Wracając do pytania Romualdy o samotność i energie, bo myślę że jest jeszcze jeden wymiar. Samotność może być też miejscem, gdzie te energie zaczynają być naprawdę twoje, a nie odbicia czyjejś. Trudne, ale może to jest właśnie ta integracja, którą chciałem poruszyć w tym wątku. Że balans to nie jest coś co osiągamy z kimś, tylko coś co musimy znaleźć sami, i potem dopiero można to wnosić do relacji.
To co powiedział Dadzbog na końcu, o tym że samotność może być miejscem gdzie te energie stają się naprawdę twoje, to mnie uderzyło. Ale jak to rozpoznać? Znaczy, jak odróżnić, że 'to już moje' od 'to tylko dlatego że nie mam z kim dzielić'?
To co mówi Galaktyka ma swoją nazwę w pewnych systemach pracy z cieniem, praca z introjekcja. Ale mam pytanie do Zaneczki, bo to mnie ciekawi. Mówisz że wszystko się rozłazi. Co konkretnie? Granice, poczucie własnych potrzeb, coś innego?
Wewnętrzny Cesarz, to jest ciekawy obraz. A jak to się ma do tej energii żeńskiej, bo mnie się wydaje że przez długi czas myślałam że bycie elastyczną, dostosowującą się, to jest właśnie ta moja żeńskość. A może to nie była żeńskość tylko brak osi?
Fiolek69 trafia tu w coś ważnego. Elastyczność jako żeńskość to jest bardzo wygodna narracja, żeby usprawiedliwić brak centrum. Prawdziwa energia żeńska jak ją rozumiem to jest właśnie coś silnie zakorzenionego, woda jest elastyczna ale też potrafi drążyć skałę. To nie jest bezgraniczność.
Hm, ale skąd mam wiedzieć czy mam tę oś czy nie? Bo jak słucham to wydaje mi się że tak, mam zdanie, mam granice. A może po prostu nie jestem teraz z nikim testowana i tak mi się wydaje?
Słucham i mam takie skojarzenie, może naiwne. Mówimy o balansie energii żeńskiej i męskiej, o osi, o centrum. A czy to jest coś co można ćwiczyć konkretnie, jakieś praktyki bioenergoterapeutyczne, czy to bardziej praca psychologiczna? Bo nie wiem gdzie ta granica jest.
I tu wracamy do tematu, bo balans energii żeńskiej i męskiej to nie jest stan do osiągnięcia raz na zawsze. To jest coś co się kalibruje ciągle. I samotność jest akurat jednym z bardziej szczerych momentów do tej kalibracji, bo nie ma zewnętrznych wskazówek, tylko ty i to co faktycznie w środku gra.
Fiolek69 napisała coś ważnego, że zaczyna być ciekawa zamiast przestraszona. To brzmi jak konkretna zmiana w relacji z tą energią żeńską właśnie, bo ciekawość to nie jest pasywność, to jest aktywne otwarcie. Czy ktoś pamięta moment, kiedy ta zmiana nastąpiła? Nie stopniowo, ale taki konkretny przełom?
U mnie nie było jednego momentu, bardziej seria małych rzeczy. Ale jedno zdanie z tej rozmowy zostało mi, to o tym że samotna równowaga może być tylko brakiem testu. I to mnie nie opuszcza. Ciągle wracam do tego i nie wiem czy to niepokój czy coś konstruktywnego.
To co mówi Esoterica o dwóch rodzajach napięcia, to jest duuża różnica i myślę że mało kto to odróżnia na początku. Ostrzegające i zamrażające. I w kontekscie tej osi o której mówimy, ta oś to jest właśnie ta zdolność żeby w napięciu nie zamrozić, tylko usłyszeć.
Dobre pytanie. Bo można powiedzieć że energia żeńska to jest ta zdolność do odbierania sygnałów, czucia, otwartości. A energia męska to jest ta orientacja, sprawdzanie, ocena. I jak jedno bez drugiego, to albo czujesz ale nie wiesz co z tym zrobić, albo oceniasz ale nic nie czujesz. Balans jest wtedy gdy te dwa tryby rozmawiają ze sobą.
Dokładnie to widzę w pracy z kartami. Kiedy ktoś przychodzi z pytaniem o relacje, to często układ kart pokazuje albo nadmiar mieczy i brak kielichów, albo odwrotnie. I to jest właśnie ten brak rozmowy między energiami. A w samotności, jak nie ma lustra zewnętrznego, to jeszcze trudniej to zobaczyć.
