowanie cieplne?
Powiem szczerze, że ćwiczenie z dłońmi to podstawa, ale bez pracy z czakrami to trochę jak budowanie domu bez fundamentów. Zanim człowiek zacznie w ogóle myśleć o pomaganiu innym, powinien mieć oczyszczone własne centra energetyczne. Inaczej przekazujesz nie tę energię co trzeba.
oczywiście że samodzielnie, wizualizacje, dźwięki, kryształy. Na przykład ametyst świetnie działa na czakrę koronową. Wystarczy położyć się, przyłożyć kamień i skupić myśli na kolorze fioletowym. Efekty czuć prawie od razu.
Ja mam pytanie trochę z boku, ale wydaje mi się powiązane. Zastanawiam się, czy otoczenie, w którym się ćwiczy, ma duże znaczenie. Pytam bo u mnie w domu jest dość głośno i zastanawiam się, czy to przeszkadza. Mam na myśli nie tylko hałas, ale też np. muzykę w tle.
Mam wrażenie, że to jest właśnie klucz do całej tej dyskusji. Jeśli otoczenie dźwiękowe tylko utrudnia skupienie, to jest to kwestia psychologiczna. Jeśli faktycznie blokuje lub zaburza energię niezależnie od naszej uwagi, to jest twierdzenie dużo mocniejsze. Czy ktoś ma na to jakieś konkretne doświadczenia, nie teorię, ale praktykę?
Ja mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia, choć nie wiem czy to bioenergoterapia, bo nigdy się tak nie nazywałam. Zawsze jak próbowałam coś poczuć przy głośnej muzyce, to moje myśli były gdzie indziej i nic nie wychodziło. Przy spokojnej muzyce, albo ciszy, było zupełnie inaczej. Czy to znaczy, że dźwięk blokuje energię, czy tylko moją koncentrację? Nie potrafię tego rozróżnić.
Dźwięk ma częstotliwość i energia ma częstotliwość, to ze sobą współgra albo nie. Miseczki tybetańskie są znane właśnie dlatego, że ich wibracje sprzyjają przepływowi energii. Głośny telewizor ma zupełnie inną wibrację i tak, zaburza pole energetyczne, nie tylko skupienie.
Ja akurat trafiłem na informacje o afirmacjach i powtarzaniu ich przy określonej muzyce. Podobno częstotliwość 432 Hz albo 528 Hz wspomaga wchłanianie pozytywnych treści przez umysł. Czy ktoś to testował przy bioenergoterapii? Zastanawiam się, czy to mogłoby pomóc też przy samej nauce pracy z energią.
Właśnie, to jest moje główne pytanie, czy przy afirmacjach chodzi tylko o to, żeby nie było rozpraszaczy, czy dźwięk w tle aktywnie coś robi? Bo jeśli tylko nie przeszkadza, to mogę ćwiczyć w ciszy i nie zawracać sobie głowy Hz.
No właśnie, i tu wracamy do tego samego problemu. Żeby stwierdzić, że dźwięk działa energetycznie, a nie tylko psychologicznie, trzeba by jakoś oddzielić te dwa efekty. Jak to zrobić w praktyce? Czy ktokolwiek próbował ćwiczyć afirmacje w różnych warunkach i porównywać?
Ja nie robiłam żadnych eksperymentów, ale mogę powiedzieć, że powtarzanie afirmacji przy telewizorze jest dla mnie jak mówienie do ściany. Przy ciszy albo przy spokojnym dźwięku coś się zmienia w środku, trudno to opisać. Czy to energia, czy psychika, nie wiem, ale różnica jest wyraźna.
Ja też to czuję! Przy hałasie te słowa jakoś się nie kleją, a przy spokojnej muzyce prawie same wchodzą. Nie wiedziałam, że to może mieć związek z bioenergoterapią, myślałam że to po prostu kwestia koncentracji. Dziękuję, że poruszacie ten temat, naprawdę otwiera mi oczy 🙂
Przepraszam, że wchodzę między was, ale mnie to pytanie Alojzego trochę niepokoi. Bo ja zaczynam dopiero i chciałabym wierzyć, że to ma sens, ale jak to czytam, to zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle jestem w stanie ocenić czy robię coś dobrze.
To jest normalne uczucie na początku, naprawdę. Ja też przez długi czas miałem wątpliwości i chyba dobrze, że je miałem. Przy afirmacjach i przy energetyce generalnie warto zacząć od obserwacji własnych stanów, nie od prób udowodnienia czegokolwiek. Co konkretnie chciałaś osiągnąć afirmacjami?
Chciałam popracować nad pewnością siebie, bo mam z tym problem od lat. Ktoś mi powiedział, że afirmacje przy odpowiedniej muzyce działają szybciej. Ale teraz zastanawiam się, czy nie powinnam zacząć od czegoś prostszego, bez tylu zmiennych.
Mnie też ciekawi to pytanie o pewność siebie, bo sama zaczęłam afirmacje właśnie z tego powodu. Tylko nie wiedziałam o muzyce i robiłam to przy otwartym oknie, przez które słychać ulicę. Czy to mogło coś psuć?
A ja słyszałem coś innego, że biały szum albo szum natury, jak deszcz czy las, może być lepszy niż muzyka z konkretnymi melodiami. Bo melodia angażuje mózg i odciąga od afirmacji. Czy ktoś próbował takiego tła?
Oj, Alojzy ty zawsze znajdziesz jakieś ale 🙂 ale szczerze, to jest sensowne pytanie, bo ja sama nie umiałabym powiedzieć, które nagranie jest naturalne, a które nie. Kupuję na YouTube to co ma ładny obrazek z lasem i zakładam, że dobre.
Przy okazji, wracając do samych afirmacji, ktoś tu mówił o szybszym działaniu przy muzyce. Mnie zastanawia coś innego, czy pora dnia ma znaczenie? Sam ćwiczę wieczorem, ale czytałem, że rano, zaraz po przebudzeniu, umysł jest bardziej otwarty. Przy bioenergoterapii to chyba też powinno mieć znaczenie.
To jest ważne pytanie, bo ja właśnie próbowałam rano i zasypiałam przy tym. Może to nie jest moja pora. Ale czy pora dnia zmienia coś energetycznie, czy tylko chodzi o to, w którym momencie jesteśmy bardziej skupieni?
Mnie się wydaje, że i jedno i drugie, ale wolę zapytać kogoś bardziej doświadczonego. Ludwiczek, jak to u ciebie wygląda wieczorami, masz wtedy ciszę w domu czy też z hałasem walczysz?
Wieczorami mam zazwyczaj spokój, dzieci śpią, więc jest cisza albo włączam sobie coś delikatnego w tle. Ale muszę przyznać, że nie zawsze to pomaga, bo głowa bywa pełna po całym dniu i zamiast skupić się na afirmacjach, mentalnie pisuję listy rzeczy do zrobienia. Więc nie jestem pewien, czy wieczór jest idealny, czy tylko wygodny.
To co mówisz o głowie pełnej myśli po całym dniu, to bardzo do mnie trafia. Może dlatego zasypiałam rano, bo przed snem jestem bardziej zmęczona i szybciej się wyłączam? Tylko czy to znaczy, że afirmacje wchodzą wtedy głębiej, bo jesteśmy mniej oporni, czy wręcz przeciwnie?
