Kasieńkaa, no właśnie! Sam się zastanawiałem nad tym samym. Bo te wszystkie pojedyncze próby to jedno, ale czy ktoś naprawdę siedział z tym przez miesiąc i widział jakiś trend? Bo mi się wydaje że takie rzeczy działają dopiero jak się nawarstwią przez czas, ale to tylko moje wrażenie.
Odpowiadając na pytanie Kasieńkaa - tak,robiłam to regularnie przez jakieś dwa miesiące, surya namaskara plus kilka minut siedzenia z twarzą do słońca. i powiem szczerze, że różnica była widoczna głównie w nastroju. Mniej tego ciągłego zmęczenia rano. ale nie mam pewności czy to słońce, czy poprostu wychodzenie na świeże powietrze i ruch. Nie rozdzielałam tego.
No i wlasnie Emilka dotknela sedna - jak mamy ruch + swieze powietrze + swiatlo to skad wiadomo co konkretnie „zadzialalo”? Nie mozna przypisac efektu samej „energii slonecznej” jesli rownoczesnie zmieniamy kilka rzeczy. To podstawowy blad w rozumowaniu przyczynowym.
Kaczeniec,rozumiem ta logike, ale mam pytanie - czy w takim razie kazda praktyka gdzie mamy kilka czynnikow naraz jest dla ciebie niediagnozowalna? Bo na tej zasadzie mozna tez powiedziec ze nie wiadomo czy medytacja dziala bo przy okazji czlowiek sie uspokaja przez sam fakt ze oderwal sie od ekranu. Gdzie stawiasz granice?
Ale czy subiektywne odczucie jest złe? Szczerze pytam, nie ironicznie. Bo jeśli ktoś czuje się lepiej po tej praktyce, to czy naprawdę ważne jest dlaczego to działa na poziomie mechanizmu? Mnie to po prostu jakoś kręci i niewiem czy muszę to tłumaczyć biologią
Hej, troche sie gubie w tej dyskusji teraz. Czy dobrze rozumiem ze mozna se to robic ale nie mowic ze sie „karmi sloncem” tylko ze np. medytuje przy sloncu??? bo mi chodzi po glowie ze to roznica tylko semantyczna, nie? :(.
Janusz, niezupełnie semantyczna. Różnica jets taka że jedno to opis praktyki a drugie to twierdzenie o mechanizmie. Możesz mówić „medytuję przy słońcu i czuję się po tym lepiej” i to jest opis doświadczenia. Jak mówisz „pochłaniam energię słoneczną bezpośrednio” to już stawiasz hipotezę o tym jak działa twoje ciało, i to hipotezę dość odważną.
Ojej ale to trochę smutne że trzeba tak bardzo rozdzielać te rzeczy 🙁 Mnie zawsze się wydawało że jak coś czujesz to masz prawo to nazywać jak chcesz. Czy naprawdę jest aż taka różnica? Pytam serio bo dopiero próbuję to wszystko ogarniać.
Dobre ze Oracula to powiedziala bo sama pracuje z ludzmi i zaawsze mowie na poczatku ze nie obiecuje efektu tylko towarzysze w procesie. Klient wie co bierze. Ale nadal uwazam ze slonce jako zrodlo energii w sensie energetycznym, nie biologicznym, jets jak najbardziej realne. czuje to podczas sesji.
Heliolit jest zdecydowanie droższy i w mojej ocenie nie daje proporcjonalnie więcej niż cytryn przy tej konkretnej pracy. Mam oba i cytryn używam częściej po prostu dlatego że jest żywszy w dotyku jakoś. Heliolit jest ładny ale to bardziej kwestia estetyki.
Ciekawe ze wszyscy skupiaja sie na kamieniach a troche umknal watek ktory Kasienkaa podnosila - czyli o dlugoterminowych efektach regularnej praktyki. Mam w tym tesz swoje obserwacje. po kilku miesiacach pracy ze sloncem zauwazylam ze moje poczucie „naladowania” zaczelo byc mniej uzaleznione od tego czy slonce akurat swieci. Jakby cialo zapamietalo cos. Czy ktos mial podobnie?
no i tu jets pies pogrzebany Kolowa o to mi chodzilo!! Czy ktos prowadzil jakis dziennik albo chociaz notowal?? Bo czytam te odpowiedzi i widze ze wiekszosc mowi „czulam” albo „wydawalo mi sie”, a ja chcialabym wiedziec czy jest jakas metoda zeby to bardziej swiadomie sledzic. Nie laboratorium, ale chociaz cos.
Kasieńkaa,prowadziłam coś w rodzaju krótkiego dziennika przez jakiś czas. Rano przed praktyką jedno zdanie o samopoczuciu i energii na skali 1-10, po praktyce to samo. po miesiącu miałam konkretne liczby do porównania. Nie dowód naukowy, ale przynajmniej twarde dane dla siebie. I faktycznie dni ze słońcem wypadały wyżej, choć jak słusznie mówi Kolowa, nie wiem czemu dokładnie.
