ale chwila, wracając do serów bo o tym też było na początku - zapomnieliśmy o serach haha. ser kefirowy a ser topiony to dwie różne rzeczy energetycznie tak? jak to ma się do czwartego centrum? bo tam padł argument o żywych kulturach i to mi zostało w głowie
dobrze że ktoś wrócił do serów! mnie zastanawia czy kwestia „żywości” produktu to nie jest tak naprawdę pytanie o to czy coś co jest aktywnym procesem ma inne pole niż coś zamkniętego i martwego. i tu sery fermentowane są super przykładem bo one dosłownie żyją, zmieniają się, dojrzewają. a Anahata to centrum przemiany też, nie tylko miłości.
centrum przemiany - tu jest klucz którego nam brakowało. serce przetwarza nie tylko emocje, przetwarza też doświadczenia, relacje, straty. i żywy fermentowany produkt to jest produkt który sam przeszedł przemianę i ją wciąż niesie. może dlatego intuicyjnie czujemy że taki ser albo kimchi ma „głębię” której nie ma plastikowy plasterek z folii.
Wracam do tych serow bo Oskar dobrze przypomnial - to jest chyba kluczowe pytanie tej dyskusji, czy zywosc produktu ma znaczenie dla czwartego centrum. bo jesli tak, to kefir i ser plesniowy dzialaja inaczej niz topiony nawet jesli oba „maja energie mleka” czy jakkolwiek to nazwac
myślę że właśnie tu jest pułapka w którą wszyscy wpadacie. utożsamiacie żywotność biologiczną z żywotnością energetyczną. to niekoniecznie to samo. kamień kryształ nie ma procesów biologicznych, a nikt tu chyba nie kwestionuje że ma pole energetyczne. więc „żywy” w sensie biologicznym to nie jest synonim „aktywny energetycznie”
hej, to rozróżnienie Jarzebinki jest ważne ale chciałem zapytać o coś praktycznego - czy ktoś z was na prawdę spróbował tego co proponowała Bogusia, czyli porównać ser żywy kontra topiony i sprawdzić na sobie? bo ta dyskusja jest coraz bardziej teoretyczna a mnie ciekawi czy ktoś ma jakieś realne doświadczenie z czwartą czakrą a pożywieniem
ja nie robiłam testu z serem ale robiłam coś podobnego z herbatami. herbata sypana kontra w torebce, pita z intencją skupioną na sercu. i różnica jest, naprawdę! herbata sypana to jakby ciepło rozchodzi się szerzej, a torebkowa jest taka… płaska? nie wiem jak inaczej to opisać 🙂
ej, ale czy ktoś w ogóle wie jak to miałoby działać od strony, no nie wiem, energetycznej mechaniki?? bo rozumiem że „żywy produkt ma aktywną energię” ale jak ta energia przechodzi do człowieka? przez jedzenie, przez dotyk, przez samo trzymanie w rękach? bo to chyba robi różnicę
to jest bardzo dobre pytanie Oskar i mało kto je zadaje. w różnych tradycjach mamy różne odpowiedzi. w ajurwedzie mówi się że energia pożywienia wchodzi przez pranu - życiową siłę oddechu przy jedzeniu, świadomym przeżuwaniu. w hermetyzmie mówi się o podobieństwie wibracji. ale żadna z tych tradycji nie zakładała przetworzonego jedzenia bo po prostu go nie było, i to jest problem
Uff, mam jedno konkretne pytanie do wszystkich którzy twierdzą że żywy produkt ma inne pole - czym to mierzysz? bo jeśli nie ma żadnej metody weryfikacji nawet w obrębie samej tradycji, to skąd wiesz że nie projektujesz? pytam serio, nie złośliwie
Jurek02 pyta o mierzenie i rozumiem skąd to pytanie, ale moim zdaniem stawiasz je w zlym miejscu. nie wszystko co jest prawdziwe daje sie zmierzyć przyrządami zewnętrznymi. kiedy siedzę w medytacji i trzymam ser kefirowy przy sercu - co brzmi absurdalnie ale spróbowałam - czuję inaczej niz z topionym. to nie jest pomiar ale jest informacją
ok ale „czuję inaczej” to może być faktura, temperatura, zapach, skojarzenie. jak odróżniasz to od sygnału energetycznego?? to nie jest złośliwość, na prawdę chcę zrozumiec jak robisz to rozróżnienie
Hej, nie bede bronic Zawilec bo sama potrafi, ale chce dodac cos do pytania Jurka. problem polega na tym ze w ezoteryce metoda weryfikacji jest czesto samo cialo i jego wrazenia. to nie jest brak metody, to jest inna metoda. pytanie czy ja uwazamy za wiarygodna to inna rozmowa
i tutaj właśnie dotykamy sedna. czwarta czakra jest centrum czucia, nie rozumu. jej językiem są właśnie te subtelne odczucia które Jurek by wyrzucił jako „niekontrolowane”. może dlatego tak trudno rozmawiać o anahata przez pryzmat dowodów bo to narzucanie języka czwartemu centrum przez szósty albo i trzeci
przepraszam ale mogę zapytać - anahata to ta czwarta czakra serca? bo chce się upewnić ze dobrze rozumiem o czym mówicie. i co to znaczy ze „szósty narzuca język”, czyli chodzi o umysł kontra serce?