Wracam do tego co Zielarz napisał o tym że balans się kalibruje ciągle. Bo mam takie poczucie że przez długi czas szukałam jakiegoś stałego stanu, jakiegoś osiągniętego balansu. I może właśnie to było błędem, że traktowałam to jak cel a nie jak proces.
chyba kilka razy się przewróciłam w momencie kiedy myślałam że mam to osiągnięte. I za każdym razem to rozbicie przychodziło przez kontakt z inną osobą. Więc może nie było innego sposobu żeby to zobaczyć.
To co opisuje Fiolek69 bardzo mi bliskie. Ja też myślałam że balans mam, a potem weszła jedna osoba i wszystko się posypało. I długo myślałam że to ta osoba była problemem. Dopiero po czasie zobaczyłam że ona po prostu ujawniła coś co było w środku cały czas.
Uwielbiam to w kartach właśnie, że nie dają odpowiedzi na pytanie które zadajesz, tylko na pytanie które powinieneś zadać. I to jest chyba też coś z tej energi żeńskiej, to zwracanie się do wewnątrz zamiast szukania przyczyn na zewnątrz. Ale to wymaga właśnie tej osi żebys wytrzymać to co zobaczysz.
To co napisała Galaktyka o kartach, które odpowiadają na pytanie które powinieneś zadać, a nie to które zadajesz, chyba najlepiej opisuje całą tę rozmowę. Bo zaczęliśmy od balansu energii, a właściwie cały czas rozmawiamy o tym jak być samemu ze sobą i nie uciekać. I może to jest właśnie ta integracja, o której pisałem na początku.
Okej ale mam pytanie do całej tej rozmowy, bo gdzieś mi umknęło: czy ta praca nad balansem energii żeńskiej i męskiej ma jakiś konkretny, mierzalny efekt? Bo rozumiem że to jest proces, ale jak ktoś pyta, skąd wiem że idę w dobrym kierunku?
I to jest właśnie ten balans, o którym wszyscy tu mówimy od początku. Energia mięska to nie jest kontrola. To jest kierunek. A bez tej miękkości kobiecej, sam kierunek prowadzi donikąd, bo nie wiesz dokąd chcesz iść. Przynajmniej tak to u siebie widzę.
To brzmi prosto, ale to chyba najtrudniejsza rzecz. Siedzieć bez planu. Ja jak próbuję, to za chwilę już myślę o tym co zrobię potem, co zjem, co obejrzę. Jakby umysł nie tolerował tej pustki.
Zresztą w kartach nie rozróżniamy nawyk od energii. Układ pokazuje wzorzec i tyle. Skąd ten wzorzec pochodzi, to jest już pytanie dla terapeuty albo dla kogoś kto zna historię osoby. Karty tylko mówią co jest, nie skąd.
Wróćmy na chwilę do tematu balansu, bo mam pytanie do Dadzboga. Na początku pisałeś że energia żeńska jest u ciebie mniej rozwinięta. Czy po tym co tu wszyscy powiedzieli, to się jakoś zmieniło w twoim postrzeganiu, czy nadal tak to widzisz?
Dobre pytanie i uczciwie muszę powiedzieć że nie wiem. Bo ta rozmowa pokazała mi że być może to czego mi brakowało to nie tyle energia żeńska jako taka, tylko zdolność do bycia w ciszy bez wypełniania jej działaniem. I to może być jedno i to samo, ale może też być coś innego.
A ja się zastanawiam czy w ogóle warto przyklejać do tego etykiety żeńskie i męskie, skoro ta rozmowa pokazała że większość z nas mówi o tym samym niezależnie od płci. Może to są po prostu dwa tryby, nazwijmy je jak chcemy.
Ale właśnie dlatego mi ta rozmowa się podoba, bo nikt tu chyba nie powiedział że mężczyzna musi być bardziej miękki żeby być zbalansowany. Tylko że każdy, mężczyzna czy kobieta, ma w sobie oba bieguny i chodzi o to żeby umiały ze sobą rozmawiać. Przynajmniej tak to rozumiem.
A to nie jest po prostu impulsywność? Bo jak tak to opisujecie, to brzmi jakby to była kwestia charakteru, nie energii. Nie kwestionuję, tylko chcę rozumieć co tu jest energetycznego, a co jest zwykłą psychologią.
