konserwanty jako zagłuszacze energii - to jest ciekawy trop. bo można by z tego wysnuć że produkty naturalne bez konserwantów byłyby energetycznie czystsze. i tu wracamy do pytania Kaspra z początku dyskusji o żywych fermentowanych serach kontra przetworzonych. może te dwie nitki sa naprawdę tym samym pytaniem?
to mi daje do myslenia bo zawsze kupowalam drogie kremy „naturalne” glownie dla poczucia ze sa zdrowsze. ale jesli ta naturalna formula ma tez inne dzialanie przy czwartej czakrze, to moze jest glebszy sens w tym wyborze niz mi sie wydawalo? bo troche dzialam instynktownie a tu wychodzi ze instynkt mogl miec racje z innych powodow
hm. rozumiem ten tok myslenia ale uwaga - „naturalny” na etykiecie kosmetyku to bardzo czesto marketing, nie opis rzeczywistosci. i jesli budujemy na tym jakis wniosek o energii skladnikow, to wchodzimy na grzaski grunt gdzie producent kontroluje nasze przekonania ezoteryczne. to wydaje mi sie problematyczne
Wladyslawa ma rację i to jest ważna uwaga. ale jest wyjście - można pracować ze składnikami samymi w sobie, nie z gotowymi produktami. płatek róży, łyżka kefiru, plaster awokado. bez opakowań i etykiet. i właśnie o to chyba Zawilec pytała na początku, o samą energię składnika, nie o to co przemysł z nim robi
ale czekajcie, wracajac do tego co Elwirka napisała na końcu - praca z samymi składnikami bez produktów gotowych, to brzmi sensownie praktycznie. tylko jak to ma wyglądać? siadasz z płatkiem róży i co, przykładasz do klatki piersiowej i czujesz czwartą czakrę? pytam serio, nie ironicznie, chce zrozumieć jak to się robi
Oskar, ja właśnie tak robiłam! nie wiem czy to ortodoksyjny sposób ale brałam płatek świeżej róży, trzymałam oburącz w okolicy serca, kilka minut spokojnego oddechu i naprawdę coś czuć. No, jakieś ciepło albo mrowienie. brzmi dziwnie ale spróbuj zanim zaczniesz oceniać 🙂
Tygrysica, ale tu właśnie wracamy do tego problemu metodologicznego. ciepło i mrowienie mogą być efektem skupienia uwagi, wolniejszego oddechu, relaksacji. nie muszą być dowodem działania składnika jako takiego. to nie znaczy że doświadczenie jest fałszywe, tylko że interpretacja wymaga ostrożności
właśnie o to mi chodziło od początku i w kolko wracamy do tego samego miejsca. doświadczenie jest, interpretacja jest dyskusyjna. ale może powinniśmy zapytac inaczej - czy sa tradycje ktore wypracowały jakąś metodologię odrozniania „to relaksacja” od „to faktycznie praca z energią składnika”? bo jeśli tak, to warto wiedzieć co mówią
to jest dobre pytanie Zawilec. w tradycji ajurwedyjskiej mówi się o „pradze” czyli o intencji i świadomości z jaką pracujesz ze składnikiem. sam składnik bez intencji jest według tej tradycji bierny. dopiero połączenie składnika, intencji i świadomości ciała ma dawać efekt. co nie odpowiada na pytanie czy to „działa” energetycznie, ale przynajmniej definiuje warunki
hm ale jeśli intencja jest kluczowa, to czy nie oznacza ze moglbys teoretycznie osiagnac ten sam efekt z dowolnym skladnikiem przy wystarczajaco silnej intencji? bo to hyba podwaza cały argument o energii ROZ składników? no bo po co roza skoro intencja wystarczy
one trzymają się kupy jeśli przyjmiesz że to nie jest mechanizm przyczynowo-skutkowy tylko rezonans. Oj tam, nie „intencja uruchamia składnik” tylko „składnik i intencja razem tworzą pole którego żadne z nich nie stworzyłoby osobno”. to jak pytać czy w muzyce ważniejszy jest instrument czy muzyk
mierzalność to chyba nie jest właściwy punkt wejścia do tej rozmowy, Oskar. nie dlatego że jestem antyracjonalistką ale dlatego że pytasz o narzędzia pomiaru czegoś do czego te narzędzia nie zostały zbudowane. to jak mierzyć smak termometrem. nie wyjdzie nie dlatego że smak nie istnieje, ale dlatego że termometr to nie jest właściwe sposób
Astrolozkaa,to jest klasyczny ruch ktory zamyka dyskusje zanim sie zaczela. „twoje narzedzia sa nieodpowiednie” to nieweryfikowalne twierdzenie. jesli efekt energii skladnika istnieje, to powinno dac sie go zaobserwowac w jakikolwiek sposob. a jesli nie da sie go zaobserwowac w zaden sposob, to jaka jest roznica miedzy jego istnieniem a nieistnieniem?
hej, trochę zmieniam wątek bo jeszcze nie padło tu jedno pytanie. wracamy do sera - w kontekście czwartej czakry, mamy potwierdzenie że fermentowane produkty mleczne mają jakieś konkretne przypisania w jakiejś tradycji? bo rozumiem różę, rozumiem zieloną herbatę, ale ser przy sercu to dla mnie nowość i chętnie bym zrozumiała skąd to pochodzi
aha, to rozumiem! dzięki za klaryfikację bo przez kilkadziesiąt postów myślałam że to jest jakaś tradycja którą znam a nie znam 🙂 to ciekawe że dyskusja tak się rozwinęła na podstawie pytania otwartego. to dobrze czy źle?
dobrze moim zdaniem! bo to znaczy że pytanie było płodne. a wracając do tych żywych kultur - mam takie skojarzenie z probiotykami i jelitami a nie sercem, bo teraz wszędzie mówią o osi jelito-mózg. czy jest coś podobnego między jelitami a czwartą czakrą energetycznie? bo fizycznie to różne miejsca ale może energetycznie coś łączy?
o matko, zacząłem czytać ten temat bo myślałem że będzie prosto - co jeść dla serca energetycznie - a teraz jestem w filozofii umysłu i mikrobiomie. macie może jakąś konkretną listę składników dla czwartej czakry którą można poprostu zastosować? bo ta dyskusja jest ciekawa ale mało praktyczna dla kogoś kto chce zacząć
mogę zebrac ale z zastrzeżeniem że to nie jest lista sprawdzona tradycyjnie tylko zbiór propozycji z różnych źródeł i z tej dyskusji. bo wyszlo jasno że rozne tradycje maja rozne systemy przypisan i zadna nie jest „jedyną słuszną”. więc lista będzie ale traktujcie ją jako punkt wyjścia do własnej pracy, nie jako gotowa receptę
dobra to może ja zacznę zbierać te składniki bo chyba i tak nikt tego nie zrobi szybko 😀 mamy więc: róża, zielona herbata, awokado, woda różana, fermentowane mleczne, probiotyki przez trzecią czakrę. coś pominąłem? i właściwie - ser wciąż jest na tej liście czy Zawilec go skreśla skoro to było jej własne skojarzenie a nie tradycja?