no właśnie i dlatego pytałam o praktykę, bo czekam aż ktoś powie ze próbował a nie tylko filozofuje 🙂 Zawilec miałaś jakiś konkretny rytuał z tym serem przy sercu czy po prostu trzymałaś?
ok więc Zawilec trzymała ser przy sercu bez żadnego rytuału i coś poczuła - to jest dla mnie najciekawszy punkt całej tej dyskusji. bo intencja była zerowa, a efekt był. to trochę podważa teorię że „czujesz to co chcesz poczuć”, nie? jurek, co ty na to?
właśnie o tym mówiłam wcześniej przy Tygrysicy - metodologia osobistego doświadczenia ma swoje pułapki i to jest realne. No, ale Zawilec ma rację że argument „zawsze jest jakiś kontekst” robi z ludzkiego odczucia coś zupełnie bez wartości poznawczej. a to już za daleko idące uproszczenie
wróćmy na chwilę do składników bo od tego się zaczęło. mamy ser żywy, mamy topiony, mamy kosmetyki z kulturami bakterii. ale jakie konkretnie składniki miały być energetycznie aktywne dla czwartej czakry? bo Zawilec pisała o tym na początku i trochę się ta nić urwała w tej dyskusji o dowodach
no właśnie, dziękuję Nekromantko 🙂 chodzilo mi o to że niektore składniki mają tradycyjne przypisania do serca - róża przede wszystkim ale też zielona herbata, awokado w kontekście ajurwedyjskim. i zastanawialam sie czy ich obecność w kremie albo w jedzeniu cokolwiek zmienia energetycznie czy to juz za cienkie
róża i serce to bardzo stare połączenie, znacznie starsze niż nowożytna ezoteryka. w średniowiecznych ziołoleczniczych traktatach róża przypisana jest do wenus i do organu serca nie metaforycznie, ale dosłownie 🙂 to ciekawe że ta intuicja przetrwała tyle wieków w tak wielu kulturach niezależnie od siebie. czy to coś znaczy? nie wiem. ale warto się temu przyglądać
Astrolożkaa, tylko że „przetrwało w wielu kulturach” to nie jest automatycznie dowód na działanie. wiele rzeczy przetrwało bo było piękne symbolicznie albo użyteczne społecznie. róża i serce to ważna metafora w każdej kulturze, więc nie dziwi że się utrwaliła. to inna kategoria niż energetyczne działanie płatka
ale czekajcie, ja mam pytanie do Zawilec - te kosmetyki z różą, to chodziło ci o olejki, kremy do twarzy?? bo ja używam wody różanej i szczerze to jest coś w tym zapachu co naprawdę otwiera klatkę piersiową, niemal fizycznie. to może być „tylko” aromaterapia ale może też jest coś więcej?
to nie jest albo-albo. nigdy nie było. ciało jest bramą do subtelnego, a subtelne działa przez ciało. aromaterapia może być jednocześnie biochemia i praca z polem. to nie są dwie oddzielne rzeczy, tylko ten sam fenomen oglądany z dwóch stron
hej, mam głupie pytanie ale muszę zapytać - jeśli kosmetyk ma w składzie „ekstrakt z róży” to czy ta energia jest jeszcze tam? bo przecież to jest wyciąg chemiczny, nie róża jako taka. czy ekstrakt to to samo energetycznie co płatek?
ekstrakt chemiczny vs cała roślina - to brzmi jak coś co można by faktycznie porównać jeśli ktoś umie czytać energię. czy ktoś tu naprawdę próbował trzymać np. butelkę olejku różanego i porównać z prawdziwą różą pod kątem czakry? bo to wydaje sie testowalne przynajmniej na poziomie subiektywnym
ja robiłam podobną rzecz z kamieniami i olejkami - różowe kwarce i olejek różany razem vs osobno i różnica była dosyć wyraźna. ale nie wiem czy to samo zadziała z kosmetykiem, bo tam jest masa innych składników, emulgatory, konserwanty 😉 czy to nie zakłóca całości?
