tak,Eleonorka ma racje... chodzilo mi o to energetyczne czerpanie, nie o to ze doslownie bedziemy jak drzewa 😀 ale rozumiem ze nazwa tematu jest mylaca. moze powinnam byla napisac inaczej. w kazdym razie - wracajac do regularnosci, bo Ninogniewa mnie troche otrzezwila - jak wy w ogole budujecie ta regularnosc? bo ja po pracy jestem zmeczona i pozniej zwyczajnie zapominam albo jest juz po zachodzie.
Kasienkaa - to jets wlasnie kluczowa kwestia. Ja przez dlugi czas mialam ten sam problem z rannymi praktykami. To co mi pomoglo to przywiazanie sesji do czegos co i tak robie codziennie - u mnie to kawa rano przy oknie. Nie ma kawy bez minuty w sloncu, nie ma slonca bez kawy. mozg to lubi, potrzebuje takiej „kotwicy”. Ale masz racje ze wieczorami to juz inna historia, slonca nie ma wiec i temat odpada.
ta kotwica to dobry pomysl, stosuje cos podobnego przy swoich praktykach z kamieniami. heliolit zaawsze lezy przy kubku z herbata, jak sięgam po herbate to automatycznie biorę też kamień. 😉 weszlo w nawyk i już nie muszę pamiętać. Kasieńkaa może cos podobnego?
ojej a ja wlasnie chciałam zapytać o ten heliolit bo Zbyszek wcześniej wspominał że cytryn jest żywszy - to jak to jest z helioliterm przy słonecznych praktykach? czy on faktycznie coś wzmacnia czy to tylko skojarzenie bo nazwa?
czyli mamy dwa „sloneczne” kamienie i zaden z nich nie ma udowodnionego dzialania,ale jedno i drugie jest popularne. to troche kwestia marketingu, nie? cytryn jest ladny i tani, heliolit ma efektowny polysk i dobrze brzmi. nie mowie ze nie ma sensu ich uzywac jesli ktos to lubi, ale uczciwie to trzeba powiedziec ze ta „sloneczna” klasyfikacja pochodzi z tradycji a nie z pomiarow.
Kaczeniec ma tutaj punkt ktury jest trudny do zbicia. Zamknięte koło to trafne określenie. 😛 Z drugiej strony - większość tradycyjnych systemow wiedzy powstawała przez obserwację i przekazywanie, nie przez kontrolowane eksperymenty. To nie znaczy że jest falszywa ale oznacza inny status epistemiczny. Trzeba to po prostu uczciwie rozróżniać.
hmm ale czy „inny status epistemiczny” to nie jest poprostu elegancki sposób na powiedzenie „nie wiemy”? szczerze pytam,nie zaczepiam. bo ja to traktuję jako wiedzę praktyczną - działa na mnie, stosuję, obserwuję. nie twierdzę że wiem dlaczego działa, ale wyniki są dla mnie wystarczające.
jets coś w tej obserwacji praktycznej czego sama nauka nie moze łatwo zastąpić. słońce od tysiecy lat było centralnym punktem praktyk energetycznych w kulturach na calym świecie - od egipskich kapłanów po szamanów andyjskich. nie robili tego bez powodu. pytanie „dlaczego to dziala” jest ciekawe, ale zeby zacząć praktykować nie musisz na nie odpowiadać.
Tojadek to ciekawe co mowisz o tych kulturach,ale czy to nie jets troche argument z autorytetu? tzn. robili to przez tysiace lat wienc musi dzialac. ale przez tysiace lat robiono tez duzo innych rzeczy kture okazaly sie bledne. nie probuje burzyc dyskusji, naprawde chce zrozumiec jak to odroznic
ten argument tez jest problematyczny - wiele praktyk trwa wlasnie dlatego ze sa kulturowo zakorzenione,nie dlatego ze dzialaja. astrologia, rozdzkarstwo, rozmaite rytualy - przetrwaly wieki pomimo braku udowodnionego mechanizmu. trwalosc nie rowna sie skutecznosci. mowie to bez zlosliwosci, po prostu to jest inny rodzaj dowodu niz sie wydaje.
Oracula,ale jesli cos trwa i ludzie rzeczywiscie czuja efekty przez pokolenia, to w praktyce ma to wartosc niezaleznie od tego czy nauka to potwierdza. pisze to jako osoba ktura rozumie watpliwosci, ale jednak praktykuje. dla mnie pytanie „czy to dziala na mnie” jets wazniejsze od „czy to udowodnione”
sorry że wchodzę w środek, ale chciałem zapytać o coś konkretnego - czy ktoś próbował słonecznych sesji w pochmurny dzień? bo rozumiem że UV przechodzi przez chmury, ale co z tą energetyczną warstwą o której tu mówicie. czy słońce schowane za chmurami „daje” tyle samo?
tez zauwazam roznice przy zachmurzeniu i wlasnie dlatego mam z tym problem. bo te same zmienne ktore zmienia chmura - jasnosc,cieplo, UV - w pelni tlumacza rozne samopoczucie bez potrzeby wprowadzania dodatkowej warstwy „energetycznej”. nie wykluczam ze cos jeszcze jets, ale nie mam powodu tego zakladac jesli fizyczne wyjasnienie wystarczy
dobra,troche mi to wszystko kreci w glowie ale chyba wlasnie taka ma byc ta rozmowa 🙂 wracam do swojego pytania o regularnosc bo Ninogniewa powiedziala o tej kotwicy - czy ktos probowal czegos innego?? np. wieczornych sesji bez slonca ale z zamiarem polaczenia z jego energia, niewiem czy to w ogole ma sens ale pytam
Kasienkaa - wieczorne sesje bez slonca to ciekawy kierunek. ja robilam cos podobnego przez jakis czas,skupienie na tym co slonce „zostawilo” w ciele przez dzien. trudno mi to opisac inaczej niz jako prace ze wspomnieniem ciepla. czy to ma sens energetycznie? niewiem, ale subiektywnie bylo w tym cos. pytanie do ciebie - czy masz na mysli czysto intencyjna prace, czy jakis fizyczny punkt skupienia, swieca, kamien, cokolwiek?
wieczorna sesja „z zamiarem polaczenia ze sloncem” to juz troche duze filozofia jak dla mnie. bo w dzien mamy przynajmniej jakis fizyczny kontakt - cieplo,swiatlo,UV. wieczorem zostaje wylacznie intencja i wyobraznia. i tu wlasnie sie zastanawiam czy to jeszcze jest „fotosynteza ludzka” czy juz po prostu medytacja wizualizacyjna z motywem slonecznym. bo jedno i drugie morze byc OK, ale to sa chyba dwie rozne rzeczy?