Eleonorka, to na prawde dobry pomysl z ta skala 1-10. Mam jedno pytanie - notowalas tylko przy praktyce ze sloncem czy wogole kazdego dnia zeby miec punkt odniesienia na dni bez slonca? Bo bez tego porownania ciezko cokolwiek wyciagnac z tych liczb
Ale właśnie to mi się wydaje trochę... niewiem jak to powiedzieć... za bardzo mechaniczne? Jakby trzeba było wszystko mierzyć i udowadniać żeby w ogóle mieć prawo to robić. Ja po prostu siedzę rano przy oknie i czuję się lepiej i to mi wystarczy 🙂
Anastaya, nikt ci nie mowi ze musisz mierzyc. 😉 Ale ja pytalam wlasnie dlatego ze chce wiedziec czy widze efekty u SIEBIE a nie tylko mi sie wydaje. To dla mnie, nie dla nikogo innego. Bylam niecierpliwa bo zaczelam trzy tygodnie temu ale kto to wie czy cos sie dzieje czy to placebo czy co.
trzy tygodnie to dosc krotko zeby wyciagac wnioski,szczerze mowiac. Moje wlasne obserwacje zaczely sie ukladac w jakis pattern dopiero po mniej wiecej dwoch miesiacach regularnosci. I tu jets wazne slowo - regularnosc. Jak to u ciebie wyglada? Codziennie czy jak wyjdzie?
Wtrące sie bo mam podobne doswiadczenie - nieregularna praktyka to troche jak siłownia raz na dwa tygodnie. Coś tam się dzieje ale nie ma jak zbudować bazy. W sumie czy to energie słoneczna czy medytacja czy cokolwiek innego, regularnosc chyba zaawsze jest kluczem nie?
Czy ktos moze mi wytlumaczyc jedno - jak sie wogole odroznia „energie sloneczna” od zwyklego witaminy D? bo czytam caly ten watek i nie rozumiem czy mowimy o czyms fizycznym czy czyms duchowym czy obu naraz. Miesza mi sie
Ja rozrozniam tak: witamina D to co cialo produkuje biochemicznie,a energia sloneczna w sensie energetycznym to co pole energetyczne czlowieka „odczytuje” ze slonca. nie sa tym samym i jedno nie wyklucza drugiego. tyle ze ten drugi aspekt jets trudny do udowodnienia naukowo, to fakt
Elektromagnetyzm to ciekawy przyklad wlasnie dlatego ze ostatecznie DALO sie go opisac i zmierzyc. I wczesniej nim to zrobiono tesz nie chodzilo po swiecie tlumnie wielu ludzi ktorzy „czuli jego dzialanie na swoje pole”. Porownanie troche kuleje.
Hmm ale jednak intuicja i obserwacja poprzedzała naukowe opisanie wielu zjawisk, nie? Albo przynajmiej tak to widzę - ludzie czuli coś od słońca na długo zanim ktokolwiek odkrył witaminę D. I jakoś wtedy tesz żyli i mieli z tym praktyki
Emilka, zgadzam sie z tym historycznym aspektem, ale tu jest jedna pulapka - ludzka intuicja tesz bardo czesto sie mylila i trzeba bylo ja korygowac. Wiec sam fakt ze ktos cos czul od dawna nie jest jeszcze dowodem ze to co czul mialo taki mechanizm jaki mu przypisal.
Trochę odpłynęłyśmy od kamieni 😀 ale wracajac - Zbyszek powiedział że cytryn jets żywszy w dotyku niż heliolit. Co to znaczy „żywszy w dotyku”? Bo ja trzymam mój cytryn i... po prostu jest zimny jak każdy kamień. Może coś robię nie tak?
o kurcze, przeglądam całość od góry i troche sie boje zapytac ale... czy fotosynteza ludzka nie jets po prostu niemozliwa fizycznie? bo w szkole uczylam sie ze chlorofil to białko ktore mamy tylko w roslinach. Bez niego chyba nie da sie przetwarzac swiatla. Moze sie myle
ojej, florka, masz rację co do biologii - w ścisłym sensie fotosynteza u ludzi nie zachodzi, nie mamy chlorofilu. Ale tu chba nie chodzi o dosłowną fotosyntezę tylko o metaforę procesu „czerpania z energii słońca” w sensie energetycznym. Przynajmniej tak rozumiem intencję tego tematu. Choć przyznam że nazwa trochę miesza.
Florka,masz rację co do biologii - w ścisłym sensie fotosynteza u ludzi nie zachodzi, nie mamy chlorofilu. Ale tu chyba nie chodzi o dosłowną fotosyntezę tylko o metaforę procesu „czerpania z energii słońca” w sensie energetycznym. żeby było śmieszniej, przynajmniej tak rozumiem i taki był chyba zamysł tematu. Ktoś mnie poprawi jeśli się mylę.
